176: Oblicza samotności

W tym odcinku opowiadam o różnych warstwach samotności — tej relacyjnej, egzystencjalnej i emocjonalnej. Pokazuję, że singielstwo wcale nie musi oznaczać samotności, a związek nie zawsze ją usuwa.

Mówię też o tym, jak budować sieć relacji, jak pozwolić się poznać i dlaczego prawdziwa bliskość zaczyna się od kontaktu z samą sobą.

Jeśli samotność Cię czasem przytłacza, ten odcinek pomoże Ci zobaczyć ją z zupełnie innej perspektywy.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „In Your Arms” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

176: Oblicza samotności

Witam w 176. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym, abyśmy porozmawiali o samotności. A mianowicie o tym, że nie ma czegoś takiego jak ogólnie samotność. Bo samotność ma różne oblicza, różne wymiary, różne warstwy. I właśnie w te warstwy chciałabym dzisiaj się trochę zagłębić, żeby też nie myśleć o samotności z takim lękiem, jednocześnie z myśleniem o singielstwie. Ponieważ jest wiele rzeczy, które możemy zrobić, żeby sobie pomóc, aby singielstwo nie było równoznaczne samotności. Pamiętajmy też o tym, że związek nie jest rozwiązaniem na każdą z warstw samotności, bo my możemy być samotni też w związku, jeżeli nie przepracowaliśmy pewnych rzeczy i nie mamy narzędzi, żeby sobie z pewnymi rzeczami radzić. I właśnie o tym dzisiaj pogadajmy.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię, pomagając im zadbać o zdrowie psychiczne i odnaleźć pokój w głowie.

Niech pierwsza orbita nie przysłania nam kolejnych

Tak jak to opowiadałam w odcinku, w którym Róża uwalnia się z „mariuszowej” relacji, przewracając toi toia, ona nie poszła w ramiona Alberta, ani kogoś innego, czy jakiegoś innego Mariusza nawet, tylko poszła sobie w góry sama. Poszła też tworzyć sieć relacji z ludźmi – być może głównie z kobietami, ale ogólnie sieć relacji z ludźmi, która tak naprawdę jest pewnym rozwiązaniem na samotność i która też jest nam potrzebna, choć byśmy byli nawet w najszczęśliwszym związku. Bez innych ludzi jesteśmy skazani na ten związek. Natomiast mając innych ludzi wokół siebie, oprócz bycia w związku, cały czas możemy wybierać – czy ja chcę w ogóle być z tym człowiekiem, bo nie muszę. Bo są przecież inni ludzie i mam na kogo liczyć. I właśnie, Róża poszła tworzyć sieć relacji. Poszła też w góry. Poszła się realizować w towarzystwie innych ludzi i niekoniecznie w towarzystwie kogoś, z kim tworzy związek.

I teraz pogadajmy właśnie o warstwach samotności, bo samotność może przybierać takie trzy oblicza. Może dotyczyć relacji z innymi ludźmi, czyli to jest taka zewnętrzna część. Może dotyczyć naszej możliwości określania swoich granic, świadomości co do tego, kim my w ogóle jesteśmy, naszej tożsamości, tego, na co się godzimy, na co się nie godzimy. Czyli taki nasz zarys, powiedzmy, granica między tym, kim jesteśmy i kim nie jesteśmy. To jest druga warstwa – taka warstwa tożsamościowa. Ta pierwsza to była relacyjna. I możemy też jeszcze mieć samotność emocjonalną, czyli w sumie też nie mieć wewnątrz nas kontaktu ze sobą, bo nie mamy narzędzi, nie rozmawiamy ze sobą, nie mamy uważności na siebie, na swoje emocje, nie zagłębiamy się w nie. Albo nawet koncentrujemy się na tym, by nasze emocje stłumić, zamiast zadać sobie pytanie: „dlaczego ja tak czuję?”. I to jest właśnie najgłębsza warstwa samotności. Taka, na którą związek nam za cholerę nie pomoże.

Ja w temat samotności zagłębiłam się ostatnio, przygotowując webinar właśnie na ten temat. A dokładniej mówiąc – temat: a co jeśli nie znajdę nigdy tej drugiej osoby? Mam taki klub, gdzie regularnie odbywają się webinary – Klub Jestem Całością. I te webinary w ostatnim czasie też są dla mnie odkrywcze. Więc jeżeli chcecie jeszcze bardziej w to się zagłębić lub w jakieś podobne, pokrewne tematy, to zapraszam Was do Klubu Jestem Całością, do oglądania webinarów – jest tam ich już całkiem sporo – lub na spotkania online „na żywo”. Bo tam robimy sobie spotkania też dwa razy w miesiącu. Ale dziś pokrótce powiem też w podcaście o tych warstwach samotności. Czyli trochę rozwinę też to, co przed chwilą Wam opowiedziałam.

I zaczynamy od tej zewnętrznej warstwy. Samotność relacyjna. Czyli nie mam nikogo na pierwszej orbicie albo może i na najbliższych orbitach nie ma ludzi, których ja bym chciała tam mieć. My najczęściej koncentrujemy się na pierwszej orbicie. Jesteśmy zafiksowani też na tym, że musi być osoba na pierwszej orbicie, jednocześnie nie wkładając wysiłku w to, żeby stworzyć sieć osób wokół siebie, żeby zadbać o inne relacje, o sieć przyjaźni, być może jakieś relacje rodzinne, gdzie nam jest dobrze i łatwo się dogadać z bliskimi osobami. Bo pamiętajmy o tym, że nasi krewni czy nasza rodzina wcale nie musi być naszymi przyjaciółmi. Te osoby mogą być odległe i mogą do nas też nie pasować. Ale czasem jest tak, że możemy się przyjaźnić z kimś z rodziny, z kimś spokrewnionym z nami. I to jest świetny układ.

Więc ta samotność relacyjna, to jest taki rodzaj samotności, który kojarzy nam się najczęściej właśnie z singielstwem. To jest pierwsze o czym myślimy, gdy myślimy o singielstwie – po prostu jestem sama, nikogo nie ma wokół mnie. Singielstwo = samotność. Tak jakby nie istnieli inni ludzie, prawda? Jakby inni ludzie nie mieli w ogóle znaczenia w naszym życiu. To też takie uczucie braku bliskości drugiej osoby, braku ramienia, na którym możemy się oprzeć i braku kogoś na stałe w naszym życiu. Wiadomo, że jeżeli na pierwszej orbicie mamy najlepszego przyjaciela, z którym jesteśmy w związku, to wiele rzeczy jest łatwiejszych, bo my już nie musimy pytać ludzi: „czy Ty pójdziesz tam ze mną?”, „czy razem gdzieś wyjedziemy?”, czy masz czas na spotkanie wtedy i wtedy?”. I nigdy nie wiemy, czy oni będą mogli się pojawić, bo chociażby z nami nie mieszkają. Ale nie jest też tak, że my nie mamy opcji spędzania czasu z ludźmi i liczenia na innych ludzi w momencie, gdy jesteśmy singielkami. I tak jak to powiedziałam – my mamy stworzyć sieć.

Nie chodzi o to, żeby sobie poszukać jakiejś jednej psiapsióły, która nam zastąpi związek i tak się zafiksować na tej relacji, wtopić się w ogóle w tę relację i funkcjonować niemal jakby było się w związku. Tylko chodzi o to, żeby sobie stworzyć sieć, dlatego że ludzie mogą do nas pasować jakby w różnych aspektach, a może innymi aspektami będziemy się różnić. I my nie mamy szukać takich na 100% dopasowanych do nas osób, bo bardzo dopasowana osoba to pewnie będzie właśnie taka, która się nadaje do związku z nami. Natomiast wielu ludzi będzie częściowo dopasowanych, bo z jednymi możemy wyjechać, z innymi możemy iść do kina, z trzecimi możemy zwiedzać muzea, a z czwartymi możemy łazić po mieście, spotkać się na kawę, albo po prostu pogadać może tak głębiej też o różnych rzeczach. Kiedy tworzę sieć, to też nikomu nie będzie przykro, kiedy ja wejdę w związek. Albo mnie nie będzie przykro, kiedy któraś z tych osób stworzy związek, bo nie będę wtedy odsunięta na dalszą orbitę. Bo jeżeli się kumplujemy z kimś tak bardzo mocno, zbyt mocno w sumie, wstawiamy sobie tę drugą osobę na pierwszą orbitę, czyli ona zajmuje u nas takie miejsce, jakie by zajęła osoba, z którą się związaliśmy, to w momencie, kiedy wejdziemy w związek, ta nasza przyjaciółka, kumpela czy kto tam był na tej pierwszej naszej orbicie, musi zostać odsunięta, co może być też trudne, traumatyczne, może zakończyć tę relację, będzie raniące też dla tamtej osoby. Budujmy zatem sieć, żeby nikt nie miał nic przeciwko temu, żebyśmy spotkali miłość swego życia. I będzie to jednocześnie odpowiedź na samotność na poziomie relacyjnym.

Bycie sobą może otworzyć nowe relacje

Teraz idźmy poziom głębiej – w kierunku samotności związanej z naszą tożsamością, czyli właściwie z takim brakiem zarysowanej tożsamości, z nieświadomością tego, kim my jesteśmy. Można to nazwać samotnością egzystencjalną. Czyli taką samotnością, która kojarzy nam się z myśleniem, że nikt mnie nie zna naprawdę. Ci ludzie są, ale oni w sumie to nie wiedzą, jaka jestem. A nie wiedzą najczęściej dlatego, że im tego po prostu nie mówię i nie pokazuję. Być może sama też nie wiem, jaka jestem. Natomiast na razie zostańmy na etapie komunikacji z innymi. I to jest tak, że my mamy takie przyzwolenie, żeby się komunikować z ludźmi do jakiegoś tam poziomu, a już głębiej to nie powinniśmy mówić o sobie, nie powinniśmy tak jakby obnażać się emocjonalnie. Nie powinniśmy okazywać pewnych rzeczy. Nie powinniśmy okazywać swoich słabości, swoich obaw, swoich słabych stron, tego, czego się boimy, też nieprzyjemnych emocji.

Problem w tym, że bez okazywania swoich słabości, przyznawania się do błędów i do tego, że sobie z czymś po prostu nie radzimy, czy czegoś się boimy, nie stworzymy żadnej dobrej i głębokiej relacji. Będziemy tworzyli takie płytkie więzi. Więc jeżeli chcemy, żeby ta nasza sieć, o której mówiłam przed chwilą, była taka naprawdę bezpieczna, kojąca, prawdziwa i opierała się na głębokich więziach, to warto tym ludziom pokazać prawdziwą siebie, dać się zawieść i sprawdzić, co oni z tym zrobią. Jeżeli będą wsparciem i nas nie potępią, zaakceptują nas po prostu takich, jacy jesteśmy, to znaczy, że to są świetne osoby właśnie do naszej sieci i dokonaliśmy świetnego wyboru co do ludzi. Natomiast jeżeli ci ludzie nas nie będą akceptować, odrzucą nas wtedy, kiedy im pokażemy słabości, to pewnie trzeba trochę tę sieć przebudować, a nie dopasowywać się. I rezygnować z bycia sobą, czy też udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Czyli pamiętajmy, że sieć ludzi, którą tworzymy ma być rozpostarta na osobach, które miały szansę nas naprawdę poznać, bo my im pokazujemy siebie.

Nie wiem, czy doświadczyliście takich sytuacji – ja już doświadczyłam wielokrotnie, kiedy miałam świadomość, że jakaś osoba widzi na przykład to, że właśnie mnie przejechał jakiś emocjonalny walec, że się akurat czegoś bardzo boję, czymś się stresuję, czymś się martwię, że ręce mi się trzęsą ze strachu, bo mam jakieś zadanie do wykonania i mimo wszystko ta osoba jest wspierająca, akceptuje to, że ja tak się czuję i nie krytykuje, to wtedy tak naprawdę ta relacja dla mnie nabiera zupełnie innego wymiaru. I ja sama też zaczynam się czuć zupełnie inaczej przy człowieku.

Samotność egzystencjalna oczywiście powiązana jest bardzo mocno z mówieniem „nie”, z asertywnością, ze stawianiem granic. I to jest kolejna rzecz, której mamy prawo oczekiwać od bliskich ludzi – że oni zaakceptują naszą asertywność, że zaakceptują nasze potrzeby, a jeżeli im te potrzeby w jakikolwiek sposób nie pasują, to będą gotowi na dialog i poszukanie kompromisów, zamiast deprecjonować to, co się w nas dzieje, nasze potrzeby, nasze emocje, nasze oczekiwania.

Więc samotność egzystencjalna to jest komunikowanie o sobie, komunikowanie tego, na co się nie zgadzam, na co się zgadzam, czego chcę, czego nie chcę. Takie zarysowywanie siebie. Bo ja dzięki temu, że mówię, co jest okej, a co jest nie okej, czego chcę i czego nie chcę, pokazuję siebie w taki wyraźny sposób. Nie jestem jakąś rozmytą postacią, która, w sumie jak ciecz, dopasuje się do wszystkiego, tylko może bardziej staje się ciałem stałym, ale też oczywiście nie mam być twarda jak głaz i nieelastyczna. Żeby mieć poczucie, że ludzie mnie znają, czyli, inaczej mówiąc, nie mieć poczucia, że nikt mnie naprawdę nie zna, to muszę pozwolić się poznać. Prawda? Bo bez tego to w ogóle będę samotna wśród ludzi.

Czasem trzeba wrócić do podstaw

I wreszcie docieramy do najgłębszego poziomu samotności – braku kontaktu z samą sobą, czyli takiej samotności emocjonalnej. Ja jestem odcięta od moich emocji, odcięta od moich potrzeb. Być może już to mówiłam w podcaście, na pewno to powtarzam podczas spotkań indywidualnych, że ludzie trafiają na terapię, ponieważ np. fizjoterapeuta im powiedział, że są zestresowani. Zobaczcie, jak to jest ogromne odcięcie od swego samopoczucia, że obcy człowiek, który dotyka naszego ciała, mówi nam „Ty chyba czujesz tak i tak -zwróć na to uwagę”. I my oczywiście jesteśmy nauczeni bardzo sprawnie i konsekwentnie tłumić emocje, ale, jak widać, tłumienie emocji jest bardzo niekorzystne dla naszego zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego. Więc brak kontaktu ze sobą na pewno nie sprzyja relacjom z ludźmi, bo jeśli nie wiemy, kim jesteśmy, co czujemy, czego chcemy i czego nie chcemy, nie możemy pokazać, gdzie są nasze granice, nie możemy dać się poznać, bo sami nie wiemy, kim jesteśmy. A więc też nie możemy stworzyć dobrych i głębokich więzi.

I to jest najbardziej dramatyczny poziom samotności – ta samotność emocjonalna, bo tutaj musimy naprawdę zacząć od totalnych podstaw, czyli pewnie od psychoedukacji o emocjach: czym są w ogóle emocje? Po co ja je czuję? Dlaczego je czuję? Czym jest złość? Czym złość różni się od agresji? Jak to się ma do stawiania granic, do moich potrzeb?

Ja takie rzeczy zawarłam – bo uważam, że każdy tego w sumie potrzebuje – w kursie „Emocje to kompas”. Ale przecież możecie sobie szeroko poszukać psychoedukacji w literaturze, na terapiach, może na jakichś warsztatach, kursach itd. Ważne, żeby mieć świadomość, co czuję i dlaczego tak czuję. Żeby mieć narzędzie do tego, żeby jakkolwiek prowadzić dialog z innymi ludźmi i komunikować innym o sobie samych, pokazywać samych siebie i dzięki temu tworzyć większą sieć wsparcia, większą sieć relacyjną – taką może bardziej wartościową, opartą na głębszych relacjach. Nie chodzi koniecznie o to, żeby wokół nas było bardzo dużo ludzi. Tylko chodzi o jakość tych relacji. Bo jeżeli będą one płytkie, to pewnie nie dadzą nam takiego poczucia bezpieczeństwa. Natomiast jeśli będą autentyczne, to nawet jeśli ci ludzie nie będą się pojawiać co tydzień czy już tym bardziej codziennie, to i tak będziemy mieli poczucie, że oni są i możemy coś sobie razem z nimi zaplanować.

I patrząc w ten sposób na samotność, że nie jest ona jedną, ogólną samotnością, tylko możemy być samotni na różnych poziomach, możemy sobie lepiej poradzić z brakiem związku, z byciem singielkami. Możemy lepiej odpowiedzieć na swoje potrzeby. I nie jest tak, że jesteśmy skazani na bycie samej jak palec przez wszystkie ważne momenty naszego życia w momencie singielstwa. Bo to nie jest prawda. I myślę, że szukając kogoś na siłę, tylko po to, żeby nie być samej, ryzykujemy, że stworzymy związek, w którym będziemy się czuć samotne. A singielstwo tak naprawdę jest po to, żeby zadbać o swoją samotność – o brak samotności właściwie – na tych wymiarach, o których wspomniałam. I wtedy paradoksalnie jesteśmy w stanie stworzyć o wiele fajniejszy związek, niż kiedy wchodzimy w ten związek z takiego deficytowego punktu. Czyli totalnego braku ludzi, relacji i więzi. To wszystko, co dziś chciałam Wam powiedzieć na temat samotności. Wrócę jeszcze do tych warstw samotności w kolejnym odcinku i trochę połączę to z relacjami „albertowymi” i „mariuszowymi”.

Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, poklikaj sobie w linki w opisie tego odcinka podcastu. Zajrzyj sobie też na stronę pokojwglowie.pl – znajdziesz tam linki do mediów społecznościowych i sklep z treściami nawiązującymi do niniejszego podcastu.

Koszyk