202: Kiedy pomoc staje się zawoalowaną pogardą

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Pomaganie kojarzy nam się z troską, życzliwością i wsparciem. Ale czy każda pomoc rzeczywiście jest pomocą?

W tym odcinku przyglądam się sytuacjom, w których pod płaszczykiem dobrych intencji kryje się coś zupełnie innego – brak szacunku, potrzeba kontroli, poczucie wyższości albo trudność w uznaniu czyjejś samodzielności. Czasami ktoś pomaga nam tak, jakby chciał powiedzieć: „beze mnie sobie nie poradzisz”. Innym razem to my sami wchodzimy w rolę ratownika, nie zauważając, że zamiast wspierać drugą osobę, odbieramy jej sprawczość.

Porozmawiam o tym, czym różni się prawdziwe wsparcie od pomagania, które rani. O sygnałach, że za pomocą może stać pogarda, o relacjach opartych na nierówności oraz o tym, dlaczego niektórym ludziom tak trudno pozwolić innym popełniać własne błędy i iść własną drogą.

To odcinek o granicach, szacunku i uważności. O tym, że czasem największym wyrazem troski nie jest wyręczanie drugiego człowieka, lecz wiara w jego możliwości.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Sweeter Vermouth” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

202: Kiedy pomoc staje się zawoalowaną pogardą

Witam w 202. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać z Wami o pomaganiu, o braniu pomocy od drugiej osoby i o tym, że nie zawsze ktoś, kto nam pomaga, będzie miał dobre intencje. I w drugą stronę, że nie zawsze ktoś, kto nam pomaga, będzie nam chciał odebrać autonomię i kontrolę nad naszym życiem. I trochę porozróżniajmy sobie intencje pomagającego, bo to jest bardzo ważne. Jeden z nich będzie Albertem z podcastu, ten kto pomaga responsywnie w odpowiedzi na nasze potrzeby, z szacunkiem. Natomiast są też ludzie, którzy chcą pomagać w taki dominujący sposób, wiele narzucając i odbierając nam autonomię w rezultacie i to już nie będzie Albert z podcastu „Pokój w głowie”. Zagłębmy się w temat w takim razie.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Dwie skrajne motywacje

Skończyła mi się herbata porzeczkowa i ciągle zapominam ją kupić. Taka Dilmah czarna o aromacie porzeczkowym. Zatem dzisiaj piję Dilmah Exceptional Rose i French Vanilla. Ona jest na drugim miejscu wśród moich idealnych herbat. Zatem dzisiaj, nagrywając ten odcinek, pachnie mi różą. I oczywiście do Róży, Alberta i Mariusza będziemy nawiązywać. Ale słuchajcie, skoro jesteśmy dzisiaj w temacie pomocy, to tylko jeszcze coś wtrącę. I zaraz opowiem Wam dwie historie. Ale zanim te historie, to chciałam powiedzieć, że ja robię już niemal cztery lata podcast „Pokój w głowie” – w sierpniu miną cztery lata. Nagrałam już ponad 200 odcinków, a to jest 202. odcinek. Wkładam w to całe swoje serce, wiedzę, czas, doświadczenie i choć tworzenie „Pokoju w głowie” to moja ogromna pasja, to prawda jest taka, że nie działa on w próżni, wiąże się też z pewnymi kosztami i wymaga moich zasobów różnych: finansowych, czasowych, energetycznych. Dlatego dzisiaj, w tym odcinku, chciałam się właśnie na chwilę zatrzymać i zrobić coś bardzo ważnego, a mianowicie z całego serca podziękować każdemu z Was, kto choćby na jeden miesiąc dołączył do społeczności na platformie Herohero, gdzie są dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie”, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy”. I wybierając subskrypcję, słuchając dodatkowych odcinków, czyli „Wieczornych rozmów”, robicie coś znacznie większego, niż Wam się wydaje. Wasze 6 euro to nie jest po prostu opłata za treści. To bezpośrednie wsparcie, dzięki któremu główne, bezpłatne odcinki podcastu „Pokój w głowie” – ale też te odcinki płatne – mogą regularnie powstawać, zachowywać najwyższą jakość i rozwijać się dla Was. Każda pojedyncza subskrypcja, nawet ta na chwilę, to dla mnie realna pomoc w utrzymaniu tego projektu i sygnał, że ta przestrzeń jest dla Was ważna. I chciałam powiedzieć jeszcze na koniec tego tematu, że jesteście prawdziwymi współtwórcami tego miejsca i dziękuję Wam bardzo. A profil na Herohero to jest herohero.co/pokojwglowie. Znajdziecie też link w opisie tego odcinka podcastu. Jest też opcja zasubskrybowania „pierwszy miesiąc gratis” – bez wkładania jakichkolwiek zasobów finansowych. Poszukajcie sobie linku w opisie tego odcinka podcastu. Tam opowiadam moje historie, a nie historie Róży i Mariusza.

No dobra, ale teraz wracamy do Róży. Róża idzie w górach. Idzie pod górę. Niesie na plecach wielki, ciężki plecak. Idzie tak już od wielu kilometrów, od kilku godzin. Jest potwornie zmęczona tą samotną wędrówką. Nagle na szlaku pojawia się on. Podchodzi, widzi jej zmęczenie i mówi: „daj pomogę Ci, ściągnij ten ciężar”. I ten on, zaznaczmy, to nie jest jakiś obcy facet. Nie dajemy plecaków obcym facetom. To jest metafora. Okej? Dobra. Więc pojawia się on i prosi o ten plecak. Mówi: „daj, ściągnę Ci ten plecak”. I zdejmuje go z jej ramion. Róża czuje gigantyczną ulgę – prostuje plecy, bierze głęboki oddech. Myśli sobie – och, jak dobrze, w końcu mogę odpocząć. Idą tak kawałek, mijają schronisko, słońce zaczyna palić.
Róża mówi:
Wiesz co? Czas na przerwę. Oddaj mi, proszę, mój plecak. Muszę wyciągnąć wodę i krem z filtrem.
I w tym momencie on się zatrzymuje, mocniej zaciska dłonie na ramiączkach jej plecaka i mówi z irytacją:
Nie, nie dostaniesz go. Ja wiem lepiej, kiedy masz pić. I w ogóle po co ci ten krem? Idziemy dalej. Ja tu dyktuję tempo.
Róża stoi zszokowana. Chciała tylko, żeby ktoś pomógł jej nieść ciężar. Nie oddała nikomu aktu własności do swoich rzeczy, do swojego życia i do swoich decyzji. Ale on uważa, że skoro raz pomógł, to ten plecak – a wraz z nim cała autonomia Róży – należy teraz do niego. Zawłaszczył jej autonomię.

I teraz druga wersja tej historii. Teraz wyobraź sobie tę samą Różę. Idzie pod górę. Niesie ten sam ciężki plecak, potwornie zmęczona samotną wędrówką – czyli właściwie swoim długotrwałym singielstwem i samotnością w relacji z Mariuszem, bo przecież ona dopiero co odeszła spod toi toia. I znowu na szlaku pojawia się mężczyzna. Ale to jest Albert responsywny. Podchodzi, zauważa jej zmęczenie i nie zdejmuje jej plecaka siłą, nie wyrywa go z rąk. Zamiast tego pyta:
Widzę, że ta końcówka podejścia jest naprawdę stroma. Chyba już jest Ci ciężko. Wyglądasz na zmęczoną. Chcesz, żebym przejął Twój plecak na ten odcinek, żebyś mogła trochę odpocząć? Czy wolisz, żebym po prostu wziął od Ciebie te najcięższe rzeczy? Róża z wdzięcznością oddaje mu plecak. Czuje tę samą fizyczną ulgę. Prostuje plecy i idą dalej ramię w ramię. Mijają schronisko. Słońce zaczyna palić. Róża mówi:
Wiesz co? Muszę na chwilę stanąć. Podaj mi, proszę, ten plecak. Muszę wyciągnąć wodę i krem z filtrem.
Co robi Albert? Zatrzymuje się z uśmiechem. Zdejmuje plecak ze swoich ramion i podaje go jej do rąk. Nie komentuje. Nie instruuje jej, czy to dobra pora na picie, czy niedobra. Nie pyta, po co jej ten krem. Czeka spokojnie, aż Róża obsłuży swoje potrzeby. Kiedy ona chowa butelkę i zapina zamek, Albert pyta:
Chcesz go z powrotem na plecy, czy mam nieść dalej?
Róża czuje, że chociaż na chwilę oddała swój ciężar, to ani przez sekundę nie straciła kontroli nad swoją wędrówką. Jej plecak i jej decyzje cały czas należą do niej.

Pomoc z troski versus pomoc agresywna

Widzicie różnicę w tych historiach? Myślę, że wiele z nas ma problem z proszeniem o pomoc albo też po prostu braniem pomocy od innych, bo obawiamy się, że ktoś nam odbierze autonomię. Obawiamy się, że nastąpi ta pierwsza historia. W rezultacie często w ogóle nie pokazujemy swoich potrzeb. Nie pokazujemy swoich słabości i że sobie z czymś nie radzimy. Natomiast weźcie pod uwagę, że nie każdy człowiek chce nam odebrać autonomię pomagając. Niektórzy będą tacy, jak ten Albert-responsywny w historii przed chwilą – pomogą, ale autonomii od Ciebie nie będą chcieli zabrać, ani Twojej odpowiedzialności za Twoje sprawy. I w rezultacie zostawią Ciebie z kontrolą nad Twoim życiem, jednocześnie pomagając. I to jest super. To jest najlepsza pomoc. I to jest autentyczna pomoc. I teraz zobaczcie, jakby się w to jeszcze dalej zagłębiać, to możemy rozróżnić formy pomocy. Jedna jest skoncentrowana na tym, żeby Tobie było dobrze, a druga jest skoncentrowana na tym, żeby jemu było dobrze – żeby on mógł poczuć się ważny, mógł kontrolować sytuację, żeby podbudował sam sobie ego. I można powiedzieć, że mamy do czynienia z Albertem-responsywnym, czyli tym z tej drugiej historii, który pomaga, bo widzi autentyczną Ciebie. Jego punktem wyjścia są Twoje realne granice, potrzeby i Twoje dobro. Jeśli mówi: „Daj znać, jak mogę Ci pomóc”, A Ty odpowiadasz: „Dzięki, poradzę sobie sama”, to on to szanuje i się wycofuje. Jego poczucie wartości nie ucierpi. Natomiast pomoże, nawet jeśli coś będzie dla niego trudne, jeśli go poprosisz. I w takiej formie, o którą Ty poprosisz. Jeżeli będzie mógł, oczywiście – jeżeli będzie miał ku temu zasoby.

Natomiast taki pseudo-Albert, czyli ten dominujący, pomaga, bo widzi siebie w roli wybawcy. Jego pomoc nie jest dla Ciebie, tylko dla jego własnego ego, żeby mógł poczuć się potrzebny, silny, niezastąpiony. I kiedy odrzucasz jego pomoc lub chcesz ją jakoś zmodyfikować, czyli powiesz: „no nie, to nie ma być zielone, tylko seledynowe”, to on czuje, że go deprecjonujesz, odrzucasz go i w rezultacie może być zirytowany. A Ty możesz mieć poczucie winy, że takiej „wspaniałomyślności” nie przyjęłaś, tylko miałaś jeszcze jakieś roszczenia. Tylko pamiętajmy, że jeżeli ktoś nam pomaga, to jednak to my decydujemy o tym, czego potrzebujemy. Prawda? Ludzie nie mogą nam narzucić, w ogóle bez pytania nas o zdanie, czego nam dokładnie potrzeba. I teraz zobaczcie, może być tak, że pomoc paradoksalnie staje się przemocą. Pseudo-Albert dominujący stosuje właśnie taką agresywną pomoc. Sam podejmuje decyzję, po czym stawia Cię przed faktem dokonanym. Przykład: mówisz, że szukasz mechanika, a on bez pytania umawia Cię do swojego znajomego na drugim końcu miasta, nie pytając Cię o termin. I w rezultacie informuje: „wszystko załatwiłem – masz tam być we wtorek o 14”. Co tu się dzieje pod spodem? On unieważnia Twoją decyzyjność. Wysyła ukryty komunikat: Ty i tak zrobiłabyś to gorzej – ja wiem lepiej, czego potrzebujesz. To nie jest troska, tylko takie powolne odbieranie autonomii w białych rękawiczkach.

I wyrażając swoją potrzebę – jakby opowiadając o tym swoim problemie, gdzie w jakiś sposób potrzebujemy pomocy – możemy dostać różne reakcje drugiej strony. I to jest bardzo ważne, jaka będzie reakcja drugiej strony, bo ona nam już dużo powie o naszym partnerze, rozmówcy. Opowie nam, z kim mamy do czynienia. Albo da przynajmniej jakieś poszlaki. I zobaczcie, np. on proponuje, że przyjdzie Ci skręcić szafkę. Ty mówisz: „super, dzięki, ale zróbmy to w sobotę, bo w piątek mam ciężki dzień i chcę odpocząć”. I teraz, Albert-responsywny powie: „jasne, nie ma sprawy, dostosuję się – odpoczywaj w piątek”. Ale nawet jak mu ta sobota nie będzie odpowiadać, to zapyta: „no dobra, słuchaj, wiesz co, sobota mi nie bardzo pasuje, bo mam to i tamto, ale może sobota wieczór albo niedziela rano?”. I to jest okej, tak? Ustalasz z nim. On dopasowuje się do Ciebie. A Ty do niego. Szukacie wspólnie rozwiązania. Natomiast pseudo-Albert dominujący obraża się, irytuje. Rzuca tekstem: „no wiesz, ja tu sobie czas organizuję, żeby być miłym dla Ciebie, a Ty wiecznie masz jakieś <ale>. Radź sobie sama”. Czyli po prostu nie pasował Ci ten piątek, to kaplica, koniec – nie dostaniesz pomocy. A jeszcze pseudo-Albert dominujący się odetnie, obrazi i zniknie. Dramat, rollercoaster, a u Ciebie poczucie winy.

Myślę też, że kolejnym argumentem, dla którego trudno nam oczekiwać pomocy, prosić o pomoc, okazywać, że potrzebujemy pomocy jest obawa przed zaciągnięciem kredytu wdzięczności, o który się nie prosiło. I ten pseudo-Albert dominujący swoją nieproszoną, natarczywą pomocą bardzo często buduje u Róży niewidzialny dług wdzięczności. W przyszłości, podczas kłótni, użyje tego jako karty przetargowej. „Ja dla Ciebie wszystko robiłem. Pamiętasz, jak wtedy wszystko załatwiłem?”. Złapał Cię w sieć zobowiązań. I my często się zachłystujemy tym, co mamy w ogromnym deficycie. Jeżeli nikt nam nigdy nie mówił „kocham Cię” w naszym dzieciństwie, to będzie dla nas wielkim „wow!”, kiedy przyjdzie Mariusz i będzie mówił na każdym kroku „kocham Cię”, mimo że będzie zachowywał się tak, jakby nas nawet nie lubił. Ale my się zachłyśniemy tym „kocham Cię”. I tak samo jest z pomocą. Jeżeli długi czas jesteś singielką, może nawet całe życie masz poczucie, że ze wszystkim sobie musisz radzić sama i przychodzi taki koleś i mówi: „ej, słuchaj, ja to zrobię za Ciebie”, to na początku możesz poczuć naprawdę ogromną ulgę przecież. Chroniczna samodzielność, czyli bycie swoją własną menedżerką, hydraulikiem, obrońcą, żywicielem, to w pewnym momencie wycieńcza – generuje ogromne napięcie w układzie nerwowym. I wtedy pojawia się on – cały na biało – czyli ten pseudo-Albert dominujący. Bierze Cię za rękę i mówi: „ja się wszystkim zajmę, Kochana, Ty już nie musisz nic robić, odpocznij”.

Nadopiekuńczość to zawoalowana pogarda

Dla zmęczonej, przeciążonej kobiety – a jeszcze jeśli jest w dodatku samotną, samodzielną mamą na przykład, to ten komunikat brzmi jak najpiękniejsza muzyka. W pierwszym odruchu czujesz czystą, fizyczną ulgę. Twój układ nerwowy na chwilę odpuszcza, bo w końcu możesz zrzucić z barków ciężar decyzyjności. Myślisz: o, matko! Wreszcie ktoś się mną zaopiekował. Czekałam na kogoś takiego całe życie. Może nawet już w dzieciństwie czekałam, aż ktoś przyjdzie i mnie uratuje z samotności. I jeśli mamy do czynienia z pseudo-Albertem dominującym, to niestety ta początkowa ulga to darmowy okres próbny w toksycznym abonamencie, bo bardzo szybko okazuje się, że taka opieka nie polega na podaniu pomocnej dłoni, ale na odebraniu Ci steru. On nie pyta o to, jakiej pomocy potrzebujesz, tylko decyduje za Ciebie. Zaczyna dyktować, jak masz żyć, co jest dla Ciebie dobre, z kim masz się spotykać, a nawet jak masz zarządzać swoim czasem czy pracą. Zamiast partnerstwa pojawia się relacja szef – pracownik, rodzic -dziecko? Twoje zdanie przestaje się liczyć. Rodzic – dziecko, to nie wiem, czy to jest dobre odniesienie – jak rodzic mówi, że trzeba myć zęby, to trzeba myć zęby. To w tym sensie. Ale jak rodzic mówi, że musisz założyć zielony t-shirt, a nie czerwony, to tak już nie. To już raczej tutaj warto zostawiać dzieciom autonomię.

Wiecie co? To może być relacja rodzic – dziecko, ale nie taki zrównoważony rodzic, spokojny i refleksyjny, tylko raczej nadopiekuńczy rodzic. Bo kiedyś zetknęłam się, jak sama dawno temu – jeszcze w poprzednim życiu – byłam na terapii grupowej, tam nasz psychoterapeuta powiedział, że nadopiekuńczość to zawoalowana pogarda. I właśnie tak to wygląda. Nie opiekuńczość, tylko nadopiekuńczość. Czyli mamy tutaj relację nadopiekuńczy rodzic – dziecko, czyli ten gardzący oraz dziecko. No więc jeżeli nadopiekuńczość to zawoalowana pogarda, to taka nadopiekuńcza pomoc jest jednak czasami brakiem szacunku. I powiedzmy sobie szczerze, że prawdziwy szacunek polega na tym, że partner widzi w Tobie dorosłą, kompetentną, mądrą osobę, widzi Twoją sprawczość, a jego pomoc – taka pomoc responsywna -wspiera Twoją siłę, daje Ci wiatr w żagle. Natomiast pomoc dominująca karmi się Twoją rzekomą bezradnością. I gdy facet odbiera Ci autonomię, tak naprawdę wysyła komunikat: sama sobie nie poradzisz – jesteś za słaba, za mało rozgarnięta, Twoje decyzje są gorsze niż moje.

To nie jest miłość, ani troska. To jest powolne, systematyczne unieważnianie Ciebie jako dorosłego człowieka, czyli tak naprawdę dominacja. Czyli właściwie znowu idziemy tutaj w temat patriarchatu, bo mężczyzna według patriarchatu ma być dominujący. Też to jest myślę, że ważny sygnał, jeżeli ktoś chce budować Waszą relację na jakichś zasadach w stylu patriarchat – czy jakichś innych zasadach – zamiast koncentrować się na jego potrzebach i Twoich potrzebach i zagłębiać się w siebie, mieć wgląd w siebie, rozmawiać, komunikować się, to już jest czerwona flaga, bo w sumie to wiele nie zbudujecie. Prawda? Bo to ma nie być związek dopasowany do patriarchatu, tylko związek dopasowany do Was – szyty na miarę tych osób, które w nim uczestniczą.

I przemoc ubrana w troskę, czyli taka nadopiekuńczość, wręcz agresywna, to jest najtrudniejszy do wyłapania rodzaj pogardy, bo on nie wyzywa, nie krzyczy, nie stosuje żadnej agresji wprost. Używa pogardy opiekuńczej. W ogóle brzmi jak oksymoron, prawda? Robi z dorosłej, zaradnej kobiety niesamodzielne dziecko. A robienie z dorosłego człowieka dziecka to nic innego, jak odzieranie go z godności i szacunku. Dlaczego na początku to ignorujemy? Bo kiedy jesteśmy potwornie zmęczone, na przykład singielstwem i wieczną samotnością – być może już w dzieciństwie – poczuciem samotności i czekaniem, aż ktoś wreszcie nas wybawi z tej samotności, to nasz mózg widzi tylko zdejmujący się ciężar i właśnie ulgę. Nie zauważamy wtedy, że facet przy okazji patrzy na nas z góry z politowaniem i dopiero gdy odzyskujemy siły i chcemy z powrotem swoją autonomię, on mówi: „nie, nie, nie, to już należy do mnie, ten plecak teraz już należy do mnie, zawłaszczyłem go”. I ta pogarda uderza nas wtedy z pełną mocą w twarz. Najczęściej w postaci jego irytacji – „No i po co się za to zabierasz? Przecież i tak to zepsujesz”. Albo wyobraźmy sobie, że wyręczał Cię w parkowaniu auta, bo Ciebie to zawsze stresowało. I w pewnym momencie Ty mówisz: „wiesz co, słuchaj, ja tutaj tak często przyjeżdżam, chyba już sama zacznę parkować”. I kiedy on się zdenerwuje, że Ty chcesz sama to robić, to jest to zawoalowana pogarda albo nadszarpnięte jego ego. W każdym razie, zależność jest wtedy taka, że żeby on się dobrze czuł, musi dominować.

I jak się wpakujemy w taką relację, gdzie pseudo-Albert dominujący chce być naszym wybawcą, to ryzyko jest takie, że on stale będzie chciał być tym wybawcą. Zatem Ty wtedy, w tym związku, musisz stale być taką nieogarniętą ofiarą, nieudaczniczką. Zatem pamiętajcie, że warto jednak okazywać, że potrzebujemy pomocy, nawet prosić o tę pomoc. I to jest bardzo doskonały test dla zweryfikowania relacji, którymi się otaczamy. Nie musi to dotyczyć tylko relacji romantycznych, ale wszelkich relacji. Albo ktoś odpowie na tę pomoc dokładnie tak, jak potrzebujesz, a jak nie rozumie, to doprecyzuje, albo narzuci swoje i odbierze Ci autonomię. Wtedy to nie znaczy, że z Tobą coś jest nie tak i że jesteś niewdzięczna, tylko po prostu od tej osoby już więcej nie bierz pomocy. Ale to nie znaczy, że nie masz czerpać pomocy od nikogo i być samowystarczalna przez resztę życia.

To chyba na razie wszystko, co miałam do powiedzenia w tym temacie, choć na pewno jeszcze dużo zostało niepowiedziane. Zasubskrybuj sobie koniecznie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej albo na YouTube kanał „Pokój w głowie”, żeby nie przegapić kolejnych odcinków.

Koszyk