167: Kiedy odrzuca przyjaciel
W 167. odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się szczególnie bolesnemu doświadczeniu – odrzuceniu przez przyjaciela. To nie jest historia o „Mariuszu”, który nie szanuje ludzi i znika bez wyjaśnień, ale o kimś, kogo przez lata uważaliśmy za bliską osobę, a kto nagle odwraca się i znika z naszego życia.
W tym odcinku mówię o tym, czym różni się brak szacunku od lęku przed bliskością, dlaczego niektórzy ludzie nie potrafią być obecni w kryzysie i jak spektrum antybliskości wpływa na przyjaźnie.
Pomogę Ci spojrzeć na takie doświadczenie z innej perspektywy, zrozumieć mechanizmy znikania i znaleźć w tym ważne wnioski o sobie i swoich relacjach.
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Deadly Roulette” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
167: Kiedy odrzuca przyjaciel
Witam w 167. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o odrzuceniu, ale odrzuceniu nie przez taką osobę jak Mariusz, czyli kogoś, kto nie szanuje innych, wchodzi w relacje, a potem znika albo wycofuje się i nic nie wyjaśnia, tylko odrzuceniu przez kogoś, kogo uważaliśmy czasem, może nawet i latami, za najlepszego przyjaciela. Kogoś, z kim tworzyliśmy relację opartą na szacunku. A jednak w pewnym momencie ta osoba się od nas odwróciła, nie wyjaśniając dlaczego, i po prostu zniknęła z naszego życia. I myślę, że z tym jeszcze trudniej jest się pogodzić niż z sytuacją, w której odrzucił nas po prostu Mariusz nieszanujący ludzi.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.
Różne odcienie antybliskości
Na potrzeby tego odcinka zadałam pytanie na Instagramie: „czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek być odrzuconą, bez żadnych wyjaśnień, przez kogoś ważnego, najlepszego przyjaciela?”. I wyobraźcie sobie, że dotychczas odpowiedziało mi na to pytanie około 200 osób i 85% z nich zaznaczyło „tak”. Natomiast 5% zaznaczyło „nigdy”. I jeszcze była trzecia odpowiedź – „trudno powiedzieć”. Więc z odpowiedzi 5% osób zdecydowanie wynika, że nigdy się to nie przytrafiło. A 85% owszem – przytrafiło się. Więc popatrzcie jaka to jest skala. Prawda? Większości z nas zdarzyło się odrzucenie przez bliską osobę lub przyjaciela. Bliską osobę. Pewnie ktoś, z kim byliśmy w związku, też był naszym przyjacielem. Albo może ktoś z rodziny też mógłby być nazwany naszym przyjacielem. Więc sprowadźmy to do przyjaźni, do najlepszej przyjaźni.
I zobaczcie, my dotychczas koncentrowałyśmy się, ja w tym podcaście najczęściej mówiłam o odrzuceniu przez Mariusza, czyli takiego typka, który: wchodzi w relacje, ale w sumie to on nie chce żadnych problemów; nie chce zobowiązań; wycofuje się; nie wie za bardzo, czego chce; nie szanuje ludzi; pozwala sobie na to, żeby znikać; żeby nie wyjaśniać; żeby robić jakieś dziwne zwroty akcji, niczego nie tłumacząc; żeby zamknąć się w toi toiu, podczas gdy jesteście umówieni, żeby iść w góry, i przesiedzieć tam cały dzień i też nic nie wyjaśnić i nie uprzedzić. Czyli Mariusz, taki klasyczny Mariusz, opiera się na braku szacunku.
Ale ja bym poszła dzisiaj, w tym odcinku, w stronę lęku przed bliskością, a bardziej właściwie tego, że to jest spektrum. Że my ten lęk możemy mieć natężony w różnym stopniu. I taki podstawowy podział… zaraz wrócę do tego spektrum, nazwałabym to zresztą spektrum antybliskości – czyli czegoś, co nam utrudnia budowanie bliskości. Nie dość, że utrudnia, to jeszcze czasami powoduje, że my tę bliskość sabotujemy. I maksymalnie natężona wersja, to jest właśnie Mariusz, który nie szanuje ludzi. Ghostuje – znika po prostu. I gada jakieś głupoty. Nie trzyma się w ogóle tego, co powiedział. Nie można mu ufać. Nie dba o to, jak się czują inni. I nie dba o to, czy ich zawiódł, czy nie zawiódł. Najważniejsze, żeby uniknąć odpowiedzialności i bliskości, i odpowiedzialności związanej z tą bliskością.
Ale zobaczcie, że jakby podzielić najpierw na dwa, to jedna opcja, to jest ten Mariusz, a druga opcja osób w spektrum antybliskości, to są osoby, które szanują ludzi, mimo że się boją bliskości. I to będą osoby, które nie tworzą związków, tak jak Mariusz, nie wchodzą w relacje, bo wiedzą, że: będą chciały zaraz z tej relacji uciec; coś tam nie będzie im pasować; będą się bały; to będzie dla nich za trudne; ta relacja szybko się skończy; nie chcą nikogo ranić, więc po prostu czekają. Może by i chciały bliskości, chciałyby związku, jakiejś relacji romantycznej, ale tej bliskości nie tworzą, bo znają siebie i nie chcą być nie fair wobec kogokolwiek. Nie chcą po prostu dopuścić do sytuacji, gdy mieliby kogoś nie szanować, gdy mieliby kogoś zranić, gdy mieliby wywołać w kimś jakieś trudne emocje. Oni w głębi właściwie tak samo, no może nie tak samo, ale też boją się bliskości jak Mariusz, czyli nie mają sami przed sobą przyzwolenia, aby się w pełni otworzyć na drugą osobę z całym swoim repertuarem słabych i mocnych stron. Tylko od Mariusza różni ich ten fakt szacunku do ludzi, szacunku do innych. Oni szanują innych, więc nigdy nie pozwolą sobie na to, żeby kogoś chociażby zghostować albo wprowadzić w błąd, składać jakieś obietnice w relacjach albo sugerować nawet, tak naprawdę, że łączy nas coś więcej, niż w rzeczywistości łączy. I my nie widzimy w nich rysu „mariuszowego”. Wydaje nam się, że z Mariuszami nie mają nic wspólnego. Ale tak naprawdę rdzeń jest właściwie ten sam, bo oni też są w spektrum antybliskości, tylko ta antybliskość jest w innym stopniu natężona niż u Mariusza. U nich po prostu jest znacznie wyższy poziom empatii wobec innych niż u Mariusza.
Znikający często nie potrafią rozmawiać
I wyobraźmy sobie teraz, że się przyjaźnimy z takim człowiekiem. Po prostu przyjaźnimy. Nie chcemy niczego więcej ponad przyjaźń. Czasem się widujemy. Czasem się nie widujemy. Każdy żyje swoim życiem. Spotykamy się. Gadamy. Może też opowiadamy sobie o jakichś ważnych sytuacjach. Namiastka bliskości jest. I pewnie wszystko będzie „super w porządku” albo „w miarę w porządku”, póki okoliczności nie wymuszą zagłębienia się bardziej w tę relację. Albo nie spowodują obawy przed utratą kontroli, nad sobą i tą drugą osobą w tej relacji, u tego człowieka, który jest w spektrum antybliskości. Czyli tego nie-Mariusza.
A jakie to okoliczności mogłyby wymusić zagłębienie się w bliskość, w relację? Jeżeli z kimś się przyjaźnimy i dotyka nas jakiś poważny, życiowy kryzys, to wymusza on na nas opowiedzenie o tym, jakieś zwierzenia też, jeżeli przyjaźnimy się z kimś w miarę blisko. Może poszukanie wsparcia. Wymusza on na nas poszukanie wsparcia w bliskich osobach, bo po prostu to jest naturalne w bliskich relacjach. Ale jeżeli my jesteśmy w spektrum antybliskości, to możemy mieć z tym problem i możemy nie dawać sobie przyzwolenia na szukanie wsparcia. Możemy mieć poczucie, że z problemami musimy radzić sobie sami i inni nie mogą nas zobaczyć w krytycznej sytuacji. Inni nie mogą nas zobaczyć w rozsypce. Inni nie mogą nas zobaczyć w sytuacji, w której sobie z czymś po prostu totalnie nie radzimy. I wtedy fakt bycia w spektrum antybliskości prawdopodobnie wygra ze wszystkimi relacjami, które tworzymy. I my będziemy chcieli zniknąć z oczu niektórym ludziom, szczególnie tym, którzy, ze względu na głębię relacji, którą z nimi dotychczas tworzyliśmy, zasługują na to, żebyśmy im opowiedzieli, co się u nas dzieje.
Ale jeśli jesteśmy w spektrum antybliskości, to my nie możemy opowiadać. A szczególnie nie możemy opowiadać o tym, nad czym nie czujemy kontroli, i o tym, z czym sobie sami nie radzimy. I to są sytuacje, w których ludzie nam znikają z życia. Nawet jeżeli wszystko było dotychczas okej. Oni po prostu znikają z naszego życia, kiedy sobie z czymś nie radzą. Oni mogą być w dosyć bliskich relacjach, póki sobie radzą i póki mają poczucie kontroli. Natomiast, kiedy to poczucie kontroli tracą, to muszą profilaktycznie odsunąć od siebie wszystkich, ponieważ grozi to zbytnią bliskością. A skoro nie mogą rozmawiać o swoich problemach i nie mogą też wyjaśnić, dlaczego nie mogą rozmawiać, to po prostu znikają. I zobaczcie, że są tacy ludzie, którzy nigdy by nie zniknęli, tak po prostu – bez słowa, z czyjegoś życia, o ile by w tej danej relacji nie wydarzyło się coś spektakularnego, w stylu – ktoś ich próbował pobić, okraść, zgwałcić, czy dokonać na nich lub ich rodzinie jakichś innych okropnych czynów.
I to być może jesteście Wy, osoby słuchające tego podcastu. Być może Wy właśnie nie odrzucacie ludzi, tylko raczej gadacie, po prostu gadacie, co by się nie działo, z tymi osobami, wyjaśniacie różne rzeczy i macie gotowość wyjaśniania i naprawiania właściwie przez bardzo długo. I jest w Was też dużo nadziei i cierpliwości. I są też ludzie tacy, którzy, jeśli mieliby rozmawiać o czymś, co jest dla nich zbyt trudne, wolą zniknąć. I to właśnie jest antybliskość. To jest taka pewnie dosyć lekka forma antybliskości, bo normalnie może i szanowaliby Was, ale w sytuacji, gdy już nie mogą porozmawiać, znikną. I wtedy właściwie zachowują się tak, jakby nie szanowali. W sumie to zniknięcie bez wyjaśnienia jest brakiem szacunku, prawda? Więc tutaj „mariuszowość” jednak trochę się kłania.
Podsumowując, dążę do tego, że zniknięcie bez słowa wiele mówi o osobie znikającej. Jeżeli Ty nie miałaś złych intencji wobec tego, kto zniknął, jeżeli nie skrzywdziłaś go w żaden sposób, jeżeli on nic nie komunikował, że mu coś nie gra w tej Waszej relacji i że w jakiś sposób go krzywdzisz, to raczej nie ma co zakładać, że z Tobą coś jest „nie halo” i że jesteś toksyczną osobą. Jeżeli ktoś z Twego życia zniknął bez słowa, to to bardzo dużo mówi o nim. I zobaczcie, że jeżeli osoba w takim lekkim natężeniu tego spektrum antybliskości ma do wyboru na szali przyjaźń w pakiecie z rozmową, w której nie wiem, czy sobie poradzę, a po drugiej stronie po prostu jest opcja: zniknąć, nie rozmawiać i stracić tę przyjaźń, niestety może wybrać opcję nr 2.
Załóżmy, że to już się wydarzyło – ktoś nam po prostu zniknął, być może nawet po latach. Ktoś, kogo uważaliśmy za przyjaciela i kto był bardzo ważny w naszym życiu. To co my możemy z tym zrobić, jeżeli bardzo cierpimy z tej przyczyny? Myślę, że najlepsze, co możemy zrobić dla siebie, to wyciągnąć wnioski o sobie. Dlaczego ja w tym byłam? I co to we mnie w rezultacie spowodowało? Dlaczego nie byłam w stanie przewidzieć tego zniknięcia? Czy w ogóle może były jakieś predyktory, czyli takie oznaki, że to zniknięcie nastąpi, tylko ja ich nie widziałam? Czy niczego nie było i to się naprawdę stało absolutnie nagle? Myślę, że jakieś tam oznaki zawsze są, tylko czasami są takie niewyraźne i ukryte. Ale być może po to się to wydarzyło, żebyśmy je dostrzegli z perspektywy czasu, po tym, jak już żeśmy od danej relacji oberwali po tyłku, po głowie i w ogóle cali jesteśmy poturbowani.
A więc główne pytanie, jakie warto sobie zadać, to „czy widziałam wcześniej, że ta osoba jest w spektrum antybliskości?”. A właściwie to jeszcze główniejsze pytanie, jakie sobie warto zadać: „co mnie mimo wszystko trzymało w tej relacji?”. Dlaczego mi ta antybliskość nie przeszkadzała? W jaki sposób jest to o mnie? Jak ja się mam do antybliskości? Może to jest coś, czego ja potrzebuję? A może wcale już tego nie potrzebuję, tylko potrzebowałam, kiedy ta relacja się zaczynała? Może to była relacja dopasowana do mnie ileś lat temu, kiedy ona się zaczęła, a potem to już byliśmy zaangażowani w tę relację, było fajnie, było też wiele wysiłku w nią włożonego, więc tak się po prostu nie odpuszcza ludzi. No, chyba że jesteś w spektrum antybliskości. Więc czy jeśli teraz też bym w taką samą relację weszła, gdybym dziś poznała tego człowieka, to czy nasze losy dokładnie tak samo by się potoczyły, czy może jednak inaczej, ponieważ ja już mam może inne oczekiwania i inaczej patrzę na ludzi?
Patrząc też na relacje ludzkie i biorąc pod uwagę spektrum antybliskości, można zakładać, że wiele osób prawdopodobnie po prostu zniknie z naszego życia, nawet jeżeli będzie nam się wydawało, że tworzymy z nimi głębokie więzi, że się przyjaźnimy. Ale przecież nie wszyscy znikają. Nie każdy ma gotowość zniknięcia od tak z czyjegoś życia i skasowania. Tak jak mówiłam wcześniej. I w tych osobach nadzieja, bo może właśnie z nimi możemy tworzyć relacje na zawsze… To nie jest definitywne stwierdzenie, tylko zarzucam tutaj taki temat do refleksji. Wyobraźmy sobie, że spotykają się dwie osoby, które nie odrzucają innych – nie są w roli tego odrzucającego, tylko raczej one były odrzucane. I myślę, że tak jest pewnie z większością osób słuchających tego podcastu. Więc jeżeli dwie takie osoby się spotkają, to jest szansa na relację na całe życie, prawda? Oczywiście, tam jeszcze różne inne kryteria będą musiały zostać spełnione, ale jest szansa, że nikt nikogo znienacka od tak nie wywali ze swego życia i nie skasuje. Po takim odrzuceniu można by się zastanawiać, jak dojść do siebie i nie zwątpić w swoją intuicję.
Zniknięcia, które tkwią w głowie, trzeba przepracować
Właśnie. Tutaj wróciłabym do początku. Gdzie mogły być oznaki, że ta druga osoba zmaga się z antybliskością? I nie będą to tak spektakularne oznaki jak u Mariusza, który nie szanuje ludzi i wprost mówi o tym, że kimś gardzi albo pokazuje to. To będą subtelne sygnały, na przykład, że ta druga osoba nie opowiada o rzeczach, z którymi sobie nie radzi, tylko o rzeczach, które już przemyślała. Kieruje do Ciebie już takie ułożone wypowiedzi, a nie totalny chaos, który być może jest jeszcze w jej głowie, kiedy dopiero nad czymś się zastanawia. Może ktoś jest takim bardziej mentorem i ustawia się w takiej bardziej mentorskiej roli, a nigdy nie ustawia się w roli osoby bezradnej. Czyli nie ma w tym równowagi. Ty może bywasz bezradna, a ta druga osoba zazwyczaj wie i ma wskazówki. A nigdy na odwrót.
I to już jest, zobacz, stała dynamika relacji, że on raczej funkcjonuje w tej Waszej relacji z pozycji kogoś takiego silnego, bo siebie w słabych momentach być może nie ma prawa, według siebie samego, pokazać. Być może, jeśli mówi o swoich słabościach, to raczej w taki przemyślany sposób, trochę już wyreżyserowany, a nie pokazuje emocji w stylu: rozpacz, żal, niepewność, lęk. I myślimy sobie potem – no, niby pokazał te słabości, opowiedział o nich. Ale on nie pokazał emocji. Pokazał już przetrawioną wersję. Na chłodno, czyli w pełni kontrolując siebie i swój sposób mówienia o tym.
I zobaczcie teraz. Jak złożyć to takie nieokazywanie siebie, niepokazywanie siebie w sytuacji braku kontroli, z szacunkiem do ludzi, to nam się wydaje, że ten człowiek nie ma nic wspólnego z Mariuszem. A jednak może mieć więcej wspólnego z Mariuszem, niż nam się wydaje, mimo że szanuje ludzi. Pamiętajcie o spektrum antybliskości. Spektrum antybliskości grozi tym, że zostaniecie odrzuceni albo może sami odrzucicie kogoś w kryzysowej sytuacji, jeżeli to Wy zmagacie się ze spektrum antybliskości. W każdym razie, wszystko ma jakieś przyczyny i tych przyczyn warto szukać. Jeżeli Twoim pomysłem na uzasadnienie tego, że zostałaś odrzucona przez kogoś dla Ciebie ważnego, jest takie wyjaśnienie, że z Tobą coś nie tak, z Tobą coś „nie halo” i Ty nie zasługujesz, to, po pierwsze, jest to ogromny skrót myślowy, po drugie, do niczego konstruktywnego to Ciebie raczej nie doprowadzi. Po trzecie – co to znaczy, że nie zasługujesz?
Nawet to można by rozłożyć na części. Bo „nie zasługuję” to znaczy, że może robię tak i tak w takiej sytuacji i to rani ludzi – po prostu jest dla nich destrukcyjne. Nie zasługuję, nie jestem warta – to nie jest stała właściwość, której nie da się zmienić. To mogą być jakieś konkretne zachowania destrukcyjne w konkretnych sytuacjach. Ale jeżeli Ty spotkałaś się z osobą, która jest w spektrum antybliskości, to tutaj raczej nie ma co się zastanawiać nad jakimś zasługiwaniem czy niezasługiwaniem. I być może nawet nie ma co się zastanawiać, jeśli nie miałaś takiej informacji zwrotnej, nad Twoimi destrukcyjnymi zachowaniami. Bo jeśli nie powiedział, to czemu miałabyś zakładać, że robiłaś coś nie tak, jeżeli nic nie komunikował i zniknął? Raczej skoncentrowałabym się na tym, co ta sytuacja – to zniknięcie, mówi o tamtym człowieku i czy z perspektywy czasu widzisz, że jakkolwiek dało się to przewidzieć, bo np. może dało się też zauważyć, że ta osoba jakkolwiek też sobie nie radzi z bliskością.
Pamiętajcie, że ci ludzie z Waszego życia, którzy Was opuścili, nagle, znienacka, bez słowa, to jest jakaś lekcja, którą warto sobie przeanalizować, bo z tego naprawdę możemy powyciągać bardzo cenne wnioski dla siebie samych, dotyczące przyszłych relacji, które będziemy tworzyć. I warto to sobie na pewno poukładać, szczególnie w sytuacji, gdy czujecie nadal trudne emocje w związku z czyimś zniknięciem i macie poczucie, że jeszcze tego nie przetrawiliście, nie przepracowaliście, nie zaakceptowaliście.
Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to poklikaj sobie w linki zawarte w opisie tego odcinka albo wejdź na stronę pokojwglowie.pl, gdzie są linki do mediów społecznościowych i transkrypcje wszystkich odcinków tego podcastu.
