215: Bycie w procesie, psychoterapia, związek…
Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE
W tym odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się przekonaniu, że kobiety i mężczyźni są tak różni, że do zbudowania relacji potrzebujemy niemal instrukcji obsługi drugiej płci. Rozmawiam o tym, jak stereotypy dotyczące „kobiecego” i „męskiego” sposobu komunikowania się mogą wpływać na nasze relacje, randki i oczekiwania wobec partnerów.
Zastanawiam się, dlaczego czasami łatwiej jest nam rozmawiać z osobami jednej płci niż drugiej oraz czy rzeczywiście problemem jest płeć, czy raczej nasze wcześniejsze doświadczenia i przekonania. Poruszam też temat lęku przed bliskością, trudności w zaufaniu oraz tego, jak często sami ograniczamy relację, zakładając z góry, że druga osoba czegoś nie zrozumie lub nie potrafi rozmawiać o emocjach.
W tym odcinku proponuję mały eksperyment: spróbuj rozmawiać z ludźmi niezależnie od ich płci tak, jak z osobami, przy których czujesz się bezpiecznie i swobodnie. Stawiaj granice, pytaj, wyjaśniaj nieporozumienia i nie zakładaj z góry, że druga osoba jest ograniczona tylko dlatego, że jest kobietą lub mężczyzną. Bo może mężczyźni nie są z Marsa, kobiety nie są z Wenus, a wszyscy po prostu jesteśmy z Ziemi.
Warsztaty Turkusowa komunikacja.
Trudne rozmowy w związku i w bliskich relacjach
https://pokojwglowie.pl/trudne-rozmowy/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Fast Talkin” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/
215: Bycie w procesie, psychoterapia, związek…
Witam w 215. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym z Wami pogadać o tym, że zmiany nie dzieją się w jednej chwili czy z momentu na moment, tylko że takie większe zmiany to jest proces. Czasami małe zmiany to też jest proces. To wymaga czasu. To wymaga szeregu różnych przemyśleń, decyzji, doświadczeń po drodze. I przeczytam Wam, żeby to zobrazować, dwie historie – historie dwóch dziewczyn, które fantastycznie, moim zdaniem, pokazują, jaką drogę przeszły i jaki proces przeszły i w ogóle, że są w procesie. I w tych historiach będzie zawarta droga od relacji „mariuszowych”, przez kopnięcie w tyłek Mariusza, czyli odpuszczenie sobie różnych toksycznych dla nas relacji, aż po związek z Albertem. Więc zaraz Wam to przeczytam.
A ja nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.
Podcast ten powstaje dzięki subskrybentom i subskrybentkom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify po zasubskrybowaniu na www.herohero.co/pokojwglowie. I jeszcze chciałabym przy okazji dorzucić bardzo ważną informację – zanim przejdę do naszych historii – o tym, że Herohero się rozrasta i oprócz dodatkowych odcinków, czyli „Wieczornych rozmów”, przenoszę też stopniowo na Herohero Klub Jestem Całością, a Klub Jestem Całością to są spotkania warsztatowe dwa razy w miesiącu. Zrobimy sobie tak eksperymentalnie do lutego i potem zobaczymy co dalej. I webinary – i będzie albo nagranie webinaru, albo będzie webinar na żywo, też z nielimitowanym dostępem dla wszystkich subskrybentów do nagrania tegoż webinaru. Te webinary będą tematycznie powiązane ze spotkaniami. I we wrześniu sobie robimy temat przewodni o tym, jak nasza wiara w ogromne różnice między mężczyznami i kobietami sabotuje bliskość i relacje. I jednak o tym, że wszyscy jesteśmy z Ziemi, a nie mężczyźni z Marsa, a kobiety z Wenus. Natomiast, tak sobie myślę teraz, przy okazji tego odcinka i tego, o czym zaraz tutaj będziemy gadać, że październik może będzie pod hasłem procesu – naszego procesu rozwojowego, terapeutycznego, po prostu bycia w procesie i akceptacji, że nie możemy się czegoś nauczyć w jeden dzień i że jak czegoś nie umiemy, to nie możemy zazwyczaj nagle zacząć tego umieć, tylko musimy wejść w proces. I właściwie każdy rozwój, nabywanie umiejętności, czyli też tych psychologicznych w postaci radzenia sobie z emocjami, funkcjonowania lepszego w relacjach i budowania fajniejszych związków niż dotychczas, to też jest proces, to jest nauka i to zajmuje czasami lata. Zresztą, posłuchajcie.
„Nie miałam pojęcia, że ten podcast jest o mnie”
„Hej. Na wstępie chciałam Ci bardzo mocno podziękować za to, co robisz. Na Twój podcast trafiłam zupełnie przypadkowo. Nigdy nie słuchałam psychologicznych treści, bo czułam, że wprowadzały zamęt w mojej głowie, komplikując wiele spraw, sugerując często nietrafne rzeczy. Twój podcast otworzył mi oczy na wiele spraw. Dał nadzieję, że coś się może zmienić. Pokazał jasną, choć wyboistą, ścieżkę do tego, żeby w końcu naprawdę czuć się szczęśliwą. Pozwól, że opowiem Ci swoją historię, którą oczywiście możesz opublikować. Moja historia nie jest historią zghostowanej czy odrzuconej kochanki. Nie miałam do czynienia z Mariuszem, który by mnie odrzucił, przestał się odzywać, bił, stosował przemoc finansową i tym podobne. Mężczyźni, na których trafiłam w życiu, no może oprócz ostatniego, wiedzieli czego chcą od samego początku. Całe życie byłam przekonana, że coś jest ze mną nie tak. W szkole podstawowej byłam ofiarą i ta łatka przylgnęła do mnie aż do dorosłości. Nie mam przyjaciół. Nawet nie starałam się ich mieć. Nie pielęgnowałam znajomości, bo bliższy kontakt z innymi ludźmi, poza relacjami romantycznymi, sprawiał, że byłam kłębkiem nerwów. Najgorzej było zawsze z kobietami. Faceci nigdy mnie nie przerażali tak jak one.
Gdy miałam 13 lat, miałam grupę znajomych, ale wszystkich ich straciłam przez swoje własne toksyczne zachowania. Byłam przekonana, że nie mam za grosz inteligencji emocjonalnej i takie relacje są po prostu, bo krzywdzę ludzi i sama się spalam. Nie sądziłam, że coś się uda zmienić. Po prostu nauczyłam się żyć samotnie. Nauczyłam się być szczęśliwą. Wiedziałam, że u mnie w domu coś było nie tak, ale nie umiałam tego nazwać. Wiedziałam, że matka nigdy nie pozwalała mi być sobą, ale tłumaczyła to troską. Inteligentni ludzie uczą się na cudzych błędach. Pierwszy raz wyprowadziłam się z domu w wieku 18 lat, tuż przed maturą. W swoim życiu przeprowadzałam się 14 razy, nie mieszkając nigdzie dłużej niż dwa lata. Teraz mam 35. Przez ten cały czas nie wiedziałam, że coś jest ze mną nie tak. Tylko zamiast to naprawić, ja się uczyłam z tym żyć. Zamiast zrozumieć, ja klepałam formułki na pamięć, jak się zachować, jak się nie zachować. Zamiast się zatrzymać, pobyć chwilę sama, poznać samą siebie, ja brnęłam dalej po kolana w błocie, tłumacząc sobie, że tak jest dobrze, bo przecież nikt mnie nie bije. Miałam w swoim życiu trzy znaczące relacje – trzech Mariuszów oczywiście. Nigdy nie sprawdzałam mężczyzn, z którymi się wiązałam. Jeśli pasowali do mojego schematu, po prostu wchodziłam w te relacje na 100 procent. Zazwyczaj po dwóch miesiącach już ze sobą mieszkaliśmy. Wszystkich Albertów, którzy pojawili się na mojej drodze, odrzucałam i krzywdziłam.
Mogłabym tu opisać każdy związek po kolei, ale myślę, że to nie ma sensu. Po prostu podsumuję. Z każdej relacji się czegoś nauczyłam o sobie i życiu, bo pamiętaj, że wychodząc z domu, nie wiedziałam tak naprawdę, kim jestem. Z pierwszej relacji nauczyłam się, jak dużo jest warta niezależność finansowa. Zrozumiałam, że sama dam sobie doskonale radę. Z drugiej relacji dowiedziałam się, że bliskość emocjonalna też jest potrzebna. Z trzeciej relacji leczę się do tej pory. Ważne jest to, że każde rozstanie zainicjowałam ja. To ja decydowałam, że odchodzę, a oni zawsze o mnie walczyli. Te czerwone flagi były tak głęboko ukryte, że przez kilkadziesiąt odcinków nie miałam pojęcia, że ten podcast jest o mnie i o moich relacjach. Zawsze myślałam, że to ja popełniałam błąd w tej relacji, nie grając w gry z tiktokowych poradników. Na początku relacji byłam taka, jaką oni chcieli mnie widzieć. Byłam idealną partnerką. Te relacje od samego początku były skazane na niepowodzenie, bo żaden z tych facetów nie poznał prawdziwej mnie. Widzieli rolę, którą gram. Rolę, do której scenariusz ułożyły moje nieprzepracowane doświadczenia. Byłam taka, jaką oni chcieli mnie widzieć. Moje potrzeby odzywały się dopiero po dłuższym czasie, kiedy motyle w brzuchu znikały, kiedy czułam się odrobinę bezpieczniejsza, kiedy czułam, że on mnie już kocha tak mocno, że mnie nie porzuci. Wtedy powoli i delikatnie naciskałam na więcej: czasu zaangażowania, emocjonalnej bliskości. Chciałam, żeby on chciał, żebym ja nie musiała chcieć, naciskać i narażać się na odrzucenie. Gdybym weszła w te relacje mając świadomość o sobie taką, jaką mam teraz, związki rozpadłyby się bardzo szybko, bo wiedziałabym, gdzie postawić granice. Całe życie nie zadałam sobie najistotniejszych pytań o to, czego ja chcę, czego ja potrzebuję i oczekuję. Chciałam, żeby to ktoś zadecydował za mnie. Przez całą dorosłość myślałam, że nie chcę mieć dzieci, bo byłam przekonana, że takie właśnie przekonanie pasuje do roli, którą odgrywam. Teraz obudziłam się w wieku 35 lat z marzeniem o rodzinie i dzieciach jako singielka, w pustym mieszkaniu i z gigantyczną pracą do wykonania. Piwonia”.
Myślę, Piwonio, że wykonałaś już ogromny kawał pracy. I przepiękna była ta Twoja historia i wiadomość. Chociaż oczywiście historia jest bolesna i trudna. Natomiast widzicie chyba ten proces. Ja po prostu jaram się procesami, aż mi się łzy w oczach pojawiają, jak widzę, jaką fantastyczną drogę ktoś przeszedł. Więc myślę, że ta kolejna część już nie będzie taka trudna, bo już wiesz, jak to jest być w procesie i wiesz, że trzeba do tego czasu, cierpliwości i jednak stałego rozkminiania i porządkowania swoich przemyśleń. I też eksperymentowania z nowymi przekonaniami. I widzimy też na podstawie tej historii, że tych relacji „mariuszowych” tak łatwo się nie odpuszcza. Trochę trzeba podoświadczać i przemyśleć. I jednak każdy z nas jakiejś tam ilości tych kopniaków w tyłek potrzebuje, żeby się zacząć ogarniać. Jedni potrzebują mniej, inni więcej. Ale gdyby nie to, pewnie żaden proces by nie nastąpił. Dyskomfort, jakieś tam rany i krzywdy często inicjują proces, który zaczyna w nas się dziać. I często zaczyna się od takiego pytania do samej siebie: halo, halo, chyba coś mi tu nie gra.
Każda większa zmiana to proces
I teraz kolejna wiadomość – też o przepięknym procesie, być może o dalszym etapie tego procesu, w którym też jest Piwonia. I to jest wiadomość od Zuzi.
„Dzień dobry, Pani Kasiu. Właśnie odsłuchałam dzisiejszy odcinek podcastu (przyp. to był odcinek o terapii i o tym, że uruchamia ona machinę zmian) i chciałabym się podzielić kilkoma refleksjami jako osoba, która jest już po własnej terapii. Przede wszystkim ja również po zakończeniu terapii miałam poczucie, że nie jestem jeszcze idealna i że zostały mi jeszcze tematy do przepracowania. Ale z perspektywy czasu widzę, że terapia mnie ukierunkowała do dalszej pracy nad sobą i sam proces samorozwoju cały czas trwa. Czas po terapii własnej poświęciłam na utrwalenie nowych przekonań, działając i dążąc do realizacji swoich celów. Jednym z takich działań, które podjęłam, było zerwanie kontaktu z Mariuszem. Po prostu uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie realnie pójść do przodu, trzymając się kurczowo starego schematu. To była bardzo trudna decyzja, ale zmieniła dosłownie wszystko.
Temat relacji damsko-męskich był zawsze dla mnie ciężki. Nigdy nie byłam w poważnym związku i zupełnie nie miałam pojęcia, jak do tego tematu podejść. W ostatnim czasie skupiłam się przede wszystkim na zapisywaniu, jakie miałabym oczekiwania odnośnie do relacji, jaki miałby być mój partner, co dla mnie jest do zaakceptowania, co nie, a w stosunku do czego jestem elastyczna. Ćwiczenie może wydawać się banalne, ale dla mnie nie było, bo już zawiesiłam poprzeczkę tak nisko, że miałam poczucie, że niczego nie powinnam oczekiwać. Ciągle słyszałam, że mężczyźni się do niczego nie nadają – wykorzystują tylko kobiety etc. I tak, dwa lata po zerwaniu kontaktu z Mariuszem, poznałam mojego obecnego partnera, który jest dokładnie odzwierciedleniem moich wcześniejszych zapisków i tym samym oczekiwań. Myślę, że kluczowe w poszukiwaniu partnera jest właśnie ustawienie swojego wewnętrznego kompasu, żeby wiedzieć, w którym kierunku podążać, a jak już się spotkamy, to rozpoznać się. Co ciekawe, poznałam go na wyjeździe górskim. Trzy lata od pierwszego wyjazdu górskiego. Już totalnie zwątpiłam, że mogę kogoś tam poznać, więc jeździłam bez żadnych oczekiwań. Chciałam tylko fajnie i aktywnie spędzić czas. Piszę przede wszystkim, bo chciałam dać znać, że proces terapeutyczny trwa długo po zakończeniu samej terapii i te owoce zbiera się nawet po kilku latach”.
Przepiękna historia. Dwie przepiękne historie. Zobaczcie, jak ważne jest, żeby zaakceptować, że jeżeli chcemy coś zmienić w życiu, to potrzebujemy procesu. I to wcale nie tylko w kwestii zmian psychicznych, bo właściwie każda większa zmiana to będzie proces. Większość rzeczy nie dzieje się w ciągu jednego dnia. Zazwyczaj musimy poszukać, zastanowić się, porozglądać, popytać ludzi, posprawdzać różne opcje. I tak jest ze zmianą pracy, tak też jest ze zmianą naszych przekonań, według których funkcjonujemy i według których budujemy relacje. Patrząc w ten sposób na życie, można by właśnie postrzegać je jako bycie w drodze. Bo my ciągle jesteśmy w jakimś procesie. To oczywiście nie mają być jakieś karkołomne, męczące procesy. Każdy z nas sam sobie nadaje tempo. I każdy z nas ma sobie prawo dać możliwość zatrzymania się co jakiś czas i odpoczęcia. A zatrzymanie się właściwie też jest elementem procesu. Bo jak idziemy w góry, to zatrzymując się, odpoczywamy i nabieramy sił do dalszej wędrówki. Albo oglądamy mapę w tym czasie, sprawdzamy, ile czasu jeszcze do tego i tamtego kamienia. Patrząc też w ten sposób właśnie na nasze życie, na zmiany, na relacje, można by pomyśleć, że nie jest straszne bycie w procesie, tylko raczej straszne jest nie bycie w procesie. Myślę, że każdy z nas spotkał takich ludzi, którzy bardzo się bronią przed tym, żeby już w ich życiu nic się więcej nie zmieniło i żeby nie dojść do żadnych nowych wniosków, którzy trzymają się wciąż starych, utartych schematów, być może nawet już od dzieciństwa swojego, a są dorośli, a może nawet są emerytami.
Ważne, żeby się rozwijać
I wiecie co? Jakbym miała tutaj wypisać takie kluczowe kamienie, obok których przeszły dziewczyny z naszych dzisiejszych historii, czyli Piwonia i Zuzia, to byłoby tak… Najpierw jakieś refleksje co do tego, co ja daję, co dostaję w relacjach, co prowadziło do kopnięcia w tyłek jednego konkretnego Mariusza albo ogólnie po prostu Mariusza jako takiej hybrydy różnych relacji, nie za dobrych dla nich, które tworzyły. Czyli najpierw odprawiamy Mariusza. I to nie jest koniec procesu oczywiście, bo potem jeszcze trzeba się zastanowić, że skoro nie szukam Mariusza, to kogo ja w ogóle szukam. Kim miałby być ten Albert? I w dodatku my nie możemy sobie stworzyć jakiegoś nierealistycznego obrazu Alberta. Nie możemy być roszczeniowe w tym. To ma być zwyczajny człowiek ze słabościami. I ja już Wam kiedyś o tym mówiłam, że my musimy się zastanowić, jakie słabości, jakie wady jestem w stanie zaakceptować. Bo jeśli sobie stworzę obraz tego Alberta jako kogoś nieskazitelnego, to raczej też marnie to wyjdzie. Prawdopodobnie będę sama, zawsze, chcąc być w związku jednocześnie. Więc musimy sobie stworzyć realistyczny obraz, kogo chcemy mieć w życiu albo raczej, co ta relacja by miała w nasze życie wnieść, jak się chcę czuć i do czego to miałoby mi służyć.
I powiem Wam na bazie mojej własnej historii, że to może być zaskakujące, jaki człowiek może się w to wpasować. Jak sobie wyobrażamy cechy jakiegoś faceta czy też kobiety – w zależności od tego, z kim chcemy stworzyć związek – to też może być czasami mylące. Ale jeżeli ja wiem, co ja chcę robić w życiu, w jaki sposób chcę żyć, jak chcę funkcjonować, to może się okazać właśnie, że zaskakująca osoba będzie tam pasowała doskonale. Osoba, o której nigdy bym nie pomyślała, że będzie pasować, pasuje. Oczywiście później, jak już przejdziemy pewien proces, to się już ta osoba wcale by nie wydawała taka zaskakująca. Ten człowiek też nas uczy tego, czego szukać w relacjach. Więc czasem możemy sobie stworzyć obraz osoby, której szukamy i jej szukać, a czasami ktoś może się pojawić w naszym życiu i my go zaakceptujemy, nie spławimy pochopnie, spróbujemy go poznać, oswoić, zaprzyjaźnić się. I potem się okazuje, że dokładnie to jest ten ktoś, kogo szukaliśmy, chociaż nie mieliśmy portretu pamięciowego danego człowieka. Więc zauważcie, że te procesy mogą się w różny sposób odbywać. Nie każdy proces jest taki sam.
Ważne, żeby iść naprzód, żeby się rozwijać – nie na siłę oczywiście, bo dużo jest też takich treści w internecie, że my nie mamy się ciągle rozwijać. Oczywiście, że nie mamy się ciągle rozwijać, nie mamy się rozwijać na siłę i nie mamy się rozwijać tylko dla samego rozwoju. My się mamy rozwijać w tym kierunku, w jakim nas nasza ciekawość prowadzi i nasze potrzeby. I jeszcze w takim kierunku, gdzie widzimy swój spokój lub przyszły spokój. Ku spokojowi. Ku równowadze. I to też jest wskazówka pewnie przy tworzeniu portretu pamięciowego poszukiwanego Alberta. Kto mógłby dać mi spokój? Nie jakieś ekstremalne atrakcje, motyle w brzuchu i fajerwerki, tylko spokój.
Do tematu procesu, tak jak powiedziałam, w październiku sobie przejdziemy na Herohero, w ramach tamtejszej działalności Klubu Jestem Całością, czyli będą spotkania warsztatowe na ten temat i myślę, że będzie też webinar. A jeśli macie ochotę tam dołączyć, to w opisie tego odcinka podcastu prawdopodobnie znajdziecie link do miesiąca darmowej subskrypcji – adres www.herohero.co/pokojwglowie. Więc działamy, inicjujemy procesy, zadajemy sobie pytanie „halo, halo, czy to tak na pewno ma wyglądać?”, a jeśli nie tak, to szukamy jak. I trzymam kciuki za Wasze bycie w procesie. Zasubskrybuj sobie koniecznie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków. A jeśli słuchasz tego na YouTube, to zasubskrybuj sobie kanał „Pokój w głowie” – oczywiście także, żeby nie przegapić kolejnych odcinków.
