212: Psychoterapia i uczciwość wobec siebie
Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE
Czy psychoterapia pomaga znaleźć odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące relacji? Skąd wiadomo, że terapia dobiega końca? Jak wybrać odpowiedni nurt psychoterapii? I czy terapeuta może powiedzieć nam, czy jesteśmy z właściwą osobą?
W 212. odcinku podcastu „Pokój w głowie” odpowiadam na pytania słuchaczy dotyczące psychoterapii, relacji i procesu zmiany. Opowiadam o tym, dlaczego tak ważne jest określenie celu terapii, jak rozpoznać, że proces przynosi efekty, oraz dlaczego szczerość wobec samego siebie jest jednym z najważniejszych warunków skutecznej pracy terapeutycznej.
Opowiadam również o tym, jak terapia może pomóc nam lepiej zrozumieć własne emocje, potrzeby i relacje z innymi ludźmi. Zastanawiam się także, dlaczego czasami mimo wielu lat pracy nad sobą wciąż wybieramy te same schematy i dlaczego sama świadomość mechanizmów nie zawsze wystarcza, aby wprowadzić realną zmianę.
To odcinek o odwadze do zadawania sobie trudnych pytań i o tym, że psychoterapia nie służy szukaniu winnych, lecz budowaniu życia, które daje nam więcej spokoju.
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Bass Walker” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
212: Psychoterapia i uczciwość wobec siebie
Witam w 212. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj będziemy rozmawiać o psychoterapii. Psychoterapii szczególnie w obszarze tego, co dzieje się w życiu Róży i Mariusza, ale też ogólnie. Bo mam od Was kilka pytań z Instagrama i właśnie na nie dzisiaj będę odpowiadała.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.
Podcast ten powstaje dzięki subskrybentkom i subskrybentom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify po zasubskrybowaniu na herohero.co/pokojwglowie. Jesienią na Herohero planuję trochę rewolucji i planuję wprowadzić różne inne rzeczy, oprócz dodatkowych odcinków, bo tamtejsza społeczność jest stanowczo zbyt nieśmiała, więc będziemy działać w stronę aktywacji. Zdradzę Wam tylko, że będziemy testować takie kameralne spotkania warsztatowe dla chętnych, oczywiście online.
Przejdźmy do tej psychoterapii. Co za pytania tutaj mamy? Nie ma ich dużo. Niektóre są długie. Postaram się odpowiedzieć tak, żeby dać Wam poczucie bezpieczeństwa w tym obszarze.
Kto decyduje o końcu psychoterapii? Skąd wiadomo, kiedy proces zmierza ku końcowi?
Na początku terapii ustalamy cele z psychoterapeutą, czyli ustawiamy sobie drogowskazy, w jakim kierunku dążymy. I dobrze by było, żeby te cele były sformułowane tak, żeby można było potem zweryfikować, czy ja już tam jestem, czy nie jestem. Tylko ważne jest to, że my prawdopodobnie w czasie terapii – szczególnie terapii np. poznawczo-behawioralnej, która nie trwa latami, tylko raczej jest to kilka miesięcy – pewnie jakoś tam perfekcyjnie nie dotrzemy, nie zrealizujemy tych celów. Nie wyjdziemy z takiej psychoterapii jako perfekcyjna osoba. Natomiast ważne jest, żeby uruchomić machinę, żebyście mieli po takiej terapii poczucie sprawczości – żebyście wiedzieli, co robić i jak dążyć do tego celu. Część celów – wiadomo, jeżeli chodzi o takie cele np. zmniejszyć ilość napadów paniki, czyli takie cele, które wiążą się z jakąś diagnozą, z zaburzeniami, które mamy zdiagnozowane – tutaj możemy nawet zmierzyć. I to rzeczywiście może zostać w trakcie terapii zrealizowane konkretnie i możemy to zmierzyć, czy zostało zrealizowane. Natomiast jeśli moim celem jest zmienić przekonania na swój temat – z tego, że jestem gorsza, na jakieś dobre i konstruktywne, czyli podnieść samoocenę i nauczyć się radzić ze złością – to tego tak jakoś super nie zmierzymy. Ale i tak warto sobie te wszystkie cele spisać. Spisujemy sobie na początku terapii. I sobie sami też zanotujcie koniecznie, a nie tylko gadajcie o tym z terapeutą, żebyście wiedzieli, jak w ogóle wygląda stopień realizacji. I teraz, jak mamy cel – np. nauczyć się radzić ze złością – to potem w różnych sytuacjach, które Wam się przytrafiają, które przegadujecie podczas tej terapii, wiecie, czy macie narzędzia i jak funkcjonujecie w sytuacjach, które Was złoszczą. Nawet jeśli nie jest perfekcyjnie, to Wy macie wiedzieć, co robić w tej sytuacji i jakich narzędzi użyć. A jak się czujecie totalnie bezradni i nie macie poczucia, że cokolwiek się zmieniło, to pewnie ten cel nie został zrealizowany. Wy macie z tej terapii wyjść z poczuciem, że to jest w miarę ogarnięte przeze mnie, wiem, co robić, wiem, w jakim kierunku iść.
I te cele właśnie ustalamy sobie na początku i jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości, to zawsze warto o wszystko pytać tego terapeutę. Dokąd my zmierzamy? Jaki jest dalszy plan działania? Czym się teraz będziemy zajmować? Mam poczucie, że tutaj nic się nie wydarzyło. Co planujemy? Czy możemy coś zmienić? I terapia kończy się wtedy, kiedy mamy właśnie cele zrealizowane, uruchomioną machinę Waszego działania w danych obszarach, które były celami, i kiedy czujecie, że radzicie sobie w danym obszarze. Czyli „nauczyć się radzić ze złością”, to kiedy czujesz, że masz narzędzia do tego, żeby sobie radzić ze złością, to znaczy, że ten cel został zrealizowany. Jeżeli masz jeszcze jakieś inne cele na terapię, to pracujesz sobie być może dalej, a jeżeli to był Twój jedyny cel, to pewnie już czas na koniec terapii. Oczywiście te cele muszą być realistyczne. Nie możemy sobie założyć, że moim celem jest się nie złościć, bo to nie jest możliwe do zrealizowania. Albo nie bać się. Nie czuć lęku. To nie może być cel terapii. Radzenie sobie z lękiem, jakieś poczucie wpływu na to, jaki jest poziom mojego lęku, radzenie sobie ze złością, narzędzia do tego, żeby sobie radzić z tymi emocjami – to myślę, że jest okej na cel terapii. Celem terapii też ma być to, co jesteśmy w stanie zrealizować w ramach terapii, czyli nie kupić sobie dom albo znaleźć partnera. Bo my przecież nie będziemy chodzić z terapeutą po jakichś różnych miejscach albo przeglądać Tindera, wybierać i chodzić na randki. Tylko na terapię ustalamy sobie cele takie, które są stricte związane z nami i z naszym samopoczuciem psychicznym. Podsumowując: jeśli masz wątpliwości, nie wiesz, co myśleć, nie wiesz, czy proces zmierza ku końcowi, czy nie zmierza, po prostu zapytaj swojego terapeutę. Po to jest też psychoterapia, żeby zaufać temu psychoterapeucie, ale zawsze warto pytać, kiedy mamy wątpliwości.
Skąd wiadomo, czy to ta właściwa osoba? Czy terapia pomaga to odkryć?
Każda osoba ma jakieś swoje preferencje. Związek to jest relacja szyta na miarę dwóch osób, które w tej relacji uczestniczą. Terapeuta Wam nie powie, czy to ta osoba. Terapeuta może Wam pomóc znaleźć w Was takie sygnały, które mogą świadczyć na korzyść albo na niekorzyść tej osoby. Terapeuta jest od pracy z Wami, a nie od oceniania tego drugiego człowieka. Oczywiście wiadomo, że w tych rozmowach jakieś opinie zawsze się zawrą – szczególnie jeżeli jakaś relacja jest dla nas ważna, to dużo o niej gadamy na terapii. Natomiast to nie terapeuta wybiera. Terapeuta pomaga Wam szukać w Was samych sygnałów, po których Wy możecie rozpoznawać, czy jesteście w dobrej relacji, czy jesteście w złej relacji. I może być tak, że czujecie jakiś stres i jego objawy, ale zupełnie go nie łączycie z daną relacją. I od tego też jest terapia, żeby to rozważyć, czy tutaj relacja może mieć wpływ na ten poziom stresu. Może ten stres Wam się wydawać, że np. wynika z pracy, a potem się okazuje, że wcale nie tylko z pracy, tylko jeszcze właśnie z relacji, w której jesteście. Tak naprawdę to psychoterapeuta jest od tego, żeby Wam pomóc poradzić sobie z przyczynami, z powodu których cierpicie w życiu i pomóc też odgrzebać różne dobre rzeczy, które dla siebie robiliście, żeby je nazwać i żeby się ich trzymać w przyszłości. Czyli bazując na emocjach, szukamy razem, co jest dla Was dobre, co nie jest dobre. Wy jesteście specjalistą od samych siebie. Terapeuta pomaga Wam odkryć różne rzeczy na Wasz temat i poszukać w Was samych narzędzi do tego, żebyście przez resztę życia nie musieli chodzić na terapię, tylko samodzielnie sobie działać, odkrywać, szukać, ufając sobie. Zatem terapia nie pomaga odkryć, czy to jest ta właściwa osoba, ale może pomóc odkryć, czy ja się dobrze czuję w tej relacji, czy się źle czuję w tej relacji – i z jakich przyczyn. Co tam nie gra? Co nie działa?
Zawsze zastanawiałam się, czym różnią się poszczególne nurty psychoterapii z perspektywy klienta, pacjenta i jak zdecydować, jaki będzie dla nas najwłaściwszy.
Może być tak, że idziemy na terapię, bo mamy już zdiagnozowane jakieś zaburzenie i wtedy możemy zasięgnąć takich fachowych informacji w internecie – nie na jakichś forach, gdzie ludzie piszą swoje opinie – tylko poczytać, co pokazują badania, jaka metoda psychoterapii jest najskuteczniejsza w leczeniu danego zaburzenia. To jest jedno. Drugie – możemy mieć różne preferencje. Możemy preferować takie swobodne rozmowy albo szukać konkretów – jakichś tabelek, narzędzi, różnych formularzy – tak żeby wyjść z tej terapii uzbrojonym w różne narzędzia. I swobodne rozmowy to jest jeden kraniec – to będą bardziej nurty psychodynamiczne i pokrewne. Natomiast konkret to jest terapia poznawczo-behawioralna i też jakieś pokrewne z nią nurty. Mamy jeszcze, z takich podstawowych nurtów, terapię Gestalt, która polega na kontakcie z ciałem, ze swoimi emocjami, bardziej na takim tu i teraz, ale też na domykaniu tu i teraz różnych niedomkniętych sytuacji z przeszłości. Czyli idziemy tam tropem emocji. I jeśli coś jest z przeszłości niedomknięte, to będzie generowało w Tobie nieprzyjemne emocje, więc ta terapia służy temu, by różne sytuacje, które wysysają z Was energię, po prostu podomykać np. za pomocą różnych ćwiczeń. Ćwiczenie pustego krzesła – siadasz sobie na krześle, masz naprzeciwko siebie drugie krzesło i rozmawiasz ze sobą chociażby z jakiejś tam przeszłej sytuacji. I mamy nurt systemowy, który zakłada, że my jesteśmy elementem systemu, systemu rodzinnego, gdzie tak naprawdę każda osoba w tym systemie jakoś tam wpływa na całą resztę i właściwie to, co się w nas dzieje, jest rezultatem funkcjonowania w danym systemie.
Powiem Wam szczerze, że psychoterapeuta może się szkolić w jakimś nurcie, ale tak naprawdę to nie jest tak, że się korzysta stricte tylko z jednej metody. Myślę, że większość terapeutów wcale tak nie działa. My raczej staramy się integrować różne nurty, różne narzędzia, dopasowywać do sytuacji, do danego problemu, do preferencji klienta. Czyli powiedzmy, że jesteśmy wyszkoleni najczęściej w jednym nurcie, ale działamy tak integracyjnie. Zresztą też są przecież szkolenia dla psychoterapeutów, które integrują w sobie różne nurty psychoterapii, łącząc je w całość. Powiem Wam szczerze, że przerwałam swego czasu szkolenie z psychoterapii poznawczo-behawioralnej. I właściwie jedną z moich wątpliwości co do powrotu na to szkolenie było to, że ja nie chcę się tak kurczowo trzymać tabelek i różnych formularzy z podejścia poznawczo-behawioralnego. Ale okazało się, że po latach zaszła tam naprawdę duża ewolucja. I my nawet na zajęciach dla psychoterapeutów – mimo że jest to szkoła psychoterapii poznawczo-behawioralnej – integrujemy różne podejścia. Szukamy pomysłów na pracę z pacjentem w nurcie takim, takim i takim. Fajnie to wygląda naprawdę, bo można sobie przegadać, pooglądać to z różnych stron. I ja sama właśnie tak wolę pracować – np. bardzo mocno stawiam na system rodzinny, bo wszyscy jesteśmy z jakiegoś systemu i myślę, że nie da się wyrwać człowieka z jego przeszłości. I nie da się też, moim zdaniem, głęboko przepracować takich największych problemów, nie uwzględniając przeszłości.
Kiedy dopiero się zaczynamy zastanawiać nad psychoterapią, to myślę, że warto odpowiedzieć sobie przede wszystkim na pytanie: czy wolę swobodne rozmowy, czy wolę jakieś konkretne rozwiązania? I to już będzie taka pierwsza wskazówka, jak szukać tych nurtów psychoterapeutycznych. Czasami jest tak, że musimy potestować, bo się okazuje, że ktoś wyniósł coś z jednego rodzaju terapii, a potem sobie jeszcze różne inne rzeczy dopracował w drugim rodzaju terapii. Na różnych etapach naszego rozwoju i pracy ze sobą mogą być nam przydatne różne nurty.
Terapia dla par, czy indywidualna
Ostatnie pytanie, ale mam je rozwinięte w taką wręcz historię. „Zostawiłam takiego niedostępnego Mariusza i poszłam na terapię indywidualną, żeby te relacje przepracować i skupić się na odnalezieniu się w nowej relacji z typowym Albertem. Niestety nie udało się, bo jak Mariusz znowu pojawił się na horyzoncie, pomimo sprzeciwu mojej psycholożki, porzuciłam Alberta, gdyż uwierzyłam w obietnicę zmiany Mariusza. Potem poszłam na terapię grupową i odrzucałam wszelakie próby uświadomienia mi przez grupę, że mogłabym mieć kogoś, kto nie uruchamia we mnie tylu traum, a wręcz skupiliśmy się na tym, żebym przestała tyle wymagać w relacji. Mimo ukończonych dwóch lat terapii w ciągu ponad trzech lat i uświadomieniu sobie wielu mechanizmów, nie zrezygnowałam z tej relacji. Mimo tego, że po jego powrocie sporo się zmieniło, zamieszkaliśmy razem i się zaręczyliśmy, to ja, jak słucham Pani podcastów, to i tak czuję, że jestem z takim Mariuszem, bo on wydaje mi się ciągle niedostępny. Moja terapia zadziałała na wszystkie aspekty życia, oprócz tej z Mariuszem. Zdystansowałam się od rodziny. Odsunęłam źle wpływających na mnie ludzi. Zerwałam nawet wieloletnie przyjaźnie, ale ten temat jest dla mnie nie do ruszenia. Mimo tego, że gdzieś w sercu czuję, że ta relacja uruchamia we mnie lękowy styl przywiązania, to mimo to boję się, że znowu wybiorę Mariusza. Alberci nadal mnie nie interesują. Myślałam, że to się zmieni po terapii, ale czuję, że to nic nie dało. Aczkolwiek, zanim wróciłam do tego Mariusza, to spotykałam się z innym, który totalnie miał luz do naszej relacji i bujałam się z tą relacją kilka lat, więc wtedy wydawało mi się, że wybrałam rozsądnie. Czyli Mariusz relatywnie był rozsądnym wyborem, jeśli go porównać z wcześniejszym wyborem. Na terapii par natomiast mój partner przedstawił mnie jako ciągle oczekującą spędzania z nim czasu i przyklejoną do niego kobietę, że chce przestrzeni itd., więc już całkiem zgłupiałam, czy ja przesadzam, czy na serio on jest niedostępny. Finał tej jednej półtoragodzinnej sesji terapii par – więcej tam nie poszliśmy – był taki, że kupiłam książkę o ranie odrzucenia, a partner używa stwierdzenia psycholożki do wytłumaczenia każdego swojego olewczego i zdystansowanego zachowania, więc uważam, że ta terapia nam mocno zaszkodziła. Dodatkowo ja skończyłam terapię, a wysłałam partnera teraz na indywidualną. Nie wiem, jaką narrację on tam przedstawił, ale on już pierwszego dnia z niej wrócił, uznając, że jego wszystkie złe zachowania są spowodowane moimi złymi zachowaniami w stosunku do niego i gdybym była inna, to on by się inaczej zachowywał. Puenta jest taka, że w terapii można manipulować narracją i nie da ona rezultatu, jeśli nie trafi się na dobrego psychologa lub nie jest się przed nim – i przed sobą – całkiem szczerym. Czasem nawet może wyrządzić większą krzywdę niż pożytek”.
I zgadzam się z tym, że można pójść na terapię, powiedzieć, że wszystko świetnie albo mam straszną żonę i ten terapeuta będzie nam pomagał poradzić sobie zadbać o siebie w relacji z żoną. A jak nie powiecie, co Wy tam „naodwalaliście”, to on tego nie zgadnie przecież. Ale wracając do tej pytającej osoby, to przede wszystkim my mamy – tak jak mówiłam o tym wyborze właściwej osoby – zagłębić się w to, jak się czujesz w tej relacji. I to jest tak naprawdę temat na terapię. Jeżeli z Twojej terapii wynika, że Ty się dobrze czujesz w relacji, to nie ma już nad czym pracować. Natomiast jeżeli z Twojej terapii wynika, że Ty się źle czujesz w relacji, szukasz, z jakich dokładnie przyczyn źle się tam czujesz i nad czym byłoby trzeba popracować nawet w tej konkretnie relacji, i gadasz z tym partnerem, ale to nic nie daje, to myślę, że wysyłanie na terapię jego – który nie uważa, że ma problem – nie jest elementem Twojej terapii. Przede wszystkim nie da się budować związku, jeżeli nie szukamy przyczyn i nie szukamy rozwiązań, tylko obarczamy się winą. Jeżeli jedna osoba ma z czymś problem, a druga osoba jest z nią w związku, to nawet jeżeli nie jest to stricte jej problem, to dlaczego miałaby nie pomóc tej pierwszej poradzić sobie? Na przykład: jedna osoba ma jakiś duży lęk z tego powodu, że może zostać odrzucona, to dlaczego ja – jako człowiek, który nie boi się odrzucenia – miałabym nie pomóc tej osobie, która się boi? To po pierwsze.
Po drugie, często nasz lęk wynika tak naprawdę z tego, jak my się czujemy ogólnie w relacji, z tego, jak jesteśmy traktowani przez partnera. I jak jesteśmy traktowani olewczo, to wiadomo, że nasz lęk przed odrzuceniem urośnie. A jak jesteśmy traktowany z troską, szacunkiem, z dbałością o to, jak się czujemy w różnych sytuacjach, to ten lęk będzie spadał. I to jest naturalne. I myślę, że tutaj nie trzeba mieć jakichś problemów np. lękowego stylu przywiązania, żeby się bać w relacji, w której ktoś nas olewa. Natomiast ja bym poszła też w kierunku szukania złości w takiej sytuacji, bo to nie jest tylko lęk. Jeżeli partner robi coś, co generuje w nas ciągle stres i różne nieprzyjemne emocje, to myślę, że na pewno pod tym jest zagrzebana też złość. Być może „zagrzebana” to jest dobre słowo, bo czasami lęku jest w nas tyle, że my tej złości nie widzimy. A złość pokazuje, że nie godzę się na to. I myślę, że terapia jest po to, żeby odkryć, co dla nas jest dobre, na co my się godzimy, co jest do nas dopasowane, a co jest niedopasowane, czego szukamy w relacji i co da nam spokój. I czasami nam się wydaje, że jakiś narcystyczny typek da nam superrelację, bo on świetnie wypada w towarzystwie i potrafi zorganizować fajne atrakcje, ale jak się okaże, że on generuje w nas też mnóstwo stresu, nieprzyjemnych emocji, złości i lęku, takiego żalu, rozczarowania, codziennie zawodzi, tylko myśmy tego wcześniej nie widzieli, a zdamy sobie z tego sprawę wreszcie pewnego dnia, to być może nasz pogląd na tę relację – i na taki rodzaj partnera – się zmieni. Tak naprawdę chodzi o to, żeby być uczciwą wobec siebie. A uczciwi wobec siebie jesteśmy wtedy, kiedy tak organizujemy sobie nasze życie, że nam to daje spokój. Oczywiście wiadomo, że nie na wszystko mamy wpływ. Są różne wydarzenia, różne nieszczęścia, które na nas spadają ni z gruchy, ni z pietruchy. Ale wiele rzeczy też możemy sobie sami zorganizować naszymi konsekwentnymi działaniami.
I to, w jakim jesteśmy związku, zależy od nas. A jeżeli w związku jest źle, to możemy tam rozwiązywać problemy – nie szukać winnych, zaznaczam, tylko szukać przyczyn i rozwiązywać problemy – radzić sobie z tymi przyczynami we dwójkę. Albo jeżeli w związku jest źle i nie da się tam rozwiązywać problemów, to pewnie wtedy warto się zastanowić, dlaczego ja tutaj jestem, bo być może bez tego związku byłoby mi lepiej. Zatem pójście na terapię po to, żeby jakoś tam manipulować faktami i wciskać kit psychoterapeucie, moim zdaniem, jest stratą czasu i stratą pieniędzy. Idźcie na terapię po to, żeby być uczciwymi ze sobą i rzeczywiście szukać spokoju dla siebie samych. Nie jakichś tam uniwersalnych rozwiązań dla każdego, tylko spokoju dopasowanego do Was, bo spokój dla różnych ludzi oznacza co innego. Dla jednej osoby to będzie dużo bodźców, dla innej osoby to będzie mało bodźców.
Trzeba chcieć samemu
Jeszcze dodam, że przed pójściem pary na terapię upewniłabym się, czy na pewno oboje chcemy iść poszukać rozwiązań naszych problemów, czy może któraś z osób idących na tę terapię pary ma taki pomysł, że idzie tam rozstrzygnąć, czyją winą są te problemy. Bo jeżeli ktoś idzie tam szukać winnych, to wątpliwe, żeby coś dobrego z tej terapii wynikło. Więc zapytajcie najpierw, uzgodnijcie zanim pójdziecie na terapię pary, po co w ogóle tam idziecie. Szukać winnych, czy szukać rozwiązań? Co do tego pytania o Mariusza i jednak zmiany w tej relacji, to bądźcie też świadomi tego, że jakaś osoba może do nas bardziej pasować na jakimś etapie naszego rozwoju, a na innym etapie naszego rozwoju może już nie pasować. Może pasować do jakichś naszych deficytów, ale jeśli my sobie już z tymi deficytami poradziliśmy, np. z niską samooceną, to może być tak, że ten człowiek pasował do nas przeszłych – tych z niską samooceną – ale do obecnych już nie pasuje. I może on coś tam nawet pozmieniał, jakieś swoje niektóre zachowania, ale jeśli kwintesencja działań tego człowieka jest taka, a nie inna i ona nie ewoluuje – nadal tak naprawdę podcina nam skrzydła i obniża samoocenę, wpływa źle na nasze myślenie na temat samych siebie – to może on kiedyś pasował, a teraz już nie pasuje. I dokładne przyjrzenie się temu też jest uczciwością wobec samej siebie. Pamiętajmy też, że bycie wysłanym przez kogoś na terapię raczej nie jest dobrym początkiem, żeby coś sobie przepracować. Bo taki człowiek potem przychodzi, nie mając żadnych celów, i mówi: „żona mnie przysłała” albo „ktoś tam mnie przysłał”. Nie ma celów. Jak ktoś nie ma celu terapeutycznego, związanego z samym sobą, to raczej nic z tej terapii nie uzyska.
Strasznie długi mi ten odcinek wyszedł, co nie? Więc już kończymy, bo pewnie – jak ktoś słuchał w samochodzie – to już dojechał do pracy. Zapraszam Was na „Wieczorne rozmowy” – dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie” na platformie Herohero. Tam opowiadam o różnych procesach, które sama przeszłam – takich, które mogą Wam się też przydać w pracy nad sobą – i o życiu psychoterapeutki. Więc jeśli macie ochotę sięgnąć do takiego zaplecza podcastu „Pokój w głowie”, to zapraszam na „Wieczorne rozmowy” na herohero.co/pokojwglowie. W opisie tego odcinka podcastu prawdopodobnie jeszcze znajdziecie jedno z puli zaproszeń do pierwszego darmowego miesiąca subskrypcji. I oczywiście jak już jesteśmy przy subskrypcji, to zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków. A jeśli słuchasz na YouTube, to zasubskrybuj sobie kanał „Pokój w głowie”, żeby nie przegapić kolejnych odcinków.
