187: Miłość vs obsesja
W tym odcinku porównuję miłość z obsesją i pokazuję, jak mechanizmy znane z eksperymentów behawioralnych wpływają na nasze relacje. Odwołuję się do badań B. F. Skinnera, aby wyjaśnić, dlaczego nieregularna „nagroda” w relacji może działać jak emocjonalny haczyk i prowadzić do silnego przywiązania, które bardziej przypomina obsesję niż miłość.
Na przykładzie relacji z Albertem i Mariuszem pokazuję, jak napięcie, nieprzewidywalność i chwilowe momenty bliskości wzmacniają dopaminową pętlę oczekiwania oraz dlaczego tak trudno z niej wyjść. Opowiadam też o tym, jak wygląda emocjonalna zmiana, gdy przestajemy „naciskać dźwignię” i zaczynamy oswajać spokój w relacjach.
To odcinek o tym, że motyle w brzuchu nie zawsze oznaczają miłość — a stabilność, choć mniej spektakularna, często jest jej prawdziwym fundamentem.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Off to Osaka” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
187: Miłość vs obsesja
Witam w 187. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o tym, jak eksperymenty na szczurach mają się do relacji z Mariuszem i do relacji z Albertem. Czyli porównamy miłość z obsesją.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.
Motywacja do uzyskania „nagrody”
Był taki amerykański badacz, psycholog nazwiskiem Skinner, który przeprowadzał eksperymenty na zwierzętach. Polegały one na tym, że np. zwierzęta zamykano w takiej klatce czy pudełku. Mogły one naciskać dźwignię i dostać za to nagrodę. Wypadało trochę jedzenia czy jakieś ziarenko. I te zwierzęta to były głównie szczury, ale też ponoć gołębie. I gdy zwierzę naciskało dźwignię, wypadała nagroda. Mogło być tak, że ta nagroda wypadała po każdym naciśnięciu dźwigni. Mogło być tak, że nie trzeba było naciskać dźwigni i zwierzę miało stały dostęp do jedzenia. No i mogło być też tak, że ta nagroda po naciśnięciu dźwigni czasem wypadała, a czasem nie wypadała.
I teraz zastanówmy się. Jak sądzisz: która z tych form nagradzania była najbardziej wciągająca i generowała największą obsesję na punkcie naciskania dźwigni oraz na punkcie tego jedzenia, które się pojawiało? Wyglądało to tak, że jeżeli był stały dostęp do jedzenia – miska była zawsze pełna, zwierzę nic nie musiało robić, żeby zaspokoić głód. Więc było spokojne i zrównoważone. Jadło wtedy, kiedy potrzebowało. Występował brak obsesyjnego naciskania dźwigni. Właściwie to zwierzę pewnie w ogóle nie potrzebowało tej dźwigni naciskać albo czasami może sobie sprawdzało, po co ta dźwignia tutaj jest. Układ nerwowy był stabilny – brak napięcia. Po prostu te zwierzęta były spokojne. Jeśli pojawiała się regularna nagroda, czyli każde naciśnięcie dźwigni dawało jedzenie, wtedy zwierzęta wiedziały dokładnie, że nastąpi nagroda. Szybko się uczyły. Naciskały dźwignię w umiarkowany sposób – po prostu wtedy, kiedy potrzebowały. Przewidywalność dawała im poczucie kontroli, więc były spokojne. Taki układ nerwowy był umiarkowanie pobudzony – brak obsesji. Były to raczej spokojne zwierzęta. Teraz opcja nr 3 – nieregularna, zmienna nagroda, czyli dokładnie tak, jak to jest w relacji z Mariuszem. Zwierzę nie wie, kiedy pojawi się jedzenie, więc w rezultacie naciska dźwignię obsesyjnie, czasami dziesiątki razy. Ma zachowania rytualne, dziwne: jest pobudzone, chodzi w kółko, skacze, dziobie. Takie zwierzę w rezultacie też nadmiernie jadło, nawet gdy nie było głodne. Gdy było zmęczone, naciskało obsesyjnie dźwignię. Było bardzo pobudzone i napięte. Jego układ nerwowy był w ciągłej czujności. Następowała silna aktywacja dopaminy.
I właśnie napomknęłam już tutaj o Mariuszu, ale gdyby teraz porównać te warunki eksperymentalne z relacją z Albertem i Mariuszem, to powiedziałabym, że w relacji z Albertem jest stały dostęp do jedzenia. To jest ta opcja, gdy jest stały dostęp do jedzenia, więc nie trzeba w ogóle myśleć o tym, jak to jedzenie zdobyć – czyli bliskość, miłość – i można zająć się innymi sprawami, bo po prostu to, czego nam potrzeba, jest bez limitu. Natomiast w relacji z Mariuszem – tak jak to zresztą mówiłam w poprzednim odcinku – jest napięcie, ulga, napięcie, ulga, napięcie, ulga. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który następował przy naciskaniu, i to tym obsesyjnym naciskaniu, dźwigni przez zwierzęta. Następowało napięcie i ulga. One potem pewnie już bezmyślnie zjadały te nagrody, nawet kiedy nie były głodne. Czyli właściwie celem tego zwierzęcia nie jest zaspokojenie głodu, tylko naciskanie dźwigni i obniżanie napięcia. Pewnie można by powiedzieć, że jest to taka forma walki o przetrwanie.
Mariusz też jest nieprzewidywalny. Czasem daje bliskość, potem znika. Potem się pojawia i jest przemiły, szarmancki, uroczy, robi wielkie plany na przyszłość. Następnie znika i nie odzywa się przez dni, tygodnie czy miesiące. I to w rezultacie może doprowadzić do obsesji, ale nie na punkcie Mariusza tak naprawdę, tylko na punkcie zdobywania – naciskania dźwigni, czyli zdobywania jakiegoś kontaktu z nim. To nie jest obsesja na punkcie relacji, ani bycie w relacji z Mariuszem, tylko dążenie do tego, żeby już tę relację mieć, bo jestem już o krok od takiego „pożądanego przeze mnie stanu”. Czyli jeżeli mi się wydaje, że on już prawie mnie wybrał, już prawie jestem dla niego ważna, już prawie mnie pokochał, już prawie się oświadczył, już prawie ze mną zamieszkał, już prawie się ze mną spotkał, już prawie ze mną gdzieś wyjechał, już prawie rozstał się ze swoją partnerką, z którą jednocześnie jest i spotyka się ze mną. Ciągle coś jest „już prawie”. Prawie się udało. Co oczywiście prowadzi do obsesyjnego naciskania dźwigni, żeby już wreszcie to „prawie” uzyskać. I Ty tę dźwignię naciskasz. Pojawia się Mariusz z nagrodą dla Ciebie, bo np. komunikuje: „jedziemy na wakacje! Jedziemy w końcu! Już tyle o tym gadasz, to pojedźmy na te wakacje”. I czujesz, że dostałaś tę pestkę słonecznika czy to ziarenko – to czego tak bardzo pragnęłaś, naciskając dźwignię, ale potem zostaje Ci to oczywiście odebrane, bo Mariusz zmienia zdanie, nic więcej nie mówi o tych wakacjach albo je sabotuje. Ale skoro już byłaś o krok od tego wyjazdu, to przecież masz motywację, żeby dalej cisnąć z tą dźwignią. No bo skoro wtedy się prawie udało, to dlaczego miałoby się za drugim i trzecim razem nie udać? No nie?
Sposób na osiągnięcie punktu spokoju
I tak wracając, słuchajcie, do tych zwierząt, to zwierzęta, które wybiórczo dostawały nagrodę po naciśnięciu dźwigni, miały takie skoki aktywności. Miały wybuchy energii. Intensywnie eksplorowały pudełko, w którym się znajdowały. Kręciły się wokół dźwigni. Czasem zachowywały się, jakby oczekiwały nagrody, stojąc w miejscu wpatrzone w dźwignię. Czym to się różni od miłości do Mariusza? Jesteś zamrożona. Rezygnujesz z innych aktywności. Z innych ludzi też rezygnujesz. Rozmyślasz o nim. Patrzysz się w telefon – to jest ta dźwignia, w którą się wpatrujesz. Jesteś pobudzona, a jednocześnie nie masz ochoty na nic innego, bo tylko czekasz na jego wiadomość. Czekasz na jakąś propozycję spotkania. Czekasz na ziarenka czy ochłapy z jego strony. Nagrodą w tym przypadku jest ochłap, a dźwignią telefon.
I zauważcie teraz, że jeżeli szukamy tak naprawdę wcale nie miłości, tylko szukamy obsesji, która wyrzuci nas w kosmos, sprawi, że nie będziemy mieć kontroli nad swoim życiem, więc właściwie to nie będziemy musieli brać odpowiedzialności za relacje, bo wszystkie rzeczy dzieją się same – tak jak przy uzależnieniu. Nasz mózg nas kieruje i za nas wybiera, a my wtedy nie możemy się powstrzymać. Ciężko jest się powstrzymać, wyhamować. Jeżeli takiej dynamiki oczekujemy w bliskich relacjach, gdzie nie będziemy tak bardzo świadomie podejmować decyzji, tylko po prostu nasz mózg gdzieś tam nas wciągnie w jakąś obsesję na czyimś punkcie, to nie będziemy szukać bezpiecznych osób – nie będziemy szukać Albertów, tylko będziemy szukać Mariuszów. Bo Mariusz nam zapewni obsesję. Albert natomiast, dając stały dostęp do siebie, postawi przed nami zupełnie nowe wyzwania. Jeszcze w dodatku ta relacja będzie wymagała odpowiedzialnej decyzji – takiej spokojnej, wyważonej – czy ja chcę w tym uczestniczyć? Jeżeli nie masz zamiaru podejmować żadnych decyzji, bo np. boisz się bliskości i zaangażowania, to obsesja będzie Ci się oczywiście wydawała dla Ciebie bardziej odpowiednia.
A co się stanie, jeżeli przestaniemy dążyć do obsesji i postanowimy przestawić się na spokojne relacje bez naciskania żadnych dźwigni i szukania ulgi? Oczywiście, że nasz umysł będzie potrzebował czasu, żeby się przestawić. Będzie potrzebował czasu, żeby zaaklimatyzować się w tych nowych warunkach i nie szukać kopniaków dopaminowych. Też im dłużej w takiej obsesyjnej relacji braliśmy udział, tym więcej czasu będziemy prawdopodobnie potrzebowali na dojście do stanu równowagi. Może to trwać nawet kilka miesięcy. Pierwsze tygodnie będą polegały na wygaszaniu obsesyjnych reakcji, czyli układ dopaminowy przystosowuje się do przewidywalności. Zachowania kompulsywne, czyli to naciskanie dźwigni czy gapienie się w telefon, powoli znikają. I Róża przestaje w relacji naciskać dźwignię emocjonalnie – zaczyna więc obserwować i doświadczać spokoju po tygodniach – jeżeli oczywiście przestanie naciskać dźwignię.
Natomiast po kilku miesiącach ciało i mózg uczą się przyjmować spokój jako naturalny stan. Energia, która wcześniej była w pętli „napięcie – ulga”, czyli ta energia, która była wkładana non stop w naciskanie dźwigni, teraz idzie w autentyczne bycie w relacjach z innymi ludźmi, doświadczanie, uważność też na to, co tu i teraz, i na obecne relacje. Energia idzie też w nasz rozwój, w zdrowe przywiązanie i pojawia się także poczucie bezpieczeństwa, którego wcześniej nie było, bo gdy jesteśmy w obsesji, to nie możemy czuć się bezpiecznie, bo jest w tym tak strasznie dużo niepewności, że to się wyklucza z poczuciem bezpieczeństwa. I im dłużej ktoś był w trybie „mariuszowym”, czyli nieregularnej nagrody, tym wolniej układ nerwowy się reguluje. W praktyce może to trwać od kilku tygodni do kilku miesięcy. Natomiast w ekstremalnych przypadkach, jeżeli latami byliśmy w takiej pętli obsesji, potrzebna jest dodatkowa praca nad uważnością, akceptacją, bezpieczeństwem, czyli nauczenie się, jak żyć, nie będąc w obsesji na punkcie Mariusza. Stąd różne treningi uważności, medytacje.
Co bardzo ważne – to, że początkowo czujesz niepokój albo tęsknotę w stabilnej relacji, nie oznacza wcale, że coś jest nie tak. Po prostu to jest reakcja Twojego układu nerwowego, który jest przyzwyczajony do napięcia. Natomiast ta reakcja stopniowo wygasa, gdy ciało uczy się spokoju. W ogóle to najpierw poszukałabym spokoju, a dopiero później pakowała się w relację z Albertem, jeżeli taki się pojawi, a nie wykorzystała Alberta jako lek na Mariusza. Czyli przestajesz naciskać dźwignię w relacji „mariuszowej” i szukasz spokoju dla siebie. Wkładasz swoją energię, zamiast w naciskanie tej dźwigni, w szukanie spokoju, w rozwój Twojej uważności, w koncentrację na tu i teraz, w ludzi, którymi dotychczas się otaczałaś, a których pewnie zaniedbałaś też przez to obsesyjne naciskanie dźwigni. I kiedy już o ten spokój zadbasz, to pewnie nie będzie Ci już aż tak łatwo wracać do relacji z Mariuszem, bo dopiero po jakimś czasie będziesz czuła, jak to było strasznie wyniszczające, wyczerpujące, trudne i w ogóle destrukcyjne dla Ciebie. Kiedy dojdziemy do punktu spokoju, to nie jest tak łatwo ten spokój z powrotem komuś oddać. I to jest dopiero taki punkt, z którego można szukać dobrej relacji. Odpuścić sobie Mariusza, dojść do punktu spokoju i dopiero wtedy mamy gotowość na fajny związek. Ale myślę też, że nie ma co się fiksować jedynie na szukaniu kogoś do związku, bo ogólnie ludzie są istotami społecznymi, więc nam po prostu potrzebna jest też sieć. I warto inwestować w różnego rodzaju relacje – w takie, w których oczywiście czujemy się dobrze. A w jakich czujemy się dobrze? W takich, które nie zmuszają nas do ciągłego, obsesyjnego naciskania dźwigni.
Życie bez dopaminowego głodu
I jeszcze zwróćmy uwagę, jak to się ma do relacji z Albertem. Bo Mariusz daje nam nieregularną nagrodę. Albert właściwie nie daje nam nagrody, bo on po prostu jest cały czas. My tutaj nie dostajemy nagród, więc nie ma wzmocnień. To wymaga od nas bardziej świadomego uczestniczenia w tym procesie tworzenia relacji z Albertem. To nie dzieje się samo – nasz mózg nie działa z automatu, tylko to jest szereg różnych decyzji. To jest wybieranie człowieka. I to jest właśnie miłość, że kogoś wybieramy. Brak regularnej nagrody w relacji z Albertem powoduje brak ekscytującego haju. Ciało odczuwa spokój, stabilną radość i bezpieczeństwo. I jest to prawdziwa baza pod trwałą miłość. Choć mniej dramatyczna na początku. Natomiast w relacji z Mariuszem jest chemiczny haj, czyli dopamina w naszej łepetynie. A wiadomo, że kopniaki dopaminowe będą bardziej atrakcyjne niż „brak nagrody”. To jest brak nagrody w cudzysłowie oczywiście, bo w relacji z Albertem mamy stały dostęp do nagrody, czyli nie widzimy jej. Miałam kiedyś taki odcinek o kranówce i perfumach. Nie doceniamy kranówki, bo ona po prostu cały czas jest. Perfumy natomiast są drogie i jesteśmy w stanie zapłacić za nie kupę hajsu, bo nie są tak łatwo dostępne jak woda z kranu. Tylko że woda z kranu jest nam potrzebna do życia i bez niej umrzemy w ciągu tygodnia, a bez perfum można jednak przeżyć.
Tak na podsumowanie można powiedzieć, że motyle w brzuchu – ten etap w relacji z Mariuszem – to nie jest miłość, tylko po prostu układ nerwowy wciągnięty w system nagród. I to wybiórczych nagród. Nie stałych nagród, tylko wybiórczych, pojawiających się co jakiś czas. Natomiast miłość zaczyna się tam, gdzie nie trzeba już naciskać dźwigni. Zadaj sobie zatem pytanie: czy szukasz intensywnego uczucia motyli w brzuchu i nagród, obsesyjnie naciskając dźwignię, czy szukasz spokoju, który być może można nazwać miłością i wywalenia tego procederu naciskania dźwigni ze swego życia? Proponuję zatem dzisiaj porzucić wszelkie dźwignie i zająć się czymś kojącym.
Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to poklikaj sobie linki w opisie tego odcinka podcastu – pociągnij za dźwignię w opisie tego odcinka podcastu – albo wejdź na stronę pokojwglowie.pl. Tam znajdziesz linki do mediów społecznościowych oraz transkrypcje wszystkich odcinków podcastu. Zasubskrybuj sobie też podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.
