162: Kiedy kochasz tak bardzo, że przestajesz istnieć (o męskiej wersji Róży)
Witam Cię w 162. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. W tym odcinku poznasz nowego bohatera –Rozefa. Nie jest on ani Albertem, ani Mariuszem, lecz męską wersją Róży.
To opowieść o mężczyźnie, który kocha tak bardzo, że zatraca samego siebie. Rozef, chcąc zdobyć serce Marty, rezygnuje ze swojego życia, pasji, a nawet tożsamości. Staje się niewidzialny, bo wierzy, że tylko poświęcenie zapewni mu miłość. Ale czy da się kochać kogoś, kto znika?
W tym odcinku przyglądam się temu, co dzieje się, gdy w relacji oddajemy wszystko – czas, energię i emocje – zapominając o własnych granicach i potrzebach. Rozważamy, czy można naprawdę pokochać kogoś, kto zatraca siebie, i dlaczego autentyczność i emocje są niezbędne, by budować zdrową więź.
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
162: Kiedy kochasz tak bardzo, że przestajesz istnieć (o męskiej wersji Róży)
Witam w 162. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. W dzisiejszym odcinku wprowadzimy nowego bohatera. Kogoś, kogo jeszcze tutaj nie było. Będzie to Rozef. Nie będzie on ani Albertem, ani Mariuszem. Zaraz zobaczycie, jak będzie miał się Rozef ze swoimi właściwościami i cechami do Róży. Dlatego skoncentruję się na opowiadaniu historii Rozefa. A gdyby tak zarysować, o czym będzie ta historia, to będzie o tym, co jeśli mężczyzna za bardzo się poświęca, tak jak Róża. Za bardzo się poświęca w bliskiej relacji, oczywiście.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć ich pokój w głowie.
Wszystko dla Niej
To lecimy z tą historią Rozefa. Rozef otwiera aplikację randkową. Widzi profil Marty. Zdjęcie w górach. Opis: lubię podróże i dobrą kawę. W głowie Rozefa zaczyna się opera mydlana – ona jest naturalna, prawdziwa, nie taka jak inne. A góry? To znak. Przecież też kiedyś byłem na Gubałówce. To przeznaczenie. A kawa? Przecież ja piję kawę codziennie. To nas łączy na głębokim poziomie dusz. Przeznaczenie. Marta pisze pierwszą wiadomość: -Hej! 😊
Rozef czyta to pięć razy, jakby analizował sonet Mickiewicza. To „hej” jest takie ciepłe. A ta buźka – przecież ona już pokazuje mi swoje serce. To ta jedyna. Wiem to.
Jeszcze przed pierwszą randką w głowie Rozefa powstaje plan życia. Wspólne wakacje, mieszkanie, pies, dzieci. Oczywiście, trójka, bo ona wygląda na kobietę rodzinną. Wspólne plażowanie z parawanem. Rozef wyobraża sobie takie fajne wczasy nad morzem, kiedy to mieszkają w domku i idą trzy kilometry do plaży. Rozef niesie parawan, leżaki, koc, jedzenie na cały dzień, zapasowe ubrania, ręczniki, a Marta trzyma za rączki ich dzieci. I wszyscy ich podziwiają – tak pięknie wygląda ta rodzina, tak świetnie są zorganizowani. Kiedy umawiają się na kawę, Rozef już w duchu przysięga – teraz tylko muszę jej pokazać, że zrobię dla niej wszystko, absolutnie wszystko. Muszę zasłużyć.
Nawiasem mówiąc, Rozef w tej sytuacji jest już mentalnie po ślubie z Martą. On już urządza ich wspólny dom, mimo że jeszcze nigdy się nie spotkali. Ale właśnie… przejdźmy teraz do pierwszego spotkania. Rozef w końcu poznaje Martę. Po randce wraca do domu i myśli – miałem rację, to ta jedyna. Teraz muszę tylko zrobić wszystko, wszystko, co możliwe, żeby jej się spodobać. I już nigdy mnie nie opuści. I będziemy razem dźwigać te parawany na Gubałówkę. Tfu! Na plażę w Juracie. Już po pierwszym spotkaniu w głowie Rozefa odpala się program „dostosuj się”.
Na czym to polega?
Telefon.
Kiedy Marta pisze „hej, Rozef”, już po trzech sekundach Rozef odpisuje „hej, Kochanie ❤️”. A potem nerwowo odświeża Messengera, bo przecież, co jeśli nie odpisał wystarczająco szybko i ona uzna, że mu nie zależy?
Hobby.
Rozef kochał grać w piłkę z kumplami w niedzielne popołudnia, ale kiedy Marta rzuciła od niechcenia „nie rozumiem, jak można się godzinami gapić, jak dorośli faceci biegają za piłką”, Rozef skasował numer do kapitana drużyny i powiedział sobie „no i bardzo dobrze, piłka nożna jest dla dzieci”.
Jedzenie.
Marta uwielbia sushi. Rozef zawsze twierdził, że surowa ryba to trucizna, ale kiedy usiedli w knajpie, powiedział „o! sushi to moje ulubione jedzenie”. A potem jadł to nigiri, dusząc w sobie łzy i myślał – to nic, jeszcze się przyzwyczaję się, w końcu robię to dla niej.
Styl.
Na trzeciej randce Marta rzuciła” „uwielbiam facetów w eleganckich koszulach”. I tak, Rozef, który jeszcze tydzień wcześniej chodził w dresach i t-shircie Metalliki, teraz prasuje koszulę nawet do sklepu po mleko.
Dialogi.
Marta: – Na co masz ochotę, Rozefie?
Rozef: – Na to, co Ty.
Marta: – Ale serio, wybierz.
Rozef: – Naprawdę, Kochanie. Moje serce pragnie tego, czego pragnie Twoje.
Wewnętrzny głos Rozefa – Boże, byle nie kolejna komedia romantyczna.
Zagubiony „superbohater”
Pierwsze dni Rozefa w tej relacji to istna euforia. Wydaje mu się, że znalazł patent na szczęście. Wystarczy nie mieć własnego zdania, a Marta na pewno go pokocha na zawsze. Tylko że… Już w tle kiełkuje mała roślinka frustracji, ale na razie Rozef jest w fazie, że jeśli ona szczęśliwa, to ja szczęśliwy. A ona będzie szczęśliwa, jak ja się dopasuję. Kilka tygodni później Rozef wchodzi do mieszkania Marty i już po przekroczeniu progu wie, że to czas na poświęcenie nr 2. Nie, przepraszam – nr 100. Nie, dobra, kto by tam liczył jakieś tam poświęcenie? Kiedy Marta pisze, że idzie na spotkanie z koleżankami, Rozef czuje, że jego wnętrze zamienia się w ciasteczko z mikrofali – miękkie, ciepłe, trochę w środku przygniecione. Myśli – jak ona może iść sama? Przecież ja zrezygnowałem z wczorajszego meczu dla niej. Rozef nadal je sushi i powoli oswaja się z myślą, że nigiri to nie trucizna. Ale w duchu marzy: gdyby tylko wjechała pizza hawajska. Ale nie, ona woli sushi. Powiedziała, że ma być bez glutenu, więc ja też tak będę przecież jadł. Koszule wciąż są prasowane, i prasowane. I gładkie. Nawet do śmietnika Rozef idzie w koszuli. Sąsiad patrzy dziwnie, ale Rozef myśli – lepiej wyglądać jak idealny partner niż być sąsiadem w dresie.
Rozef zaczyna zauważać, że Marta ma własne życie. Czasem śmieje się w kawiarni z koleżankami. Czasem mówi „nie mogę, dziś mam spotkanie w pracy”. I nagle w Rozefie pojawia się ukłucie żalu – ja od tygodnia rezygnuję ze wszystkiego, a ona robi swoje? Jak tak można? Ale z drugiej strony jest jeszcze zauroczony, więc tłumaczy sobie wszystko – to normalne, ona potrzebuje przestrzeni, a ja jestem tak oddany, że mogę to zaakceptować. Po kilku tygodniach Rozef staje się miękkim, nieco zagubionym superbohaterem, gotowym poświęcić wszystko. Trochę śmiesznym w swoim idealizmie. A trochę już zmęczonym faktem, że ta „jedyna” ma też swoje życie.
Rozef staje się jednocześnie niewidzialny. Kilka miesięcy później Rozev znowu wchodzi do mieszkania Marty, bo Marta mu dała klucze. Nie ma jej w domu. Rozef wraca z pracy, otwiera drzwi i zastaje puste mieszkanie. Coś jest inaczej, niż się spodziewałem. Znowu. Po raz chyba 288 ona nie czekała na mnie z herbatą. Trochę mi to zaczyna przeszkadzać. Bo przecież ja zawsze czekam na nią z kotletami. Kiedy Marta mówi „spotykam się z koleżankami, bo dawno się nie widziałyśmy”, w Rozefie pojawia się miniwulkan. Ja tydzień temu wróciłem z pracy dla Ciebie trochę wcześniej. I to jest w porządku, że Ty teraz idziesz do tych koleżanek? Oczywiście, Rozef tego nie mówi – on sobie to myśli. A jednocześnie myśli, że nie ma prawa tak myśleć. Myśli, że jest zaborczy, zachłanny, chce nie wiadomo czego, że jest egoistą i egocentrykiem. Myśli, że coś jest nie tak, a jednocześnie myśli, że jest nie tak, ponieważ myśli, że jest nie tak.
W głowie Rozefa rodzi się taki scenariusz – niech idzie sama, ja tu zostanę i posiedzę w samotności. Przecież już nikt mi w sumie nie został, bo poucinałem kontakty. Może poczuje, że coś straciła. Może jej się zrobi mnie żal. Albo chociaż poczuje jakiś dramacik. Zaczyna też liczyć punkty – ja oddałem wszystko, a ona nawet nie zrobiła tego jednego, jeden raz dla mnie. Rozef myśli coraz częściej – dlaczego ja się poświęcam, a ona nie? Czy ona naprawdę mnie kocha, jeśli nie odwołuje dla mnie własnych planów?
Na zewnątrz Rozef nadal wygląda jak super oddany partner. Gotowy na wszystko, uśmiechnięty, prasuje koszulę nawet do sklepu po bułki. W środku jednak gotuje się emocjonalna zupa frustracji. Czasem bulgocząca i wyrzucająca w powietrze pokrywkę garnka. Rozef martwi się, żeby ta pokrywka nie trafiła kiedyś w Martę. Tego by nie zniósł, że był tak okropny, tak zeźlony i tak strasznie egocentryczny. Marta wychodzi na spotkanie, a Rozef siada przy stole z filiżanką herbaty i myśli sobie – niech idzie, ja tu zostanę i będę liczył, ile razy zrobiłem coś dla niej, a ona dla mnie nie. Przez okno patrzy na niego sąsiad, ten w dresie, i myśli sobie – chyba ktoś przesadził z ilością koszul prasowanych do wyrzucania śmieci.
Poświęcenie nie daje szczęścia
Rozef z miękkiego, poświęcającego się faceta, staje się pełen żalu, a czasem też pretensji, których jednak nie pozwala sobie wypowiadać. Próbuje coś tam z tą Martą wyjaśniać. I wyjaśnia, i wyjaśnia. I on ciągle wyjaśnia, tylko że nie da się wyjaśnić, bo mówi w ten sposób, że Marta niczego nie rozumie. Ponieważ, tak naprawdę, to nie jest problem z Martą. Problem leży w Rozefie. Polega on na tym, że Rozef zniknął. Rozmył się. Stał się cieniem Marty. Rozef stracił swoją tożsamość. Zapomniał, kim był. Choć właściwie może on i nigdy dokładnie nie wiedział, kim był. Ale przynajmniej jako single robił różne rzeczy, które sprawiały mu przyjemność. Co robi teraz? Właściwie tylko czeka na Martę. Ponieważ Rozef trochę się edukuje emocjonalnie, to wie, że trzeba rozmawiać, trzeba mówić o swoich uczuciach. I próbuje to robić właśnie w relacji z Martą.
Celem Rozefa nie jest jednak wzbudzenie poczucia winy w Marcie. On, po prostu, chciałby, żeby ich relacja ewoluowała, żeby była bardziej taka, jaką on ją widzi, że powinna być. Czyli, że oboje się sobie poświęcają, rezygnując z całej reszty życia i innych ludzi. Ponieważ tak się przecież powinno robić. Tak funkcjonowali jego rodzice. Nie mieli ani jednego przyjaciela. Więc Rozef zaczyna mówić o swoich emocjach. Było mi przykro, że poszłaś sama na jogę. Nie byłem szczęśliwy wczoraj, bo spędziliśmy mniej czasu razem. Czułem się trochę samotny, kiedy Ty rozmawiałaś z koleżankami, a ja siedziałem przy stole sam. Na końcu powinien jeszcze dodać – czułem się sam, nawet jak Ty byłaś obok. Ale to nic, może przesadzam. I teraz popatrz na tego Rozefa. Oddaje wszystko. Rezygnuje z siebie. Stara się być idealnym partnerem. Na zewnątrz uśmiechnięty, miły, oddany. W środku natomiast żal, frustracja, poczucie niedocenienia.
A teraz popatrzmy w lustro. Kto jest lustrzanym odbiciem Rozefa? Róża, oczywiście. Oddaje swoje pasje, czas i energię dla partnera. Rezygnuje z własnych planów, żeby związek działał. Czuje frustrację i żal, gdy Mariusz nie poświęca się tak jak ona. Wzbudza nieświadomie poczucie winy. Było mi przykro, że spędziliśmy tak mało czasu razem. Jest gotowa być męczennicą, siedzącą w milczeniu pod toi toiem, i czekającą, aż on w końcu do niej wróci, zwróci na nią uwagę i będzie gotów iść z nią razem w te wymarzone góry. Ale to czekanie trwa tygodniami, miesiącami, często latami. I Róża tak czeka, i czeka. Jest zamrożona i czeka na resztę życia, bo to życie nastąpi dopiero wtedy, kiedy Mariusz wyjdzie z kibla.
Tak samo jest z Rozefem. Rozef czeka na Martę. Jego głównym zajęciem jest, po prostu, czekanie. Czekanie na resztę życia. Rozef czeka pod toi toiem, tyle że Marta nie ma złych intencji. Marta jest okej. Marta słucha Rozefa i polega na tym, co on mówi. Kiedy on mówi, że jest okej, to Marta wierzy, że jest okej. Zarówno Rozef, jak i Róża, gubią siebie w związku. Wcale nie są ideałem partnera. Poświęcają się w imię miłości, nawet nie pytając, czy ta druga osoba w ogóle chce jakichkolwiek poświęceń. Warto pamiętać, że związek, w którym ktoś oddaje siebie całkowicie, nie prowadzi do szczęścia. Ani dla tej osoby, ani dla partnera czy partnerki. Róża odwołuje spotkanie z przyjaciółką, żeby spędzić czas z Mariuszem. Rozef odwołuje mecz z kumplami, żeby sprawić przyjemność Marcie. Oboje mówią „było mi smutno, że…”, „czułem się samotny, kiedy…”. Efekt? W rezultacie nawet nie przyglądają się tej drugiej osobie – ani Róża, ani Rozef. Oni nie patrzą, czy on, czy ona traktuje mnie z szacunkiem. Zarówno Rozef, jak i Róża, myśleli tylko o tym, co jeszcze mogliby zrobić, żeby zasłużyć.
Kompas do odnalezienia siebie
Ale teraz przejdźmy do tego, jaki w ogóle jest cel tego odcinka. Otóż jeśli jesteś Różą, to zastanów się, czy taki Rozef byłby dla Ciebie atrakcyjny. Czy czułabyś się podekscytowana, będąc w związku z kimś takim? Czy czułabyś fascynację tym człowiekiem? Czy mogłabyś go pokochać, w ogóle nie wiedząc, kim on jest? Moim zdaniem, nie bardzo da się kochać niewidzialnych ludzi. Bo kogo my mamy kochać, jeżeli nie wiemy, jaka jest ta osoba, jakie ma cechy, co tak naprawdę lubi, a czego nie lubi, jakie ma predyspozycje, czym się wkurza, z czego się cieszy? Niewidzialnych ludzi nie da się kochać. Jeżeli stajesz się niewidzialna, wchodząc w bliską relację, to sprawiasz tym jednocześnie, że nie da się Ciebie kochać. Jeżeli ktoś się zakocha, to prawdopodobnie nie w Tobie, skoro jesteś niewidzialna, tylko w tym, jak sam się czuje w tej relacji. A to przecież nie o to chodzi, bo to Ty masz być wyjątkowa dla kogoś.
Jeśli nie podoba Ci się to, jak Rozef funkcjonuje w relacji, jeśli widzisz analogię w tym, co on robi i czego nie robi, do tego, co Ty robisz i czego nie robisz w bliskich relacjach, to prawdopodobnie Twoim pierwszym i kluczowym zadaniem jest odnaleźć siebie. Poznać siebie. Zastanowić się, kim jesteś. Co lubisz? Czego nie lubisz? Czego potrzebujesz. Czego absolutnie nie chcesz, nie tolerujesz i nie akceptujesz? Gdzie są Twoje granice? I potem – jak te granice stawiać i jak ich bronić? A co jest narzędziem, żeby odnaleźć siebie? No, „wiadomix”, że emocje, bo emocje to kompas. I ja w tym celu zrobiłam dla Was kurs „Emocje to kompas”. Ale oczywiście bez kursu też możemy się zagłębiać w swoje emocje. Chodzi o to, żeby dać sobie trochę uważności, żeby wydobyć momenty, w których czujemy np. złość, bo są przekraczane nasze granice. Albo wydobyć momenty, kiedy czujemy radość, dumę z siebie. To będzie żmudna robota, zajmie to trochę czasu, ale naprawdę się opłaca. Dla siebie. I dla miłości, żeby wreszcie ktoś mógł Cię pokochać dokładnie taką, jaka jesteś – autentyczną, prawdziwą, z krwi i kości, z mocnymi i słabymi stronami.
Życzę Ci zatem odnalezienia siebie, wchodzenia w relacje, które będą zgodne z Twoimi granicami. I dziękuję za wysłuchanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to wejdź na stronę pokojwglowie.pl, gdzie są linki do mediów społecznościowych. Albo zobacz jakie są linki tutaj w opisie podcastu.
