207: Czy złość może pomóc w budowaniu dobrych relacji?

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Czy złość zawsze niszczy relacje? A może właśnie jest emocją, która pomaga budować bliskość, odzyskać sprawczość i otoczyć się ludźmi, którzy naprawdę do nas pasują?

W tym odcinku wracam do historii Róży – bohaterki podcastu – i pokazuję, dlaczego tłumiona latami złość nie znika, lecz obraca się przeciwko nam. Opowiadam o drodze od grzecznej dziewczynki, przez „starą babę”, aż do wiedźmy – kobiety, która zna siebie, potrafi stawiać granice i budować relacje oparte na wzajemnym szacunku.

To odcinek o tym, że złość nie musi być zagrożeniem. Może stać się drogowskazem prowadzącym do większej autentyczności, lepszych relacji i życia bardziej zgodnego ze sobą.

Jeśli masz poczucie, że przez lata bardziej dopasowywałaś się do oczekiwań innych niż do własnych potrzeb, ten odcinek może pomóc Ci spojrzeć na złość z zupełnie innej perspektywy.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Backbay Lounge” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

 

207: Czy złość może pomóc w budowaniu dobrych relacji?

Witam w 207. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym znowu wrócić do tematu starej baby, ale chciałabym to ułożyć w taką sekwencję. A mianowicie wyjaśnić, jak ma się stara baba do Róży z podcastu, czyli naszej bohaterki podcastu. I czy jeszcze jest ktoś inny, coś więcej tak naprawdę, co można mieć i do czego dążyć po byciu starą babą. I jeszcze przy okazji porozmawiamy o uwolnionej złości. Takiej skumulowanej przez cały czas bycia tą grzeczną dziewczynką, czyli Różą.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Tradycyjnie na wstępie chciałabym zaznaczyć, że podcast ten powstaje dzięki subskrybentkom i subskrybentom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify, po zasubskrybowaniu na herohero.co/pokojwglowie.

Nie wszyscy chcą naszego prawdziwego oblicza

Najpierw przyjrzyjmy się temu, kim jest Róża. O niej powstało już tyle odcinków tego podcastu. Ale róża to jest kwiat, który można przyciąć, można wstawić do wazonu, pięknie wygląda, niby ma kolce, ale właściwie to te kolce też można poucinać. Ona sama tymi kolcami nie operuje, prawda? Jeżeli uważamy albo je usuniemy, to problem z głowy. Tak naprawdę otoczenie róży raczej dyktuje to, co z nią się stanie. Ona nie ma żadnej sprawczości w sobie. Róża jest ładna, piękna, grzeczna, dopasowana. Można ją przestawić w tym wazonie z kąta w kąt. Można zrobić z nią, co się zechce. Można ją wykorzystać do swoich celów jako ozdobę. Można ją postawić w wazonie pod tym toi toiem, w którym siedzi Mariusz i tak zostawić, żeby tam uschła. Problem w tym, że Róża naprawdę taka nie jest. Ona po prostu została wciśnięta w tę formę, a wewnątrz ma mnóstwo uczuć, ale też złości tak naprawdę, że jej życie wygląda tak, jak wygląda – że ona jest tą różą, ona jest ozdobą, ona jest kimś, kto się zawsze dopasowuje. Jest bardzo często traktowana wręcz przedmiotowo i nie ma żadnej sprawczości – otoczenie nie daje jej też prawa do sprawczości. I to się wiąże z ogromną złością, zresztą tłumioną latami, która w rezultacie bardzo często obraca się przeciwko Róży. Być może macie już przesłuchany 169. odcinek podcastu „Pokój w głowie”, który był takim przełomowym dla Róży, ponieważ ona tam uwolniła swoją dzikość w sercu. I to jest właśnie taka transformacja. Te emocje zostały z niej wydobyte i wreszcie, wreszcie pierwszy raz, przyznała sobie prawo do jakiejś sprawczości. Posłuchajcie sobie tego odcinka, bo myślę, że on się łączy tak naprawdę z treścią tego, co dzisiaj chcę powiedzieć.

Ale wracając do tematu starych bab i tego, czego my się boimy. Zobaczcie, że Róża jest Różą dopóki się boi zostać starą babą. Dopóki się boi tego całego straszenia – nie zachowuj się jak stara baba, nie gadaj jak stara baba, nie ubieraj się jak stara baba – dopóty wpycha ją to w różne ograniczenia i sprawia, że kobieta jest bardziej ozdobą niż sprawczym człowiekiem. Lęk przed byciem starą babą odbiera nam sprawczość. Jeśli zbyt długo z naszej sprawczości nie korzystamy, to wzbiera w nas ogromna złość, z którą jakoś sobie musimy radzić. Najczęściej najpierw ją tłumimy – póki dajemy radę – co oczywiście obraca się przeciwko nam, bo stłumione emocje generują mnóstwo problemów w naszym ciele. To jest taki permanentny stres, który wpływa oczywiście na funkcjonowanie naszych hormonów, a hormony z kolei wpływają na całe ciało. No i zobaczcie, potem pojawia się postać starej baby, bo Róża, która zaczyna uwalniać swoją złość, narzeka, czepia się, wkurza się, okazuje złość tam, gdzie wcześniej jej nie okazywała. Jej otoczenie mówi: zachowujesz się jak stara baba, zmieniłaś się na gorsze, nie powinnaś tak mówić.

Można powiedzieć, że stara baba rodzi się w oporze. Ona jest tą, która uwalnia się ze schematu uległości Róży, więc bywa głośna, bywa szorstka, czasem zrzędliwa, bardzo bezpośrednia. Jej stawianie granic jest jeszcze reaktywne. Musi głośno krzyknąć, żeby upewnić się, że świat ją słyszy. To etap, w którym zrzuca się z pleców oczekiwania innych, co dla otoczenia oczywiście bywa szokujące. Tym bardziej że Róża, póki przebywa w środowisku, w którym przebywała dotychczas, gdzie wszystkim pasowało to, że ona właśnie jest tą różą w wazonie, którą można sobie przestawiać, to oni na pewno nie będą zadowoleni. Prawda? Ludzie, którzy ją przestawiali z miejsca na miejsce, nie będą zadowoleni z tego, że ona zaczęła wykorzystywać swoją sprawczość, szukać tej sprawczości i stawiać jakieś granice. I jest to właściwie niemal pewne, że nikt jej nie powie: super, że w końcu zadbałaś o swój dobrostan, super, że w końcu uczysz się asertywności, super, że wydobyłaś swoją złość, my to rozumiemy, już od dawna wiedzieliśmy, że taką drogę powinnaś przejść, żeby w końcu być sobą. Nikt jej tego nie powie. Wszyscy, którymi ona jest otoczona, powiedzą, że robi źle. Bo my mamy w swoim otoczeniu takich ludzi, którzy pasują do nas w jakiejś tam aktualnej wersji, a niekoniecznie pasują do tego, kim jesteśmy w środku.

Dlatego – według wielu historii i nawet memów internetowych – ludzie po terapii bardzo mocno weryfikują relacje i się okazuje, że tylko cząstka osób, które są w ich otoczeniu, zostaje, a z większością drogi się rozchodzą. Bo rozchodzą się drogi z tymi ludźmi, którzy być może nie chcą nas takich, jakimi jesteśmy naprawdę, do których my nie pasujemy – do których pasujemy tylko w tej uległej wersji. I to jest naturalne. Im bardziej wydobywam siebie z siebie, tym bardziej wyraźnie widać, jaka jestem i tym bardziej można zweryfikować, kto inny do mnie pasuje, a kto nie pasuje. I jedni ludzie nie będą pasować. To nie jest tak, że my stajemy się jakimiś odludkami, tylko po prostu nowe, inne osoby mogą się okazać bardziej dopasowane niż ci ludzie, którzy dotychczas byli w życiu Róży i przestawiali ją z miejsca na miejsce w wazonie. I stara baba właśnie jest tą postacią, która kopnęła toi toia w odcinku o dzikości w sercu. To już nie była ta pierwsza Róża, prawda? Róża w wazoniku nikogo nie kopie. Ona musiała wydobyć z siebie złość, żeby przywalić.

Transformacja w wiedźmę nie jest niczym złym

I teraz tak – stara baba jest mądra, więc ona do końca życia nie będzie przecież tak się wściekać i szamotać z tymi swoimi emocjami. Każda świadoma osoba dobrze wie, że jeśli chcemy czuć się spokojnie, to musimy zareagować na swoją złość, ale nie w postaci tylko jej wyładowywania – takiego ślepego w worek treningowy – tylko tak naprawdę złość bierze się skądś. I pierwsze pytanie, które warto sobie wtedy zadać: co takiego powoduje moją złość? A pytanie drugie: jak mogę wyeliminować przyczyny złości? Co mogę zmienić? Jak mogę sobie pomóc? Jak mogę sprawić, żeby sytuacje powodujące złość się nie powtarzały? I wtedy mamy do czynienia z kolejną transformacją, bo stara baba zaczyna się zamieniać w wiedźmę. To ta, która wie.

W kontekście psychoterapeutycznym i weryfikacji relacji po terapii, wiedźma to kobieta, która zyskała specyficzny rodzaj głębokiej, wewnętrznej wiedzy. Ona już nie potrzebuje podręczników czy opinii innych, żeby ocenić sytuację. Wie, czym jest prawda z jej ciała i co oznaczają sygnały z jej ciała. Wie, gdzie kończy się ona, a zaczyna się drugi człowiek, czyli gdzie jest granica i że nie należy się z nikim zlewać. Wie, jak smakuje jej własna samotność i że ta samotność jest bezpieczna. Wie, kogo wpuścić na swoje terytorium. Czyli przejście z bycia starą babą – tą jeszcze wkurzoną całym dotychczasowym życiem, polegającym na byciu grzeczną dziewczynką – w wiedźmę, polega na tym, że ona po prostu krok po kroku dopasowuje swoje życie do siebie. Zaczyna się otaczać ludźmi, którzy do niej pasują, a odpuszcza sobie relacje te mniej dopasowane. Tych ludzi odsuwa gdzieś tam na dalsze orbity. Zmienia też prawdopodobnie różne inne aspekty swojego życia niż relacje. Być może bardziej dopasowuje do siebie pracę. A może jakąś w ogóle wielką zmianę generuje. Może zmienia miejsce zamieszkania. Ja bym tak metaforycznie powiedziała, że ta wiedźma po prostu wyprowadza się do lasu. Organizuje sobie kawałek swojego własnego lasu i zamieszkuje w nim jak właśnie taka leśna wiedźma. To nie musi być potraktowane dosłownie, ale ja dzisiaj też nagrywam w lesie, w szopie na narzędzia. Nie siedzę co prawda w chatce z piernika, tylko jestem zabarykadowana jakimiś kosiarkami, żeby nie przyszły tu dzieci. Więc moim celem nie jest kusić dzieci, żeby je ugotować i zjeść, tylko moim celem jest mieć trochę spokoju, żeby nagrać dla Was ten odcinek podcastu. A jeśli chcecie posłuchać więcej o moim byciu starą babą i wiedźmą, to zapraszam Was na dodatkowe odcinki na herohero.co/pokojwglowie. Jeśli jeszcze są dostępne, to prawdopodobnie w opisie tego odcinka podcastu znajdziecie link do miesiąca darmowej subskrypcji.

Wróćmy do wiedźmy. Wiedźma to jest taka kobieta zintegrowana, bez masek. W ułamku sekundy potrafi wyczuć fałsz, próby uwikłania czy jakichś manipulacji oraz toksyczne zaangażowanie. Dlatego wybiera tylko tych, którzy potrafią rozmawiać głęboko, szanują autonomię i przynoszą ze sobą spokój, a nie chaos. I wydaje mi się, że ta droga to jest taka droga, którą przeszła większość kobiet. Może te, które miały szczęście, od razu stały się tymi wiedźmami, ale nawet jeśli pochodzimy z rodziny, która nie miała jakichś międzypokoleniowych, utrudniających schematów w stylu, że „musisz to i musisz tamto” i że bez mężczyzny nie jesteś wiele warta, co jest klasyką – oczywiście nie jest to mówione wprost, tylko pokazywane chociażby przez matki, które nigdy nie odeszły od przemocowego partnera albo takiego partnera, który tak naprawdę nie jest partnerem – to przecież uczy nas tego wszystkiego społeczeństwo. Właściwie sama tak naprawdę widzę u siebie jakieś wzorce, które nie były wzorcami z domu, ale mi się wydawało, że tak się teraz zbuntuję i zrobię inaczej, czyli zrobię tak, jak to społeczeństwo mi pokazało. I o tym też Wam opowiadam w dodatkowych odcinkach, czyli w „Wieczornych Rozmowach”.

Kobieta spoza schematu

Właściwie myślę, że są bardzo małe szanse, żeby nie zostać – jako młoda dziewczyna, młoda kobieta – Różą. I teraz jeśli mamy takie przyzwolenie, żeby spojrzeć na siebie z uważnością, to prawdopodobnie po jakimś czasie, krótszym lub dłuższym, dostrzeżemy swoje emocje i zaczniemy się zastanawiać, że coś mi tu nie gra. Jestem taka, jaka powinnam. Dopasowałam się, żyję według tych wskazówek, staram się, a mimo to czuję, że coś jest nie tak – nie pasuje mi to albo ja tu może jakoś nie pasuję. I myślę, że każdy z nas, będąc kwiatem w wazonie, nie pasuje, mimo że wygląda ładnie. Pasujemy tam, gdzie nikt nas nie traktuje jako ozdoby. Pasujemy tam, gdzie mamy swoje terytorium, mamy swoją przestrzeń i możemy sami zadecydować, na jakich warunkach budujemy spokój. I ludzie, którzy do nas pasują, będą w stanie to uszanować, a prawdopodobnie oni będą wyznawali te same zasady. I tak sobie teraz myślę, że hasło nie zachowuj się jak stara baba oznacza: niewygodna jest Twoja złość. Nie pasuje mi to, że się złościsz. Nie pasuje mi to, że Tobie coś nie pasuje. Wolałbym czy wolałabym, żebyś jednak była różą w wazonie. Bo tak miło się na Ciebie patrzyło, kiedy byłaś nieruchoma i niesprawcza.

I wiecie, co jeszcze jest istotne? Myślę, że to już może być temat w ogóle na jakieś inne odcinki, ale mam też taką hipotezę, że mamy taką traumę międzypokoleniową, związaną z byciem wiedźmą, ponieważ właśnie kiedyś palono takie kobiety na stosach. To nie były prawdziwe wiedźmy – jak się pewnie domyślacie – takie, które rzeczywiście magią niszczyły świat. To były kobiety, które nie pasowały do patriarchalnych zasad. To były kobiety, które były niewygodne, przeszkadzały rządzić innymi ludźmi i przeciwstawiały się temu. To były te kobiety, które wyszły ze schematu uległej Róży – potrafiły dużo i wiedziały dużo. Ofiarami palenia na stosie najczęściej padały znachorki, zielarki, akuszerki, czyli kobiety, które miały realną wiedzę o ciele, o zdrowiu, o porodach, o psychice. W świecie, w którym wiedza miała być domeną wyłącznie męskiej władzy kościelnej i naukowej, kobieta, która wiedziała bez zgody systemu, była zagrożeniem. Więc polowano na nie, bo ufały swojej intuicji i mądrości, zamiast ślepo słuchać dogmatów. Palono je za zrzędzenie, czyli za opór. I tutaj stare baby już palono tak naprawdę – nie trzeba było być wiedźmą. Można by było dotrzeć do etapu starej baby i też zostać spaloną. W kronikach z procesów o czary ponoć uderzające jest to, jak często oskarżano kobiety samotne, starsze, wdowy lub te, które po prostu miały niewyparzony język. Jeśli kobieta nie miała nad sobą mężczyzny, czyli takiego, który by poskromił złość i powstrzymał ją przed wyjściem z wazonu, stawała się niezależna ekonomicznie i społecznie. I kiedy system próbował na nią naciskać, a ona głośno zrzędziła, kłóciła się o swoje i stawiała opór, sąsiedzi i lokalne władze oskarżali ją o czary, żeby pozbyć się niewygodnego elementu, czyli pozbyć się tej starej baby. Dlatego stara baba nam się tak źle kojarzy, bo to jest ktoś, kogo należy się pozbyć, bo jest niewygodny. No i palono te wiedźmy za mieszkanie w lesie. Kobiety, żyjące na uboczu poza tradycyjną strukturą rodziny, które same decydowały, kogo wpuszczają do swojego świata, budziły lęk. Ich autonomia była podejrzana. I skoro nie można było ich kontrolować poprzez role społeczne, czyli role żony, córki, posłusznej służki – one się nie wpasowywały, wyszły z wazonu właśnie – to system uznawał, że ich wolność musi pochodzić z paktu z diabłem, więc lepiej się pozbyć. Więc nie ma się co dziwić, że boimy się iść w tym kierunku – z tych wazonów powyłazić i udać do lasu. Do lasu, czyli w miejsce, gdzie mężczyzna jest zdecentralizowany. Ale ma tam wstęp pod warunkiem, że potrafi uszanować granice.

Dobra, kończymy z tymi baśniami. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Zapraszam, tak jak mówiłam, na Herohero – tam opowiadam moje historie, wiedźmowe i starobabskie. I koniecznie zasubskrybujcie sobie podcast „Pokój w głowie” w Waszych ulubionych aplikacjach podcastowych, aby nie przegapić kolejnych odcinków. Albo zasubskrybujcie sobie kanał „Pokój w głowie”, jeżeli słuchacie tego podcastu na YouTube, żeby nie przegapić kolejnych odcinków oczywiście.

Koszyk