182: Jak psychoterapia może pomóc w budowaniu bliskości?

Nagrywam ten odcinek w zimowej Warszawie, przy minus dwóch stopniach za oknem, i porządkuję w nim najważniejsze wątki z całego podcastu dotyczące lęku przed bliskością. Opowiadam o tym, jak psychoterapia, praca nad sobą i rozwój emocjonalny mogą pomóc w zrozumieniu, dlaczego tak często wybieramy niedostępnych emocjonalnie partnerów i dlaczego bliskość bywa dla nas zagrażająca.

Na przykładzie historii Róży pokazuję, jak brak narzędzi do budowania bliskich relacji, trudność w rozpoznawaniu emocji oraz niskie poczucie bezpieczeństwa prowadzą do powielania tych samych schematów. Mówię o roli edukacji emocjonalnej, stawiania granic, asertywności, pracy z przekonaniami i nad samooceną — i o tym, dlaczego bez tych elementów bliskość może kojarzyć się z lękiem, a nie ze spokojem.

To odcinek o tym, jak krok po kroku można uczyć się bliskości, zamiast przed nią uciekać, i jak przestać tracić energię na relacje, które od początku nie mają szansy być bezpieczne i prawdziwe.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Local Forecast” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

182: Jak psychoterapia może pomóc w budowaniu bliskości?

Witam w 182. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym zebrać do kupy trochę informacji z całego tego podcastu i dać wskazówki odnośnie tego, jak psychoterapia, praca nad sobą i samorozwój mogą nam pomóc w poradzeniu sobie z lękiem przed bliskością. I mam tutaj na myśli również takie sytuacje, kiedy ciągle wybieramy niedostępnych emocjonalnie partnerów, ponieważ to też – moim zdaniem i później wyjaśnię dlaczego – wynika z obaw przed bliskością. Po prostu boimy się bliskości, więc wybieramy osoby, które nam nie zagrażają chęcią budowania bliskości.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.

Zacznij od wiedzy nt. swoich emocji

Zacznijmy od tego, że Róża – główna bohaterka tego podcastu, przewijająca się przez różne odcinki – ma obawy przed bliskością, dlatego wybiera Mariusza, a nie Alberta. Już to mówiłam we wcześniejszych odcinkach. Wystarczy wysłuchać 181 wcześniejszych odcinków, jeżeli chcecie wiedzieć coś więcej. Natomiast pokrótce to podsumowując: wybiera Mariusza, który jest niedostępny emocjonalnie, bo Mariusz nie ma zamiaru budować z nią bliskości, więc wydaje się jej atrakcyjny. Tym bardziej że zawsze doświadczała takiego wzorca relacji. Nikt nie zbudował z nią prawdziwej bliskości, żaden rodzic, bo wszyscy byli zawsze w jakiś sposób niedostępni emocjonalnie, no i też nie radzący sobie z pewnymi swoimi emocjami, problemami, nie mający też narzędzi do budowania bliskości itd. I Róża trzyma się tego schematu stale, nawet w dorosłości. Natomiast ma też jakieś obawy, obrzydzenie wręcz, poczucie osaczenia w momencie, kiedy zbliża się do niej Albert. I to też ujęłam oczywiście we wcześniejszych odcinkach. Ma obawy przed Albertem, który jest dojrzały, dostępny emocjonalnie, ma takie dobre, konstruktywne wzorce i chciałby realnie budować bliskość. Więc on jej zagraża.

Ona nie ma narzędzi do budowania bliskości, więc każdy, kto chciałby zbudować z nią bliskość, jest zagrażający i trzeba go spławić już na wstępie, żeby mieć w „święty spokój”. I można by powiedzieć, że Róża boi się tej bliskości, ponieważ „nie potrafi w bliskość”. Nie ma narzędzi do budowania bliskości. Nie ma pojęcia, jak się za to zabrać, od czego zacząć. Nigdy nie widziała na własne oczy, nie doświadczyła na własnej skórze naprawdę głębokiej więzi i takiej bezpiecznej bliskiej relacji. Bliskość może źle jej się kojarzyć – z groźbą odrzucenia, z karaniem, odrzuceniem. No i też nie jest świadoma wielu rzeczy. Jeżeli zacznie nazywać swoje problemy, krok po kroku, to prawdopodobnie będzie mogła się z nimi uporać i otworzyć na bliskie relacje. I po prostu trochę wyluzować w tej bliskości.

Zastanówmy się, co Róża musiałaby zrobić, krok po kroku, podczas terapii. Najprawdopodobniej to wszystko można zrobić podczas psychoterapii, ale fragmenty można też zrobić samodzielnie. A już na pewno samodzielnie można douczyć się emocjonalnie. I to jest pierwszy krok, o który warto zadbać. To jest pierwsza rzecz, którą Róża musi zrobić. Zauważcie, że my wszyscy byliśmy wychowywani według takiego wzorca, że nie wolno się złościć, jak się boisz, to jesteś tchórzem, płaczą mięczaki itd. Czyli mamy nakaz tłumienia emocji. Mamy zakaz okazywania pewnych emocji. Najlepiej być tylko wesołym, ale też nie za głośnym, nie za bardzo rozemocjonowanym. Trzeba być takim stonowanym, a jeżeli czujesz jakieś emocje, to zachowaj je dla siebie i nie okazuj, bo mogłoby to być dla kogoś problematyczne. I to już jest pierwsza duża przeszkoda w budowaniu bliskości. Bo my mamy te emocje zachować dla siebie, nie okazywać ich głośno, ale w rezultacie też nie możemy nawet o nich powiedzieć, że czułam się np. tak bardzo zachwycona czymś albo tak bardzo czymś wkurzona. Nie możemy tego mówić. My mamy ich nie okazać, milczeć na ich temat, udawać, że tych emocji nie było, w ogóle je po prostu stłamsić w zarodku i najlepiej, żebyśmy ich sami też nie dostrzegali. Tylko że tak się nie da, bo wtedy próbujemy udawać, że nie jesteśmy ludźmi, tylko robotami. A nikt z nas nie może sobie postanowić ot tak od teraz: „no dobra, to ja będę funkcjonować jak robot, wywalam emocje z mojego życia”. Ponieważ jesteśmy ludźmi, to emocje zawsze w nas były, są i będą. A w dodatku można je jeszcze wykorzystać w fantastyczny sposób, ponieważ nasze emocje są naszym kompasem.

No i właśnie, pierwszy krok, o który warto zadbać, to jest edukacja emocjonalna. Psychoedukacja emocjonalna, czyli edukacja o tym, że te emocje mamy, że mamy prawo do wszystkich emocji, mamy prawo czuć wszystko, co czujemy. Ale to, że mamy prawo czuć wszystko, co czujemy, nie znaczy, że mamy ślepo za tymi emocjami podążać, tylko warto też wiedzieć, co zrobić z emocjami, które są nadmierne, co warto zrobić z emocjami, które nam przeszkadzają w życiu, jak np. zbyt wiele lęku, zbyt dużo złości albo zbyt dużo smutku. Jakie informacje są zawarte w tych naszych emocjach? Co one nam pokazują? Bo każda z emocji mówi: „popatrz! tutaj coś się wydarzyło – przyjrzyj się temu”. My zazwyczaj koncentrujemy się na tym, żeby stłumić emocje i tak nie czuć, zamiast się zastanowić, dlaczego ja tak czuję i tym się zająć. Nie zajmujemy się tym, co jest realnym problemem, tylko zajmujemy się tym, żeby nie czuć. Czyli edukacja o emocjach, też taka spersonalizowana o Twoich emocjach, to jest absolutna podstawa psychoterapii – wstęp, którego po prostu potrzebuje każda osoba, nie radząca sobie z bliskimi relacjami. Tę edukację możemy zrobić właśnie podczas psychoterapii, ale można sobie też edukować się na różne inne sposoby, jak kursy, książki itd. W tym celu nagrałam kurs „Emocje to kompas” – gdyby ktoś potrzebował edukacji, ale niekoniecznie od razu chciał uderzać w terapię.

Asertywność jako fundament bliskości

Jak już tę edukację mamy za sobą i mamy świadomość, wgląd w siebie – świadomość tego, co się w nas dzieje i dlaczego się tak dzieje, świadomość, co jest dla nas okej, co nie jest okej… Oczywiście to zajmuje trochę czasu, bo musimy sobie się poprzyglądać, dać sobie właśnie też czas, włożyć w to trochę wysiłku – w takie spotkania ze sobą, w rozmowy ze sobą – i pozwolić sobie, krok po kroku, siebie poznać. I kiedy już tak trochę ogarniemy tego człowieka, którym sami jesteśmy i potrafimy odróżnić sygnały płynące z naszego wnętrza, wyłapywać nasze emocje i z nich korzystać, chociażby zbierając informacje, czy to jest dla mnie dobre, czy to jest dla mnie niedobre i czego ja chcę, czego ja potrzebuję w tym momencie – czy potrzebuję się wyszaleć, czy potrzebuję może odpocząć albo odpuścić, to kiedy już to mamy ogarnięte, to kolejną rzeczą jest komunikowanie innym. Czyli najpierw zbieramy takie narzędzia, żeby komunikować się ze sobą, ze swoim wnętrzem, ze swoimi potrzebami, ze swoim „ja” – takim prawdziwym, najautentyczniejszym jakie istnieje, nie narzuconym w żaden sposób przez wychowanie, przez społeczeństwo, a potem uczymy się, jak komunikować różne rzeczy innym ludziom, tak żeby to było dla nich zrozumiałe.

To komunikowanie innym powinno już być dosyć łatwe, jeżeli wiemy, co chcielibyśmy przekazać. Natomiast gdyby pominąć etap psychoedukacji i takiego uczenia się, rozmowy ze sobą, zbierania informacji na swój temat, to nie możemy innym komunikować tego, czego nie wiemy. Prawda? Jeżeli nie wiemy nic o sobie, to co mielibyśmy powiedzieć innym? Jeżeli nie wiemy, czego potrzebujemy albo czego nie chcemy, to jak mielibyśmy to powiedzieć innym? Wtedy rzeczywiście możemy się zachowywać w niektórych sytuacjach „od czapy” i nieracjonalnie, nie potrafiąc tego wyjaśnić. Więc żeby cokolwiek wyjaśnić drugiemu człowiekowi, najpierw muszę to uporządkować sama ze sobą.

I co mam na myśli, mówiąc teraz o komunikowaniu innym? Otóż mam na myśli bardzo proste komunikaty w stylu: „nie chcę tego teraz robić, bo jestem bardzo zmęczona – chciałabym iść spać”, „potrzebuję wyjechać w góry, żeby trochę odpocząć od codzienności – zatrzymać się, pomyśleć o różnych rzeczach, porozmyślać, zostawić ekrany i wszystko na prąd”. I ta komunikacja ma dotyczyć nas. Czyli to jest o nas i o szacunku do siebie. I jeśli już to opanujemy, to uczymy się stawiania granic, ale też asertywności. Asertywność to jest szacunek i do siebie, i do innych jednocześnie. Czyli my komunikujemy, ale otwieramy się też na to, co mówią nam inni. Jeżeli mamy gotowość do tego, by prowadzić dialog w bliskiej relacji, to znaczy, że możemy też coś budować z drugim człowiekiem. Tylko warunek jest taki, że ta druga osoba też musi w zrozumiały nam sposób zakomunikować różne rzeczy, a nie chlapać w nas jakąś breją swoich emocji. Asertywność to fundament bezpieczeństwa i bez granic – wyobraźcie sobie – nie ma bliskości. Natomiast jest zależność albo jakaś fuzja, że dwie osoby zlewają się w całość. I wtedy one tworzą całość. Nie mamy dwóch całości, tylko mamy do czynienia z jedną całością, składającą się z dwóch osób.

Ciekawy paradoks polega na tym, że im bardziej potrafię stawiać granice, tym mniej boję się bliskości, bo tym bardziej mam pewność, że sobie poradzę. Poradzę sobie w tej bliskości, bo nikt mnie tutaj nie zniszczy, nie zaleje, nie zmusi do tego, czego nie będę chciała i nie podepcze moich potrzeb. Nie będę musiała się ciągle naginać, czyli żyć ciągle w jakiejś gotowości, napięciu i stresie. Jeżeli wiem, że sobie poradzę w bliskości, to ta bliskość będzie mi się kojarzyła bezpiecznie. A zatem wgląd w siebie plus narzędzia do komunikowania. No i też słuchanie tego, co mówi druga osoba. To jest asertywność, czyli szacunek do siebie i innych jednocześnie. I to jest konieczny element każdej dobrej, konstruktywnej relacji. I myślę, że z asertywnością bliskość nie będzie już nam straszna ani przerażająca, ani nie będziemy chcieli od niej uciekać. Będziemy natomiast chcieli uciekać od osób, które w tę bliskość raczej nie umieją – czyli takimi jak Mariusz, bo będziemy widzieć, mając wgląd w siebie, jak toksyczne są różne, dziwne, nieobliczalne zachowania Mariusza, takie jak pojawianie się, znikanie, zbliżanie, oddalanie, karanie ciszą, unikanie rozmów, zachowywanie się irracjonalnie, niewyjaśnianie swoich intencji, motywów zachowań czy też zamykanie w toi toiu.

Daj sobie czas na poznanie siebie

Jak tę asertywność już mamy ogarniętą i możemy sobie konstruktywnie porozmawiać z drugim człowiekiem, który może lepiej, żeby też miał asertywność ogarniętą, to do pracy mamy jeszcze przekonania, które mogą sabotować bliskość. I to są takie przekonania bardzo często przekazywane z pokolenia na pokolenie – przykładowo, przekonania „muszę”, „powinnam”. Czyli muszę sobie ze wszystkim radzić sama albo jeśli pozwolę się komuś do mnie zbliżyć, to ta osoba mnie zrani lub może odrzuci i będę cierpieć. Bliskość powoduje cierpienie, czyli zamieniając to na takie hasła „muszę”, „powinnam”, to znaczy, że powinnam się chronić przed bliskością, ponieważ grozi to zranieniem. Oczywiście my często racjonalnie wcale się nie zgadzamy z treścią tych przekonań. Z jakichś jednak przyczyn nadal one w nas siedzą, więc dokonujemy decyzji i wyborów w zgodzie z tymi przekonaniami. I to jest taki paradoks – wiem, że to jest bez sensu, ale nadal tak robię.

Więc to, co jest zadaniem na terapię, to po prostu porozkładać te przekonania na części, przyjrzeć się im bardzo szeroko, jak to w ogóle ma się do reszty rodziny, do wzorców, do ludzi, poszczególnych osób ważnych w moim życiu. Przyjrzeć się, skąd to się wzięło, czemu to miało w ogóle służyć, jaki był cel tych przekonań też być może w przeszłości w tej rodzinie. I kiedy już sobie popracujemy nad tymi przekonaniami, „muszę” „powinnam”, ale nadal coś tam jeszcze nam nie działa, nie gra, to pozostaje jeszcze praca nad samooceną i nad swoim poczuciem wartości, nad wiarą w siebie, nad zaufaniem do siebie, nad tym, kim w ogóle myślę, że jestem, jak bym siebie określiła. Bo jeżeli nisko oceniamy swoją wartość jako człowieka, czyli np. gdzieś tam w głębi mamy przekonanie, że „jestem gorsza”, „nie zasługuję na miłość”, „jestem do niczego”, „jestem słaba, beznadziejna”, to na pewno będzie nam to przeszkadzało w różnych sytuacjach w bliskiej relacji. Chyba nie da się spowodować, żeby niska samoocena nie kolidowała z intensywną relacją, jaką jest związek. Oczywiście czasami to kolidowanie nie będzie jakieś tam drastyczne i nie będzie też toksyczne dla drugiej osoby. Może generować jakieś problemy, które pewnie będą też wiązały się z cierpieniem dla tej osoby, drugiej osoby zresztą też, natomiast to nie zawsze musi być jakoś totalnie destrukcyjne dla relacji. Ale chyba lepiej pozbyć się wszystkiego, co generuje niepotrzebne problemy. Czyli jeżeli mamy tę niską samoocenę, warto popracować nad wiarą w siebie, nad zaufaniem do siebie. Czyli pozbyć się po prostu przekonań w stylu „jestem beznadziejna, bezwartościowa, nie zasługuję na miłość”.

I myślę, że przeszedłszy te etapy skrupulatnie, dając sobie też czas na refleksję, na przedefiniowanie różnych rzeczy, na poszukanie innych punktów widzenia – tak uczciwie wobec siebie, kwestionując też różne stare, destrukcyjne przekonania, naprawdę możemy się otworzyć na bliskość i na to, żeby więcej nie wplątywać się w tak idiotyczne relacje, o których w sumie już bardzo często wiemy na początku, że to „nie wypali”. Tylko po prostu zamiatamy czerwone flagi pod dywan, ponieważ mamy z tego jakąś korzyść. A korzyść jest taka, jak mówiłam na początku, że jeśli nie chcemy tej bliskości, bo jej się boimy – może jej chcemy, ale jednocześnie jej się boimy, to zachowujemy się w rezultacie tak, jakbyśmy jej nie chcieli. Więc wybieramy osoby, które nam nie zagrażają bliskością i będą od nas po prostu uciekać. Jak kogoś ścigam, to nie zagraża mi tu żadna bliskość. Powstaje dystans, bo ta druga osoba non stop ten dystans generuje.

Jeśli zatem chcesz przestać tracić czas na Mariuszów w swoim życiu, to spróbuj wyruszyć w tę drogę, o której przed chwilą opowiedziałam. Zrób mały pierwszy krok – edukuj się emocjonalnie. Zapoznaj się ze swoją złością, a potem też ze swoimi granicami. Zapoznaj się ze swoim smutkiem, ze swoim żalem, ale też z tym, co Ci daje satysfakcję, radość i spokój przede wszystkim, bo związek i dobra relacja mają przecież dawać nam spokój. Po prostu poznaj siebie. Daj sobie czas na to. Poznaj siebie i to będzie naprawdę fantastyczny pierwszy krok w fantastycznej podróży do wnętrza siebie.

Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to tak, jak mówiłam, wystarczy przesłuchać 181 wcześniejszych odcinków tego podcastu. Ale możesz sobie też poklikać w linki w opisie tego odcinka podcastu albo zajrzeć na stronę pokojwglowie.pl. Tam znajdują się linki do mediów społecznościowych i transkrypcje wszystkich odcinków podcastu. No i jeszcze znajduje się sklep z różnymi artykułami powiązanymi z treścią niniejszego podcastu – artykułami elektronicznymi, a jest też jeden fizyczny. Zasubskrybuj sobie oczywiście podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.

Koszyk