177: O tym, jak samotność wybiera nam relacje

W tym odcinku wracam do tematu samotności, który poruszałam już w poprzednim odcinku, ale tym razem skupiam się na tym, jak samotność wpływa na nasze relacje.

Zastanawiam się, jak różne poziomy samotności – od tej najbardziej powierzchownej, relacyjnej, przez głębszą, egzystencjalną, aż po najbardziej bolesną, emocjonalną – kształtują nasze wybory w związkach i przyjaźniach. Jak to, że czujemy się samotni, może prowadzić do przyciągania niewłaściwych osób, które nie tylko nas nie wspierają, ale wręcz nas ranią.

Mówię też o tym, jak ważne jest dbanie o siebie, budowanie zdrowych relacji, w których czujemy się całościowi, a nie oczekiwanie, że ktoś nas „uzdrowi”. Jeśli chcesz usłyszeć, jak samotność wpływa na nasze decyzje, zapraszam Cię do posłuchania lub przeczytania.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Intractable” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

177: O tym, jak samotność wybiera nam relacje

Witam w 177. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym wrócić do tematu z poprzedniego odcinka, który był o obliczach samotności i o warstwach samotności, której możemy doświadczać. I dziś chciałabym powiedzieć o tym, jak ta samotność, której doświadczamy, i jej warstwy wiążą się z relacjami, które tworzymy – wiążą się z gotowością na dobry i fajny związek z Albertem, a także wiążą się z destrukcyjnymi relacjami, które tworzymy z Mariuszami.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.

Skupienie nie na tym, co ważne

Na wstępie zaznaczę, że warto posłuchać poprzedniego odcinka – czyli 176. – podcastu „Pokój w głowie”, bo tam omawiam warstwę samotności. A ten temat też omawiam dosyć szeroko w jednym z webinarów w Klubie Jestem Całością. Jeżeli interesują Cię webinary powiązane z treścią niniejszego podcastu, to link do klubu – i w ogóle informacji na temat tego Klubu – znajdziesz w opisie tego odcinka podcastu. Natomiast przypomnę trochę, co było w poprzednim odcinku. Przypomnę te warstwy. Czyli nasza samotność może być ulokowana na różnych poziomach.

I, idąc od zewnątrz, może być to samotność relacyjna, czyli po prostu nie mamy ludzi takich, na których możemy liczyć wokół siebie. Schodząc poziom głębiej, mamy samotność egzystencjalną, czyli istnienie naszych granic i poczucie, że inni ludzie nas znają. Czyli wiedzą, jacy jesteśmy, gdzie są te nasze granice i jacy jesteśmy w środku – czego się boimy, czego pragniemy, czego nie chcemy. I oczywiście można mieć wiele osób w swoim otoczeniu – nawet takich bardzo ważnych, można z nimi mieszkać, można tworzyć relację romantyczną, a mimo to mieć poczucie samotności egzystencjalnej, jeżeli nie mamy narzędzi, po pierwsze, do takiego asertywnego życia, a poza tym, jeśli też za bardzo nie wiemy, gdzie są nasze granice. Kopiąc jeszcze głębiej, mamy samotność emocjonalną, czyli brak kontaktu z samą sobą. I to jest już taki najgłębszy i w sumie najbardziej dramatyczny poziom. Jeżeli sami nie wiemy, kim jesteśmy, to już nasze życie właściwie dzieje się totalnie po omacku, przypadkowo, wybory są oparte na jakichś kryteriach totalnie do nas niedopasowanych. I możemy mieć poczucie, że żyjemy w ogóle nie swoim życiem, że nie wiemy, kim jesteśmy, że nie wiemy, czego chcemy, o czym marzymy, do czego dążymy. I że ci ludzie wokół nas nie dość, że nas nie znają, to jeszcze w sumie nawet nie wiemy, jak mielibyśmy dać się im poznać.

I zauważcie teraz, że doświadczając samotności emocjonalnej, będziemy dopasowywać ludzi do siebie. Doświadczając samotności egzystencjalnej, będziemy dopasowywać ludzi do siebie. A nadmiernie doświadczając samotności relacyjnej, też będziemy dopasowywać ludzi do siebie.

Teraz przeanalizujmy, jak by to miało wyglądać. Idziemy od końca – w sumie od początku, czyli od samotności relacyjnej. Już mówiłam to wielokrotnie, że chodzi o to, żeby mieć sieć ludzi, sieć wsparcia, sieć osób, z którymi możemy podejmować różne działania. Jeżeli tej sieci nie mamy i nie mamy nikogo na pierwszej orbicie, nie mamy żadnej relacji romantycznej, ani małego dziecka do opieki, to możemy bardzo potrzebować kogoś blisko siebie. I oczywiście przekonania są takie, że trzeba być w związku, więc szukamy osoby do związku. Bo wydaje nam się, że wszystkie te relacje zawrą się w jednej, a resztę to możemy sobie totalnie olać. No nieprawda. Jeżeli nie tworzymy tej sieci ludzi, jeżeli nie tworzymy jej jako single, to możemy zbyt zachłannie próbować czerpać to, co być może jest w stanie dać nam druga osoba. A nawet gdy nie jest w stanie nam czegoś dać, to my i tak chcemy tego od niej, bo po prostu jesteśmy tak strasznie spragnieni.

Wyobraźcie sobie, w postaci takiej metafory. Chce mi się pić. Mam wokół siebie porozstawiane kieliszki z wodą, ale ja jestem bardzo spragniona. Tak? Ale mam wokół siebie porozstawiane kieliszki jak do wódki, czy jakiejś nalewki – takie małe. A związek to by był, powiedzmy, kubek. Taki normalny kubek jak na herbatę. Te kieliszki są dużo mniejsze, ale jest ich wokół mnie sporo. Powiedzmy, że mam ich dookoła pięć czy osiem. I jeśli wierzę, że jedynym skutecznym sposobem na rozprawienie się z samotnością relacyjną jest bycie w związku, to oleję totalnie te kieliszki, które być może mijam i szukam kubka pełnego wody. Czyli z kieliszków nie będę piła. Ale jestem tak spragniona, że prawdopodobnie to, co zacznę pić z tego kubeczka, kiedy to wszystko wypiję, to mi nie wystarczy. Będę chciała jeszcze i będę próbowała wysysać z tego kubka ostatnie krople, nawet kiedy ich tam już nie będzie. Będę miała żal, że on mi nie chce dać więcej. Będę zawiedziona, rozgoryczona. I oczywiście zajdą różne procesy klasycznie zachodzące w naszych głowach, czyli będę się bardziej starać, będę się dopasowywać, spełniać jakieś tam oczekiwania, bo chcę, żeby ten kubek dał mi więcej wody.

Bajzel w głowie

A teraz wyobraźmy sobie taką sytuację, że szukam tego kubeczka z wodą, ale też pozwalam sobie na korzystanie z kieliszków, które mijam po drodze. Te kieliszki co jakiś czas napełniają się wodą. I kiedy ja z nich korzystam, to docieram do tego kubka, ale już nie jestem aż tak strasznie spragniona. Jestem trochę spragniona, bo już wypiłam po łyku, ale z różnych miejsc. I wtedy jestem gotowa działać racjonalnie, mieć takie oczekiwania, którym kubek może sprostać. Jestem w stanie dać mu szansę. Postawić granice. Akceptuję też, że jest limit tego, co on może mi zaoferować, bo jest po prostu kubkiem, a nie dzbanem – jakkolwiek by to brzmiało. Więc we wszystkim tutaj jest większa równowaga. Prawda? Mam różne relacje wokół siebie – na pierwszej orbicie kubek, na trochę dalszych te kieliszki. Póki nie ma kubka, to żyję w relacji z kieliszkami, po prostu, i z każdego coś tam czerpię. Relacje polegają oczywiście na wzajemności, więc ja dla nich też pewnie jestem jakimś kieliszkiem.

I wyobraźmy sobie teraz, że wydaje mi się, że Mariusz jest tym kubeczkiem. Jeżeli ja idę taka spragniona do miejsca, gdzie on jest, totalnie osamotniona, pozbawiona przyjaciół i trafiam na tego Mariusza – on wykazuje jakieś zainteresowanie mną, choć wiemy dobrze, że nie jest to zbyt szczere, albo jest takie powierzchowne, może bardziej fizyczne, bo Mariusz nie tworzy głębokich więzi – to ja po prostu rzucam się na niego, próbuję z niego wyssać wszystkie soki. Nie widzę, że traktuje mnie jak totalny cham, pomiata mną, olewa mnie, a może w ogóle jest jednocześnie w jakichś innych relacjach, pojawia się i znika, no i cierpię przez niego. Dla mnie tak ważne jest to, że ja mogę się trochę napić, bo nigdzie indziej nic nie piłam, bo zrezygnowałam z całej reszty naczyń, że po prostu nie widzę prawdy.

Zobaczcie, że jak przegniemy z tą samotnością relacyjną, czyli nie podejmiemy działań w tym, żeby zadbać o siebie pod kątem samotności relacyjnej, to możemy zbyt zachłannie wchodzić w bliskie relacje, czyli też nieracjonalnie i wybierać niewłaściwe osoby. Aha, no właśnie – do tego będzie w sumie super pasował love bombing, bo jak ktoś nas zbombarduje miłością, a my jesteśmy tak bardzo spragnieni, to wiadomo, że po prostu będziemy wszystko łykać.

Okej. Krok dalej. Idziemy w kierunku samotności egzystencjalnej, czyli takiej związanej z brakiem zarysu naszej postaci, brakiem postawionych granic, brakiem też pewnie świadomości granic, w ogóle prawa do tego, że mamy stawiać granice, i w rezultacie też poczuciem, że nikt mnie naprawdę nie zna. I zobaczcie, jeżeli ja mam niezarysowane granice, to super będzie pasować do mnie osoba, która jest w stanie wykorzystywać innych i sama tak mocno stawia granice, że nie jest też w stanie się dopasować. Nie ma zamiaru szukać kompromisów z innymi, jest egocentryczna, egoistyczna, narcystyczna. Będę świetnie pasowała do kogoś takiego, bo ja po prostu jestem taka rozlazła. Taka trochę, wiecie, jak jakiś „slime”. Można mną wtedy zakleić, jak jakimś kitem, każdą szczelinę. Czyli krótko rzecz ujmując, będą pasowali do mnie ludzie, którzy potrzebują kitu, a nie innych osób. A zatem na pewno nie będzie to Albert, który potrzebuje drugiej osoby, która jest całością, tylko będzie to Mariusz, który potrzebuje narzędzi do tego, żeby się poczuć dowartościowanym, czyli właśnie takich ludzi-kitów. Jak coś nie działa, to sobie nią uszczelnię.

Teraz zejdźmy jeszcze poziom głębiej. Samotność emocjonalna – brak kontaktu ze sobą, nie wiem, kim jestem, czego chcę. Czyli oczywiście też nie stawiam granic, prawda? Bo nie wiem, kim jestem i czego chcę, czego nie chcę. Nie wiem, co w ogóle czuję. Ignoruję więc czerwone flagi, no bo przecież nie widzę, że ktoś mnie rani. Nie uważam, że to jest istotne, że ktoś mnie rani. Wydaje mi się, że tak powinno być. A w ogóle to przecież czuję się super, że on tak mnie rani, bo na tym polega miłość. I w ogóle jakiś totalny bajzel w mojej głowie wtedy panuje. Mi się wydaje, że jestem zakochana, a tak naprawdę to jakaś destrukcja dzieje się ze mną. Miłość jest konstruktywna, ale to co się dzieje w relacji z Mariuszem, nie jest w ogóle konstruktywne, tylko nas po prostu krok po kroku wyniszcza, jest dla nas toksyczne. I my upajamy się tą toksycznością, a wydaje nam się, że w końcu robimy w życiu coś konstruktywnego. Więc to naprawdę musi być powiązane z totalnym brakiem kontaktu ze sobą, wielkim brakiem świadomości i w dużym stopniu brakiem edukacji na temat emocji.

Najpierw poznaj siebie

No i oczywiście do osoby, która jest w stanie totalnie zignorować czerwone flagi i się nimi nie przejmować, a nawet w sumie się cieszyć, że one wystąpiły, to kto będzie pasował? Wiadomo, że Mariusz. Zamknięty w toi toiu – niedostępny i nieszanujący. Natomiast tutaj w ogóle nie będzie pasował Albert, bo on wymaga konkretów. Albert wymaga odpowiedzi na pytania, gdzie są Twoje granice, czego chcesz, czego nie chcesz itd. Relacja z Albertem jest zbyt wymagająca dla osoby, która siebie nie zna i nie widzi siebie samej. Natomiast relacja z Mariuszem nie jest wymagająca, bo on nie zadaje pytań i w sumie nie ma żadnej ciekawości względem Ciebie, nie chce niczego się dowiedzieć. On po prostu chce Tobą zatkać jakieś dziury w swoim życiu. I w takiej sytuacji to już nawet nie jest się kitem, tylko jakąś breją.

Ale pamiętajcie – żeby nikomu się nie zrobiło przykro – my nie jesteśmy tacy z natury. My po prostu udajemy te breje i kity. Ponieważ zazwyczaj tak nas nauczono, że mamy nie czuć, mamy deprecjonować emocje, mamy też udawać sami przed sobą, że nie czujemy, mamy zacisnąć zęby i właśnie trwać jako breja czy kit. Warto zacząć oczywiście od edukacji emocjonalnej, następnie być może od psychoterapii, jeżeli jest potrzebna. I warto wtedy, tak w rezultacie, przybrać formę człowieka, którym jesteś – który popija sobie wodę z kieliszka, jeśli akurat nie ma dostępu do większych zasobów wody. I nie mylić z alkoholem, oczywiście. Im bardziej się uporasz sama i popracujesz nad swoją samotnością na różnych poziomach, tym bardziej będziesz ukształtowana jako człowiek, tym bardziej będziesz wyrazista, będziesz po prostu całością – wartościową, niezależną całością. A do całości pasują inne całości. I tak jak już to wielokrotnie powtarzałam – 1+1=2, a dwie osoby w relacji to jest więcej niż breja w połączeniu z kitem. Bo Mariusz oczywiście też jest „brejokitem” – „Mariusz-brejokit”. No w ogóle można sobie tak go wyobrazić, prawda, jako „brejokit”. Jak masz w zasięgu wzroku jakiegoś Mariusza i nie możesz się wymiksować z tej relacji, wydaje Ci się on strasznie atrakcyjny, mimo że Cię rani, a ta relacja z nim wyniszcza, to wyobraź sobie, że ten Mariusz to jest „brejokit”.

A zatem po kolei. Edukujemy się emocjonalnie. Poznajemy siebie. Doświadczamy siebie w różnych sytuacjach. Testujemy siebie w różnych sytuacjach. Sprawdzamy, co dla nas będzie dobre, co niedobre. Poznajemy się od nowa. Czyli robimy to, co powinniśmy byli zrobić jako dzieci, ale nam nie pozwolono. Następnie uczymy się asertywnie stawiać granice. Może uczymy się komunikacji bez przemocy. Uczymy się też po prostu konstruktywnie komunikować z ludźmi. Oczekujemy oczywiście, że inni też będą umieli się komunikować. Jak ktoś nie umie, to nie wchodzimy zbyt głęboko w relacje z takim człowiekiem. Szukamy sobie ludzi, z którymi da się przegadać podstawowe problemy, którzy nie generują dodatkowych problemów w naszym życiu, tylko je rozwiązują. No i co? I dalej pijemy wodę z kieliszków. Czyli doceniamy po prostu różne relacje w naszym życiu. Jeżeli nawet to nie jest główna, centralna relacja – w stylu związek czy ekstrapsiapsióła, to doceniamy różnych ludzi, którzy pełnią przeróżne role wokół nas i budujemy sieć. I myślę, że dopiero wtedy mamy gotowość na Alberta, który jest całością, bo my też jesteśmy całością. A „brejokit” oczywiście można po prostu wylać do toi toia.

To wszystko, co chciałam opowiedzieć w tym odcinku. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to poklikaj sobie w linki w opisie tego odcinku podcastu. Zajrzyj sobie też na stronę pokojwglowie.pl – znajdziesz tam linki do mediów społecznościowych oraz sklep z pamiątkami nawiązującymi do treści niniejszego podcastu.

Koszyk