172: Topienie kosztów w relacji a doświadczenia z dzieciństwa

W 172. odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się temu, jak doświadczenia z dzieciństwa kształtują nasze dorosłe wzorce zaangażowania – zwłaszcza te, które sprawiają, że trudno nam się wycofać z relacji, nawet gdy nie jest ona dla nas dobra.

Zastanawiam się, dlaczego tak łatwo topimy koszty emocjonalne, czasowe i energetyczne w relacjach, które nie przynoszą wzajemności, oraz jak dziecięce poczucie odpowiedzialności za emocje rodziców przeradza się w dorosłe poczucie winy i nadodpowiedzialności.

W tym odcinku opowiadam, czym jest topienie kosztów w relacji, jak łączy się z naszymi wzorcami przywiązania i co można zrobić, by zdjąć z siebie nadmierne poczucie winy za to, co nie działa w relacji. To rozmowa o odzyskiwaniu równowagi, o nauce zdrowego wycofania i o odróżnianiu empatii od emocjonalnego samopoświęcenia.

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „George Street Shuffle” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

172: Topienie kosztów w relacji a doświadczenia z dzieciństwa

Witam w 172. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o tym, jak nasze doświadczenia z dzieciństwa, szczególnie te w bliskich relacjach – głównie w relacjach z rodzicami, sprzyjają pochopnemu topieniu kosztów w dorosłości, czyli angażowaniu się w relacje i trudnościom w wycofaniu z tych relacji, mimo że osoba, którą spotkaliśmy, nie jest dla nas właściwa i ta relacja wcale nie jest dla nas dobra ani konstruktywna. Czyli, krótko mówiąc, porozmawiamy o tym, jakie doświadczenia z dzieciństwa popychają nas do topienia kosztów w relacjach z Mariuszami i uniemożliwiają wycofanie się z tych relacji.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.

Wierzymy w irracjonalne tłumaczenia

Ostatnio robiłam taki webinar o tym, jak się pochopnie nie zaangażować i w dużej mierze na tym webinarze mówiłam o topieniu kosztów – o takim topieniu kosztów już na wstępie relacji, czyli wkładaniu wysiłku, różnorodnego wysiłku – i emocjonalnego, i energetycznego, i finansowego – na samym początku relacji, zanim poznamy człowieka. I tam zaznaczyłam, że konsekwencją topienia kosztów w relacji może być choćby trudność w zaufaniu w przyszłych relacjach, bo wcześniejsze doświadczenie nauczyło Cię, że zaangażowanie boli. I jeszcze dopowiedziałam do tego, że to wcześniejsze doświadczenie Cię nauczyło albo potwierdziło smutne wnioski z dzieciństwa, że zaangażowanie boli. Czyli tak naprawdę nasze dorosłe doświadczenia, jeżeli są kompatybilne z nieprzepracowanymi przez nas doświadczeniami z dzieciństwa i też destrukcyjnymi nieprzepracowanymi doświadczeniami, to będą wzmagać efekt negatywny tych nieprzepracowanych dziecięcych zdarzeń, jakichś traum czy też niewłaściwych wzorców przywiązania. Bo działa to niestety tak, że my, jako dzieci, pochopnie bierzemy odpowiedzialność za różne rzeczy, w których uczestniczymy. Oczywiście tę odpowiedzialność bierzemy nieświadomie. To nie jest jakakolwiek decyzja. To się po prostu dzieje, że bierzemy odpowiedzialność.

Na przykład możemy brać odpowiedzialność za to, że doświadczaliśmy przemocy. Oczywiście to nie jest dosłowne wzięcie odpowiedzialności, czyli myślimy sobie, że „ja sam sobie na to zasłużyłem”, choć niektórzy pewnie tak myślą, ale w dużej mierze to się dzieje nieświadomie, czyli mamy przekonanie, że „jestem taka beznadziejna, że po prostu na to zasłużyłam, że należy mi się takie traktowanie, że nic lepszego i tak by mnie nie mogło spotkać”. Czyli zauważcie, że zakładając, że przyczyny są nie w tym, że ktoś nie znał granic, nie radził sobie ze złością, powielał jakieś negatywne wzorce, prawdopodobnie też doświadczał przemocy i że to się odbiło na mnie, tylko widzę przyczyny w tym, że ja gdzieś tam w głębi nie zasługuję na nic lepszego i właśnie być może na to zasłużyłam. Ale nawet nie swoimi zachowaniami. Nie chodzi mi o zasłużenie, że byłam niegrzeczna, tylko że zasługuję, bo jestem tak beznadziejna, jestem tak małowartościowa, jestem tak nieważna, że właśnie w ten sposób ludzie mają prawo mnie traktować.

I mówiłam o tym braniu odpowiedzialności. Jeżeli widzę przyczynę w sobie, czyli w swojej niskiej wartości, w swojej beznadziejności, w swojej gorszości, to przyczyna pierwotna jest we mnie. Bo gdybym nie była taka beznadziejna, to być może nie doświadczałabym przemocy. Gdyby inne dziecko było na moim miejscu, to nie doświadczałoby tej przemocy. My właśnie tak często myślimy. A może nawet nie myślimy racjonalnie, tylko gdzieś tam w głębi w to wierzymy. To się po prostu dzieje w naszej głowie. Może wierzyliśmy w to jako dzieci. I tak zostało.

Odpowiedzialność za rodzica

I teraz wyobraźmy sobie rodzica, który nie radzi sobie emocjonalnie, co pewnie było związane z większością rodziców współczesnych dorosłych. Nie radzi sobie emocjonalnie, czyli na przykład przejawia nastroje depresyjne, lękowe, ciągle się zamartwia, nie radzi sobie ze złością, krytykuje, motywuje przez krytykę, ciągle zadaje pytanie „dlaczego nie ‘szóstka’?”, „dlaczego nie ‘piątka’?”, co dla nas, jako dzieci, jest zawoalowanym komunikatem: nie jesteś dość dobra. Rodzicem, który na przykład jest współuzależniony od alkoholu albo, co gorsza, jeszcze uzależniony od alkoholu. Rodzicem, który nigdy nie odszedł właśnie z takiego alkoholowego związku. No i my, jako dzieciaki, będąc blisko takiego rodzica, nie możemy podejść do tych wszystkich wydarzeń z obojętnością. Raczej nie zakładam, że to jest możliwe, żeby z obojętnością przejść przez dzieciństwo, gdzie rodzic sobie po prostu nie radzi. A najczęściej to jest oboje rodziców, którzy sobie nie radzą.

I my, jako dzieci, niestety szukamy przyczyn w sobie, czyli można powiedzieć, że w jakiś sposób bierzemy odpowiedzialność za to, co nie gra. Próbujemy na przykład wspierać tego rodzica, a jak nam się nie udaje, to myślimy sobie, że nie wystarczająco się postarałam. Wspierać tego rodzica emocjonalnie, a czasami nawet finansowo. Myślę, że wiele osób słuchających tego podcastu wspierało finansowo swoich rodziców już jako dzieci. Chociażby pieniędzmi otrzymanymi w prezencie na komunię, na urodziny. I zobaczcie, że zarówno to wspieranie finansowe, jak też i martwienie się o rodzica, który sobie nie radzi, banie się, że źle zareaguje ten rodzic, banie się jego złości, ciągłe współczucie temu rodzicowi, to jest angażowanie swoich zasobów w ratowanie drugiej osoby. W ratowanie rodzica konkretnie. Albo, w przypadku radzenia sobie z agresywnym rodzicem, to może nie w ratowanie, ale angażowanie swoich zasobów w to, żeby on w miarę był spokojny, bo inaczej to mnie, czy komuś innemu, coś tam by zagrażało.

Czyli nadal angażujemy zbyt duże swoje własne zasoby. Bo dom powinien dawać nam spokój, a nie być miejscem radzenia sobie i szukania sposobów na przetrwanie. I jeśli my, jako dzieci, już angażujemy duże zasoby, swoje własne, w swoich rodziców, w relacje z rodzicami, to jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że tak właśnie się funkcjonuje w relacjach. I że jeżeli w ten sposób nie będziemy funkcjonować w relacjach, to być może oni nas odrzucą, będziemy niewidzialni czy może nawet jakoś skrzywdzimy tych rodziców. Mamy tak jakby bardzo mocno przesuniętą granicę tego, co jest okej i tego, co nie jest okej – czyli tego, gdzie jest limit dawania w relacji i tego w sumie, czego oczekiwać od drugiej osoby. Na ile ona ma dawać, czy nie dawać, żebym czuła, że ta relacja jest dla mnie konstruktywna. I oczywiście ta nasza granica jest przesunięta w takim kierunku, że to my dajemy, a nie oczekujemy w zamian. Nie ma w tym równowagi. Bo prawdopodobnie często tak wyglądała relacja z rodzicem czy z rodzicami, że inwestowaliśmy swoje zasoby, martwiliśmy się o rodzica, szukaliśmy rozwiązań, wspieraliśmy go emocjonalnie, może w jakichś problemach w ogóle z drugim rodzicem wspieraliśmy tego rodzica, próbowaliśmy go chronić chociażby. Więc dużo, dużo inwestowaliśmy w tę relację, w nadziei, że on w końcu okaże nam bezwarunkową miłość. Czyli braliśmy, jako dzieci, na siebie odpowiedzialność za to, żeby ten rodzic nas pokochał bezwarunkowo. Żeby mógł nas pokochać. Żeby wreszcie był spokojny i mógł nas kochać.

Psychoterapia pomaga zrozumieć

Aha, no właśnie. Wspominałam o tym, że robiłam webinar o tym topieniu kosztów i o tym, jak się pochopnie nie zaangażować w relacje. I po webinarze od jednej ze słuchaczek webinaru dostałam maila, że na jednym ze slajdów było wspomniane, że topienie ukrytych kosztów może być związane z tym, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie w relacji z rodzicami. „Czy mogłabym prosić o rozwinięcie tej myśli albo jakieś wytłumaczenie, jak topienie ukrytych kosztów można przenieść na relację rodzic-dziecko?”. I dlatego właśnie nagrywam ten odcinek. I zobaczcie, już tutaj wyjaśniłam mechanizm, prawda? Jeżeli jako dzieci topimy koszty w relacji z rodzicem, czyli wkładamy dużo zasobów, a nie dostajemy tyle samo w zamian, pewnie właśnie zasobów emocjonalnych przede wszystkim, i nie dostajemy spokoju i miłości w zamian, to można powiedzieć, że właśnie topiliśmy koszty jako dzieci. I jesteśmy do tego przyzwyczajeni, że w ten sposób właśnie się buduje relacje.

A my, jak wiadomo, w dorosłości powielamy wzorce przywiązania, których doświadczyliśmy w dzieciństwie. Jeżeli nasz wzorzec przywiązania był oparty w dużej mierze na topieniu przez nas kosztów w relacji z nieradzącym sobie z czymkolwiek rodzicem, to będzie to prawdopodobnie też zawarte w naszym wzorcu przywiązania w dorosłości. Czyli być może już na wstępie relacji będziemy topić koszty. Albo może to poskutkować czymś zupełnie przeciwnym, czyli będziemy unikać bliskości po to, żeby tak bardzo nie musieć topić kosztów, bo nam się wydaje, że to jest oczywiste, że tych kosztów trzeba tam natopić, natopić, natopić i się wyczerpać emocjonalnie, bo na tym polega bliskość. I wtedy będziemy unikać bliskości. I tak jak powiedziałam w tym webinarze, że możemy mieć w rezultacie trudność w zaufaniu w przyszłych relacjach. No i pewnie trudność z bliskością, bo wcześniejsze doświadczenie nauczyło Cię, że zaangażowanie boli.

I co można zrobić z naszym takim poczuciem odpowiedzialności, ciągnącym się jeszcze od dzieciństwa, za to, co nie działa w relacji i za to, co działa – takim nadmiernym poczuciem odpowiedzialności za relację? Otóż psychoterapia będzie najlepszym rozwiązaniem. Najpierw mamy nauczyć się rozmawiać ze sobą. To raczej już taka edukacyjna część. Psychoedukacja może nam pomóc, żeby nauczyć się rozmawiać ze sobą, czyli słuchać swoich emocji i zawartych w nich informacji. A następnie, gdy już nauczymy się rozmawiać ze sobą, to będzie można przegadać ze sobą, i pewnie z psychoterapeutą, najtrudniejsze sytuacje w naszym życiu, po to, żeby zdjąć z siebie odpowiedzialność za te wydarzenia. Zdjąć odpowiedzialność za te wydarzenia z siebie i z tego, jacy my jesteśmy. Nie szukać przyczyn w naszych właściwościach, w swojej niskiej wartości jako człowieka, w jakichś swoich deficytach. A to zdejmowanie odpowiedzialności nie jest wcale takie łatwe. To jest proces, bo my najpierw musimy się dowiedzieć – jakby ubrać w słowa pewne rzeczy, nazwać, dowiedzieć się – że to nie była Twoja odpowiedzialność.

Myślę, że to jest też taki mocny moment dla wielu osób, kiedy ktoś nam mówi, że: „to nie jest Twoja odpowiedzialność, Ty nie mogłaś nic z tym zrobić”. Czyli najpierw się dowiedzieć, tak jakby zewnętrznie. Potem zrozumieć to, wręcz poczuć, czyli zinternalizować te informacje. A jeszcze dalej – co następuje? Trochę uruchamiamy machinę, bo można by sobie zadać wtedy pytanie: „co ja teraz mogę zrobić z moim życiem, skoro te wszystkie rzeczy wcale nie były moją odpowiedzialnością?”. I ludzie czasami dokonują jakichś dosyć spektakularnych zmian w trakcie trwania psychoterapii, a niektórzy dokonują tych zmian lata po terapii. Ale najczęściej tak właśnie jest, że psychoterapia generuje jakieś zmiany w życiu, o które jest nam łatwiej – dopasowujemy to życie bardziej do siebie, bo jest nam lżej, ponieważ jesteśmy o wiele mniej odpowiedzialni za różne rzeczy, niż nam się wydawało. Na przykład nie jesteśmy odpowiedzialni za szczęście innych. Jesteśmy odpowiedzialni za wpływ, jaki na tych innych wywieramy, ale jeżeli mamy dobre intencje, działamy w zgodzie ze swoim systemem wartości, staramy się, a mimo to wywieramy na kogoś negatywny wpływ, to prawdopodobnie ta osoba ma coś do pracy. Bo jak to się mówi powszechnie, że szczęście możemy sobie dać sami. Inni mogą nam jedynie w tym pomóc.

Ludzie, którzy zapewnią spokój

I teraz, żeby też nie było nieporozumień. Ja nie chciałam przekazać w tym odcinku, że jeżeli czujemy się za coś odpowiedzialni, to mamy zrzucić z siebie tę odpowiedzialność i już nie czuć się za nic odpowiedzialnym, tylko odpowiadamy za swoją część. Nie odpowiadamy za świństwa, które robią nam inni ludzie. Nie odpowiadamy za brak szacunku ze strony innych ludzi. Nie odpowiadamy za to, że ktoś traktuje nas przemocowo. Nie odpowiadamy za cudze uzależnienia. Jeśli ktoś np. Cię poniżył, ponieważ go sprowokowałaś, to może odpowiadasz za jakieś swoje agresywne treści wypowiedziane przez Ciebie, ale nie odpowiadasz za jego agresję.

Natomiast wracając do topienia kosztów na wstępie relacji, które to sprawia, że trudno nam się z tej relacji później wycofać, to nie odpowiadasz całościowo za relację z drugą osobą, bo macie tej odpowiedzialności po połowie. Jeżeli Ty przejmujesz większość odpowiedzialności albo całą odpowiedzialność, to jest to czerwona flaga i na pewno znak, że coś tutaj nie działa. Jeżeli odpuścisz sobie połowę tej odpowiedzialności i pozostaniesz wyłącznie przy swojej części, to wtedy pewnie sprawdzisz, co zrobi ta druga osoba. Jeżeli ta relacja się rozleci, to nie dlatego, że Ty nie topisz kosztów, a powinnaś, tylko ta relacja się rozleci, bo widocznie temu komuś na Tobie nie zależy, albo nie jest gotowy na relacje, albo może nawet nie umie budować bliskości. Może też ma jakieś nieprzepracowane traumy z dzieciństwa, związane z bliskością, i ta bliskość źle mu się kojarzy.

Myślę, że śmiało możemy od dorosłych ludzi oczekiwać odpowiedzialności. I prawdopodobnie na najbliższe orbity będą pasować te osoby, które odpowiedzialność przejawiają w podobnym stopniu co my, a ci, którzy tej odpowiedzialności nie przejawiają, mogą zostać oddelegowani na nasze dalsze orbity – na te orbity, z których nie będą burzyli naszego spokoju. I tu mam na myśli m.in. pewnie tych różnych rodziców, którzy angażowali Was emocjonalnie, nieadekwatnie do Waszego wieku, w swoje sprawy, jakieś dramaty – dramaty w stylu: „będę bardzo cierpieć, jeśli pojedziesz na te niebezpieczne wakacje w Dubaju”. I oczywiście Ty nie jedziesz z poczucia winy, żeby tak nie znęcać się nad rodzicem.

Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, zajrzyj sobie na stronę pokojwglowie.pl. Znajdziesz tam sklep z treściami nawiązującymi do niniejszego podcastu. Znajdziesz transkrypcje podcastu – wszystkich odcinków – i linki do mediów społecznościowych. Zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.

Koszyk