194: Decentralizacja mężczyzn i centralizacja siebie
Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE
W dzisiejszym odcinku poruszam temat, który dotyczy każdej kobiety, która kiedyś czuła, że mężczyzna zajmuje zbyt wiele miejsca w jej życiu. Co musi zrobić Róża, by po „kopnięciu toi toia” i zakończeniu toksycznej relacji z Mariuszem, prawdziwie uwolnić się od jego wpływu?
Odpowiedzią jest decentralizacja mężczyzn, czyli wyjście z roli satelity wokół „mężczyzny-centrum”. Dziś opowiadam, jak ważne jest, aby stać się swoją własną gwiazdą, która nie czeka na czyjeś światło, lecz świeci pełnym blaskiem.
To nie tylko kwestia wyjścia z relacji, ale głęboka transformacja sposobu myślenia o własnej wartości. Róża musi znaleźć swoją autonomię, wyjść z obszaru uzależnienia emocjonalnego i zacząć podejmować decyzje, które będą zgodne z jej własnymi potrzebami. Dla niej decentralizacja oznacza budowanie poczucia sprawczości, realizację marzeń, a także porzucenie kulturowych wzorców, które umiejscawiają mężczyznę w centrum.
Zapraszam do posłuchania odcinka, w którym omawiam proces zmiany – jak być w relacji, ale nie uzależniać od niej swojego poczucia wartości.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Rollin at 5” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
194: Decentralizacja mężczyzn i centralizacja siebie
Witam w 194. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o tym, co jeszcze musi zrobić Róża po kopnięciu toi toia i odejściu spod niego. Może zdradzę, co ona musi zrobić – musi zdecentralizować mężczyzn. I właśnie na tym temacie dzisiaj chciałabym się skoncentrować. Jeżeli ona sobie ich nie zdecentralizuje, to zamiast Mariusza pojawi się kolejny Mariusz albo po prostu ten Mariusz z kopniętego toi toia wróci jak bumerang, bo nadal będzie w centrum jej myśli, w centrum jej wartości, w centrum jej życia. Czym jest decentralizacja mężczyzn? O co tutaj chodzi? Co to oznacza? I jak to przebiega?
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.
Mężczyzna na pierwszym miejscu?
Róża kopnęła toi toia. Odeszła. Wszyscy myślą, że to już koniec historii, ale tak naprawdę to, co trudne – cholernie trudne – dopiero przed nią. Bo to nie o samo kopnięcie chodzi. To nie chodzi o samo trzaśnięcie drzwiami. To nie chodzi o samo zablokowanie na aplikacji WhatsApp albo Messenger. Chodzi o to, żeby wywalić tego kogoś ze swoich myśli. Wywalić go z centrum swoich myśli. Być może tego człowieka nigdy nie wywalimy totalnie. Natomiast wywalimy z centrum swoich myśli. Wracając do orbit, o których mówiłam kiedyś w odcinku pt. „Wywalać go z życia, czy nie wywalać?” – to był odcinek 42. Wyobraźmy sobie, że jesteś Słońcem, a wokół Ciebie na np. dziesięciu orbitach krążą ludzie. Na pierwszej orbicie, drugiej – najbliżsi, na dziesiątej – tacy, którym po prostu powiesz „cześć”, gdy ich spotkasz, ale nie wiesz, co u nich słychać. A poza orbitami jest cała reszta ludzi – czyli ci, z którymi się nie witasz, mijając ich na ulicy. W tym wyobrażeniu kluczowe jest to, że Ty jesteś w środku – jesteś Słońcem, a wokół Ciebie krążą planety. I każdy z nas jest w swoim życiu Słońcem – lub inną gwiazdą, nie musi to być Słońce, wokół którego krążą planety. Jesteśmy dla siebie gwiazdą w swoim życiu.
Natomiast jeżeli chodzi o Różę, to niestety stało się tak, że ona nie jest gwiazdą w swoim życiu, bo wszystko, co robi, wszystko, o czym myśli, gdzieś tam było powiązane z Mariuszem. Czyli tak naprawdę w centrum jej myśli i jej wszechświata był Mariusz. Albo właściwie to nawet nie Mariusz, tylko po prostu facet, jakiś mężczyzna. W centrum egzystencji Róży był jakiś mężczyzna, akurat w tym przypadku stał się nim Mariusz. Jeżeli Róża zerwie relację z Mariuszem, w najgorszym wypadku przestanie do niego się odzywać, zablokuje go, gdzie się da, kopnie tego toi toia tak, że on spadnie w przepaść i zginie, już nigdy z tego toi toia nie wylezie – wyobraźmy sobie, że Mariusz zniknął – to póki ona sobie nie przekonstruuje tego swojego całego układu słonecznego i nie zamieni sama siebie w gwiazdę tak naprawdę, zamiast być jakimś księżycem czy planetą, to właściwie na miejsce upadłej gwiazdy, którą jest Mariusz, wskoczy ktoś inny, bo to miejsce jest wolne. Jeżeli my sobie coś zabieramy i nie dajemy nic w zamian, to po prostu wrócimy do starych nawyków. A można by powiedzieć, że ten mężczyzna w centrum to jest nawyk Róży.
Zapytałam Was w ankiecie na Instagramie, czy było w Waszym domu rodzinnym tak, że mężczyzna, czyli ojciec, był w centrum ważności – np. jego emocje były najważniejsze, jego pory posiłków były najważniejsze. I ogromna większość z Was, chyba ponad 60%, odpowiedziało, że tak – tak właśnie było w moim domu. Czyli myślę, że my jesteśmy tak wytresowane, czy nawet i wytresowani, że to mężczyzna jest w centrum, a kobieta jest jakimś dodatkiem, krążącym wokół niego z ciepłym, parującym obiadkiem i zupką na godz. 15, bo on, ten panicz, akurat przyszedł. Chociaż z korporacji to teraz się trochę później wraca. W każdym razie ta małżonka czeka z zupą i ścierą, żeby pousuwać, gdyby panicz coś rozlał albo jakiś okruszek spadł z jego gęby. Krótko mówiąc, on jest Słońcem, ona jest jedynie planetą albo księżycem. Ona świeci światłem odbitym. Nie ma swojego światła. To znaczy – ma, ale zrezygnowała z tej funkcji. Albo może nie zasubskrybowała sobie tej funkcji i korzysta z jego światła, bo on subskrybuje.
A tak a propos subskrypcji, to zapraszam Was na dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie” na platformie Herohero. Będziemy tam próbować też tworzyć społeczność. To jest adres herohero.co/pokojwglowie. I w opisie tego odcinka podcastu prawdopodobnie jeszcze się załapiesz na link do darmowego miesiąca subskrypcji. Tam opowiem Wam, jak to u mnie było z decentralizacją. W odcinku 4., który właśnie dzisiaj nagrałam, opowiem, jak to u mnie było z decentralizacją Mariusza.
Nie rezygnuj dla niego ze swoich planów
Wracając do Róży… co ona w ogóle musi zrobić tak naprawdę? Na czym ta decentralizacja w jej przypadku miałaby polegać? Kopnęła już tego toi toia. Poszła sobie w góry tworzyć sieć wsparcia, co jest bardzo ważnym elementem decentralizacji Mariusza. Ale co jeszcze oprócz tej sieci wsparcia, oprócz innych ludzi, oprócz posiadania wokół siebie osób, z którymi można się dzielić, z którymi można pogadać, z którymi można też pogadać, gdy potrzebujemy wsparcia. Ale dzielić się oczywiście też sukcesikami, sukcesami, dobrymi momentami. No to właśnie, co ta Róża jeszcze musi zrobić? Ona musi zdefiniować swoją wartość, ale niezależnie od tego, czy jest w relacji. Musi zadbać o to, co robi w swoim życiu, o swoją sprawczość, o realizację swoich celów. Takich swoich celów, o których zawsze myślała, marzyła. To mogą być nawet jakieś drobiazgi. Nie muszą to być spektakularne cele, za które wszyscy będą ją podziwiać. To musi być jej – po prostu jej droga. I warto, żeby zajęła się tym niezależnie od tego, czy zyska aprobatę jakiegoś faceta. Warto, żeby podejmowała decyzje zgodne ze swoimi potrzebami i swoimi wartościami. Mimo że być może jacyś faceci w otoczeniu będą niezadowoleni. Może nawet ojciec będzie niezadowolony.
Pamiętajmy, że takie zdecentralizowanie mężczyzn nie oznacza unikania mężczyzn, nie oznacza dążenia do bycia samotną i deprecjonowania relacji. To w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o brak uzależnienia emocjonalnego od bycia w relacji czy od relacji. Oznacza też zdolność odejścia z takiej relacji, która nie służy, bo nawet dobra relacja może się skiepścić i już nie będzie drogi powrotu. Może to oznaczać też wybieranie partnera z pozycji „chcę”, a nie „potrzebuję” tego faceta po to, żeby w ogóle mieć prawo istnieć, po to, żeby mieć jakąkolwiek wartość, żeby nie być wykluczoną ze społeczeństwa. „Chcę” jest wystarczającym argumentem, żeby wejść w związek. I najlepszym. Róża tak naprawdę musi zbudować autonomię i to właściwie już zaczęła robić, idąc w góry – samodzielnie idąc w góry, poszukując. Ona musi też odkleić się od takich wzorców socjalizacji. Czyli prawdopodobnie odkleić się od tego, co wyniosła z domu, że kobieta musi mieć mężczyznę i jeszcze w dodatku usługiwać mu w jakikolwiek sposób albo dopasowywać się do jego emocji, do jego potrzeb. Ona nie może zawieszać swoich planów życiowych do czasu, aż on się pojawi. Nie sądzę, żeby – już pewnie to mówiłam – istniała jakakolwiek kobieta, która ma wyłącznie jeden jedyny cel w życiu, czyli założyć rodzinę. Nie, nie, nie. My żyjemy średnio ponad 80 lat. Urodzenie dzieci to jest za mało. Jak nie wymyśliłaś nic ciekawego, to może warto teraz poszukać, co jeszcze można robić w życiu, oprócz założenia rodziny. I prawdopodobnie do innych rzeczy wcale ten facet nie będzie potrzebny. Róża przed decentralizacją za wszelką cenę stara się być lojalna wobec Mariusza. Ona dlatego ma tak ogromny problem z odejściem spod tego toi toia, ponieważ zakłada, że musi być lojalna, choćby nie wiem co. On odwala szopki, jedną po drugiej, ale ona musi być przecież lojalna, bo to jest takie ważne. Ona nie może go zawieść.
A wiecie, co się dzieje w momencie, kiedy już zdecentralizuje sobie tego faceta? Co ta Róża sobie wtedy będzie myślała o zawodzeniu? Że w dupie to mam. Jeżeli ten gnojek mnie nie szanuje, dla niego jest nieważne, jak ja się czuję, nieważne, co mówi, nie dotrzymuje umów, nie jest mnie w ogóle ciekaw, nie dąży do tego, żeby poznać mnie, poznać moje potrzeby, żeby mnie wesprzeć w realizacji czegokolwiek tak naprawdę, a już szczególnie tego, z czym on się nie zgadza, to znaczy, że jest nielojalny, więc ja też nie muszę być lojalna. Nie obowiązuje mnie żadna lojalność wobec ludzi, którzy nie są lojalni. Nie jestem ChatGPT, któremu można nawciskać kitów i obrazić, a on będzie przepraszał.
Nie świeć cudzym światłem
I teraz spójrzmy tak metaforycznie. Róża wywala sobie to Słońce, którym jest Mariusz lub jakiś tam mężczyzna, ze swojego układu słonecznego i zostaje tam puste miejsce. W ogóle w tym układzie słonecznym powstaje ciemność. I co może się wydarzyć dalej? Albo ona sama zajmie to miejsce i zacznie świecić albo będzie czekać na kolejnego Mariusza. Lub zginie. I gdyby Róża teraz, w tej sytuacji, wróciła do takiego prawdziwego kontaktu ze sobą, do uważności na swoje odczucia, emocje, sygnały z ciała, zaczęła za nimi podążać i poszukała, do czego ona w ogóle dąży – oprócz być może założenia rodziny albo bycia żoną męża. Do czego ona dąży? Do jakiego stylu życia dąży? Jaki poziom spokoju może by chciała osiągnąć? Albo co daje jej spokój w życiu? Myślę, że to jest dobry cel. Zastanowić się, jaki styl życia, co da mi spokój, co pozwoli mi osiągnąć sukces, jeżeli zdefiniujemy sukces jako spokojny układ nerwowy. Z różnych testów i eksperymentów wynika, że obecność Mariusza jako centralnej postaci w życiu Róży nie jest drogą do spokoju. Jeżeli już to wiemy, to znaczy, że należy poszukać innej drogi.
Powiedzmy, że wywaliła tego Mariusza. Zostało puste miejsce i najlepsze – absolutnie najlepsze, co może zrobić, żeby już na stałe zdecentralizować tych facetów, to jest po prostu stać się Słońcem w swoim własnym życiu, a innych ustawiać sobie na orbitach. Czyli nawet jak się pojawi Albert, to on nie ma stać się Słońcem Róży, tylko ma się stać planetą na pierwszej orbicie. I z wzajemnością – Albert jest swoim własnym Słońcem, a Róża jest jego planetą na pierwszej orbicie. Nikt tutaj nie przestaje świecić. Mamy w ten sposób dwie gwiazdy obok siebie. Dwie całości niezależne. Czyli o wiele więcej światła i o wiele więcej mocy niż w sytuacji, kiedy jedna osoba świeci, a druga świeci jedynie światłem odbitym. Prawda? I teraz tak. Jeżeli ona sama stanie się swoim Słońcem, to co? Co dalej w ogóle? Jak w ogóle utrzymać się na tej pozycji? Otóż pewnie trzeba się zastanowić, co robiła wobec Mariusza, a teraz może to robić wobec siebie.
Na przykład, zamiast zastanawiać się, czego on chce, to zapytać siebie samą: „czego ja chcę?”. I pytać siebie regularnie: „czego ja chcę?” Zamiast rozmyślać o nim, myśleć o sobie. Układać swoje własne sprawy. Porządkować swoje myśli. Nie analizować jego emocji, tylko swoje własne emocje. Nie dążyć do spotkań z nim, tylko iść na spotkanie ze sobą. Wpisywać sobie nieodwołalne terminy w swoim terminarzu: spotkań ze sobą, randek ze sobą. Prowadzić ze sobą głębokie rozmowy. Wydobywać z siebie tę prawdziwą Różę, tę prawdziwą wersję siebie, tę zagrzebaną pod jakimś nawałem różnych okropnych, destrukcyjnych przekonań co do tego, co ona musi, czy powinna. Wygrzebywać spod tego „muszę” czy „powinnam” to, czego chcę, to, co czuję, że będzie dla mnie dobre, co mi intuicja podpowiada, co mnie przyciąga, co mnie ciekawi, wydobywać swoją ciekawość. Co mnie ciekawi? Nie co ciekawi Mariusza. O, jaki pomysł na wakacje, żeby zaspokoić ciekawość Mariusza. Nie. Jaki pomysł na wakacje, żeby zaspokoić moją własną ciekawość. Co ja na tych wakacjach mogę robić? Czemu się przyjrzeć? Gdzie się zatrzymać? Gdzie przejść szybciej? Co ominąć? W co się zagłębić? Co przeczytać? Gdzie zajrzeć? Czego spróbować? Co powąchać? Co ja mogę spróbować? Nie co Mariusz mógłby spróbować czy powąchać, żeby wreszcie mnie dojrzał albo żeby on był szczęśliwy.
Tak jak wkładałaś ogromny wysiłek w to, żeby Mariusz czuł się świetnie i żeby w końcu przejrzał na oczy i Cię docenił, bo Ty tak super dbasz o to, żeby on czuł się świetnie, to teraz wpakuj całą tę swoją energię w siebie samą. Wtedy na pewno zaświecisz jako swoja własna gwiazda – jako Słońce, którym jesteś. Zrealizuj coś, co jest dla Ciebie ważne. To nie musi być spektakularny cel, tak jak mówiłam. My tak naprawdę mamy cele i malutkie celiki, sukcesy i sukcesiki. I wszystko to jest nasze. I wszystko jest jakimś krokiem w kierunku bycia sobą, tak naprawdę, dopasowywania swojego życia do siebie i wywalania różnych „muszę” i „powinnam”. Pogadaj ze sobą. Jedź na wyjazd – na weekend ze sobą. Idź na randkę ze sobą. Pogadaj ze sobą, czego Ty w ogóle chcesz. Tak jakbyś rozmawiała z Mariuszem. Jak Ci przyjdzie do głowy właśnie sprawdzać telefon, czy Mariusz nie napisał, może napisz sama do siebie tak naprawdę, czego chcesz, czego nie chcesz, jak się czujesz. Albo napisz sama do siebie „co tam?” i odpowiedz na to.
Nikt nie jest ważniejszy od Ciebie
A tak jak wspomniałam, w dodatkowych odcinkach podcastu „Pokój w głowie”, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy”, opowiadam, jak to było u mnie z decentralizacją i o tym, jak z czekania na jakiegoś faceta, co mnie zabierze na rejsy i będzie jeszcze ładnie wyglądał, sama stałam się niezależną żeglarką i sama zaczęłam te rejsy prowadzić. I już wcale nie był mi potrzebny taki Mariusz, świecący jasnym światłem. Tylko po prostu byłam otwarta na partnerstwo. Na równe partnerstwo. Nie potrzebowałam niczyjego światła. Potrzebowałam po prostu kogoś, kto sam sobie jest w stanie poświecić. Kogoś, kim nie trzeba się opiekować. Niestety tak to wygląda, że póki mężczyzna jest u Ciebie w centrum i masz to tak strasznie mocno wyryte w swoim sposobie życia, w swojej takiej samoświadomości, w swoich układach różnych przekonań, to będzie się pojawiał jeden Mariusz za drugim. Po prostu Ty zajmij to miejsce. Ty jesteś Słońcem. Żaden facet nigdy nie będzie ważniejszy od Ciebie. Chyba że tymczasowo może jakiś noworodek, który będzie Ci zaburzał rytm snu i branie pryszniców. Ale noworodek to jest noworodkiem przez chwilę. On na stałe nie zabierze najważniejszego miejsca w Twoim życiu.
Z dorosłymi niestety jest tak, już to kiedyś mówiłam, że jak masz faceta, który odbiera Ci pierwszeństwo i ważność, to będzie to działo się zawsze. On nie wyrośnie z tego po trzech miesiącach, czy po trzech latach. Nie przestanie Ci przeszkadzać w spokojnym spaniu. Nie przestanie generować bezsennych nocy, bo już wyrósł. Taki facet, który Ci odbiera ważność w Twoim własnym życiu albo któremu Ty sama oddajesz swoją ważność, będzie to robił zawsze, a być może nawet z biegiem czasu będzie coraz gorzej. Więc nie traktuj mężczyzny jak noworodka. Zostaw zasoby dla prawdziwego noworodka, gdyby miał się pojawić w Twoim życiu. Myślę, że o tej centralizacji noworodków, jak to u mnie wyglądało, też chyba Wam powinnam opowiedzieć. Jak wyglądało to najpierw, jak sobie poradziłam z pewnymi rzeczami i co porozkminiałam. Opowiem o tym w dodatkowych odcinkach podcastu.
Natomiast na ten moment koniecznie zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej albo na YouTube, żeby nie przegapić kolejnych odcinków. To jest bardzo ważne. No i tak jak wspomniałam, zapraszam na Herohero na dodatkowe odcinki. Link znajdziecie w opisie tego odcinka podcastu.
