190: Unikowy styl przywiązania i myśli sabotujące bliskość
W tym odcinku przyglądam się temu, jak unikowy styl przywiązania potrafi sabotować dobrą relację – nawet wtedy, gdy obiektywnie wszystko układa się dobrze. Na przykładzie historii Róży, Alberta i Mariusza pokazuję, jakie automatyczne myśli mogą pojawiać się w naszej głowie, gdy ktoś zaczyna się do nas zbliżać.
Opowiadam o tym, jak lęk przed bliskością potrafi podsuwać różne argumenty: że ktoś jest „za miły”, „za nudny”, „nie wystarczająco fascynujący” albo że lepiej wycofać się, zanim relacja stanie się zbyt poważna. Pokazuję też, jak takie myśli mogą brzmieć przekonująco, choć w rzeczywistości często chronią nas przed czymś zupełnie innym – przed ryzykiem prawdziwej bliskości.
To odcinek o lęku przed bliskością, o wewnętrznych konfliktach i o tym, że czasem największą odwagą jest… po prostu zostać w relacji i zobaczyć, co się wydarzy.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „On The Ground” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
190: Unikowy styl przywiązania i myśli sabotujące bliskość
Witam w 190. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o myślach Róży, które sabotują jej relację z Albertem – czyli tę dobrą relację. Myślach, które przeszkadzają jej poznawać człowieka na luzie, które sprawiają, że czuje jakąś potrzebę ucieczki od tej relacji, ponieważ ta relacja grozi bliskością. Czyli dziś będzie o unikowym stylu przywiązania i myślach z nim związanych.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.
Dwie Róże w jednym ciele
Jeśli nie znasz historii Róży, Mariusza oraz Alberta, posłuchaj sobie najpierw odcinka 37. podcastu „Pokój w głowie”, w którym to opowiadam historię, jak Mariusz utknął w toi toiu, a Róża czekała na niego przez długi czas. On stamtąd w ogóle się nie odzywał. A byli razem na szlaku górskim i wybierali się w góry na jakiś randomowy dwutysięcznik w Tatrach. I to była pierwsza część tej historii. Ona przewijała się właściwie przez wiele odcinków tego podcastu, ale powiedzmy, że kluczowe momenty to odcinek 37., a następnym kluczowym momentem jest odcinek 169., kiedy Róża straciła cierpliwość, kopnęła tego toi toia i poszła w te góry sama, bez Mariusza. Po prostu przestała na niego czekać – nie miała więcej zasobów na czekanie. I dziś chciałabym pójść dalej w tę historię – zabrnąć jeszcze dalej w te góry – i zastanowić się, co by się teraz wydarzyło, gdyby w pobliżu pojawił się Albert, który już przewijał się przez życie Róży, ale ona była bardziej zainteresowana Mariuszem. I co by było teraz, po tym kopnięciu toi toia i spławieniu Mariusza, gdyby Albert znowu stanął na drodze Róży.
Mówiłam w tym podcaście o stylach przywiązania podszytych lękiem. Myślę, że my tak jakoś super szczegółowo nie potrzebujemy rozróżniać stylów przywiązania, które utrudniają stworzenie dobrej relacji – czy to styl unikowy, czy to lękowy, czy jeszcze jakiś inny. One po prostu są związane z lękiem. I gdyby tak już rzeczywiście zostać przy tej terminologii, to to, co można przypisać Róży, to w dużej mierze jest unikowy styl przywiązania – czyli kiedy ktoś się zbliża, to ona ma ochotę uciec. Mariusz natomiast się nie zbliżał, więc nie było przed kim uciekać. Wydawało się to być bezpieczne, choć tak naprawdę zmasakrowało ją emocjonalnie. Róża dzięki temu odkryła, że tu nastąpiło jakieś nieporozumienie. Skoro koleś, który wydawał się jej bezpieczny, tak naprawdę wielokrotnie ją bardzo mocno zranił i zawiódł. Róża zatem mogłaby się zastanowić: czy moje myśli na temat bezpieczeństwa relacji i zagrożeń w relacjach nie są moderowane przez jakieś dziwne przekonania, np. właśnie przez unikowy styl przewiązania i związane z nim przeróżne przekonania i myśli? Jakie są to myśli? Co się dzieje w mojej głowie, gdy pojawia się temat bliskości?
Wróćmy do historii toi toia. Róża kopnęła tego toi toia i wyruszyła samodzielnie w góry, nie oglądając się już na Mariusza. Wyruszyła tam po to, żeby stworzyć sieć relacji. Nie po to, żeby szukać księcia z bajki i wpaść w ramiona jakiegoś wybawcy, który pokazałby Mariuszowi, co stracił. I nie poszła tam też po to, żeby tego księcia spotkać, żeby Mariusz był zazdrosny i może wreszcie przejrzał na oczy. Ona rzeczywiście tego Mariusza odpuściła. Zajęła się sobą, swoim życiem i innymi ludźmi – nie szukaniem faceta na zastępstwo Mariusza, tylko po prostu innymi ludźmi, tworzeniem sieci znajomości, sieci przyjaźni, sieci wsparcia. I Róża tak sobie chodziła z plecakiem po tych górach przez kilka miesięcy. Odkrywała, że można fajnie żyć jako singielka. Odkrywała, że można przynależeć do różnych grup, można być w procesie uczenia się czegoś razem z innymi ludźmi. W procesie uczenia się, czyli w procesie wchodzenia pod górę i przemierzania jakiegoś trudnego szlaku razem z innymi ludźmi.
I myślę, że zawsze warto pamiętać o tym, że jeśli już wybraliśmy się z własnej inicjatywy w podobną drogę, w jaką wybrał się ktoś inny, to na wstępie dosyć dużo nas łączy, ponieważ wcześniej podjęliśmy szereg podobnych decyzji. Zatem jeśli jesteśmy w procesie uczenia się czegoś razem z innymi ludźmi, to do tego procesu uczenia się doprowadził nas szereg decyzji, więc z tymi ludźmi już na wstępie nas coś łączy. Dochodzi jeszcze wspólny proces uczenia się, czyli właściwie przygoda. Ahoj, przygodo! Ryzykujemy, że się ośmieszymy, że będziemy popełniać błędy na oczach innych członków grupy i że będziemy osiągać sukcesiki również na oczach innych członków grupy, z wzajemnością. W ten sposób Róża poznała wiele osób, na które nie dawała sobie szansy, przyzwolenia, także czasu, będąc zaangażowaną w Mariusza. Ona po prostu nie miała czasu na tych ludzi, ponieważ przesiadywała pod toi toiem. Jak się siedzi pod toi toiem i rozmyśla na temat tego, kiedy on wreszcie wyjdzie i czy on wreszcie zrozumie, to nie mamy w naszym umyśle – i fizycznie również w naszej przestrzeni – czasu i miejsca na innych ludzi, na uwagę. Nie możemy im poświęcić uwagi, bo poświęcamy uwagę Mariuszowi, który jest nieobecny. Więc kiedy Róża już sobie pozwoliła na swoją obecność w innych relacjach, to się okazało, że jest naprawdę fajnie, dobrze, pozytywnie i że właściwie to znalazła spokój.
Róża chodziła sobie po tych górach miesiącami, szukając swojego własnego spokoju bez Mariusza w tle. Oczywiście, że pojawiały się w niej różne myśli. A co jeśli on pójdzie w te góry z kimś innym i będzie się dobrze bawił? A co jeśli on wybierze jakąś inną i będzie im ze sobą dobrze? Potrafiła jednak odpowiedzieć sobie na te wątpliwości. No cóż, przecież nie mogę spędzać mego życia na pilnowaniu, żeby on nie znalazł sobie innej. Poza tym udało mi się już go poznać. Wiem, że jest nieuczciwy w pewnych obszarach, że jest też nieświadomy wielu rzeczy, więc raczej nie przejdzie gwałtownej przemiany, jak po uderzeniu pioruna, i nie stanie się innym człowiekiem w nowej relacji. Jeżeli wejdzie w jakąś relację, to taką, która pasuje do niego. A ja chyba bardziej liczyłam na jego potencjał, a nie na tego Mariusza, którym on naprawdę jest.
W ogóle podczas tego chodzenia po górach okazało się, że Róża w jakimś sensie rozszczepiła się na dwie postaci. Jedna, to ta Róża spod toi toia, która chciałaby nadal tam przesiadywać, która widzi argumenty za tym, żeby przesiadywać, bo… właśnie – a nuż Mariusz zaangażowałby się w jakąś inną relację i muszę tam siedzieć i pilnować, żebym ja była jego pierwszym wyborem, gdyby już postanowił się w coś zaangażować. Muszę tam siedzieć i czekać, bo może akurat go oświeci. Druga, to Róża górska. Ta, która chciała wolności. Ta, która kopnęła toi toia. Ta, która była już tak wściekła na tego typa, że postanowiła zrzucić toi toia ze skał do rynsztoka. Róża górska jest wolna. Natomiast Róża spod toi toia jest uwikłana w różne ciasne, zawiłe schematy i schemaciki, które nie pozwalają jej być tym, kim ona naprawdę jest – czyli Różą górską. Podczas wielomiesięcznej wędrówki po górach Róża spod toi toia dużo rozmawiała z Różą górską. Prowadziły ze sobą naprawdę masę różnych, zwykle konstruktywnych, dialogów.
Dwa spojrzenia na tę samą kwestię
Pewnego dnia Róża otrzymała SMS-a od Alberta:
„Cześć, słyszałem, że jesteś w górach. Chyba masz fajną pogodę. Jak się bawisz? Zazdroszczę”. Jej unikający styl przywiązania podsunął jej automatyczną myśl – O kurczę, znowu on. Poczuła lekki niepokój, ale właściwie to ucieszyła się, że dostała tego SMS-a. Okazało się, że ma w sobie taki wewnętrzny konflikt właśnie między Różą spod toi toia a Różą górską. Postanowiła, że obie Róże powinny ze sobą teraz porozmawiać. Rozmowę zaczęła Róża spod toi toia, komentując SMS od Alberta.
– On jest za miły, to podejrzane. Coś tu musi być nie tak.
Na to Róża górska mówi:
– Myślisz, że w czymś mi to zagraża? Jaki ma to wpływ na moje życie?
– Negatywny.
– W czym mi to zagraża? Czy jego zachowanie jakoś odbiega od zachowań osób, które znam, lubię i którym ufam? Nie wydaje mi się. Tak właśnie zachowują się ludzie, którym ufam. Więc dlaczego akurat jemu miałabym nie ufać?
– Z powodu tego, że jest miły.
– Poza tym to, że ktoś nie wprowadza chaosu, to chyba dobrze, a nie źle, prawda? Czy w czymś mi to zagraża, że on nie wprowadza chaosu? Czy to mi w czymś zagraża, że on nie jest niemiły?
– No racja. – mówi Róża spod toi toia. – Ale z tym Albertem jest tak spokojnie. Może nawet trochę za nudno. Takie mdłe to jest przecież. Z Mariuszem to przynajmniej coś się działo. Tam zawsze coś się działo.
Na to Róża górska:
– Ale czy w czymś mi to zagraża, że jest spokojnie? Czy spokój mi jakoś zagraża?
– A Mariusz mi zagrażał?
– No, zagrażał przecież. Tyle razy mnie zranił.
Róża spod toi toia odpowiada jej na to:
– No, ale Mariusz jest taki wyrazisty. On wie, czego chce.
Róża górska po zastanowieniu mówi:
– Ale czy naprawdę to było takie ciekawe? Przecież ten Mariusz właściwie jest przewidywalny. Ja dokładnie jestem w stanie przewidzieć, po jakim czasie mniej więcej się odezwie, kiedy się odezwie, czy się odezwie i co napisze. Jestem w stanie przewidzieć jego reakcję. I właściwie to najbardziej jestem w stanie przewidzieć, że on mnie zawiedzie. I Ciebie też. Czy jeśli ktoś jest przewidywalny w tym, że nas zawiedzie, to oznacza, że jest ciekawy? Można by to też odnieść, zauważ, do Alberta. Albert jest raczej przewidywalny w tym, że nie zawiedzie. Czy to jest ciekawe? Czy to jest nudne? Co jest ciekawe, a co jest nudne? I właściwie główne pytanie: skoro ja się boję bliskości, to czy w czymś mi to zagraża? Czy w czymś mi to zagraża, że Albert jest przewidywalny w tym, że mnie nie zawiedzie? I tak samo o Mariuszu. Czy w czymś mi zagraża, że on jest przewidywalny w tym, że mnie zawiedzie?
Róża spod toi toia przyznaje rację Róży górskiej:
– No tak, rzeczywiście tutaj akurat bardziej zagrażający jest Mariusz swoim pseudobyciem ciekawym, niż Albert swoim pseudobyciem nudnym.
– Ale przecież – kontynuuje Róża spod toi toia – on chyba nie jest wystarczająco interesujący. A może stać mnie – stać nas – na kogoś bardziej fascynującego.
Róża górska na to:
– Ale czy w czymś mi to zagraża, że on nie jest najbardziej fascynującym facetem na świecie? I w ogóle, kto to jest fascynujący facet? Na czym polega bycie fascynującym? Czy na tym, że generuje problemy i się zamyka w kiblu? Czy może na tym, że ma odwagę okazywać swoje słabości, zawalczyć o kogoś, być w relacji, mimo że nie ma nad nią kontroli. On pojawia się w moim życiu, mimo że mnie nie kontroluje. Mariusz natomiast miał ogromny wpływ na to, co robię, co myślę, nawet kiedy go nie było w pobliżu. Byłam zawsze pod kontrolą Mariusza. Byłyśmy pod kontrolą Mariusza. Natomiast Albert nie ma nad nami kontroli. Co jest zagrażające? Kiedy ktoś mnie kontroluje, co mnie zresztą w rezultacie krzywdzi, czy kiedy ktoś mnie nie kontroluje, a mimo to jest blisko? I co jest fascynujące? Fascynujące jest, kiedy ktoś mnie nie kontroluje i ja nie kontroluję też jego? Czy fascynujące może jest, kiedy ktoś mnie kontroluje i nigdy nie jestem w stanie przewidzieć, w którą to przepaść mnie wepchnie, choć wiadomo, że w jakąś przepaść wepchnie.
– No, dobra. – mówi Róża spod toi toia. – No a jeśli się zaangażujemy za bardzo? Przecież ten Albert może nas zranić. Lepiej się nie przywiązywać.
Róża górska chwilę się zastanawia i odpowiada:
– Zobacz, można by się zastanowić, czy lepiej zaryzykować i ewentualnie źle się poczuć potem, po odrzuceniu, czy lepiej zamknąć się na bliskość, permanentnie źle się czuć i być samotną wśród ludzi. Poza tym, żadne odrzucenie nie będzie tak straszne, jeśli ja sama – i Ty zresztą też – uporządkujemy swoją samoocenę, czyli właściwie jeśli rozprawimy się z Tobą, Różo spod toi toia.
– No już bez przesady! – Róża spod toi toia na to. – Ja jestem pokłosiem naszej historii. Jestem śladem naszego dzieciństwa. Tego się nie można tak po prostu pozbyć. Można natomiast na tym zbudować wnioski. Budujmy lepiej wnioski.
– Masz rację. – Róża Górska jej odpowiada. – Zapominanie o przeszłości, zamiast ją przepracować, wcale nie jest dobrym sposobem na rozwój.
– No, słuchaj. – Róża spod toi toia wraca do tematu Alberta. – A jeśli będziemy naprawdę blisko, to stracimy siebie. Nie będziemy wiedziały, kim jesteśmy. Zlejemy się z tym Albertem. Nie będzie wiadomo, gdzie są nasze granice, czego chcemy, czego nie chcemy.
– No coś Ty?! – Róża górska na to. – Przecież dojrzała relacja nie polega na znikaniu, na rezygnowaniu z granic i na zlewaniu się z kimś. Ona polega na tym, że dwie całości tworzą taki zespół, że współdziałają ze sobą dwie odrębne całości. Tam ma być miejsce na „moje”, „Twoje” i „nasze”. Zawsze będę miała, i Ty zresztą też, swoją przestrzeń. A jeśli nie ma dla nas przestrzeni w bliskiej relacji z kimś, to jest to czerwona flaga, wskazująca, że warto się temu przyjrzeć i zlokalizować przyczynę problemu.
– No, dobra. Ale może lepiej się wycofać, zanim zrobi się poważnie, zanim on czegoś zacznie oczekiwać. Nie sprostamy tym oczekiwaniom. Może chcieć za dużo. Zaleje nas swoimi oczekiwaniami ten Albert.
Róża górska na to:
– No jak przegnie z oczekiwaniami, to przecież zawsze możemy powiedzieć, że się nie zgadzamy. Warto ufać sobie i pozostać wierną sobie. A jeśli ktoś do mnie pasuje, to nie będzie wymagał, żebym samą siebie źle traktowała. Poza tym, zamiast zwiewać, może po prostu warto zostać i zobaczyć, co się wydarzy. Zadając sobie stale pytanie: czy to mi w czymś zagraża? Czy to, co on zrobił, w czymś mi zagraża? Czy postawienie przeze mnie granicy w tym momencie w czymś mi zagraża? Czy niezgoda na coś w czymś mi zagraża? Czy zgoda na coś w czymś mi zagraża? Wypróbowałabym funkcjonowanie na zupełnie innym poziomie w relacji, żeby zobaczyć, co będzie. W najgorszym wypadku w naszym życiu, Różo spod toi toia, zupełnie nic się nie zmieni i będziemy w takim nastroju, w jakim byłyśmy, siedząc pod toi toiem.
– No, ale na litość boską! – Róża spod toi toia na to. – Przecież on ma krzywy ząb. No jak w ogóle być z kimś takim, kto ma krzywy ząb?
– Może i ma krzywy ząb, ale przecież regularnie chodzi do dentysty na przeglądy stomatologiczne, czyli ogólnie to dba o zęby. A słyszałaś kiedyś, żeby Mariusz szedł do dentysty? Być może Mariusz ma proste te zęby. Ale z tyłu na szóstkach, siódemkach, ósemkach nie wiadomo, czy nie ma jakiejś próchnicy. Czy w ogóle ma te zęby? Nie wiemy. Mariusz dba tylko o te zęby, które są widoczne. Mariusz po prostu jest mistrzem w zarządzaniu wizerunkiem. Na lewo i prawo, wśród obcych ludzi, fantastycznie potrafi zarządzić wizerunkiem. Ale jeśli chodzi o bliskie relacje, to już wcale nie jest tak różowo. Wtedy się zamyka w kiblu. Poza tym, wiesz co? Tak sobie myślę, że jeżeli ktoś przeogromny wysiłek wkłada w zarządzanie wizerunkiem, to prawdopodobnie nie ma już energii na to, żeby dbać o autentyczność w relacjach. Nie ma już energii na to, żeby być życzliwym, dobrym w relacjach i żeby koncentrować się też na tym, czego od niego potrzebują najbliższe osoby. Dlatego ludzie, którym jest dobrze w rodzinach, w związkach, które tworzą, bardzo często nie wywlekają swojego prywatnego życia na zewnątrz jako elementu zarządzania wizerunkiem.
Po tej rozmowie obie Róże usiadły sobie z kanapkami i herbatą na górskim kamieniu z widokiem, zastanawiając się, czy warto temu strasznemu Albertowi z krzywym zębem napisać: „wybierzmy się kiedyś razem w góry”, czy lepiej go profilaktycznie spławić, bo grozi to bliskością, a nie grozi przesiadywaniem pod toi toiem. A Wy jak myślicie? Warto mu te góry zaproponować, mimo krzywego zęba, czy lepiej dać sobie spokój? Róża pewnie powinna zadać sobie pytanie: „czy w czymś mi to zagraża?”.
Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Pamiętajcie, by zasubskrybować sobie podcast „Pokój w głowie” na YouTube lub w aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków. Jeśli natomiast macie ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to poklikajcie sobie w linki w opisie tego odcinka albo wejdźcie na stronę pokojwglowie.pl.
