94: Gdy miłość wymaga kłamstw

Czasem tak bardzo chcemy podtrzymać zmyśloną wesję kogoś, że oprócz oszukiwania siebie, oszukujemy także innych…
W tym odcinku jest Róża i Mariusz, SOR i skręcona noga. Aaaa… I przyjaciółki Róży się ukażą.
Dzieci w tle proszę zignorować.

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska

W materiale użyto fragmentów utworu „Past Sadness” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

94: Gdy miłość wymaga kłamstw

Witam w 94. odcinku podcastu „Pokój w głowie”.
Tym razem chciałabym opowiedzieć o tym, że idealizowanie jakiegoś człowieka, zmyślanie go i jeszcze w dodatku wiara w tą zmyśloną wersję może zepsuć nasze relacje z pozostałymi ludźmi i prowadzić wręcz do okłamywania ich lub do konfliktów.

W poszukiwaniu idealnej ‘partii’

Róża ma trzy przyjaciółki. Takie naprawdę dobre kumpele. Spotykają się wszystkie ze sobą razem po to, aby pogadać o facetach. O innych rzeczach oczywiście też rozmawiają, ale mężczyźni to jest główny temat ich rozmów. Tym bardziej, że wszystkie albo są singielkami, albo weszły w jakiś nowy związek i te ich związki zazwyczaj zbyt długo nie trwają. Można powiedzieć, że to takie dziewczyny-singielki, które bardzo chcą rozkminić mózg mężczyzny, żeby wreszcie wejść w jakiś fajny związek. No więc rozmawiają o tym, co ci mężczyźni myślą, więcej niż oni w ogóle myślą. Na każdym spotkaniu tak rozmawiają. Jest to dla nich bardzo pochłaniające, wciągające, angażujące. Każda z nich ma jakąś historię, jakiegoś nowego kolegę, którego poznała albo może jakiegoś ex, który się odezwał. Rozkminka pogania rozkminkę.

Jakże w tej sytuacji Róża miałaby nie opowiedzieć im o Mariuszu. To jasne, że one ciągle o tym Mariuszu gadają. Mariusz jest na tapecie przy każdym spotkaniu. Albert oczywiście też tam się pojawia. Koleżanki Róży uważają nawet, że jest fajnym facetem. Ale Róża jakoś nie dowierza. Oczywiście, wszystkie również uważają, że Mariusz jest fantastyczny, bo Róża tak właśnie go przedstawiła.

Co dziewczyny wiedzą o Mariuszu? Wiedzą, że ma dużo znajomych, jest popularny w towarzystwie, w pracy też, wszyscy go lubią, jest ciekawy, szarmancki, przystojny, świetnie się ubiera, ma mnóstwo pasji i naprawdę ciekawie żyje. Jeśli ktoś nie docenia swojej wolności jako singla, to taki Mariusz jest wspaniałą deską ratunkową. Może wyrwać z marazmu i wreszcie zorganizować jakieś atrakcje w życiu. Oczywiście, Mariusz nie będzie nikogo ratował z jego własnego życia, ponieważ Mariusz boi się bliskości. Ale tego dziewczyny oczywiście nie wiedzą, bo Mariusz w ich oczach jest ideałem i niczego się nie boi.

Okrakiem pomiędzy fikcją a rzeczywistością

Przyjaciółki Róży to Melisa, Jagoda i Jaśmina. Dziś się spotkały. Zjadły kolację, a teraz popijają drinki, rozmawiając o kimże by innym, jak nie o mężczyznach. No, wiadomo. Gdy tak gadają i gadają, to gdzieś tam w głębi mają nadzieję, że się wydarzy jakiś cud, że wreszcie spadnie na nie takie olśnienie, które sprawi, że już od tej minuty będą wiedziały, gdzie szukać tego właściwego faceta i na czym, tak naprawdę, dobry związek miałby polegać i jak one właśnie miałyby ten związek budować, od czego zacząć. One nie wiedzą, one szukają, więc czekają na ten cud i to przedłuża ich wspólne wieczory, bo zawsze czują taki niedosyt, rozchodząc się do swoich domów. Czekają na ten cud olśnienia, a on się nie wydarza. Ale potem można mieć nadzieję, że może to się zdarzy na kolejnym ich wspólnym spotkaniu, gdy tak będą o tych mężczyznach gadać i gadać.

Dzisiaj cud też się nie wydarzył, ponieważ była już północ, to nadszedł czas, by wracać do domu, tym bardziej, że jest środek tygodnia i jutro każda z nich rano zaczyna pracę. Róża pojechała do siebie metrem, a potem przeszła się kawałek. Wzięła prysznic, umyła zęby i położyła się natychmiast spać. Nie chciała być niewyspana kolejnego dnia. Rano wstała, ogarnęła się i poszła do pracy. Spotkała tam oczywiście Mariusza. Trochę pogadali w kuchni, ale raczej za wiele czasu z nim nie spędziła. Jednak gdy się rozstawali w tej kuchni, to on powiedział „pamiętaj, że możesz na mnie liczyć”. Oczywiście, nie wiadomo, po co on to powiedział, ponieważ trudno jest się z nim skontaktować, trudno do niego dodzwonić i czasem oddzwania po trzech dniach albo w ogóle nie oddzwania. Ale może chciał być miły i tak powiedział. Dla Róży oczywiście to, że może na niego liczyć, miało ogromne znaczenie i ona natychmiast, w mig zapomniała, że Mariusz nie oddzwania. Jak można liczyć, to można liczyć. To znaczy, że Róża może do niego uderzać ze swoimi problemami, gdyby była taka potrzeba. Zresztą, Róża zawsze tak o nim myślała, przecież idealizuje go już od dawna. I tak go właśnie przedstawiła swoim przyjaciółkom, więc Melisa, Jaśmina i Jagoda też są przekonane, że Róża może zawsze na Mariusza liczyć.

Ten dzień w pracy Róży trochę się dłużył, ponieważ drinki poprzedniego wieczoru odebrały jej nieco energii. Poza tym, dziś jest piątek i wreszcie, wreszcie zacznie się weekend. Będzie można znowu spotkać się z dziewczynami. Jakieś dwie godziny przed końcem pracy Róży nie chciało się jechać windą, kiedy potrzebowała coś załatwić na innym piętrze w budynku, w którym pracuje. Uznała, że pójdzie schodami, jednocześnie pisząc coś do swoich koleżanek. W telefonie, więc nie patrzyła na schody, a patrzyła w telefon. I tak niefortunnie postawiła stopę, uderzyła nią właściwie, bo nie zauważyła, że schody się już skończyły, i strasznie ją to zabolało. Czuła, że w tej stopie coś się wydarzyło, więc kuśtykając poszła do swojego biurka i tam usiadła. Starała się już nie chodzić do końca pracy, ale niestety ta stopa jej spuchła. Zrobiła się trochę fioletowa nawet. Róża uznała, że musi iść z tym do lekarza. A ponieważ zawsze może liczyć na Mariusza, to napisała mu SMS-a zza swojego biurka, czy może by jej nie zawiózł.

Mariusz z natury jest dobrym człowiekiem, więc powiedział: „Jasne, oczywiście. Bardzo Ci współczuję, że tak Cię to boli. Już idę po Ciebie. Pomogę Ci dostać się do auta i jedziemy”. Kiedy już wsiedli, Mariusz zaznaczył, że może nie ma zbyt wiele czasu, ale cieszy się, że może Róży pomóc. Dotarli na oddział ratunkowy, gdzie oczywiście trzeba było poczekać w kolejce. Usiedli na krzesłach. Mariusz co chwilę zerkał na zegarek. Róża zapytała go: „czy już musisz iść?”. On na to – „no tak, za 20 minut będę musiał lecieć”. Przed Różą jeszcze kupa ludzi w kolejce, więc wyglądało na to, że jeszcze będzie musiała tam poczekać sama. Już bez Mariusza. I rzeczywiście, minęło 20 minut i Mariusz zawinął się do swego auta, ponieważ był umówiony na piątkowe spotkanie ze swoimi znajomymi. I oczywiście to spotkanie dla niego jest bardzo ważne.

Róża została więc sama. Czuła, że coś nie gra. Czuła mnóstwo emocji kotłujących się w jej wnętrzu. Jednocześnie mówiła sobie, że przecież kurczę, no nie może od niego wymagać, że będzie tam z nią siedział, bo przecież oni nie są w związku. Zresztą, każdy ma prawo iść na spotkanie, na które się umówił. A poza tym, jeśli poszedł na to spotkanie, to na pewno było ważne. To spotkanie na pewno było ważne. To jest główny wniosek Róży i tak sobie to tłumaczyła. Jak są ważne spotkania, to się nie siedzi na SOR-ze w kolejce, towarzysząc komuś. Żeby szybciej jej zleciał czas oczekiwania, zaczęła pisać do dziewczyn. Mają taką swoją grupę na Messengerze, więc piszą do siebie wszystkie naraz.

I Róża napisała. Wysłała zdjęcie nogi. Dała znać, że czeka, i że Mariusz ją przywiózł. Dziewczyny się ożywiły i wszystkie zaczęły komentować, i tę nogę, i sytuację, i jeszcze w dodatku Mariusza. Powiedz Mariuszowi to, powiedz Mariuszowi tamto. Powiedz, że fajny z niego facet, że w ogóle z Tobą tam pojechał. Musi być świetny, skoro możesz na niego liczyć. Róża nie miała odwagi im się przyznać, że Mariusza już w tej kolejce z nią nie ma. No nie miała odwagi, po prostu. Udawała, że Mariusz tam z nią jest, bo właściwie to Mariusz poniekąd tam z nią był. Był tam z nią ten wyidealizowany, nieprawdziwy Mariusz, zmyślony, ten, który nie istnieje. On nadal tam z nią był.
I kiedy dziewczyny prosiły, żeby coś mu przekazała, to przekazywała właśnie temu zmyślonemu. Róża tam siedziała i rozmawiała w myślach ze zmyślonym Mariuszem. I on dodawał jej otuchy. Co poniekąd sprawiało, że czuła się jeszcze bardziej samotna i zawiedziona. A nie chciała powiedzieć przyjaciółkom o tym, że Mariusza już nie ma, bo oczywiście to nie była jej racjonalna myśl – tylko w głębi – bała się, że to o niej będzie coś świadczyło, że coś z nią nie tak, coś nie halo i jest niewystarczająca. Ponieważ jest niewystarczająca, to ją tak tam zostawił. Nie chciała do tego się przyznać.

Poza tym, jest jeszcze jedna ważna rzecz, która sprawiła, że Róża nie powiedziała, że Mariusz pojechał. Nie chciała, by dziewczyny były na niego wkurzone, bo wiedziała, że koleś będzie spalony w ich oczach, kiedy się dowiedzą, że zostawił ją samą na tym SOR-ze. A Róża tak bardzo pragnęła nadal mieć nadzieję związaną z Mariuszem i tak bardzo pragnęła nadal mieć przy sobie tego zmyślonego Mariusza i nadal o nim rozmawiać ze swoimi koleżankami, że wolała pozostawić je w błędzie, niż być wobec nich uczciwą. Doczekała się wreszcie swojej kolejki na tym SOR-ze.

Na szczęście okazało się, że noga nie jest złamana, tylko skręcona. Lekarz unieruchomił jej nogę i miało to tak zostać na tydzień. Unieruchomiona noga przez tydzień, a potem zobaczymy, co dalej. Róża, żeby dostać się do domu, wezwała taksówkę. Oczywiście cały czas była na czacie ze swoimi koleżankami, które pytały, czy może jakoś jej pomóc, czy może potrzebuje transportu, ale Róży tak głupio było się przyznać, że Mariusz już poszedł, że wolała tę taksówkę sobie sama zamówić i udać przed nimi, że to Mariusz ją odwiózł. Co oczywiście spotkało się z pochwałą przyjaciółek, że „kurczę, jak koleś tyle czasu z Tobą tam spędził, czekał i jeszcze Cię odwiózł, to naprawdę fajny typ. Musi być zaangażowany w tę waszą relację. Chyba mu zależy”. Róża bardzo bała się przyznać, że jednak w ogóle mu nie zależy, bo, jak mówiłam wcześniej, obawiała się, że to będzie świadczyło o niej, że coś z nią jest nie w porządku, że mu nie zależy. Róża nie wie, że ludzie mogą po prostu do siebie nie pasować. A już tym bardziej nie wie, że Mariusz tak się boi bliskości, że mu na nikim nie zależy na tyle, by stworzyć związek. Jemu zależy na wolności i świętym spokoju.

Tylko czyny budują prawdziwe zaufanie

Aby zachować wyidealizowaną wizję Mariusza, Róża musiała okłamać swoje przyjaciółki. Osoby, które naprawdę były gotowe jej pomóc w tej sytuacji. Wolała być nie fair wobec osób, które realnie są w jej życiu, żeby uratować opinię na temat człowieka, którego w jej życiu nie ma. A to dlatego, że ona ma nadal nadzieję i chce tę nadzieję mieć, że Mariusz się pojawi. Nadzieja na Mariusza była dla niej ważniejsza niż realne, obecne w jej życiu przyjaciółki. Zrobiła im świństwo. Na szczęście one o tym nie wiedzą, więc nie będą mogły poczuć się źle. I tak to właśnie jest, że dobre relacje wydobywają z nas to, co w nas najlepsze. Wspierają nas, więc możemy być wtedy najlepszą wersją siebie, bo się czujemy silni i ważni przy wsparciu tej osoby, której na nas zależy. Natomiast złe relacje wydobywają z nas to, co w nas najgorsze. Czyli zazdrość, dużo złości, może nawet nienawiść.

Kiedy czujemy się zranieni i mamy potrzebę się bronić, to robimy czasem naprawdę okropne rzeczy. Tak jak teraz Róża. Ona bardzo chciała, żeby nie potwierdziło się w czyichkolwiek oczach, że coś z nią nie w porządku i że nie zasługuje na miłość, więc nie powiedziała dziewczynom, że Mariusz zostawił ją na tym SOR-ze samą. I oprócz tego właśnie chciała podtrzymać wizję wyidealizowanego Mariusza. A o to też trzeba czasem nieźle walczyć, żeby prawda nie wyszła na jaw. Walczyć i ze sobą, i z resztą świata, bo kłamstwo na dłuższą metę trudno jest utrzymać w tajemnicy. Prawda? Więc jeśli jakakolwiek relacja sprawia, że okłamujecie bliskie i ważne osoby, i to w dodatku takie osoby, które autentycznie są gotowe przyjść Wam z pomocą w środku nocy, chociażby, to może warto się zastanowić, czy to na pewno dobry wybór. Jeśli tak bardzo chcecie podtrzymać czyjąś wyidealizowaną wizję, że musicie okłamywać nie tylko siebie, ale też innych, to też warto to przemyśleć. Bo jeśli trafiamy na odpowiednią osobę, to tutaj na siłę nie trzeba podtrzymywać dobrego imienia tego człowieka. On sam się wybroni swoimi czynami. W dodatku zrobi to bez problemów. Ludzie, którym możemy zaufać, sami budują nasze zaufanie do nich swoimi czynami. Natomiast czasem jest tak, że komuś nie możemy ufać, a my na siłę próbujemy to zaufanie budować, wciskając sobie jakieś kity. Sami sobie.

Kończąc dzisiejszą historię, kończąc całkiem nieźle, bo kitowy, wyidealizowany Mariusz odwiózł Różę do domu, można przy okazji powiedzieć, że wreszcie stało się coś fajnego w tej relacji. Niestety stało się tylko na niby.

Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę na więcej moich treści, to zajrzyj sobie proszę na stronę pokojwglowie.pl, gdzie są linki do mediów społecznościowych, są też transkrypcje wszystkich odcinków podcastu, a w zakładce „sklep” znajdziecie pamiątki związane z treścią niniejszego podcastu. Zatem proszę wychodzić przez sklep z pamiątkami.

Shopping Cart