157: Dlaczego czuję się osaczona, gdy miły facet okazuje zainteresowanie?
Czy zdarzyło Ci się poczuć lęk, złość albo wręcz obrzydzenie, kiedy miły, ciepły i empatyczny mężczyzna chciał się do Ciebie zbliżyć?
W tym odcinku przyglądam się temu, co może kryć się pod taką reakcją i co ma z tym wspólnego dzieciństwo, relacja z ojcem oraz nasz kulturowo ukształtowany wstyd. Opowiadam o tym, jak uczymy się ukrywać swoje słabości pod mentalnymi ubraniami i dlaczego bliskość bywa tak trudna, kiedy ktoś chce nas naprawdę zobaczyć, całych, nie tylko w wersji „do pokazania”.
Przyglądam się też różnicy między Mariuszem a Albertem – jednym, który patrzy punktowo, i drugim, który patrzy całościowo. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałaś się, dlaczego empatia i autentyczne zainteresowanie mogą wywoływać w Tobie niepokój – ten odcinek jest właśnie dla Ciebie.
Kurs „Emocje to kompas”:
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Backbay Lounge” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
157: Dlaczego czuję się osaczona, gdy miły facet okazuje zainteresowanie?
Witam w 157. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym poruszyć temat, który już od dawna we mnie dojrzewał i być może Wy też czujecie potrzebę, żeby o tym pogadać, a mianowicie o tym, dlaczego Róża, kiedy zbliża się do niej Albert, czyli miły, fajny facet, to czuje obrzydzenie, osaczenie, złość i lęk. I z tego, co wiem, tak czuje wiele z Was. Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.
Wzbudzenie wstydu
Zacznę od ankiety, którą niegdyś zrobiłam na Instagramie. Zapytałam Was „czy zdarzyło Ci się czuć obrzydzenie, gdy Albert chciał zbliżać się do Ciebie emocjonalnie? Czy miałaś poczucie osaczenia?”. I tutaj, w tej ankiecie, aż 40% odpowiedziało „tak – obrzydzenie osaczenie”, 22% odpowiedziało „lęk lub złość”, 21% odpowiedziało „wszystko powyższe”, a 17% „nic z tych rzeczy”. Czyli zobaczcie, że ogromna większość osób, biorących udział w tej ankiecie, odpowiedziała, że czuje nieprzyjemne, nawet bardzo nieprzyjemne, emocje w takich sytuacjach. Skąd to obrzydzenie i osaczenie? I jak sobie z tym poradzić?
Spróbuję Wam to dzisiaj wyjaśnić. I jestem trochę zmuszona znowu mówić tutaj o wstydzie. Ten wstyd jest też takim niedocenionym tematem. I warto, żeby każda z nas pozagłębiała się w historię wstydu w swojej rodzinie. Możecie też sobie posłuchać 150. odcinka „Pokoju w głowie”, bo tam mówię o wstydzie dziedziczonym między pokoleniami kobiet. My wszyscy czegoś tam się wstydzimy. Każdy. Nie ma człowieka, który się niczego nie wstydzi. I nasz wstyd bardzo często związany jest właściwie z takimi rzeczami, których – jakby się zastanowić – można by się nie wstydzić. To jest takie narzucone kulturowo.
I zobaczcie, że tak jak chodzimy w ubraniach i z tych naszych ubrań najczęściej wystają głowa, ręce i nogi. Chociaż jeżeli ktoś uważa, że swoich nóg powinien się wstydzić, to nogi nie wystają. Jeżeli ktoś uważa, że ma coś nie tak z szyją, to może nawet szyja nie wystaje. Jak ktoś uważa, że jego brzuch jest okej, to pokaże brzuch, ale jeżeli ktoś uważa, że nie jest okej, to tego brzucha nie pokaże, nawet gdyby chciał. Oczywiście, nie mówię, że wszyscy muszą chcieć pokazywać brzuch, prawda? Bo możemy chcieć dobrze się czuć w ubraniu. Ale w dużej mierze te nasze ubrania wynikają z tego, że się wstydzimy odsłonić jakieś części ciała. No nikt nie chodzi nago po ulicy. Ale to nie jest tak, że nie chodzimy wszyscy nago po ulicy wyłącznie dlatego, że można by było dostać mandat za obnażanie się w miejscu publicznym, tylko nie chodzimy nago po ulicach, ponieważ wstydzimy się zdjąć ciuchy publicznie. I jeszcze w naszym kraju jest to dosyć mocno wyśrubowane w porównaniu, na przykład, ze Skandynawią albo z południową częścią Europy, gdzie na plaży chodzi się topless, a w Skandynawii do sauny nago. U nas część osób też ma z tym problem.
I to jest tak, że to jest taki wstyd kulturowy. My mamy w sobie tego wstydu dużo i dlatego nosimy ubrania. Czasem aż nadmiernie nosimy te ubrania, żeby się za nimi ukryć. I wyobraźcie sobie, że tak samo jest z naszym wnętrzem, z naszą duszą, z naszymi emocjami. Sprowadźmy to do wnętrza. Nasze wnętrze też potrzebuje ubrań mentalnych. Ale zacznijmy od dzieciństwa. Myślę, że większość z nas w jakichś sytuacjach była odrzucana przez bliskich, zawstydzana – może też w szkole, chociażby za lenistwo, za pyskatość, za jedzenie za dużej ilości jedzenia albo za jedzenie za małej ilości jedzenia, za gorsze wyniki w nauce – niektórzy byli zawstydzani za lepsze wyniki w nauce, za porażki, za sukcesy. Różnych rzeczy należało się wstydzić. Ten wstyd był taki wszechobecny, nawet o wiele bardziej niż teraz, w społeczeństwie. A żeby skontrolować dziecko, w ogóle tak naprawdę kogokolwiek, to należało go zawstydzić.
I tak też kontroluje się przecież kobiety. Zresztą wszystkich ludzi tak się kontroluje. Po prostu, wzbudza się w nich wstyd i oni wtedy sami się pilnują. Nie trzeba stać nad nimi i mówić „znowu to robisz, nie rób tego”, tylko ktoś zakłada sam na siebie jakąś klatkę i się wstrzymuje od pewnych działań, których się wstydzi. Na przykład, jeżeli dla Ciebie naturalne jest późne wstawanie, ale się wstydzisz, że wyjdziesz na leniucha, bo ci co pracują osiem godzin, od 8 do 16, to są pracowici, a jak ktoś pracuje od 16 do 24, to jest leniem, według takiego podejścia, że „kto rano wstaje…”, ten coś tam, coś tam – ten, kto rano wstaje, jest lepszy, jest bardziej pracowity, no nie? A jeżeli ktoś pracuje tyle samo w późnych godzinach, to już nie jest pracowity i powinien się wstydzić, że tak długo śpi. Czyli śpi tyle samo, ale nie w tych godzinach co ten, co rano wstaje.
Punktowa dla ojca – punktowa dla reszty mężczyzn
Oprócz przekazów społecznych, źródłem wstydu były przecież jeszcze przede wszystkim najbliższe relacje, bo wiele osób doświadczyło warunkowej miłości, czyli byli doceniani i dostawali bliskość w jakichś wyjątkowych sytuacjach. A dzisiaj jeszcze chciałabym skoncentrować się przede wszystkim na relacji córka-ojciec, aby wyjaśnić, dlaczego Róża czuje obrzydzenie i osaczenie wtedy, kiedy Albert próbuje się do niej zbliżyć. I zobaczcie, to było tradycją w latach 70., 80., 90., że dziećmi zajmowała się matka, a ojciec był nieobecny. Po prostu, emocjonalnie nieobecny, nawet wtedy, gdy był fizycznie. Dodatkowo, wielu z tych ojców gdzieś tam wyjeżdżało do pracy, często zagranicę, albo wyjeżdżali i nie było ich w ciągu tygodnia, a wracali na weekendy. Czyli fizycznie też byli nieobecni. A jak byli fizycznie obecni, to nieobecni byli mentalnie – nie nawiązywali kontaktu ze swymi dziećmi. Ewentualnie zajmowali się dobrą zabawą, ale od problemów to już była mama.
I zauważcie, że taka dziewczynka, taka mała Róża, już w najmłodszych latach swego życia prezentuje się swemu ojcu tylko w takiej wybranej części, a reszta pozostaje dla niego zasłonięta i niewidzialna. Jego oczy nie ujrzały nigdy jej problemów. Być może razem świetnie się bawili na jakichś biwakach i wycieczkach górskich, ale z problemami do niego nie przychodziła. On tego nie widział. On jej nie widział w chwilach słabości. A jeżeli on nie mógł jej widzieć w chwilach słabości, to skąd ta dziewczyna ma mieć poczucie, że w dorosłości mogłaby w chwilach słabości liczyć na faceta? Prawda?
Wychodzi na to, że to jest jakaś część nas, która jednak przed mężczyznami musi zostać zasłonięta. Nie możemy pokazać prawdziwej siebie. My mamy dobrze się bawić weekendowo, na tych wycieczkach górskich, ale z problemami to już nie. To ewentualnie do przyjaciółek – do kobiet. Do mężczyzn z problemami – nie. I tu jest właśnie ten wstyd. Możemy się przed nimi wstydzić swoich problemów. Możemy się przed nimi wstydzić swoich słabości. I możemy się przed nimi wstydzić tego, czego nigdy nie pokazałyśmy ojcu. Możemy się wstydzić tego, czego nam się wydaje, że oni by nie zaakceptowali. Nam się wydaje, bo my tego nie sprawdzamy nawet. I myślę, że przede wszystkim wstydzimy się tego – Róża wstydzi się tego, czego nigdy jej ojciec nie widział. Ona, po prostu, trzyma się bardzo starego schematu. On był nieobecny w jej życiu emocjonalnie.
Zatem, jak miała gorsze dni, było jej smutno, czuła się nieważna, czuła się odtrącona, miała problemy w relacjach z rówieśnikami, to on tego nigdy nie widział. On nie widział jej od tej strony. I ona nie chciałaby, żeby on ją widział od tej strony, bo nie chciałaby, żeby widział ją słabą. Bo pewnie się boi, że by ją odtrącił. Albo bała się w dzieciństwie. Ona chciała zasłużyć – zwrócić na siebie uwagę. Ten ojciec widział ją częściowo, a dużej części Róży nie widział. Tak jakby wyobrazić sobie takie światła reflektorów, które ktoś na nas rzuca. One mogą świecić na jakieś punkty nas, tylko wybiórczo, i wtedy ta osoba dostrzega te oświetlone punkty. Ale mogą też świecić całościowo i oświetlać całą naszą postać. Wtedy ten człowiek widzi nas naprawdę, takich autentycznych, jakimi jesteśmy, bezwarunkowo, z mocnymi i słabymi stronami. Ale ojciec Róży świecił punktowo. On tylko widział część swojego dziecka – część swojej córki. Wniosek Róży był taki, że tę resztę to w ogóle trzeba zakryć, skoro on na to nie chce patrzeć, nigdy o to nie pyta, nie wnika, to prawdopodobnie jest coś, co nie powinno ujrzeć światła dziennego. Szczególnie w relacjach z mężczyznami.
I to jest coś, co należy zakryć takim mentalnym ubraniem jakieś części siebie. Czyli tak, jak mamy zasłonięty nasz korpus, nasze ciało zasłonięte fizycznymi ubraniami, tak nasze słabości też zasłaniamy przed niektórymi ludźmi – albo przed zupełnie wszystkimi ludźmi – mentalnym ubraniem, taką mentalną osłoną. I to jest właśnie to, czego się wstydzimy.
Stan, w którym nic Ci nie grozi
I teraz, zobaczcie, przychodzi Mariusz. I co on robi? Mariusz nie za bardzo zagłębia się w relacje emocjonalne, ponieważ nie ma takich możliwości, bo nie ma wglądu w siebie. Mariusz nie nawiązuje głębokich więzi. Więc cóż on będzie robił? On będzie świecił tylko punktowo na tę Różę i nie zobaczy, że ona czegoś się wstydzi. Nie zobaczy, co ona ma do ukrycia, bo on tam nie świeci tymi swoimi reflektorami. Nie wnika w jakieś tematy, których ona nie porusza. Mariuszowi brak jest empatii, więc nie wyczuwa, gdy coś nie gra albo coś jest niedopowiedziane. Mariusz zresztą nie zadaje pytań, bo nie chce, żeby jemu też zadawano pytania. Mariusz nie jest też za bardzo ciekawy tego, jaka Róża jest. Te reflektory, powiedzmy, to taka ciekawość. Jak jestem ciekawa człowieka, to świecę na całego człowieka. Jak jestem ciekawa tylko jakiegoś jednego aspektu w danej osobie, to świecę w tym kierunku tylko punktowo.
I Mariusz świeci właśnie punktowo. Tu wszystko się zgadza. Zawsze tak było. Zawsze relacja z mężczyzną – z pierwszym mężczyzną życia, czyli z ojcem, dokładnie tak wyglądała. Więc Mariusz jest kimś takim znajomym i dającym spokój, mimo że Róży totalnie nie szanuje i nią pomiata. Ale jest to bezpieczne, bo znajome. Oczywiście, jest tu też szereg przeróżnych emocji, ale Róża przynajmniej nie musi się obawiać, że on ją odrze z tych mentalnych ubrań, przysłaniających jej wewnętrzny wstyd.
Co innego Albert. Albert jest, nie dość, że empatyczny, to jeszcze cholernie zaciekawiony Różą. Chciałby ją zapytać o wszystko, wniknąć do wnętrza jej umysłu i poprzyglądać się wszystkiemu z lupą. Albert świeci na Różę całościowo i widzi, że ona czegoś nie mówi. I chciałby, żeby te mentalne ciuchy przed nim zrzuciła. A najlepiej to w ogóle chciałby sam je zedrzeć. On, po prostu, widzi ją całą. Widzi, że ona coś ukrywa i chciałby wiedzieć, co ukrywa. Bo on chciałby ją widzieć jeszcze bardziej, niż widzi obecnie, świecąc na nią tym reflektorem. Jego ciekawość jest tak ogromna, tak bardzo chciałby być blisko niej, że nie akceptuje tych jej wstydów i tych mentalnych ubrań.
A cóż my możemy czuć, kiedy mamy wrażenie, że ktoś próbuje zedrzeć z nas ubranie i to jeszcze publicznie? Nic innego niż obrzydzenie, osaczenie, złość i lęk. Wniosek z tego jest taki, że problem nie jest w Albercie, bo on właściwie jest okej. Problem jest w tym, czego Ty sama się wstydzisz, z czym jeszcze na swój temat być może się nie pogodziłaś. Problem być może jest też z tym, że wydaje Ci się, że pewnych aspektów siebie nigdy nikomu nie powinnaś pokazać, a szczególnie osobie, z którą miałabyś się związać, bo zostaniesz odrzucona i niezaakceptowana. I te aspekty, które ukrywamy, to może być nasza asertywność. Możemy się wstydzić swoich asertywnych reakcji, bo nigdy nie dawano nam do tego prawa. Możemy się wstydzić swojej złości, bo mówiono nam zawsze, że nie wolno się złościć, albo że jestem rozhisteryzowaną wariatką i jak zwykle przesadzam. I wstydzę się, że jeżeli ktoś za blisko podejdzie i będzie na mnie świecił tym reflektorem, to zobaczy we mnie mnóstwo złości. I tak samo mnie nazwie rozhisteryzowaną wariatką i mnie odrzuci. Mogę się wstydzić swoich smutków – tego, że czasem płaczę. Mogę się wstydzić tego, że z czymś sobie nie radzę. Mogę się wstydzić, gdy potrzebuję pomocy, bo ktoś mógłby pomyśleć, na przykład Albert czy jakiś inny facet, że nie ogarniam życia i jestem jakimś nieogarem. Mogę się wstydzić, że jestem niewystarczająco kompetentna, niewystarczająco wykształcona, za mało podróżowałam, znam za mało ludzi, mam za mało przyjaciół. Po prostu, mogę się wstydzić tego, że jestem niewystarczająca.
Jeżeli uważam, że jestem niewystarczająca i mam czego się wstydzić, to pewnie wcale nie mam gotowości na bliskość. Bo bliskość polega na tym, że ktoś jest z nami pomimo tych słabości, mimo że je widzi, że one nie są wcale zatajone i ukryte. Świeci tym reflektorem, a Ty zrzucasz z siebie to mentalne ubranie. I może trochę się wstydzisz, ale wiesz, że nic złego Ci się nie stanie. Bo tak właśnie jest w relacji z Albertem.
Aha, a Mariusz oczywiście wiadomo, że za to by Cię odrzucił. Kolejny wniosek z tego jest taki, że jeżeli pokażesz komuś prawdziwą siebie, a on tego nie zaakceptuje, to nie był to Albert. Tak jak mówię zawsze – pozwól się zawieść. Pozwól mu by Cię zawiódł i zobacz, co z tym zrobi. Jeżeli ktoś Cię odrzuci za to, że pokazałaś siebie, to znaczy, że ta osoba w ogóle nie nadaje się do tego, żeby z Tobą tworzyć związek. Być może nie nadaje się do tego, żeby z kimkolwiek tworzyć związek, skoro wolał Ciebie, gdy odgrywałaś rolę „pani idealnej” – takiej bez słabości.
Sugeruję zatem trochę przemyśleć ten temat wstydu, swoich słabości i przyzwolenia dla siebie samej na okazywanie emocji, okazywanie złości, stawianie granic. Pamiętajcie, że złość, to nie agresja. Okazywanie złości, ale z szacunkiem do innych. Przyzwolenie na okazywanie też innych emocji. Nieradzenie sobie z czymś. Trafienie, od czasu do czasu, gorszego dnia. I w ogóle bycia czasem wrakiem człowieka. Jeżeli dojdziesz do wniosku, że możemy tak spróbować pokazać te swoje słabe strony przed kimś, kto jednak może i zasługuje na zaufanie, to będziesz wtedy gotowa na Alberta, który przyjdzie z tym wielkim reflektorem, będzie na Ciebie świecił, wpatrywał się i jeszcze zadawał pytania. Bo pamiętaj, że bliskość wynika z wzajemnej ciekawości. Stąd ta jego ciekawość.
A, i jeszcze jeden wniosek mi właśnie przyszedł do głowy. Właściwie, to mi się przypomniał, bo trochę wcześniej już o tym myślałam. Zauważ, że gdybyś była widziana przez Twego ojca dokładnie, całościowo, z Twoimi słabymi stronami, całą beznadziejnością i w dodatku byłabyś przez niego akceptowana i miałabyś od niego wsparcie w chwilach słabości, a nie tylko dobrą zabawę na biwakach i wycieczkach, to prawdopodobnie nie miałabyś żadnego problemu z zaakceptowaniem, że Albert jest Ciebie ciekaw i bardzo chciałby Ciebie poznać, dokładnie taką, jaką jesteś – ze słabymi i mocnymi stronami.
Zatem podziękujmy teraz patriarchalnemu modelowi wychowywania dzieci, gdzie ojciec dzieci w ogóle nie tyka, bo to nie jego sprawa. On zajmuje się czymś ważniejszym. A od dzieci to jest mamusia.
Życzę Ci zatem poznania prawdziwego Alberta i nieulegnięcia poczuciu osaczenia, kiedy on pojawiłby się w Twoim życiu, żebyś mogła naprawdę całą sobą wejść w tę relację bez wstydu, ze swoimi wadami i zaletami, z mocnymi i słabymi stronami. I żeby to wreszcie było „to”.
Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to linki są w opisie podcastu. Możesz też oczywiście zajrzeć na stronę pokojwglowie.pl, gdzie znajdują się linki do mediów społecznościowych, transkrypcje wszystkich odcinków tego podcastu oraz sklep z pamiątkami nawiązującymi do treści niniejszego podcastu.
