192: Zamiast oceniać jego, oceń jakość relacji

Czy naprawdę chodzi o to, jaki on jest… czy raczej o to, jak jest między Wami?

W tym odcinku zapraszam Cię do zmiany perspektywy, która może diametralnie wpłynąć na Twoje decyzje w relacjach. Zamiast skupiać się na ocenianiu partnera – jego atrakcyjności, „potencjału” czy tego, czy jest wystarczająco dobry – przyglądamy się jakości relacji, którą razem tworzycie.

Na przykładzie historii Róży, Mariusza i Alberta pokazuję, jak łatwo wpaść w pułapkę oceniania ludzi przez pryzmat niedostępności, chemii czy wyobrażeń, a jak rzadko zadajemy sobie kluczowe pytanie: czy ta relacja jest dla mnie dobra?

Dowiesz się:

  • dlaczego „trudny do zdobycia” często wygrywa z „dobrym dla mnie”
  • czym różni się tryb oceniania partnera od trybu oceniania relacji
  • jak działa wewnętrzny „ranking” i dlaczego bywa mylący
  • na co zwracać uwagę w codziennym kontakcie, zamiast analizować potencjał
  • jak sprawdzić realny wpływ relacji na Twoje samopoczucie i życie

To odcinek o powrocie do siebie, swoich odczuć i realnych doświadczeń – zamiast gonienia za wyobrażeniami.

Bo ostatecznie nie chodzi o to, czy ktoś jest „wystarczający”.
Chodzi o to, czy to, co razem tworzycie, daje Ci spokój, bezpieczeństwo i siłę.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Past Sadness” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

192: Zamiast oceniać jego, oceń jakość relacji

Witam w 192. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym się skupić na temacie oceniania partnera kontra ocenianie jakości relacji, którą tworzymy, bo to wcale nie jest jedno i to samo. Myślę, że możemy się wmanewrować w maliny, jeżeli za bardzo skoncentrujemy się na ocenianiu partnera, a za mało będziemy zwracać uwagę na jakość relacji.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Świat Róży nie wziął się znikąd – zapraszam Cię do „Wieczornych rozmów”

Zauważ, że możesz spotkać fantastycznego faceta, ale jeśli on nie buduje z Tobą relacji i nie dba o relację z Tobą, to nie będzie miał żadnego wpływu na Twoje życie. Prawda? To nie on będzie miał ewentualny wpływ na Twoje życie, tylko może Twoje wyobrażenia na jego temat lub Twoje wyobrażenia na temat Waszego wspólnego spędzania czasu. Czyli realny on nie będzie miał wpływu na Twoje życie. Być może wpływ na Twoje życie będzie miał zmyślony on, którego Ty sobie wyobrażasz. Czyli tak naprawdę realnie nie ma znaczenia, czy ktoś jest fajny, czy jest niefajny, jeżeli, po pierwsze, nie zależy mu na nas, nie buduje z nami relacji, nie uczestniczy w naszym życiu, nie jest obecny i gdzieś tam się mijamy. Czyli, inaczej mówiąc, w Twoim życiu liczą się wyłącznie ci ludzie, którzy mają na Ciebie jakiś wpływ i którzy chcą z Tobą coś budować. I właściwie chyba nie da się ocenić człowieka co do tego, czy jest fajny, czy nie fajny, póki go naprawdę nie poznamy i nie wiemy, jaki on ma na nas wpływ. Bo jeżeli ktoś nie ma żadnego wpływu, to widzimy tylko wycinek – ten, który nam zaprezentował. Nie wiemy, jaka jest ta osoba, kiedy nie dba o to, żeby zarządzić swoim wizerunkiem, czyli w tych rzadkich chwilach, kiedy być może ją spotykamy. Nie znamy realnego człowieka.

Zaraz pogadamy o tym, jak ma się to do Mariusza, Alberta, Róży i jej historii, ale chciałabym jeszcze tutaj zrobić taką wrzutkę. Ja właściwie wielu z tych historii, które dotyczą Róży – nie wszystkich, ale części – doświadczyłam sama. I chciałabym Wam trochę poopowiadać o procesach myślowych, rozwoju i przemyśleniach, które zaszły w mojej głowie. Chciałabym Wam też trochę poopowiadać o tym, jak na przykład nie lubiłam mojego męża, a potem się związaliśmy i jesteśmy już ponad dziesięć lat w małżeństwie, a razem dwanaście. I tu nawet nie było mowy o żadnych motylach w brzuchu, bo on mnie po prostu irytował, wkurzał i nie lubiłam go za to, że mnie tak wkurza. A ponieważ nie bardzo mam odwagę opowiadać to wszystko w publicznych odcinkach, do których każdy ma dostęp, to postanowiłam stworzyć dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie”. One będą się nazywały „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy” i pewnie będą publikowane wieczorem – w odróżnieniu od tych zwykłych odcinków „Pokoju w głowie”, które są publikowane w sobotę rano. I będą płatne. Czyli można by powiedzieć, że się schowam za Paywallem (ściana płatności). Czyli przez tę ścianę pewnie przejdą osoby, które naprawdę będą chciały tego posłuchać, a jeżeli kogoś to nie interesuje, to po prostu nie zapłaci i tam się nie zaloguje. Więc to mi daje taką gwarancję, że tych odcinków będą słuchały tylko osoby, które naprawdę są zainteresowane tymi treściami, a nie jacyś randomowi słuchacze z Internetu, których są przecież miliony – chodzi mi o polskich słuchaczy. Premiera „Wieczornych rozmów” jest planowana na 11. kwietnia, czyli tydzień od publikacji tego odcinka podcastu. I link oczywiście znajdziecie w opisie kolejnego odcinka podcastu. Jeszcze nie teraz. Teraz tylko zapowiadam. I co do tych płatnych odcinków. To jest tak, że one będą płatne, ale żebyście mogły przetestować, czy to jest coś, co Was interesuje, to myślę, że dla pierwszych stu osób przez miesiąc subskrypcja będzie za darmo. Więc trzymajcie rękę na pulsie. Startuję z dodatkowymi odcinkami 11. kwietnia 2026. I mam nadzieję, że dołączycie do tych „Wieczornych rozmów”, bo to będą nie tylko odcinki podcastu, ale też miejsce, gdzie będzie można komentować, zadawać pytania, stworzyć społeczność. To będzie taka platforma Herohero, która jeszcze nie jest zbyt popularna w Polsce – jest popularna w innych częściach Europy, np. w Czechach i Słowacji. Przetestujmy to. Bo szukam takiego miejsca, gdzie mogłabym z Wami kontaktować się sprawniej niż w mediach społecznościowych. I żeby Słuchaczki podcastu „Pokój w głowie” też mogły między sobą porozmawiać. Opowiem Wam takie historie z mojego życia, które wpłynęły na to, co się pojawiło później w podcaście „Pokój w głowie”. Postać Róży jest zbudowana oczywiście nie tylko na moim przykładzie, bo codziennie rozmawiam z kobietami, prowadząc psychoterapię. I ta Róża to jest taka hybryda mnie samej, wszystkich kobiet, z którymi rozmawiałam dotychczas, no i też mojego doświadczenia, wiedzy psychologicznej, psychoterapeutycznej.

Pułapka przy ocenie człowieka

Wróćmy do tego oceniania partnera kontra oceniania jakości relacji. Jak to się ma do Róży, Mariusza i Alberta? Przybliżmy może najpierw ocenianie partnera. Róża sobie myśli: – Czy on jest wystarczający? I to jest taki tryb skupiony na jednostce – selekcyjny. Róża patrzy na Mariusza i Alberta, i skanuje: Czy jest atrakcyjny? Czy jest pewny siebie? Czy ma to coś? Czy jest chemia? Czy mnie chce? Albo: Jak bardzo muszę się postarać, żeby mnie chciał? Problem polega na tym, że ten tryb jest bardzo podatny na zniekształcenia. I właśnie relacja Róża -Mariusz tak naprawdę opiera się na mnóstwie zniekształceń. Zresztą już to powtarzałam wielokrotnie w tym podcaście, że im więcej o kimś myślisz, tym bardziej jest on zmyślony. I Mariusz jest zmyślony. W tym problem. Czyli on jest zbudowany ze zniekształceń. To jest jakaś karykatura. Nie wiem, czy to dobre słowo. Po prostu jakiś awatar bez realnego pokrycia. Róża dostaje na temat Mariusza ograniczone dane, a resztę dopowiada sobie sama.

I wracając do zniekształceń – tryb podatny na zniekształcenia, czyli takie ocenianie jednostki. Ponieważ aktywuje to coś w rodzaju systemu rankingowego. System rankingowy – czemu zresztą sprzyjają aplikacje randkowe. To też jest taki katalog z ludźmi, gdzie tworzymy sobie jakieś rankingi. Ten system rankingowy w głowie Róży działa pod wpływem niedostępności, czyli im trudniejszy do zdobycia, tym wyżej w rankingu. Tak jak ze wszystkim, prawda? To, co możemy mieć łatwo, jest tanie i nie doceniamy. To, co jest trudno dostępne, jest drogie i doceniamy. Tak jak kiedyś miałam odcinek o perfumach i wodzie z kranu. Tryb rankingowy wiąże się też z rywalizacją, czyli: „czy inne kobiety też go chcą?”. Jeżeli jest pożądany przez inne kobiety, a Mariusz właśnie jest, to oczywiście też bardzo mocno rośnie jego atrakcyjność w oczach Róży. Na te plasowania Mariusza w rankingu wpływ mają też własne deficyty, czyli: „czy ja wystarczam dla niego?”. Jeżeli jestem niewystarczająca, to w ogóle on gdzieś jeszcze szybuje do góry w tym rankingu. A jeśli wystarczam Albertowi, a myślę o sobie w dodatku źle, to jednak ten Albert jest taki trochę słaby. Muszę się postarać. Muszę się ulepszyć. Muszę zasłużyć, żeby mieć Mariusza. Na Alberta wcale nie trzeba zasłużyć, ani się starać. On po prostu jest dostępny. I oczywiście jak muszę się postarać, ulepszać, zasługiwać, to daje to Mariuszowi mnóstwo dodatkowych bonusów w rankingu. I tak naprawdę można by powiedzieć, że Róża nie ocenia realnej wartości tego Mariusza czy Alberta, tylko to, czy jest trudny do zdobycia.

I znowu się odwołam do perfum i kranówki. Tak naprawdę słodka woda jest podstawą naszego życia. Bez niej umrzemy w ciągu tygodnia. Perfumy nie są nikomu do niczego potrzebne – nie są konieczne, one są dodatkiem. One są czymś ekstra, miłym urozmaiceniem, luksusem, ale nie są konieczne. Nie są konieczne do tego, żeby przeżyć. Przynajmniej dla większości ludzi. Ale oczywiście za perfumy jesteśmy w stanie zapłacić więcej niż za wodę. Choć pewnie zależy, jaka by to była sytuacja. Ogólnie perfumy są droższe od wody. Tak samo jest z Mariuszem. On jest droższy niż Albert, bo jest wyżej od niego w rankingu, ponieważ w tych różnych kryteriach, o których wspominałam, wypada lepiej. Tylko że tak naprawdę te kryteria mają się nijak do możliwości, które daje nam relacja z nim i właśnie do jakości relacji, którą możemy z nim zbudować.

I teraz skoncentrujmy się na ocenianiu jakości relacji, czyli co się dzieje między nami. To jest taki tryb systemowy. Róża przestawia uwagę z tego, kim on jest, na to, co się dzieje, kiedy jesteśmy w kontakcie. Jak ja się czuję po spotkaniu? Czy jest ciągłość, czy jest chaos? Czy jest konsekwencja, czy jakiś rollercoaster? Czy komunikacja coś buduje, czy może niszczy tak naprawdę, rozstraja? I jeśli patrzeć w ten sposób, to nagle wyniki się odwracają, ponieważ z Mariuszem mamy wysoką intensywność relacji, niską stabilność relacji, dużą zmienność, czyli właśnie rollercoaster, o którym wspomniałam. Z Albertem natomiast mamy umiarkowaną intensywność, czyli jest tu raczej równowaga – nie ma jakichś wahnięć w dół i w górę, tylko taka konsekwencja. W rezultacie jest wysoka stabilność, przewidywalność i responsywność. I kluczowa różnica, czyli esencja tego wszystkiego. Ocenianie partnera jako człowieka polega na zadawaniu pytania: „czy on jest wystarczająco dobry, żeby mnie chciał/żebym ja go chciała?”. Albo: „czy on jest wystarczający i czy ja jestem wystarczająca?”. Natomiast ocenianie relacji polega na pytaniu: „czy to, co razem tworzymy, jest dla mnie dobre?”. I jeśli jesteście w jakiejś relacji z Mariuszem, a może w relacji z Albertem i chcecie tego Alberta być może pochopnie spławić, to zadajcie sobie pytanie nie o to, kim on jest, czy jest wystarczający i czy ja jestem wystarczająca, tylko zadajcie sobie pytanie, jaka jest jakość relacji, którą tworzymy i czy to, co możemy razem stworzyć albo właściwie to, co już razem tworzymy, jest dla mnie dobre, czy to mi daje spokój i siłę.

I teraz można by sobie zadać pytanie, dlaczego Róża tak bardzo wpada w ten pierwszy tryb, czyli ocenianie człowieka. Otóż to jest dla niej taki intuicyjny tryb. Ona jest tego nauczona. Jest do tego przyzwyczajona. Taka jest też narracja kulturowa, czyli: znajdź właściwego faceta, znajdź tego księcia z bajki, który przyjedzie na białym koniu i on oczywiście Ciebie wybierze, jak się postarasz i stuningujesz – jak Kopciuszek. I będziecie oczywiście żyli długo i szczęśliwie, bez żadnego wysiłku, nic nie robiąc w kierunku tego, żeby żyć długo i szczęśliwie. I to jest też sprzężone z lękowym stylem przywiązania albo może po prostu jakimś tam stylem przywiązania podszytym lękiem, bo ja o tym mówiłam, że jednak są style przywiązania podszyte lękiem – są różne, ale przeplatają się nawzajem. I właśnie przy tych stylach podszytych lękiem uwaga jest skierowana na monitorowanie drugiej osoby i szukanie sygnałów odrzucenia lub aprobaty. Czyli on staje w centrum układu. On jest najważniejszy, a ja obserwuję bacznie jego reakcję. I właściwie to nie dążę do tego, żeby w tej relacji było dobrze, tylko dążę do jego aprobaty i do tego, żeby on mnie chciał, zapominając przy okazji o sobie, o swoich potrzebach i unieważniając te swoje potrzeby.

A co się stanie, kiedy Róża przejdzie w tryb relacyjny, czyli w tryb, w którym będzie się koncentrowała bardziej na jakości relacji, którą tworzy z Albertem lub Mariuszem? Otóż jej tolerancja na chaos spadnie, bo to, co wcześniej było emocjonujące, zaczyna być męczące. Ona to widzi, że to jest męczące, destabilizujące, nieopłacalne psychicznie po prostu. Już ma tego dosyć. I widzi, że to nie przynosi żadnych rezultatów. Rośnie znaczenie takich mikrodoświadczeń, czyli nie to, kim on jest, tylko to, czy odzwania, czy jest spójny, czy słucha, czy kontakt z nim mnie reguluje, czy może rozregulowuje. I z tych różnych pojedynczych zdarzeń, które każde z osobna Róża widzi, zaczyna też tworzyć konstelację i to jej daje obraz tego, jaką rolę Mariusz czy tam Albert odgrywa w jej życiu. Mikrodoświadczenia, mikrowydarzenia wykorzystuje do tego, żeby zbudować ogólny obraz. Wtedy też znika magia potencjału, bo Mariusz przestaje być kimś, kto mógłby być wspaniały „gdyby”, ponieważ Róża teraz zadaje sobie pytanie nie o to, kim on mógłby być, tylko o to, co między nami jest teraz, dziś. Nie liczy się przeszłość. Nie liczy się jakaś potencjalna przyszłość. Najważniejsze jest tylko „tu i teraz”. Jeżeli „tu i teraz” nie działa, to raczej nie ma co budować wielkiej nadziei na przyszłość, bo to jest bardzo pochopne.

Jakość relacji jest najważniejszym kryterium

I teraz taki najbardziej praktyczny filtr, który naprawdę działa. Warto obserwować relację i jeszcze dodatku w czasie – działanie tej relacji, wpływ na Ciebie w czasie tej relacji. Czyli nawet nie to, jak ja się czuję w tym momencie, bo może w tym momencie czuję motyle w brzuchu, ponieważ on się nie odzywa. I jestem bardzo podekscytowana tym, że zaraz może napisze, bo czekam na tę wiadomość. Jestem podekscytowana czekaniem. A może właśnie się odezwał i poczułam wielką ulgę i jestem podjarana tym, że w końcu się odezwał. Ale tak naprawdę, gdyby spojrzeć na to racjonalnie i na chłodno – i tak konstruktywnie też dla nas, to warto uwzględnić czas. Rozciągnąć te wnioski w czasie. Czyli nie „jak ja się czuję teraz?”, tylko „jak się czuję długodystansowo?”. Jaki jest bilans emocji, których doświadczam w tej relacji? Czy ta relacja zwiększa moje poczucie bezpieczeństwa i spokoju w czasie, czy może je zmniejsza? I w relacji z Mariuszem zawsze tak jest – i właśnie na tym polega „mariuszowość”, że relacja z Mariuszem jednak ściąga nas w dół, jeśli chodzi o samoocenę, poczucie bezpieczeństwa, poczucie spokoju i właściwie wszystko, co dobre w naszym życiu. Dlatego relacja z Mariuszem jest toksyczna. I dlatego Mariusz jest Mariuszem. Czyli w ten sposób oceniamy jakość relacji. Patrząc na czas, a nie na ten moment teraz. Oczywiście bazujemy na tym, co jest teraz – czy jest okej, czy nie jest okej. I jeśli jest okej, to patrzymy też długodystansowo. Natomiast jeśli nie jest okej, to nie budujemy wielkich wyobrażeń na temat przyszłości.

Tak naprawdę, żeby móc patrzeć długodystansowo, to teraz musi być okej. Jeżeli teraz nie jest okej, to najpierw trzeba naprawić teraźniejszość, a potem zastanawiać się nad długodystansową jakością relacji. A Mariusz w tym wszystkim – jak to Mariusz – zawsze wypada przecież świetnie. Bo jest wokół niego dużo innych kobiet albo przynajmniej możesz czuć jakieś zagrożenie, że odejdzie do kogoś innego albo po prostu, że odejdzie. Mariusz doskonale zarządza swoim wizerunkiem, więc on potrafi wypaść świetnie. W momentach słabości nie pokazuje się Tobie na oczy. Albo przemilcza sprawy, które są niewygodne, które mogłyby pokazać jego słabości czy nieradzenie sobie z czymś. Mariusz to specjalista od wizerunku. I Mariusz często działa w logice takiej selektywnej ekspozycji – czyli pokazuje tylko to, co działa na jego korzyść,  zarządzania dostępnością – czyli jestem „trochę”, ale „nie za bardzo”. A jak coś jest „trochę”, ale „nie za bardzo”, to wiadomo, że to oceniamy drożej, wyżej, tak jak perfumy. No i Mariusz też gra swoim statusem, czyli daje Ci sygnały, że ma opcje: – Mam inne opcje niż Ty. Jestem pożądany. Jak mnie nie będziesz chciała i się nie postarasz, to szybko zastąpię Cię kimś innym. Nie będzie to dla mnie żaden problem, bo nie jesteś aż tak ważna. I Ty wtedy walczysz o to, żeby być aż tak ważną. W rezultacie Mariusz daje Róży dane na swój temat: fragmentaryczne, nieregularne, takie emocjonalnie też podkręcone, podkolorowane. Czyli jest w tym mało informacji, a dużo domysłów, dużo napięcia. Więc Róża dąży do poczucia ulgi i zmniejszenia tego napięcia, domknięcia też pewnych niedopowiedzeń. Jest w tym też brak spójności, więc Róża jest zaangażowana poznawczo, bo jej umysł bardzo szuka tej spójności. I Mariusz ma najczęściej taką cechę jak charyzma. Ona zalewa ocenę całości.

A co jest kluczowe, jeśli chodzi o asymetrię między Albertem a Mariuszem? Mariusz inwestuje w pierwsze wrażenie, kontroluje narrację, ujawnia się wybiórczo. Albert natomiast jest spójny, ale mało spektakularny. Nie optymalizuje siebie pod odbiorcę. I pokazuje się bardziej liniowo niż punktowo. Po prostu jest taki zwyczajny. W trybie oceniania partnera to daje wynik: Mariusz – wow!, Albert – „łech”. Apeluję zatem – oceniajmy jakość relacji. Nawet nie samą relację, czyli jakieś takie odnoszenie danej relacji do cech, które nam się wydaje, że powinna spełniać. Tylko jakość relacji, czyli to, tak naprawdę, co nam ona daje i jakie nam daje samopoczucie, jaką energię wnosi w nasze życie, a może jaką energię odbiera. Czy jest tu miejsce na rozwiązywanie problemów, czy raczej te problemy po prostu kumulujemy i sprawnie zamiatamy pod dywan? I to jest jeden z „tipów” na to, jak pochopnie nie spławić Alberta. Czyli skoncentrować się na jakości tworzonej relacji. I właściwie to nie tylko w relacji z Albertem, ale wszystkich relacji. Myślę, że to jest kryterium, na bazie którego umieszczamy ludzi na naszych orbitach. Też przyjaciół i całą resztę. Prawda? Warto zwrócić uwagę na jakość relacji. I w zależności od tego, jaka jest jakość tych relacji, umieszczamy ludzi na odpowiednich orbitach wokół nas. Co ciekawe, z Mariuszem czasami nie ma żadnej relacji, więc nie można mówić o jej jakości.

I teraz mam dla Ciebie taki pomysł. Zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” po to, aby nie przegapić kolejnych odcinków. I zasubskrybuj go w ulubionej aplikacji podcastowej albo na YouTube. Mam nadzieję, że zainteresują Was te dodatkowe odcinki, kiedy też dorzucę trochę na swój temat. I na temat tego, że wcale nie jestem taką wszystkowiedzącą, poukładaną, idealną paniusią, tylko po prostu przeszłam swoje, wyciągnęłam wnioski i tymi wnioskami się z Wami dzielę. A podcast „Pokój w głowie” jest moją formą notowania tych wniosków. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, zajrzyj sobie na stronę pokojwglowie.pl. Znajdziesz tam linki do mediów społecznościowych i transkrypcje wszystkich odcinków podcastu. Albo poklikaj też w linki w opisie tego odcinka podcastu.

Koszyk