200: O tym, co z tego podcastu było dla Was miłosnymi gamechangerami

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Dwusetny odcinek podcastu „Pokój w głowie” jest dla mnie wyjątkowo wzruszający. To nie tylko podsumowanie 200 rozmów o relacjach, emocjach i samoświadomości, ale też opowieść o tym, co z tych wszystkich odcinków zostało z Wami najbardziej. Zebrałam Wasze odpowiedzi i stworzyłam z nich mapę najważniejszych miłosnych gamechangerów podcastu „Pokój w głowie”.

W tym odcinku rozmawiamy o tym, dlaczego tak łatwo zakochać się bardziej w wyobrażeniu człowieka niż w nim samym. Wracamy do jednego z najczęściej cytowanych zdań z podcastu: „Im więcej o kimś myślisz, tym bardziej jest on zmyślony”. Mówię o tym, jak nasz umysł potrafi budować iluzję relacji, dopisywać ciąg dalszy historii i tworzyć emocjonalne więzi z kimś, kto w rzeczywistości nie daje nam bliskości, bezpieczeństwa ani spokoju.

To odcinek o urealnianiu ludzi, kończeniu iluzji i odzyskiwaniu kontaktu ze sobą. O tym, że nie musimy ratować Mariuszów, siedzieć pod toi toiem ani zasługiwać na miłość poprzez nadmierne staranie się. Rozmawiamy też o samoświadomości, która według mnie jest fundamentem zdrowych relacji — nie tylko romantycznych, ale też relacji z samym sobą, z pracą, jedzeniem czy innymi ludźmi.

Dziękuję Wam za wspólne 200 odcinków. Za wszystkie wiadomości, historie i momenty, w których coś w Was „kliknęło”. Ten odcinek jest właśnie o tych momentach.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Smooth Lovin” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

 

200: O tym, co z tego podcastu było dla Was miłosnymi gamechangerami

Witam w DWUSETNYM (!) odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Cóż, dwusetny odcinek. Przed chwilą – przyznam szczerze – że się popłakałam z tego powodu i teraz mam trochę przytkany nos. Ale nie chcę czekać z nagrywaniem tego odcinka, aż dojdę do siebie, ponieważ zapomnę, co miałam Wam powiedzieć i jeszcze pewnie trzeba będzie zaraz jechać do szkoły, przedszkola po odbiór dzieci i po prostu w pośpiechu też pogubię wątki. Więc nagrywam teraz. Chciałabym podsumować te 200 odcinków i powiedzieć, co według Was – bo zebrałam te wypowiedzi na Instagramie – było gamechangerem, czyli taką ważną treścią, która coś wniosła w Wasze życie i sposób budowania relacji. Z tego, o czym mówiłam w podcaście, oczywiście, czyli gamechangery z 200 odcinków podcastu „Pokój w głowie”.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką i psychoterapeutką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię. I wiecie, co mnie najbardziej wzrusza podczas spotkań psychoterapeutycznych? Nie jak ktoś opowiada smutną historię, tylko raczej jak coś zmienił, coś zrozumiał, przeszedł zmianę taką korzystną i dobrą dla niego. Czy po prostu zrobił krok naprzód i czuje się bardziej spokojny i szczęśliwy. To wtedy tak szybko próbuję mrugać, żeby się nie popłakać, i oddycham głęboko, żeby człowieka nie rozpraszać swoim płaczem. Czasami też po latach po terapii ludzie mi przysyłają jakieś piękne wiadomości o tym, że są już w zupełnie innym miejscu w swoim życiu. To też jest cudowne.

200 odcinków - dla Was i dzięki Wam

Jak słucham tych starych odcinków podcastu „Pokój w głowie”, to widzę też taką ewolucję podcastu. Otóż zwróciłam uwagę, że kiedyś mówiłam takie „ął”, „ęł”, „sięł” – nazywam „sięł” Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska. Teraz już wiem, że to „sięł” jest nieprawidłowe. Powinno się mówić się – takie wiecie „eę”, nie „eł”. Mówiłam też chyba wolniej w tych wcześniejszych odcinkach. I przede wszystkim cały czas było słychać łomot i wrzaski moich dzieci. A teraz wszyscy są w placówkach. Zaczęłam nagrywać podcast tuż po urodzeniu trzeciego dziecka. To były jeszcze takie czasy pandemiczne. Oni byli mali, więc częściej też byli w domu, bo chorowali. A jedno dziecko zresztą na stałe wtedy było w domu, więc nigdy ciszy nie było. A jeszcze mamy jakąś dziwną akustykę w mieszkaniu, że w sypialni lepiej słychać czasami telewizor, który jest w salonie niż w tym salonie. Bo nagrywam podcast w sypialni. A, no i jeszcze jest jedna różnica dosyć istotna co do tego, jak nagrywam teraz i jak kiedyś. Kiedyś robiłam notatki. Im wcześniejsze odcinki, tym więcej tych notatek miałam. Potem skończył mi się taki złoty zeszyt do notatek, więc już przestałam właściwie je robić. Przy niektórych odcinkach nie mam ani jednej notatki. Przy dosyć wielu natomiast mam coś tam wyszukane w internecie, do telefonu zerkam, czasami z ChatGPT próbuję coś zebrać do kupy. A zanim nagram odcinek, to trochę muszę się pozastanawiać nad treścią, często chodząc w kółko po mieszkaniu, a czasami podczas jakiegoś spaceru. Albo jak wracam rowerem po odwiezieniu dzieci na rowerach do placówek, chociaż to trochę za krótko. To chodzenie właśnie w kółko jest najlepsze. Wtedy najwięcej rzeczy wymyślam. Albo na spacerze właśnie. Ale na spacer, jak przyjadę tym rowerem, to już raczej nie idę. Więc tak chodzę w kółko i gadam do siebie.

Kolejną ważną rzeczą jest to, że oprócz 200 odcinków podcastu „Pokój w głowie” mam też od bardzo niedawna – od kwietnia właściwie – dodatkowe odcinki podcastu: „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy” – na platformie Herohero. Za paywallem, czyli za taką ścianą z płatności. Wiecie, po co jest ta ściana? Bo te odcinki są takie bardziej o mnie. One są bardziej intymne. Nie są o Róży i Mariuszu, tylko o moim życiu i o tym, skąd wzięły się treści do podcastu „Pokój w głowie” – z jakich moich historii się one wzięły. Więc nie chcę, żeby tam trafiały przypadkowe osoby. Jeżeli chcecie posłuchać – serdecznie Was do tego zapraszam – to adres: herohero.co/pokojwglowie. Ale pewnie w pierwszej linijce opisu tego odcinka podcastu znajdziecie link do miesiąca darmowej subskrypcji. Ten paywall to takie moje BHP w relacjach z Internetem. Po prostu „najosobistsze” rzeczy trafiają za zamknięte drzwi. Z szacunku do siebie, do moich bliskich, bo Internet przecież, jak wiemy, potrafi być miejscem bezwzględnym. I nie chcę, żeby mi się moje historie wymykały spod kontroli. Wolę gadać z Wami – z tymi osobami, które będą tym zainteresowane – w kameralnej przestrzeni. I paywall jest nie po to, żeby kogoś odrzucić, tylko po to, żeby stworzyć tę kameralną przestrzeń. Wtedy Wy wnosicie, jeżeli ktoś się zdecyduje tam zostać, co miesiąc kawę za 6 euro, a ja organizuję treści i całą resztę. Bardzo Wam w ogóle dziękuję. Dziękuję tym osobom, które dołączyły do Herohero i przyczyniają się tak naprawdę też do powstawania podcastu „Pokój w głowie” finansowo, bo robienie podcastu jest dosyć kosztowne i trzeba na to pieniędzy. I dziękuję też wszystkim, którzy słuchają podcastu „Pokój w głowie” – tego darmowego – że dotarliście aż tutaj. Te 200 wspólnych odcinków i ta droga, którą żeśmy przeszli, to jest wspaniałe. Prawda? Dużo emocji było po drodze. I zaraz opowiem, co według Was było takimi gamechangerami, dało Wam do myślenia i może popchnęło do jakichś zmian, np. do kopnięcia toi toia i odejścia od Mariusza.

Wasze gamechangery

No dobrze, to lecimy z tymi gamechangerami. Oczywiście najczęściej typowane przez Was hasło, jako Wasz osobisty gamechanger, to: „im więcej o kimś myślisz, tym bardziej jest on zmyślony”. I jest odcinek o tym tytule, ale to właściwie się przewija przez cały podcast. Prawda? Kiedy odpływamy myślami, generujemy sobie wyobrażenia jakiejś sytuacji z daną osobą i potem właściwie to czujemy się tak, jakby te sytuacje naprawdę się wydarzyły. Możemy na przykład wyobrażać sobie fajne, przyszłe sytuacje, a nawet i ślub właściwie, z Mariuszem i czuć się tak bezpiecznie, jakby to naprawdę nastąpiło. I to bardzo sprzyja siedzeniu pod toi toiem. Bo skoro jesteście po ślubie i on był taki dobry, fajny, czarujący, miły, lojalny, uczciwy, to przecież ten toi toi to jakiś jednorazowy wybryk. Prawda często jest taka, że jego stałe działanie to jest siedzenie pod toi toiem, a jednorazowo się zdarzają dobre wybryki. Ale nasz mózg, wiecie, sobie tam coś wymyśla, generuje, bo tęskni za bliskością i miłością.

Na drugim miejscu natomiast była teoria orbit. I to pochodzi z odcinka pt. „Wywalać go z życia, czy nie wywalać?”. Jest o tym, że my jesteśmy takim Słońcem, gwiazdą i wokół nas są orbity – jest ich np. dziesięć. I nasi znajomi, przyjaciele, rodzina są ustawieni na tych orbitach w różnych odległościach od nas. I na pierwszej, drugiej orbicie są te absolutnie najbliższe osoby, najważniejsze. Na dziesiątej orbicie jest ktoś, komu byśmy powiedzieli „cześć”, mijając go na ulicy, ale nie wiemy, co u niego słychać, ani on nie wie, co słychać u nas. Czyli po prostu znamy człowieka, ale nic nas właściwie z nim więcej nie łączy, oprócz tego, że go znamy. A pomiędzy mamy całe spektrum zagłębiania się w relacje. I z Mariuszami jest taki problem, że my ich wstawiamy na pierwszą orbitę, chcemy go właściwie na siłę tam – na tej pierwszej orbicie – upchać, bo tak sobie wyobrażamy, że on się tam nadaje, bo w tych różnych fajnych, wymyślonych przez nas sytuacjach, potwierdził, że się nadaje na tę pierwszą orbitę. A on uporczywie nie chce się tam dać wepchnąć. I Mariusz tak naprawdę to się nadaje na orbitę, no może nie dziesiątą – chociaż pewnie niektórzy tak – tylko raczej na orbitę jakąś siódmą czy ósmą. Zawsze warto też patrzeć, jak ten człowiek nas traktuje. Jak my sobie odpuścimy starania o relację, to warto sprawdzić, co z tej relacji w ogóle zostanie. I to się łączy z kolejnym gamechangerem – „daj się zawieść i zobacz, co on z tym zrobi”. Pozwól mu, by Cię zawiódł i zobacz, co się wydarzy. Jeżeli Cię zawiedzie, to do kitu. To masz ważne informacje, że to może jednak nie to. Ale jeżeli pozwolisz mu, by Cię zawiódł, a on Cię nie zawiedzie, to super. Wtedy nie musisz nawet zmyślać. Prawda? No chyba, że to jakaś przypadkowa, jednorazowa sytuacja. Wiadomo, po jednej sytuacji nie wyciągamy wniosków o całokształcie człowieka.

I oczywiście historia toi toia jest gamechangerem według niektórych osób – pewnie według wielu nawet – bo ona jest dosyć znana. Jak ktoś się zgłasza na terapię, to zazwyczaj coś tam wspomina o tym, że siedzi pod toi toiem i jest np. Różą. Tak naprawdę to większość tych osób, które się do mnie zgłaszają na terapię, coś takiego mówi na wstępie. A ja się potajemnie bardzo wzruszam, kiedy spod tego toi toia odchodzą. Początek „toi toiowej” historii jest w odcinku 37. pt. „Czy mili i dojrzali mężczyźni są nudni?”. Pewnie większość z Was, słuchających tego odcinka, już dawno słyszała tę treść. Odcinek 37. – tam słychać wrzaski moich dzieci i mówię wolniej niż teraz. Taki przynajmniej jest mój subiektywny odbiór – mam wrażenie, że mówię tam wolniej. A dla osób, które nie wiedzą, o co chodzi z toi toiem, to jest to taka metafora. Róża z Mariuszem idą w góry. Góry to jest takie wyobrażenie fajnego życia i wspólnego rozwoju, działania w drużynie, wspierania się nawzajem. Idą zdobywać jakiś randomowy dwutysięcznik, ale Mariusz zamyka się na początku szlaku w toi toiu i, o niczym nie informując, po prostu stamtąd nie chce wyjść. Nie kontaktuje się z Różą. Niczego nie uzasadnia. I to jest taka metafora – jak ktoś chce dalej iść w relacji, to nie zawsze to się udaje, bo zależy jakiego mamy człowieka obok. Prawda? Jeżeli mamy kogoś, kto jest gotowy, kto jest otwarty na relacje z nami, dla kogo jesteśmy atrakcyjni, kto umie tworzyć relacje – już się nauczył tego na przykład i chce tworzyć relacje. Czyli pewnie gotowość do stworzenia relacji, chęć stworzenia relacji i chęć stworzenia relacji konkretnie z Tobą – to są takie główne czynniki. W Mariuszu tego nie ma, niestety. On może by i chciał, ale nie umie. I to nie jest też dobry czas dla niego.

Inny gamechanger z komentarza na Instagramie –„zastanawiałem się, dlaczego – mimo że odpuściłem toksyczną relację – jest mi tak ciężko”. Kluczem było zdanie: jesteśmy głodni potwierdzenia swojej wartości. I ta osoba od razu napisała, że jest to siódma minuta odcinka 178. – i jest to dla niego gamechanger. Nie sprawdzałam, czy to rzeczywiście jest siódma minuta. Zakładam, że jest to prawidłowa odpowiedź. I kiedy nam bardzo ciężko jest odpuścić jakąś relację, to najczęściej wcale nie jest to o tym człowieku, którego mamy odpuścić, tylko o nas. O naszym głodzie, o naszych niespełnionych potrzebach, o naszych tęsknotach, o nieprzepracowanych schematach z przeszłości. I jeszcze o tym, jak nam się wydaje, że relacja powinna wyglądać i co jesteśmy w stanie w relacji tolerować. Na przykład tolerujemy to, że ktoś nas odrzuca, że nas nie chce. Nie wydaje nam się to być przeszkodą w miłości.

Kolejny gamechanger – o idealnych ludziach – że nie ma ludzi idealnych. Idealne są pomniki, a pomników nikt nie kocha. „Dziękuję za te słowa” – napisała mi jedna ze słuchaczek. No tak, im bardziej próbujesz kreować się na ideał, tym bardziej jesteś sztucznym człowiekiem. Prawdziwi ludzie są emocjonalni, mają słabości, boją się pewnych rzeczy, nie radzą sobie z pewnymi rzeczami. Coś ich fascynuje, ekscytuje. Po prostu są tacy nielinearni i barwni. Natomiast jak się za bardzo starasz, to po pierwsze, wpychasz się w jakieś szufladki, przypinasz do siebie etykiety, zobowiązujesz się do stale tego samego sposobu zachowywania, takiej nadmiernej powagi. Generuje to właściwie nadmierną powagę w sytuacjach, które właściwie powinny pozwolić się wyluzować. Odbieramy sobie w ten sposób radość z życia. Odbieramy sobie naturalność i budujemy mur między nami a innymi ludźmi. Kochaliście kiedyś pomnik? Pomniki zazwyczaj się obejrzy i idzie dalej, za wiele o nich nie myśląc, prawda?

Dalej – zdecentralizowanie mężczyzn. Złoto. Tak, dla mnie to też było dosyć odkrywcze hasło, ponieważ moim zdaniem bardzo dużo treści się zawiera w tych dwóch słowach. Zdecentralizować mężczyzn. To jest dokładnie to, co musi zrobić Róża, żeby nie wrócić więcej pod toi toia. Ona nie musi tylko wywalić Mariusza ze swoich tęsknot i kopnąć tego toi toia, ale ogólnie też zdecentralizować mężczyzn, zająć się sobą, stworzyć sieć wsparcia, pewnie też wiele relacji z kobietami, tak żeby – w razie gdyby wchodziła w jakąś relację romantyczną – nie wchodzić tam z punktu takiego deficytu, braku, tak rozpaczliwie też poszukując kogoś, tylko żeby mogła tam wejść z pewnością siebie i spokojem. I była w związku nie dlatego, że musi, żeby nie być samotną, tylko dlatego, że po prostu chce, bo spotkała fajnego człowieka.

Inny – według was ważny – poruszony temat, to o tych takich skamieniałych czy zastygniętych mężczyznach. O tym, jak mężczyźni często funkcjonują emocjonalnie.  Że oni w środku gdzieś tam są prawdziwi, wrażliwi, ale w trakcie wychowania nauczeni zostali nie płakać i właściwie to często jeszcze może i tak mentalnie skopani, pobici za to, że płaczą. Więc to jest sroga nauczka za okazywanie emocji. I w ten sposób potem próbują tworzyć bliskie relacje. Bez emocji, choć w środku często się gotuje. I o tym mówiłam w 152. odcinku, który zatytułowany jest „Lęk przed bliskością u mężczyzn (czyli o Mariuszach, którzy nie słuchają tego podcastu)”. I na Spotify mam komentarz: „Mam na imię Mariusz. Słucham podcastu i ma Pani dużo racji”. Dziękuję Mariuszu.
Kolejny gamechanger – dosyć istotny myślę – że brak motyli w brzuchu na początku relacji jest zdrowy. No tak. Wiecie, ja nawet o tych motylach w brzuchu myślałam wczoraj i ja osobiście czuję łaskotanie w brzuchu, kiedy np. samolot startuje lub ląduje. Albo jak jadę rollercoasterem, ale on nagle zaczyna zjeżdżać szybko w dół. I jeżeli wiemy, że to jest bezpieczny rollercoaster albo samolot, który pilotuje ktoś, kto nie jest Mariuszem, to możemy umysłowo sobie powiedzieć, że jest to bezpieczna sytuacja. Ale zobaczcie, że tak naprawdę to łaskotanie w brzuchu może się pojawiać w sytuacjach, kiedy czujemy ekscytację z niepokojem. Taką, że tracimy grunt pod nogami tak naprawdę. Coś się dzieje w ogóle nie tak z grawitacją i naszym ciałem w tej grawitacji. I tak się właśnie dzieje z nami przez relację z Mariuszem. Ona po prostu nas na maksa poniewiera. Rzuca emocjonalnie w górę i w dół. Przeżywamy właśnie emocjonalny rollercoaster i stąd pewnie te motyle w brzuchu. One nie są objawem miłości, tylko są objawem emocjonalnego rollercoastera. A dobra relacja powinna nam dawać spokój.

Dalej idąc, kolejny gamechanger, jeden z ostatnich odcinków. „Tak wiele rzeczy, że nie wiem, co mogłabym napisać, ale obecnie to, że zastanów się, jakie wady jesteś w stanie zaakceptować w partnerze”. Tak, mówiłam o tym w odcinku 198., że ideał nie istnieje, czyli że nawet kiedy spotkamy Alberta, to on nie będzie idealny. Będzie nas czasem ranił, będzie nas irytował i robił rzeczy, które nie będą nam się podobać. Nawet Albert. Nawet on nie jest idealny, wyobraźcie sobie. Liczy się całokształt tego, co my mamy z tej relacji i czy mimo tego, że on np. rozpierdziela swoje skarpety po domu i nie chce przestać, to w tej relacji jest mi lepiej, niż jak jestem singielką, czy gorzej. Bo wiecie, to rozwalanie skarpet może być szczegółem w porównaniu z tym, co my dostajemy z tej relacji, co nam jest łatwiej robić w tej relacji, co możemy sobie razem zaplanować i jaką drogę razem przejść. Wtedy te skarpety to jest taki nieistotny szczegół właściwie. Choć przyznam, że denerwujący.

Kolejny gamechanger według Was to, że najlepiej zająć się sobą, a nie Mariuszem. To odarcie ze złudzeń, że Mariusz się zmieni. I tutaj mam obok drugiej osoby właściwie na ten sam temat odpowiedź. Pozwól im być takimi, jacy są i idź własną drogą. To pewnie było w wielu odcinkach, ale gdzieś tak bliżej początku podcastu „Pokój w głowie” – o odpuszczaniu pewnie coś było. No właśnie, jak mamy taki rozstaj dróg, skrzyżowanko – idziemy sobie drogą, potem mamy jedną drogę w lewo, drugą w prawo i Ty się zatrzymujesz, a Mariusz sobie odchodzi, to jest Ci bardzo smutno, że on sobie poszedł. Ale może to trzeba zaakceptować, że to nie jest Twoja droga – ta, którą on poszedł. Może on chciał iść w prawo, a Ty w lewo – albo na odwrót. I dopasowani do Ciebie ludzie będą właśnie tam po lewej. Może nie od razu za pierwszym winklem czy za pierwszą skałą, tylko trochę dalej. Wsłuchaj się w siebie po prostu. Wtedy będziesz wiedzieć. Wsłuchaj się w swój kompas wewnętrzny. On Ci będzie mówić, czy dobrze idziesz, czy źle.

A właśnie, przecież jeszcze po drodze stworzyłam kurs „Emocje to kompas” z taką bazową, podstawową absolutnie psychoedukacją, od której zaczynam psychoterapię. Są też trochę bardziej wypasione wersje tego kursu z webinarami o odpuszczeniu Mariuszów, ale podstawowa wersja jest właśnie wstępem do psychoterapii.
Kolejny gamechanger – kochałam nie człowieka, a wyobrażenie o nim. To jest powiązane z jednej strony z tym, że im więcej o kimś myślisz, tym bardziej jest on zmyślony. Ale był też taki odcinek „Przepraszam, pomyliłam Pana z kimś innym”, że właśnie zakochujemy się w wyobrażeniu i potem możemy nagle się ocknąć i zorientować, tak jak w filmie „Piękny umysł”, że to chyba nie jest prawdziwy człowiek, bo trochę nielogiczny. Czyli taka deidealizacja następuje. Czy inaczej mówiąc, urealnienie Mariusza.

Mam też tutaj taką odpowiedź: gamechangerem jest, jakie zachowania są dobre w relacjach, a jakie nie. To myślę, że tutaj chyba nie było jednego odcinka, tylko to się w różnych odcinkach przewijało. Na przykład był taki odcinek o tym, jak on odwołuje spotkanie, to co wtedy? Albo jak planuje z Tobą czas. W jaki sposób planuje i czy w ogóle planuje? I że inaczej odwołujemy i planujemy wobec ludzi na orbicie pierwszej, a inaczej robimy to wobec ludzi na orbicie np. ósmej czy dziesiątej.
Gamechangerem było to, że takich typów jest więcej, czyli Mariuszów. No wiecie, myślę, że to jest dosyć powszechna historia, że jak już się uwikłamy w tego Mariusza, to nam się wydaje, że tylko ja tak mam. A potem się okazuje, że to jest podobna historia tak wielu kobiet – nie tylko kobiet zresztą – i tak wielu tych Mariuszów niestety jest pozamykanych w tych kiblach. Tylko siedzą tam, zajmują i nie można skorzystać.

Kolejna ważna rzecz według Was to, żeby oceniać jakość relacji, a nie partnera. To też był jeden z ostatnich, najnowszych odcinków. O właśnie, odcinek 192. – „Zamiast oceniać jego, oceń jakość relacji”. Ale to już się pewnie będzie i przewijać w przyszłości. Tutaj już wspomniałam, że dobra relacja to spokój, a nie motyle w brzuchu, ale jedna z Was też napisała, że miłość to nie motyle w brzuchu, tylko spokój. Tak, dobra relacja i miłość dają spokój. Dobra miłość daje spokój, a zła relacja ten spokój odbiera.
Gamechangerem był też odcinek podcastu, gdzie przeczytałam opowiadanie jednej ze słuchaczek o śmieciowych prezentach i nazywaniu wprost i uczciwie śmieci śmieciami. Super to opowiadanie jest i to znajdziecie w odcinku 195. pt. „Miałam na imię Róża…”. To jest właśnie o takim urealnieniu Mariusza. O skonfrontowaniu wyobrażonego Mariusza z rzeczywistością i o daniu sobie prawa do tego, żeby jednak tego prawdziwego Mariusza nie chcieć mieć w swoim otoczeniu. Bo on czasami nie nadaje się nawet na kolegę, już nie mówiąc o przyjaźni albo związku, jak już zorientujemy się, kim ten człowiek jest. Może być tak, że ma zupełnie inny system wartości. Traktuje ludzi, w tym nas, tak jak my byśmy nikogo nie potraktowali i robi różne głupie, bezsensowne rzeczy i świństwa innym. I nie chcemy mieć takich przyjaciół. Pewnie od przyjaciół wymagamy więcej, niż ten Mariusz jest w stanie dać. Z tego wniosek wtedy, że nie nadaje się nawet na przyjaciela, ani na kolegę.

Samoświadomość jest podstawą

Dobra, no to mamy podsumowanie. Dziękuję Wam raz jeszcze za te wspólne 200 odcinków i za dobrnięcie aż tutaj. Jeśli, tak jak mówiłam, chcecie posłuchać moich historii, to wskakujcie na Herohero. Znajdziecie link w opisie tego odcinka podcastu. No i cóż, teraz pewnie będę więcej mówiła nawet nie o Mariuszach, tak sobie myślę, tylko o samoświadomości, która jest taką bazą do tego, żeby więcej się nie wpakować w jakieś bagno emocjonalne i w relacje, nie tylko z Mariuszami – w złe relacje z jedzeniem, w złe relacje ze sobą, w złe relacje przyjacielskie, kumpelskie, w złą pracę i we wszystko, co złe. Po prostu koncentrujmy się bardziej na swoim wnętrzu. I myślę, że właśnie rozwijajmy samoświadomość, wgląd w siebie, inteligencję emocjonalną. I trochę o tym będę więcej mówić teraz – o samoświadomości, bo to jest podstawa. Wiedza o Mariuszach to za mało, żeby ich na zawsze odpuścić. Bo naszym zadaniem jest odpuścić Mariusza i więcej się w to nie wpakować. Jeśli jeszcze nie zasubskrybowałaś czy nie zasubskrybowałeś podcastu „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, to zrób to właśnie teraz. Czy może na YouTube kanał zasubskrybuj, żeby nie przegapić kolejnych odcinków. Zapraszam do kolejnej setki i zapraszam na Herohero. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Opowiadała Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, a odcinek zmontowała – jak zwykle od 200 odcinków – Katarzyna Pilarska.

Koszyk