221: Nie ma szczęścia bez spokoju

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Kod zniżkowy -100 zł na pierwszą sesję: pierwszasesja100
https://pokojwglowie.pl/linki/

W tym odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się temu, czy naprawdę dążymy w życiu do szczęścia, czy może przede wszystkim do spokoju. Nie wszystko, co daje nam chwilową przyjemność i ekscytację, służy nam na dłuższą metę. Możemy wchodzić w intensywne, ale wyniszczające relacje, kupować rzeczy, których nie potrzebujemy, czy szukać kolejnych bodźców, a później płacić za to napięciem i niepokojem.

Mówię o tym, dlaczego tak łatwo przeoczyć spokój, kiedy szczęście kojarzymy z silnymi emocjami i wyjątkowymi wydarzeniami. Zastanawiam się też, dlaczego spokojne życie może wydawać się nudne, zwłaszcza gdy przyzwyczailiśmy się do emocjonalnych rollercoasterów, na przykład w relacjach z osobami niedostępnymi emocjonalnie.

Nie chodzi o to, żeby rezygnować z przyjemności i analizować każdą decyzję. Warto jednak zauważać, kiedy coś, co miało dać nam szczęście, regularnie odbiera nam spokój. Czasami to właśnie wyjście ze strefy komfortu i zmierzenie się z lękiem pozwala nam żyć lepiej.

Zachęcam Cię do zadania sobie dwóch pytań: czy to da mi przyjemność i szczęście? A czy da mi też spokój, czy może mi go odbierze? Bo nie chodzi o perfekcyjne życie, ale o takie, w którym nasze codzienne wybory sprzyjają dobrostanowi.

Warsztaty Turkusowa komunikacja.
Trudne rozmowy w związku i w bliskich relacjach
https://pokojwglowie.pl/trudne-rozmowy/

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska (Polskie Radio S.A. w likwidacji)

W materiale użyto fragmentów utworu „Intractable” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License 
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

 

221: Nie ma szczęścia bez spokoju

Witam w 221. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym pogadać z Wami o spokoju w odniesieniu do szczęścia. Bo nam się wydaje, że my w życiu dążymy do szczęścia i składamy sobie życzenia szczęścia, ale tak naprawdę to dążymy do spokoju. Zobaczcie, że może nam się wydawać, że szczęście to są pewne rzeczy, które robimy i których nie robimy. Ale w wielu przypadkach te działania, czynności, rzeczy, które miałyby nam dawać szczęście, wcale nam nie dają spokoju. Na przykład objadanie się słodyczami. Zjadam całą czekoladę – to znaczy ja nie zjadam, ale ktoś może zjadać całą czekoladę – po to, żeby się poczuć szczęśliwszym, ale w rezultacie mu to odbiera spokój. Wchodzę w ekscytującą relację po to, żeby się czuć szczęśliwszą, zadowoloną, zaintrygowaną, taką skoncentrowaną, zakochaną, a potem się okazuje, że mi to bardzo mocno odebrało spokój. Pogadajmy dziś o tym.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Nie bez powodu mój gabinet psychologiczny nazywa się „Pokój w głowie”. W psychoterapii dążymy do spokoju, a nie do szczęścia tak naprawdę. I myślę też, że wyraźniej można docenić i dostrzec skutki dobrej psychoterapii, jeżeli szukamy szczęścia i koncentrujemy się na tym, czy ta terapia przyniosła mi szczęście, czy może przyniosła mi spokój. Bo jeśli szukamy szczęścia, to bardzo często możemy czuć się zawiedzeni. Bo szczęście wynika z jakichś ulotnych momentów. To są chwile tak naprawdę – poczucie szczęścia. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, my mamy czuć spokój, mimo nawet jakichś niektórych stresujących wydarzeń, mimo że żeśmy się zdecydowali wyjść poza strefę komfortu w danym momencie. Te wahnięcia nastroju w górę, w dół, w górę, w dół – które też nie mają zdarzać się stale, to ma być od czasu do czasu – mają nam dawać w sumie szczęście. Gorzej, jeżeli mamy rollercoaster i nigdy nie ma tej średniej. Jesteśmy bardzo na plusie i bardzo na minusie, tak jak to bywa w „mariuszowych” relacjach na przykład. Czyli w relacjach toksycznych dla nas. W relacjach z kimś, o kogo my walczymy, a ta osoba na przykład jest niedostępna emocjonalnie. Mariusz jest to bohater tego podcastu. W wielu wcześniejszych odcinkach się pojawia, zatem jeżeli teraz dopiero zaczynasz słuchanie, to posłuchaj sobie wcześniejszych odcinków, żeby się dowiedzieć więcej o tym, czym są „mariuszowe” relacje.

Chciałabym jeszcze dodać, że podcast ten powstaje dzięki subskrybentkom i subskrybentom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify po zasubskrybowaniu na www.herohero.co/pokojwglowie. Mamy tam też Klub Jestem Całością, gdzie odbywają się spotkania warsztatowe online i webinary. Zatem jeżeli chcesz dołączyć do społeczności i posłuchać też dodatkowych odcinków, to zapraszam Cię na Herohero. W opisie tego odcinka znajdziesz link do miesiąca darmowej subskrypcji.

Co nam spokój daje, a co odbiera?

Wydaje nam się, że dążymy do szczęścia, a tak naprawdę potrzebny jest nam spokój. Wydaje nam się, że dążymy do lepszego życia, do większych emocji, do lepszych emocji, do spełnienia. A może tak naprawdę przez większość czasu próbujemy po prostu znaleźć miejsce, w którym nie trzeba ciągle czegoś naprawiać, nie trzeba przewidywać, nie trzeba pilnować zegarka, nie trzeba udowadniać, nie trzeba na coś czekać. Nie trzeba się starać. Może nie potrzebujemy więcej szczęścia, tylko mniej napięcia. Mniej walki ze sobą. Mniej lęku przed tym, co będzie. Mniej poczucia, że za chwilę coś się wydarzy albo że się nie wydarzy i znowu będzie trzeba sobie z tym poradzić. I dlatego czasem to, co nazywamy szczęściem, jest po prostu chwilą, w której wreszcie możemy odetchnąć. I tak naprawdę szczęście to właśnie jest spokój. Tylko że my nie myślimy często o spokoju, mówiąc o szczęściu. Dlatego rozdzieliłam te pojęcia na początku. I może bezpieczniej będzie mówić o spokoju i szczęściu jako konsekwencji spokoju.

Ostatnio mówiłam o wychodzeniu poza strefę komfortu. Pamiętajcie, że tkwienie w strefie komfortu, gdzie nie zmieniamy nic, może dać nam spokój i szczęście też, ale na dłuższą metę może wydawać się nudne, nużące. Może być takim marazmem, pułapką. Bo my jednak potrzebujemy doświadczać. Mamy ciekawość świata. Chcemy się rozwijać. Chcemy się rozwijać – nie „musimy” się rozwijać – tylko chcemy próbować różnych rzeczy. Chcemy się nauczyć różnych rzeczy. Oczywiście każdy z nas ma za zadanie poszukać w sobie, co jest jakimś przymusem i udowadnianiem, a czego naprawdę chcę. Natomiast mówię o tym, że my chcemy uczyć się nowych rzeczy i chcemy się rozwijać jako odpowiedź być może na to, że spokój to jest pustka, spokój to jest nuda. No właśnie nie. Czasami zaryzykowanie i przeżycie jakiegoś stresu da nam w rezultacie więcej spokoju niż nudny czas, spędzony na unikaniu i prokrastynacji.

I kiedy już wiemy, że warto myśleć o spokoju i brać go pod uwagę w układaniu sobie życia, podejmowaniu decyzji, ustalaniu celów, to wtedy też warto przyglądać się temu, co nam ten spokój daje, a co nam go odbiera. Bo jedne rzeczy mogą go dawać, mogą sprzyjać spokojowi, a inne mogą nam go odbierać. Nawet czasem pod przykrywką szczęścia – pod przykrywką dawania nam szczęścia. Zobaczcie, tak jak wspominałam wcześniej, mogę jeść jakieś śmieciowe żarcie, zamawiać sobie na przykład, bo mam zachciankę i to robię dla szczęścia. Mogę robić jakieś zakupy nieplanowane, żeby dało mi to szczęście. Konsumpcjonizm przecież ma sprzyjać szczęściu. Ciągłe wymiany sprzętów różnych, telefonów na przykład. Alkohol pity w nadmiarze. Bezmyślne scrollowanie, takie bezcelowe zupełnie. Gry, seriale, które odbywają się kosztem snu. Nowe ciuchy, których potem może wcale nawet nie mamy ochoty nosić. Ciągłe publikowanie w internecie, w mediach społecznościowych. Promocje i okazje, które sprzyjają konsumpcjonizmowi, o którym wspomniałam, i sprzyjają kupowaniu, bo coś się przyda, bo jest tanie, a nie dlatego, że tego potrzebuję. Wystarczy właściwie spojrzeć na reklamy. Co jest reklamowane? Zazwyczaj reklamowane jest to, co miałoby dać nam pozorne szczęście – to szczęście niekoniecznie powiązane ze spokojem – a nie to, co rzeczywiście jest narzędziem do uzyskania spokoju i na tym budowaniu szczęścia. I kiedy już robimy jakieś rzeczy dla naszego szczęścia, to ja myślę, że warto sobie zadać pytanie: czy to da mi po prostu strzał dopaminowy i za chwilę będę żałować? Czy może to jest długotrwała inwestycja w moje przyszłe szczęście i jeszcze spokój w dodatku – albo przede wszystkim spokój. Czy to sprzyja mojemu dobrostanowi długotrwale, czy może da mi się pocieszyć dzisiaj, ale jutro już będę obojętna w tej sprawie, a może nawet będę żałować?

Spokój wymaga konsekwencji

Psychoterapia też na dłuższą metę ma dać nam spokój, jak już wspomniałam wcześniej. Nie szczęście – takie ekscytacje, życie na haju i bycie ciągle uśmiechniętym – tylko spokój, równowagę i odwagę też, żeby o ten spokój zawalczyć albo odwagę, żeby zadziałać mimo lęku tak naprawdę. Czyli świadomość, że spokój wynika często właśnie z wychodzenia poza strefę komfortu, o czym też opowiadałam w poprzednim odcinku odnośnie np. zmiany schematów, na bazie których budujemy sobie bliskie relacje. Wychodzić poza strefę komfortu możemy jednak również w innych obszarach, nie tylko w tych relacyjnych. To może dotyczyć dowolnego obszaru naszego życia. Czyli czasami musimy wyjść ze strefy komfortu, czyli zadziałać niekomfortowo. I zobaczcie, że stały komfort, dążenie do stałego komfortu, może nam odbierać spokój. A dlaczego szukając szczęścia czasami ignorujemy spokój? Bo szczęście jest czymś, co łatwo zauważyć. Taka ekscytacja, wyraziste emocje. A spokój jest czymś, czego często nie zauważamy, dopóki go nie stracimy. I chyba jest tu kilka mechanizmów.

Szczęście daje wyraźny sygnał nagrody. Nowa rzecz, smaczne jedzenie, wiadomość, wyjazd, sukces, zakupy, coś się wydarza. Jest ekscytacja, ulga, przyjemność. Spokój nie daje nam takiego uderzenia. Jest raczej brakiem napięcia. A my na napięcie nie zwracamy uwagi, bo nie zaglądamy do wnętrza naszego ciała. Kultura mówi nam, że powinniśmy mieć więcej. Więcej doświadczeń, więcej pieniędzy, lepszy telefon, ładniejsze mieszkanie, ciekawsze życie. Instagram na przykład czy inne media społecznościowe, pokazuje nam, czym niby jest szczęście, ale to nie jest szczęście zbudowane na spokoju. To, co jest zbudowane na spokoju, w ogóle się nie klika. Zasięgi ma to, co się wyróżnia, co jest wyjątkowe, co jest ekscytujące albo przerażające. W mediach społecznościowych nie znajdziemy spokoju raczej. Bardzo łatwo jest więc uznać, że właśnie taki jest świat: jaki widzimy go w mediach społecznościowych. I że skoro czegoś jeszcze nie mamy, to właśnie tego brakuje nam do szczęścia. Skoro czegoś jeszcze nie robimy, a jest to w mediach społecznościowych i daje innym szczęście, to właśnie może i nam tego brakuje do szczęścia.

Spokój wymaga też tolerowania braku bodźców. A to wcale nie jest takie łatwe teraz, w naszych czasach. Kiedy nic się nie dzieje, pojawia się przestrzeń na nudę, smutek, niepewność na własne myśli. Łatwiej jest sięgnąć po telefon i scrollować, niż zostać w ciszy. Ludzie boją się ciszy. Boją się tak naprawdę w tej ciszy samych siebie, swoich własnych myśli. Wszystkie niezałatwione sprawy odezwą się w naszych głowach, gdy zostajemy z ciszą i brakiem bodźców. Poza tym przyjemność jest czymś, co można kupić natychmiast. I to pozorne szczęście związane z przyjemnością właśnie jest czymś, co można kupić natychmiast. Spokoju natomiast nie możemy sobie zorganizować ot tak. Spokój wymaga konsekwentnych, długotrwałych działań. Możesz zamówić jedzenie w pięć minut, kupić ubranie, włączyć serial, ale nie możesz kupić sobie poczucia „jestem bezpieczna i nie muszę niczego teraz rozwiązywać i niczego się bać”. Czasem też mylimy pobudzenie z życiem. Jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłych emocji, nowości, zmian, spokojne życie może początkowo wydawać się puste. Tymczasem brak ekscytacji nie oznacza braku szczęścia. Żeby poczuć szczęście, często potrzebujemy kontrastu. Żeby poczuć spokój, nie potrzebujemy natomiast, żeby wydarzyło się coś dobrego. Możesz mieć fantastyczny dzień i być szczęśliwa, ale możesz też mieć zwyczajny wtorek, w którym nic szczególnego się nie wydarzyło i wieczorem pomyśleć sobie: „ale dobrze mi się dzisiaj żyło”.

Nie każda przyjemność daje szczęście

I nie zrozumcie mnie źle. Tu nie chodzi o to, żeby rezygnować z przyjemności, żyć ascetycznie i odmawiać sobie wszystkiego, co daje nam radość. Tylko chodzi o to, żeby nie płacić długotrwałym spokojem za krótkotrwałą przyjemność. Nie ma nic złego w jedzeniu czegoś pysznego, kupowaniu nowych rzeczy, oglądaniu seriali do późna czy spontanicznym wyjeździe, który trochę nadszarpnie budżet. Nie musimy każdej decyzji podejmować z myślą o zdrowiu, produktywności i odległych konsekwencjach. Życie ma być przecież dobre, miłe, tym bardziej, że niefajne rzeczy nam się zdarzają też i zsyła nam je los. Niekoniecznie musimy nawet na nie zapracować, a i tak nam się przytrafią, więc dla równowagi musimy sobie dawać coś dobrego przecież. Warto jednak czasem zadać sobie pytanie: czy ta przyjemność rzeczywiście mi służy? Czy kupuję kolejną rzecz, bo jej chcę, czy dlatego, że nie potrafię poradzić sobie z napięciem? Czy odpoczywam przed ekranem, czy próbuję zagłuszyć coś, z czym nie chcę się zmierzyć? Czy cieszę się chwilą, czy szukam kolejnego bodźca, bo to, co mam, przestało mi wystarczać. Nie chodzi o to, żeby odmawiać sobie przyjemności. Chodzi o to, żeby nie zamieniać kilku minut przyjemności na godziny, dni, miesiące niepokoju, wyrzutów sumienia czy utraty zdrowia albo tygodnie finansowego napięcia. Nie każda przyjemność, która miałaby nam dawać szczęście, rzeczywiście je daje. I też nie każda przyjemność jest warta ceny, którą za nią płacimy. Może więc zamiast pytać wyłącznie „czy to sprawi mi przyjemność i da mi szczęście?”, warto też drugie pytanie kontrolne sobie zadać, „czy da mi to spokój, a może go odbierze?” – na wypadek, gdyby szczęście i spokój nie szły zawsze w parze w naszych wyobrażeniach. Jak będę się czuć, kiedy ta przyjemność już minie? Jak będę się czuć z tym za trzy dni, za tydzień, za miesiąc?

I dodałabym tu jeszcze coś. Nie każda przyjemność musi być rozsądna, zdrowa czy pożyteczna. Czasem możemy po prostu zjeść pizzę, kupić coś niepotrzebnego, obejrzeć trzy odcinki serialu późno w nocy, bez analizowania siebie. Chodzi o to, co my robimy często – nie czasem – co powtarza się w naszym życiu. Bo jedna niezdrowa rzecz raczej nie zrujnuje nam zdrowia. A granica między tym, co sprzyja naszemu spokojowi, a co mu nie sprzyja, nie przebiega wcale między przyjemnością a rozsądkiem, tylko przebiega pomiędzy przyjemnością, która wzbogaca nasze życie, a taką, która regularnie odbiera nam coś dobrego, a więc w rezultacie też spokój. Do przemyślenia zatem, które składowe Twojego szczęścia i Twojego podejścia do szczęścia sprzyjają spokojowi, a które może go odbierają – ale tak długodystansowo odbierają, a nie na chwilę. I jeszcze jedno: nie ma perfekcyjnego życia. Jest tak natomiast, że wypadkowa naszych decyzji może być lepsza lub gorsza – może nam sprzyjać albo może nam szkodzić. I chodzi o to, żeby nakładające się wzajemnie na siebie rezultaty naszych decyzji były dla nas jak najlepsze.
Życzę Wam zatem spokoju i dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli nie chcesz przegapić kolejnych odcinków, to koniecznie zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej albo kanał „Pokój w głowie” na YouTube. Pamiętaj też, że link do miesiąca darmowej subskrypcji na platformie Herohero jest w opisie tego odcinka podcastu.

Koszyk