198: Ideał nie istnieje
Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE
Czy „dobry facet” naprawdę istnieje… i czy przypadkiem nie oczekujemy od niego zbyt wiele?
W tym odcinku wracam do wątku Alberta i rozprawiam się z mitem idealnego partnera. Bo mam poczucie, że historie o Mariuszach i Albertach mogły stworzyć nieporozumienie — jakby Albert po bliższym poznaniu miał okazać się perfekcyjny. A prawda jest zupełnie inna.
Rozmawiam o tym, dlaczego idealny Albert nie istnieje i dlaczego szukanie ideału prowadzi donikąd. Zastanowimy się wspólnie, co tak naprawdę ma znaczenie w relacji: nie brak wad, ale umiejętność rozmawiania o problemach, szukania rozwiązań i budowania życia w podobnym kierunku.
Wracam też do „Dziennika Bridget Jones”, Marka Darcy’ego i Daniela Cleavera, pokazując, jak popkultura sprzedaje nam fantazję o idealnym partnerze, który po prostu czeka, aż odkryjemy jego ukryte zalety. Tylko że w prawdziwym życiu każdy człowiek ma słabości, schematy, ograniczenia i momenty, w których zawodzi.
W tym odcinku usłyszysz między innymi:
– dlaczego relacje nie są czarno-białe,
– czym różni się realny Albert od wyidealizowanego Marka Darcy’ego,
– dlaczego warto pytać siebie nie „jaki on ma być?”, ale „jakie życie chcę tworzyć?”,
– jakie znaczenie mają akceptacja wad i emocjonalne bezpieczeństwo,
– i dlaczego trwały związek nie polega na znalezieniu ideału.
To odcinek o dojrzalszym patrzeniu na miłość, relacje i ludzi — bez idealizacji, ale też bez cynizmu.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Shades of Spring” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
198: Ideał nie istnieje
Witam w 198. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o Albercie i o tym, że idealny Albert nie istnieje – co, mam wrażenie, mogło poniekąd wyniknąć z moich treści – dlatego chciałabym teraz odkręcić to nieporozumienie. Nie mamy szukać ideału, tylko właściwie zastanowić się, jakie wady jesteśmy w stanie zaakceptować w drugiej osobie.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką i psychoterapeutką CBT w trakcie szkolenia, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.
Nie ma ludzi całkowicie złych lub w całości dobrych
Nagrywam ten odcinek, znowu popijając herbatę Dilmah porzeczkową – czarną o zapachu porzeczki. Nie jest to reklama i Dilmah nic mi nie zasponsorował. Po prostu jest to jedna z moich herbat idealnych. I popijając herbatę dobrze się myśli. Kawę zresztą też, ale teraz jest dla mnie raczej pora herbaty. Słuchajcie, więc mam taką obawę, że opowiadając te wszystkie treści o Mariuszu i Albercie, mogło dojść do nieporozumienia. Mogłam doprowadzić do nieporozumienia mianowicie takiego, że ten Albert na początku się wydaje nudny, a potem – jak już się odczaruje tę nudność – to miałoby się okazać, że jest idealny. I odwołam się teraz do filmu „Dziennik Bridget Jones”. Chyba nieświadomie to zrobiłam, na pewno niecelowo, natomiast bohaterowie, Mark Darcy i Daniel Cleaver, to tacy poniekąd odpowiednicy Alberta i Mariusza. Choć jednak dzisiaj chciałabym się skoncentrować na Albercie i powiedzieć, czym on się różni od Marka Darcy’ego. Pewnie wszyscy to wiedzą, więc tutaj nie zabłysnę, ale może jednak jest przynajmniej jedna osoba, która nie wie, że Daniel Cleaver i Mark Darcy to odpowiednicy bohaterów książki Jane Austen pt. „Duma i uprzedzenie”. W „Dumie i uprzedzeniu” też był pan Darcy. Oni trochę inaczej się nazywają – Darcy akurat ma to samo nazwisko – ale zachowują się dokładnie tak samo. I w „Dumie i uprzedzeniu” wydarzyła się historia analogiczna do tej w „Dzienniku Bridget Jones”. Ale ja dzisiaj na tym „Dzienniku Bridget Jones” chciałabym się skoncentrować.
Otóż zobaczcie, że tam Mark Darcy – z tego, co pamiętam, bo już dosyć dawno to czytałam i oglądałam – czyli ten dobry, ten Albert, na początku wydawał się Bridget, czyli głównej bohaterce, taki naburmuszony, wyniosły. I to było jego wadą. I to ją trzymało na dystans. Nie odzywał się, bo ona go spotykała na jakichś takich sąsiedzko-rodzinnych imprezkach. A oprócz tego nosił jeszcze takie swetry „christmasowe”, które zrobiła mu chyba jego matka. I też Bridget Jones uważała, że to jest takie słabe i beznadziejne. Nie dość, że naburmuszony i wyniosły, to jeszcze w tych swetrach chodził. Ale po jakimś czasie, kiedy Daniel Cleaver już robił Bridget w bambuko – czyli odpowiednik Mariusza z tamtej historii, pokazywał stopniowo swoje prawdziwe oblicze – to jednocześnie Bridget poznawała Marka Darcy’ego, gdzie właściwie odsłaniała też jego prawdziwe oblicze. I okazało się, że właściwie różne złe rzeczy, które ona o nim myślała, to były nieporozumienia. Okazało się, że on nie jest wcale taki wyniosły i zdystansowany, a te swetry to tak naprawdę nosi tylko w święta. Na co dzień chodzi ubrany elegancko, bo był to oczywiście bogaty prawnik. I tak naprawdę, kiedy te wszystkie nieporozumienia na temat Darcy’ego zostały poodkręcane, to okazało się, że on jest idealny – że jest fajnym facetem, jest mądry, bogaty, ma świetną pracę, świetnie sobie radzi zawodowo, jest cierpliwy, inteligentny, a jak już coś powie, to mówi mądrze.
I to jest, moim zdaniem, przeogromne nieporozumienie. Tak to nie powinno być przedstawione, ale rozumiem, że to było konieczne. I właściwie ja tak samo potrzebowałam przekazać info na temat Alberta, też w taki może trochę niedopowiedziany sposób – z niedopowiedzeniami, żeby zwiększyć kontrast między Albertem a Mariuszem. Ale pamiętajcie, to nie jest tak, że to jest czarno-białe, że jest Mariusz – Albert. Między Mariuszem a Albertem jest spektrum. Właściwie wszystko jest tak naprawdę spektrum. Mało co jest czarno-białe w życiu. Czyli Albert nie jest skrajnym Albertem. On może ma czasami jakieś tam głupie zachowania. Czasami może ma nawet i „mariuszowe” zachowania. Ale ogólnie jeżeli jest przewaga jednak tych zachowań „albertowych”, to raczej zaliczymy go do Albertów. Prawda? I tak samo Mariusz może mieć jakieś „albertowe” zachowania, ale jednak jeżeli rdzeń jest „mariuszowy”, to zaliczymy go do Mariuszów. Nie ma sztywnego podziału. Natomiast wiadomo, że żeby pokazać coś na przykładzie, to często używa się skrajności, żeby też przejaskrawić poniekąd różne rzeczy. Chociaż te historie o Mariuszach, które opowiadałam, to niestety są oparte na faktach. Może nie to, że się zamknął w toi toiu, ale naprawdę poznając Mariusza, myślę, że już wiele z Was się przekonało, że dopiero wtedy można odkryć, co jedni ludzie są w stanie zrobić innym. Jak absurdalne, idiotyczne, beznadziejne rzeczy jedni ludzie są w stanie zrobić innym. Dopiero o tym się dowiadujemy, poznając takiego „Mariusza”. W cudzysłowie Mariusza, bo nie chodzi o konkretnego człowieka, tylko właściwie archetyp.
Jakie wady potrafisz zaakceptować?
Bridget poznała tego Darcy’ego i okazało się, że on jest taki idealny, ale nie idźmy w tę stronę. Tak jak mówiłam, to jest spektrum. Żaden Albert nie jest idealny. Nie, nie, nie. Jeżeli szukasz ideału, jeżeli przedefiniujesz sobie tę nudność Alberta na to, że to jednak tylko takie pierwsze wrażenie, a tak naprawdę to on jest ciekawy – bo tak się rzeczywiście dzieje w przypadku Alberta – to mimo wszystko on nadal ma wady, których Ty jeszcze nie odkryłaś, o których jeszcze nie słyszałaś i których doświadczysz może za tydzień, może za pięć tygodni, może za rok, a może za trzy lata. Naprawdę nie ma idealnego Alberta. Idealny Albert nie istnieje. I myślę, że my tak naprawdę, wyobrażając sobie jakiegoś idealnego dla nas partnera, po pierwsze, nie mamy iść w żadne idealizacje i wyobrażać sobie idealnego człowieka, tylko właściwie warto sobie zadać pytanie, nie „jaki on ma być?”, czyli „jakie ma mieć zalety?”, tylko myślę, że bardziej trafnie byłoby sobie odpowiedzieć na pytanie „dokąd ja w ogóle zmierzam?”. Po co mi związek i, w takim razie, jaki człowiek do tej mojej drogi będzie dopasowany? Bo jeżeli idziemy w tym samym kierunku i jesteśmy w stanie ze sobą współpracować, to super – właśnie o to chodzi. I to wcale nie jest takie istotne, jakie ktoś ma cechy. Chyba że są takie cechy, które są dla nas toksyczne i nie możemy przez to żyć, i w życiu nie zaakceptujemy. Tu też myślę, że trzeba uruchomić taką samoświadomość i właściwie to nie wpatrywać się w tego Alberta i jego analizować, tylko siebie – swoje odczucia, swoje reakcje – żeby oddzielić to, co jest o nim, od tego, co jest o mnie.
Okej, ale oprócz tego, jaką drogą chciałabym, żeby on zmierzał i na ile ta droga ma być kompatybilna z moją, jest jeszcze druga rzecz. Drugie pytanie, które warto sobie zadać, poszukując takiego dobrego dla siebie partnera – jakie wady jestem w stanie zaakceptować i jakie wady ta osoba może mieć? Pomimo jakich wad, jestem w stanie kogoś pokochać? I może być tak, że tutaj odkrywamy coś ważnego. Bo jeżeli Ty powiesz sobie – nie, nie, on przecież ma nie mieć wad. Skoro już pozwoliłam na to, żeby taki nudny był – jak to Albert – i miał krzywy ząb, to więcej wad ma nie mieć, bo już tamte zaakceptowałam i może nawet przedefiniowałam w zalety. Ta nudność okazuje się, że jest tak naprawdę nieeksponowaną ciekawością, atrakcyjnością nieeksponowaną, no to on ma nie mieć więcej wad. Ale to nie jest prawda.
Jeżeli nie jesteś w stanie zaakceptować wad w drugim człowieku, to prawdopodobnie nigdy nie stworzysz trwałego związku. Więc jeżeli chcesz stworzyć trwały związek, to musisz niestety być w stanie zaakceptować to, że ktoś czasami coś palnie od czapy, zrobi coś głupiego, popełni błędy, rozpłacze się, będzie miał słabości, nie poradzi sobie z pewnymi sytuacjami, uruchomi jakieś swoje stare schematy rodzinne, zachowa się w idiotyczny sposób, o czymś zapomni, będzie miał problemy z koncentracją, może będzie przejawiał objawy dysleksji, może spektrum autyzmu, może ADHD albo jakieś różne inne objawy. Przecież wśród nas jest teraz tyle osób niezdiagnozowanych, prawda? A może po prostu jest inny niż ludzie, z którymi miałaś zawsze do czynienia w swoim domu i nie pasuje. Może wykracza poza granice tego, co było w Twoim domu tolerowane. A może jest pyskaty i nie jest uległy. A może właśnie jest zbyt uległy. Takie poznawanie drugiego człowieka – uczciwe poznawanie – kiedy on naprawdę nam ufa i się odsłania, pokazuje prawdziwego siebie, ze swoimi słabościami, ze swoimi emocjami, z tym, z czym sobie nie radzi, to jest trochę takie otwieranie puszki Pandory. I wtedy albo to bierzemy, albo nie bierzemy. Wiadomo, że tutaj nie ma co podejmować jednej decyzji na zawsze, choćby nie wiem co, bo jeżeli ktoś np. okaże się przemocowcem albo wykaże jakieś problemy, których nie ma zamiaru w ogóle rozwiązywać, a nawet o nich rozmawiać, no to słabo, co nie? Natomiast każdy problem można przegadać i się zastanowić, jakie najlepsze rozwiązanie dla nas jesteśmy w stanie zastosować. Tak żeby nikt jakoś szczególnie nie ucierpiał i żeby wszyscy w rezultacie mieli korzyści albo nie mieli nadmiernych strat. Ale tak to będzie.
Jak już zaakceptujesz jakiegoś Alberta, to i tak prędzej czy później on zrobi albo powie coś, co Ci się nie spodoba. Tak że nie liczyłabym w realnym życiu na to, że ten cichy, wycofany facet okaże się być – po bliższym poznaniu – słynnym, bogatym prawnikiem, który sobie ze wszystkim radzi. Nie, to tak nie wygląda. To jest tylko fikcja. Ale co się może okazać po bliższym poznaniu? Mimo że ten człowiek ma słabości, mimo że sobie z czymś nie radzi – to tak jak wspomniałam – jest w stanie przegadać problem, jest w stanie poszukać rozwiązań, uwzględniając to, jak Ty się czujesz. Jest w stanie poszukać pomocy, jeżeli sam nie umie czegoś ogarnąć. Jest w stanie przyznać, że ma jakiś problem. Jest w stanie przyznać się do błędów. Jest w stanie przyznać się do słabości. To wszystko, moim zdaniem, świadczy o ogromnej sile. I nie brak słabości i wad jest siłą, tylko możliwość rozwiązywania problemów, które być może jakieś nasze właściwości generują bardziej, niż właściwości randomowego Kowalskiego.
Nie porównuj nikogo z ideałem
I tak też było przecież w przypadku moim i mojego męża, bo jak już wspominałam wielokrotnie, że przez kilka lat po prostu go nie lubiłam. Okazał się z jednej strony być Albertem, ale z drugiej wkurzał mnie różnymi głupimi zachowaniami. Ale potem jakoś to wyjaśniliśmy. Chociaż czasami nadal to robi – muszę przyznać – ale jednak to nie ma takiej mocy, jak kiedyś, na początku tej znajomości. A jeżeli chcecie posłuchać moją historię i jak się musiałam namęczyć z tym Grześkiem, zanim w ogóle go polubiłam, to zapraszam Was na dodatkowe, osobiste odcinki podcastu „Pokój w głowie”, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. Link znajdziecie w opisie tego odcinka podcastu. To jest adres herohero.co/pokojwglowie. Tam opowiadam naszą historię. Właśnie historię też tego, że Albert nie jest wcale idealny, mimo że w porównaniu z Mariuszem może i wypada idealnie. Zobaczcie, tu właściwie liczy się punkt odniesienia, prawda? Jeżeli porównamy takiego randomowego Alberta z wyidealizowanym Markiem Darcym, to pewnie okaże się trochę słaby. Mój mąż też się nie okazał być sławnym, bogatym prawnikiem przy bliższym poznaniu, ale za to okazały się inne fajne rzeczy.
Wracając do tego wątku, że jak porównamy z idealnym Markiem Darcym, to właściwie każdy wypadnie dosyć słabo. Natomiast jak porównamy z Mariuszem, to każdy Albert wypadnie idealnie. Nie jesteśmy w stanie widzieć wszystkich cech człowieka naraz, prawda? Możemy skierować swój wzrok, swoją uwagę na to, co jest priorytetowe w danym momencie, na to, co jest najbardziej spektakularne, na to, co się rzuca w oczy. A weźcie pod uwagę to, że taki Albert, przy bliższym poznaniu, będzie miał różne słabości, nie spektakularne -prawdopodobnie takie, które nie rzucają się w oczy. Więc pewnie też nie będą strasznie utrudniać życia, jeżeli będziesz w stanie to zaakceptować i jakoś znajdziesz sposoby, żeby sobie z tym radzić. Albo właściwie razem znajdziecie sposoby, żeby sobie z tym radzić. Więc nie porównuj żadnego faceta z ideałem, tylko po prostu zastanów się nad jakością relacji – wcale nie nad tym, jaki on ma być. Zastanów się też nad tym, jak się czujesz w tej relacji, czy się czujesz bezpiecznie, jaka jest przewaga emocji tak naprawdę. Bo to, że ktoś Cię czasem wkurza, jest zupełnie normalne. Nie ma człowieka, który nigdy nie wkurza. Chyba że masz coś nie tak z odczuwaniem złości lub oczywiście kogoś idealizujesz. Dokąd zmierzasz? Po co Ci ten związek? Na ile on pasuje do tego Twojego życia, jakie sobie wyobrażasz i chcesz, żeby ono takie było? Na ile będzie to wspierał i będzie sprawiał, że lepiej Ci się żyje, niż gdybyś była solo? I jeszcze jedna rzecz – jakie wady i słabości jesteś w stanie zaakceptować? I czy w ogóle jesteś w stanie zaakceptować wady i słabości?
Uff! Zdążyłam odkręcić być może zniekształcony, przejaskrawiony, zbyt mocno idealny obraz Alberta jeszcze przed odcinkiem 200. A że jest to odcinek 198., to dla mnie jest jakieś wariactwo, słuchajcie. Bo ja zanim zaczęłam nagrywać podcast „Pokój w głowie”, to myślałam, że nie będę w stanie gadać przez 15 minut. Czyli nie będę w stanie gadać przez jeden odcinek. A tu proszę, ile już gadam i gadam. I jeszcze doszły dodatkowe odcinki – tam też gadam do Was – na które zapraszam. I oczywiście, jeśli jesteś tutaj nową osobą i dopiero zaczynasz słuchać podcastu „Pokój w głowie”, możesz sobie posłuchać np. odcinka 37. Wtedy dowiesz się, kim są Mariusz i Albert. Oczywiście zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków. Na YouTube też – jeśli słuchasz na YouTube – zasubskrybuj sobie kanał „Pokój w głowie”, żeby nie przegapić przyszłych odcinków, np. tego 200.
