160: „Zrobiłam z niego nudziarza, bo się bałam, że mnie pokocha”

W 160. odcinku podcastu „Pokój w głowie” mówię o tym, jak nasz umysł potrafi zamienić spokojnego, dobrego człowieka w karykaturę – „nudziarza”. Zastanawiam się, dlaczego w relacjach tak często wybieramy emocjonalny chaos i adrenalinkę, a odrzucamy tych, którzy dają nam poczucie bezpieczeństwa i autentyczną obecność.

To opowieść o Róży, która poznała Alberta – ciepłego, stabilnego i uważnego mężczyznę – i w swojej głowie zaczęła widzieć w nim kogoś bezbarwnego. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego spokój może być odczuwany jako zagrożenie, a emocjonalne rollercoastery wydają się bardziej pociągające?

Ten odcinek jest zaproszeniem do przyjrzenia się mechanizmom, które sabotują nasze relacje, do refleksji nad tym, co naprawdę oznacza „nie zaiskrzyło” i do sprawdzenia, czy to przypadkiem nie nasz układ nerwowy myli stabilność z nudą.

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Bass Walker” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
 

160: „Zrobiłam z niego nudziarza, bo się bałam, że mnie pokocha”

Witam w 160. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym porozmawiać o tym, jak w swoich głowach robimy karykaturę człowieka, który próbuje się do nas zbliżyć emocjonalnie. Czyli będzie to kontynuacja odcinka 157., który był o tym „dlaczego czuję się osaczona, gdy miły facet okazuje mi zainteresowanie?”. I dziś porozmawiamy o tym, co zaczyna się dziać w naszej głowie, jakie wręcz głupoty potrafi wygenerować nasz umysł, kiedy ktoś się zbliża, a my widzimy w tym zagrożenie, ponieważ nie chcemy być widziane czy widziani. Tak naprawdę to chcemy ludzi niezainteresowanych nami emocjonalnie, bo wtedy wydaje się, że jest bezpiecznie. A jeśli ktoś chce dostrzec Ciebie całą, jaka jesteś, z Twoimi słabościami i lękami, to w Twojej głowie mogą zacząć dziać się przedziwne rzeczy. I o tym będzie dzisiaj.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska. Jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.

Melisa w ludzkiej postaci

Jakże moglibyśmy rozmawiać o tym inaczej, niż wracając do historii Róży i Mariusza, która przewija się przez cały ten podcast – przez wiele odcinków, od samego początku. No więc tak, zobaczcie, Róża poznała Alberta. Na początku postrzegała go jako takiego wysokiego, łagodnego, z delikatnymi oczami, spokojnym głosem. Trochę jakby miał w środku zainstalowaną aplikację do medytacji. Miły, uważny, zainteresowany. Nie rzucał się w oczy, ale słuchał tak, jakby to, co mówiła, naprawdę miało znaczenie. Nie oceniał. Dopytywał. Czekał. Był ciekaw. Milczał z szacunkiem. Po pierwszym spotkaniu Róża czuła się jeszcze bezpieczna, ale po drugim czuła się już zmęczona. Bo Albert był spokojny i to ją męczyło. Nie przerywał jej. Nie próbował błyszczeć. Nie rzucał ironii w odpowiedzi na jej wypowiedzi. Nie rzucał tekstów emocjonalnych. Nie flirtował z niepewnością. Opowiadał za to z przejęciem o książce, którą ostatnio przeczytał i to w dodatku całą, a nie tylko cytat z okładki. Opowiadał o własnoręcznie złożonym regale z drewna z użyciem poziomicy. O swojej mamie, z którą rozmawia przez telefon co weekend. O aucie, które sobie naprawił. Róża zaczęła czuć się, jakby weszła do emocjonalnego sanatorium. Cisza, łagodność, zrozumienie. Brakowało tylko jakiejś kroplówki. I oczywiście myślała sobie – gdzie jest ogień?

I wtedy włączył się jej umysł sabotażystki. Czy on naprawdę mówi tak wolno, czy ja już śpię? Czy on zawsze kończy swoje myśli zanim zacznie nowe? Czemu on w ogóle nie próbuje mi zaimponować? On mnie naprawdę lubi? – no, błagam. Z sekundy na sekundę, z ciepłego, wyważonego mężczyzny zaczęła w głowie tworzyć jego karykaturę. Albert -patron nudziarzy, prorok powolnego tempa, władca spokojnych odpowiedzi. Człowiek, który nigdy nie wchodzi w słowo. Człowiek, który zna różnicę między słuchaniem a czekaniem na swoją kolej, aby się wstrzelić z własnym gadaniem. Człowiek, który przytula bez drugiego dna. Koszmar. I wtedy przyszła ta myśl. On byłby idealny, gdyby nie był taki bezpieczny. Byłby idealny, gdyby jednak przypominał Mariusza. Mariusz nie zawsze się odzywa, nie odpisuje na wiadomości, znika i się pojawia. Mariusz wprowadza w życie Róży naprawdę dużo emocji i dużo adrenaliny. I to jest właśnie ten ogień. A Albert?

Róża zamiast zobaczyć dobrego, dostępnego emocjonalnie mężczyznę, zobaczyła melisę w ludzkiej postaci. W jej głowie jego łagodność zamieniła się w nijakość, a empatia w brak temperamentu. Ale to nie był problem Alberta. To był problem jej układu nerwowego, który znał tylko dwa stany: albo niepewność i napięcie, czyli ekscytacja jakąś relacją, albo spokój, czyli śmierć z nudów. Czyli „odpuszczam – to nie dla mnie”. Więc wróciła do domu i powiedziała sobie: „on ma coś z głosem i zęby jakieś nie takie, jeden chyba nawet krzywy, i w ogóle pewnie nie ma żadnych pasji”. A tak naprawdę miała ochotę powiedzieć: „nie umiem jeszcze przyjąć Twojej obecności. Nie wiem, jak wytrzymać to, że ktoś mnie naprawdę widzi całą i nie chce mnie zmieniać”. Ale powiedziała: „Coś mi nie zaiskrzyło”.

Bo czasem, gdy jesteśmy przyzwyczajone do emocjonalnego chaosu, dobry człowiek wygląda jak nudziarz. Bo nie daje dramy, nie odgrywa ról, nie odpala alarmów, nie generuje czerwonych flag. Daje tylko spokój. A to, dla kogoś, kto całe życie uczył się przetrwać w napięciu w relacjach, może być nie do zniesienia. Wyobrażamy sobie wtedy, że z tym człowiekiem czekałoby mnie śmiertelnie nudne życie. Nic dobrego. Nie to, co z Mariuszem, prawda?

Od bycia fajnym do karykatury

Róża postanowiła być uczciwa wobec Alberta. Ale, jak to bywa, uczciwość bez świadomości własnych mechanizmów obronnych, może prowadzić do bardzo dziwnych i krzywych komunikatów i zachowań. Pomyślała sobie, mieszając herbatę: „no, nie zaiskrzyło, muszę mu to powiedzieć”. Pomyślała o tym z ulgą, bo dzięki temu nie musiała już więcej mierzyć się z jego ciepłem, z jego spokojem, z jego autentyczną obecnością, która paraliżowała ją bardziej niż wszystkie toksyczne flirty jej życia. Nie musiała już więcej mierzyć się z tym, że chce być widziana ze swoimi lękami i ze swoimi słabościami. I że musiałaby pokazać całą siebie.

Postanowiła, że mu powie – spławi go, po prostu. Napisała coś, co nie zrani Alberta, ale jasno da znać, że to nie to i że to oczywiście nie jego wina. „Hej, chciałam Ci bardzo podziękować za dotychczasowe spotkania. Jesteś naprawdę wartościowym człowiekiem. Myślę, że wielu kobietom bardzo by odpowiadała Twoja wrażliwość i spokój. Ja niestety zrozumiałam, że jednak szukam czegoś innego. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Do zobaczenia gdzieś w pracy”. Wstała, odłożyła telefon. Przez chwilę czuła się dorosła i dojrzała. Po czym usiadła w fotelu i zaczęła się zastanawiać, co tak naprawdę znaczyło „czegoś innego”. Czy chodziło o inny charakter, czy o to, że on nie odpalał w niej niepokoju? Czy o to, że był zbyt stabilny, jak na jej wewnętrzny huragan? Nie, przecież jest nudziarzem – już to ze sobą ustaliła. To człowiek-melisa. Albert po godzinie odpisał: „Rozumiem. Dzięki, że napisałaś. Wszystkiego dobrego, Róża. Do zobaczenia”. No i super – sprawa załatwiona. 24 godziny później Róża opowiedziała o wszystkim swojej przyjaciółce.

– No, wiesz, po prostu, nie zaiskrzyło.
– Hmm. A co takiego zrobił?
– No, oddychał wolno i słuchał. I powiedział, że lubi mnie słuchać.
– O, matko!
– No i robił regał z drewna. Z poziomicą. Wyobrażasz to sobie?
– O, Boże… No i co jeszcze?
– No i mówił o tym regale i użył słowa bejcowanie.
Przyjaciółka, Jaśmina, wzięła głęboki wdech i zapytała:
– Róża, czy to możliwe, że Ty nie jesteś emocjonalnie gotowa na człowieka, który wie, czym jest bejca?
Róża spojrzała w dal, jakby właśnie zrozumiała coś bolesnego i głębokiego.
– Może. Może ja po prostu potrzebuję faceta, który mnie bejcuje emocjonalnie, a nie jakiś regał.

Ale potem stało się coś jeszcze gorszego. Albert wrzucił na Instagram Stories zdjęcie szczeniaka, który siedział na poduszce. A na tej poduszce było napisane: nie musisz być idealny, żeby zasługiwać na miłość. Skąd on wziął tego psa? Ale jeszcze gorszy jest ten napis na poduszce. Róża zamarła. Czy to pasywno-agresywna wiadomość dla mnie? Przez psa? Czy on właśnie generuje jakąś dramę? Czy on bejcuje mnie emocjonalnie przez Stories? Zaczęła panikować. Przeczytała jeszcze raz swój stary sms. Potem jeszcze trzy razy. A potem postanowiła napisać drugą wiadomość, doprecyzowując. „Hej, jeszcze tylko dopiszę, bo nie chcę, żebyś pomyślał, że to o Tobie. To bardziej o mnie”. Musiała trochę się wysilić, żeby napisać tę wiadomość, nie używając słów takich jak: nudziarz, flegmatyk. I wreszcie wymyśliła: „Ja czasem nie potrafię być z kimś, kto jest zbyt stabilny emocjonalnie. A Ty jesteś bardzo stabilny. No, to naprawdę super cecha. Naprawdę. Ale może nie dla mnie. Przynajmniej nie teraz. Może kiedyś. Albo może i nie. Ale jesteś super. OK, uciekam. Miłego dnia, papatki”.

Albert odpisał: „Rozumiem. Naprawdę nie musisz się tłumaczyć. Uśmiecham się do Ciebie z daleka”.

Róża przeczytała to zdanie jakieś 12 razy. Co on ma na myśli? Z jakiej odległości się uśmiecha? Czy stoi gdzieś pod drzwiami? Czy może ją szpieguje? Czy to dystans emocjonalny? Czy to jakiś eufemizm do „spadaj, niezdecydowana kobieto”? I Jaśmina sprowadziła ją wtedy na ziemię:
– Albo go zostaw w spokoju, albo się z nim umów. Wybierz. Przestań emocjonalnie stalkować człowieka, który chciał Ci dać regał i pieska.

Róża nadal nie wie czego chce, ale jedno jest pewne – Albert jest jednym z pierwszych ludzi w jej życiu, który ją tak skutecznie zdezorientował, nie robiąc absolutnie nic, po prostu, będąc. I to w sumie było najdziwniejsze. Był też jednym z pierwszych ludzi w jej życiu, który na początku wydawał się całkiem spoko, ale potem, właściwie w mgnieniu oka, zamienił się w swoją własną karykaturę, jakiegoś potwora, kogoś, kto mógłby zniszczyć życie Róży przez wprowadzenie tam niebywałej nudy. Jak nudnym trzeba być, żeby ze spokojem zareagować na to, co mu Róża napisała? Jaki z tego morał? Że jak jest do wyboru Mariusz, który wprowadza w Twoje życie ogień, adrenalinę, emocje, dopaminę, rollercoaster emocjonalny, znika, pojawia się, i alternatywa – Albert, spokojny, zrównoważony, słuchający, autentyczny, widzący Ciebie taką, jaka jesteś i w dodatku całą, akceptujący, słuchający, zaciekawiony, to wiadomo, kogo wybrać. Co nie?

Nie daj się złapać na „pierwsze wrażenie”

Najgorsze jest to, że jeżeli wydaje nam się, że ktoś nam zagraża, choć tak naprawdę nie zagraża, to robimy z niego karykaturę w swojej głowie. Zamieniamy zalety w wady. Wyolbrzymiamy jakieś totalne drobiazgi, na które byśmy w ogóle nie zwróciły uwagi, gdyby nie poczucie zagrożenia, które w nas ten Albert generuje. I tak to już jest, słuchajcie, że w życiu spotykamy wielu Mariuszów. I bardzo często jest tak, że historie się powtarzają. Te relacje są wszystkie do siebie podobne, jedna po drugiej. Wydaje nam się, że pechowo trafiamy. A tak naprawdę to wybieramy tych Mariuszów, bo mamy taki klucz zakodowany w głowie.

Ale wybieranie Mariuszów, moim zdaniem, zawsze wiąże się ze spławianiem Albertów, czyli ze spławianiem tych fajnych facetów. Wydaje nam się, że nie zaiskrzyło, ale tak naprawdę to nie chodzi o to, że nie zaiskrzyło. Zobaczcie, Róża i myślę, że Wy też, podejmujecie strasznie szybko decyzje na temat tego, że on nie pasuje. Przecież tak jak Mariusza nie da się poznać w ciągu dwóch spotkań, bo on w ciągu dwóch spotkań jeszcze jest całkiem super, tak samo Alberta nie da się poznać w ciągu dwóch spotkań – tylko trzeba czasu. I sam fakt, że ktoś jest Tobą zainteresowany, nie jest wadą. A jeżeli podejmujesz decyzję o zakończeniu relacji już na samym wstępie, bo wydaje Ci się, że nie zaiskrzyło, ponieważ on jest nudny, bo jest Tobą zainteresowany, to jest czerwona flaga, która mówi o Tobie.

Zastanów się, bo, po pierwsze, my nie musimy podejmować żadnych decyzji już na samym początku, prawda? Dajmy sobie czas, po prostu. Przetestujmy tych ludzi. I miałam taki odcinek o randkach, które tchną życie w relację. I myślę, że to jest coś do zrobienia z Albertem. Jeżeli poznasz człowieka, który jest okej w każdym calu, ale wydaje Ci się strasznie nudny i wydaje Ci się też, że u jego boku czeka Cię naprawdę strasznie szare, monotonne życie, to idź z nim na most linowy i zobacz, co będzie. Bo może okaże się, że jest świetnym towarzyszem do przeżywania przygód, do podejmowania wspólnych wyzwań, do radzenia sobie z przeciwnościami losu i z tym, co chcielibyście razem zrobić, ale w pojedynkę może jest nieosiągalne.

Tak naprawdę to nam są najbardziej potrzebni ludzie wokół, którzy nie generują jakichś idiotycznych problemów, których w ogóle nie ma. A tak niestety robi Mariusz. On generuje problemy tam, gdzie ich nie ma. Natomiast Albert tych problemów nie generuje. I być może dlatego też wydaje się nudny. I to nie ludzie, którymi się otaczamy, ani związek, w którym jesteśmy, ma nam zapewniać adrenalinę i huśtawkę emocjonalną. Związek ma nam dawać poczucie bezpieczeństwa, czyli właściwie tę nudę, tak naprawdę. A to, co ciekawe i ekscytujące, ma wynikać z zewnątrz, z zewnętrznych okoliczności, z tego, co robimy razem i czego doświadczamy razem. I zapewnij sobie adrenalinę, jeśli jej potrzebujesz, ale nie w relacji, nie wewnątrz relacji, tylko zapewnij sobie dopływ tej adrenaliny z zewnątrz, na przykład, chodząc razem z tym Albertem właśnie, tak jak mówiłam wcześniej, po linowym moście nad przepaścią.

A zatem, jeśli wokół Ciebie kręci się jakiś facet, który wydaje Ci się, że jest nudny, to po prostu pójdźcie zrobić razem coś naprawdę ciekawego. Może rzeczywiście się pogrąży i okaże się, że nie dał rady. Będzie zrzędził, narzekał i mówił, że wolałby oglądać telewizję. I wtedy absolutnie potwierdzi, że jest nudny. A może okaże się, że było wspaniale i z nikim innym w ten sposób nie udałoby się doświadczyć tej sytuacji i tych okoliczności. Pamiętajmy jeszcze, że ludzie zyskują przy bliższym poznaniu. Tacy, którzy są dla nas odpowiedni, są dobrzy, są okej i nie usiłują zabłysnąć na siłę, zyskują przy bliższym poznaniu. Ponieważ na pierwszy rzut oka nie widać wszystkiego na ich temat. Odwrotnie jest z Mariuszem. Mariusz przy bliższym poznaniu niestety traci. A jeśli Ty spławiasz Alberta, zanim zyskał przy bliższym poznaniu, to znaczy, że jesteś ślepa. I jeszcze podtrzymujesz tę swoją ślepotę. I pewnie tak, jak sroka – widzisz tylko to, co błyszczy, czyli różne wariactwa Mariusza, a nie widzisz tego, co jest naprawdę ważne w relacjach. I nie widzisz nawet tego, co naprawdę ważne jest w relacjach dla Ciebie samej. Zatem życzę zwiedzania mostów linowych z „nudnymi” Albertami.

Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, na przykład darmowy webinar o zniekształceniach poznawczych, które to zaburzają sposób patrzenia na Alberta, albo masz może ochotę przetestować kurs „Emocje to kompas” – fragment gratisowy – to zajrzyj sobie na stronę pokojwglowie.pl. Wszystkie linki znajdują się też w opisie tego podcastu. Zasubskrybuj też podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.

Koszyk