201: Brak wglądu w siebie – cicha przyczyna toksycznych relacji

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Dlaczego tak trudno odejść z relacji, która nas rani? Dlaczego czasami, mimo przeczytanych książek, terapii, podcastów i całej zdobytej wiedzy, nadal tkwimy w sytuacjach, które odbierają nam spokój?

W tym odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się temu, co moim zdaniem jest jedną z najbardziej niedocenianych przyczyn uwikłania w toksyczne relacje – brakowi wglądu w siebie.

Często szukamy odpowiedzi na zewnątrz. Analizujemy zachowania innych ludzi, zastanawiamy się, dlaczego Mariusz zachował się tak, a nie inaczej, próbujemy zrozumieć jego motywacje, historię i ograniczenia. Tymczasem najważniejsze pytanie brzmi: co dzieje się we mnie?

Opowiadam o tym, dlaczego tak wielu z nas zostało wychowanych do ignorowania własnych emocji. Jak uczymy się podważać swoje odczucia, tłumaczyć dyskomfort, racjonalizować cierpienie i zagłuszać sygnały, które wysyła nam nasze ciało. O tym, dlaczego łatwiej zauważyć nagły stres związany z wyzwaniem niż powolne, sączące się latami napięcie w relacji, która nam nie służy.

To odcinek o zatrzymaniu się i skierowaniu uwagi do środka. O odzyskiwaniu kontaktu ze sobą. O tym, że droga do zdrowych relacji nie zaczyna się od zrozumienia innych ludzi, ale od lepszego poznania samego siebie.

Jeżeli zdarza Ci się powtarzać te same schematy, wracać do podobnych relacji albo ignorować własny dyskomfort, ten odcinek może być ważnym zaproszeniem do przyjrzenia się własnemu wewnętrznemu kompasowi. Bo czasem problemem nie jest brak wiedzy. Problemem jest to, że przestaliśmy słuchać siebie.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl


W materiale użyto fragmentów utworu „Spy Glass” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
 

201: Brak wglądu w siebie – cicha przyczyna toksycznych relacji

Witam w 201. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym porozmawiać z Wami o tym, jaką rolę w bliskich relacjach odgrywa nasz wgląd w siebie i samoświadomość – taka uważność na swoje sygnały z ciała. Ponieważ główną przyczyną tkwienia Róży pod toi toiem wcale nie były złe przekonania na temat relacji damsko-męskich i jakieś wzorce, którym się przyglądała jako dziecko. Były one przyczyną, ale nie główną. Nie było też główną przyczyną zachowanie Mariusza i wprowadzanie Róży w maliny, oszukiwanie czy składanie obietnic, których nie dotrzymał albo może sugerowanie, że zamierza robić coś, czego tak naprawdę nie zrobił lub nawet nie zamierzał. To wszystko były bardzo ważne powody, ale jest coś jeszcze głębszego, coś najbardziej fundamentalnego, a mianowicie nasza samoświadomość. I o tym dziś porozmawiajmy.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Dyskomfort rozłożony w czasie jest mniej zauważony

Zauważcie, że my często jesteśmy wręcz wytresowani. Myślę, że „wytresowani” to jest adekwatne słowo. Wytresowani do tego, żeby negować swoje emocje, deprecjonować i podważać je – podważać ich sens. Dyskutujemy z emocjami. Prawda? Pozwalamy też innym ludziom, żeby kwestionowali to, co czujemy. I w dodatku wydaje nam się to kwestionowanie wiarygodne. Jeżeli ktoś nam mówi: „przesadzasz, nie powinnaś tak się czuć, za bardzo się zdenerwowałaś” – to my bardzo często idziemy w to, co ta osoba uważa, że powinniśmy czuć, zamiast po prostu (po prostu, bo to jest najprostsza opcja) zapytać siebie: „dlaczego ja w ogóle tak czuję?”. Oczywiście nie jestem zwolenniczką tego, żeby tak ślepo podążać za emocjami i jak jestem wściekła, to zrobić rozpierduchę gdziekolwiek bym nie poszła. Natomiast uważam, że zawsze warto gadać ze sobą i dostrzegać każdą emocję, która gdzieś tam nam się pojawi w polu widzenia. Nie ignorować ich, tylko dostrzegać i zadawać sobie pytania: „co ja czuję?”, „dlaczego tak czuję?”, „co ja myślę, że tak czuję?”, „jakie znaczenie dla mnie miała ta sytuacja?”, „z jakiej sytuacji te emocje wynikały?” i „jak ja tę sytuację zinterpretowałam, że tak czuję?”. I z tymi swoimi interpretacjami sytuacji już sobie możemy dyskutować. Dokładnie na tym polega poznawczo-behawioralne podejście do psychoterapii, według którego pracuję. I uważam, że to jest świetna metoda – takie połączenie siły zarówno umysłu, naszej inteligencji, takiego bazowania na faktach, też dyskutowania z tymi faktami i połączenie naszej emocjonalnej strony. I tutaj nie możemy mówić o przewadze któregokolwiek z tych aspektów. Natomiast wychowani jesteśmy tak, żeby ignorować emocje. A myślę, że wynika to z tego, że absolutnie większość z nas była zazwyczaj w dzieciństwie otoczona dorosłymi ludźmi, którym ciężko było znosić emocje innych i ciężko wtedy było też znosić emocje dzieci – płacz dziecka, złość dziecka, krzyk dziecka. To było to, co zasługiwało na potępienie. Można było dostać karę za złość. A w najgorszym wypadku karę w postaci bycia odrzuconym – i to jeszcze na wiele dni.

I teraz przeskoczmy do dorosłości. Róża dociera pod tego toi toia, o czym było w odcinku 37. I ona tam ma różne myśli na temat Mariusza. Być może już była na terapii. Może przestudiowała różne książki na temat bliskich relacji. Wie, co myśleć na temat bliskich relacji – co jest okej, a co nie jest okej. Ale problem w tym, że nadal ma za mały wgląd w siebie i nie dostrzega, jak bardzo to przesiadywanie tam jest dla niej krzywdzące. Ona ma w dodatku jakieś przekonania na temat tego, jak się powinna czuć, jak się nie powinna czuć i że nawet jak się tak czuje, to przecież on się zmieni i w pewnym momencie przestanie się tak czuć. Ona myśli, zamiast czuć. Prawda? Niedostatecznie, moim zdaniem, dostrzega zarówno swoje emocje, jak i sygnały z ciała, co do tego, co znaczy dla niej ta sytuacja i na ile ta sytuacja jest dla niej destrukcyjna. W ogóle to jest bardzo ciekawe, że my jesteśmy w stanie znosić takie sączące się nieprzyjemne emocje – taki permanentny stres w relacji, która nam np. generuje mnóstwo niepewności – i jesteśmy w stanie to zamieść pod dywan i jakoś uzasadnić, że to jest okej tak się czuć albo w ogóle próbować nie widzieć tych emocji, tłumić je, a one i tak zawsze będą (nie możemy sobie zadecydować, co będziemy czuli). Więc to jakoś jesteśmy w stanie przełknąć, że się tak permanentnie czuję źle i nie widzieć też, jak nasze zdrowie się pogarsza, i psychiczne, i fizyczne być może, jeżeli to się ciągnie latami.

Natomiast z wielką lekkością wielu z nas unika wyzwań, bo byłoby to za bardzo stresujące. Czyli takiego dużego stresu, wynikającego z naszego wyboru, chcemy uniknąć. Natomiast permanentnego, sączącego się stresu z relacji często nie unikamy i tkwimy w tym latami. Zazwyczaj lęk jakiś ból czy dyskomfort, związany z takim chwilowym wyzwaniem, jest bardziej spektakularny i bardziej wyrazisty, więc pewnie też dlatego te emocje jakoś bardziej dostrzegamy. A uniknięcie wyzwania daje natychmiastową ulgę. I tu zarówno te niekomfortowe, nieprzyjemne emocje, związane z wyzwaniem, są wyraziste – jak uniknięcie i ulga z tego wynikająca też jest bardziej wyrazista. Natomiast jeśli chodzi o taki długotrwały, sączący się stres w toksycznej relacji, to tutaj już nie mamy takiej wyrazistości, więc to łatwiej jest zamieść pod dywan i udawać, że tego nie ma. Mało tego, jeszcze w dodatku nie mamy za bardzo takiego rozwiązania natychmiastowego, które by spowodowało ulgę… Nie, mamy, przepraszam, takie rozwiązanie i niektórzy to stosują. Można po prostu „zghostować” człowieka. Oczywiście w cudzysłowie jest to rozwiązanie – nie uważam, że to jest rozwiązanie. W każdym razie tutaj ten dyskomfort jest rozłożony w czasie, więc jakoś go akceptujemy. I nasz mózg nie liczy sumy cierpienia. Weźcie to pod uwagę. On sam ze sobą tego nie przegada. Żeby zsumować wszystkie cierpienia, raczej zauważa to, co jest intensywne w jednym momencie. Czyli jak czujesz niepokój stale na 20 proc. przez trzy lata, to będzie to mniej zauważalne, niż kiedy czujesz niepokój w jednym momencie natężony na 90 procent.

Ważne jest też to, że różne przekonania podtrzymują w nas taką akceptację, dlatego że źle się czujemy w relacji, a mianowicie przekonania takie, że miłość wymaga poświęcenia, nie odchodzi się przy pierwszym kryzysie, że należy naprawiać zawsze, że w ogóle najlepiej się nie odchodzi. Niektórzy nigdy nie odchodzą. Choćby nie wiadomo co ta druga osoba zrobiła, trzeba być lojalnym, miłość zniesie wszystko, może on się zmieni, że może miłość moja go zmieni. I to jest taka racjonalizacja tego, że się źle czujemy. Czyli nie tylko unikam lęku przed nieznanym tak naprawdę, przed ewentualną zmianą, to jeszcze daję sobie racjonalne powody, żeby źle się czuć. Szukam racjonalnych powodów, które uzasadniają moje złe samopoczucie w danej relacji. I to jest właśnie ten centralny problem, że my za dużo myślimy, a za mało czujemy. To znaczy czujemy zawsze właściwie tyle samo, tylko że za mało dostrzegamy te emocje. Nam się wydaje, że jak się zagłębimy w emocje, to zwariujemy, stracimy kontrolę, odlecimy gdzieś, ale to tak nie działa. Właśnie tracimy kontrolę nad emocjami, gdy je tłumimy konsekwentnie, próbujemy zamieść pod dywan i nie dostrzegamy.

Radzenie sobie z utratą kontroli nad emocjami polega tak naprawdę na profilaktyce, czyli na skrupulatnym wglądzie, uważności na siebie i wyłapywaniu tych nieprzyjemnych emocji, szukaniu w nich informacji, co też takiego one mi pokazują i rozwiązywaniu problemów, które te emocje nam pokazują, że mamy. I jeśli sobie na bieżąco reaguję, gdy moje emocje nie są jakoś tam spektakularnie natężone, to daję sobie szansę na to, że nie utracę kontroli nad emocjami, bo one po prostu są rozładowywane. Ten zbiornik emocjonalny jest jakby rozładowywany na bieżąco. Natomiast jeżeli zamiatam i tłumię, to zbieram emocje. Nie dość, że nie rozwiązuję problemów, więc te same problemy nadal będą w moim życiu się pojawiać, powtarzać w kółko, co jeszcze z każdej sytuacji wynikają kolejne emocje, więc zbieram te emocje, zbieram nierozwiązane problemy i to jest właśnie doskonała droga do tego, żeby utracić kontrolę nad swoim życiem i też właściwie utracić kontrolę nad relacją, tak jak jest to w relacji Róża – Mariusz. Ona nie ma nad tą relacją właściwie żadnej kontroli. Ona tak płynie po prostu z prądem, gdzie tam te fale ją rzucą.

Częściej zaglądaj w głąb siebie, słuchając emocji

Skąd w takim razie ten wgląd w siebie wziąć? Powiedziałabym, że z terapii. Myślę, że w dużej mierze tak. Ale pamiętajcie też, że terapia może nas też trochę wprowadzić w takie błędne poczucie, że ja już teraz to wszystko udźwignę. Teraz to już sobie ze wszystkim poradzę. Teraz to już nie muszę być taka czujna, bo przecież już nie jestem aż taka wrażliwa. Ponieważ z jakimiś tam nierozwiązanymi problemami z przeszłości, które mnie przytłaczały, sobie poradziłam i teraz to mam więcej zasobów, żeby znosić to bagno, które generuje Mariusz. Sama miałam z tym problem, przyznam szczerze, bo jak byłam i po studiach, i po terapii, to mi się wydawało, że jestem taką wielce „wyterapeutyzowaną” psycholożką, więc zniosę nie wiadomo co w relacjach z różnymi ludźmi, którzy generowali totalny chaos. To były takie „mariuszowe” relacje – i nie tylko „mariuszowe”, ale po prostu toksyczne dla mnie. Opowiadam o tym w dodatkowych odcinkach na Herohero, więc jeżeli jesteście zainteresowani wielce „wyterapeutyzowaną” panią psycholożką, to wskakujcie na Herohero na dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy”. Adres to herohero.co/pokojwglowie. Link znajdziecie też w opisie tego odcinka podcastu.

W każdym razie terapia może nam dać takie złudne poczucie, że teraz to ja już nie muszę tak bardzo w te swoje emocje się zagłębiać. A to nie chodzi o to. Chodzi o to, żeby za pomocą terapii przepracować stare schematy, trochę się odgrzebać z tych różnych niezałatwionych spraw, nieprzepracowanych tematów i docelowo móc na bieżąco przyglądać się sobie i wyciągać wnioski. Dlatego że nawet jeżeli my coś przeszłego przepracujemy, to przecież będą się nowe problemy pojawiać. Prawda? Nie mamy recepty, dzięki której możemy się czuć super i spokojni przez resztę życia. Spokój zresztą wynika z rozwiązywania bieżących problemów. A bieżące problemy będziemy widzieli wyłącznie dzięki temu, że będziemy dostrzegać swoje emocje i odczucia z ciała. Także nie bądź teraz sama dla siebie tym dorosłym z dzieciństwa, który nie znosi Twoich emocji, któremu ciężko jest znieść Twoje emocje. Twoje emocje są Twoim sprzymierzeńcem. One są Twoim kompasem tak naprawdę. Oczywiście my nie mamy za kompasem ślepo podążać, tylko jeszcze warto użyć mapy, w postaci uporządkowanych różnych wartości i przekonań. Ale sama mapa i kompas to za mało. Natomiast kompas jest czymś takim najbardziej pierwotnym, bo z emocjami się już rodzimy. Przekonań jeszcze nie mamy, kiedy się rodzimy. Mapy aktualizujemy, a kompasu się przecież nie aktualizuje. I emocje to kompas. Zresztą zrobiłam kurs „Emocje to kompas”. Emocje są po to, żeby nas prowadzić do spokoju. Nasze emocje mają nas doprowadzić do równowagi. Jeżeli Twoje emocje nie prowadzą Cię do równowagi, to znaczy, że coś tam nie zadziałało najlepiej i warto nad tym popracować. A prawdopodobnie jest tak, że zbyt dużo tych emocji ignorujesz. Czyli też można powiedzieć, że takiego idealnego wzorca co do tego, co należy robić w różnych sytuacjach, a czego nie należy robić, co będzie dla nas dobre, co będzie niedobre, nie szukamy na zewnątrz, tylko w sobie.

Zatem podsumowując, jeżeli przeanalizowałaś już różne przekonania, przeczytałaś mnóstwo książek, przeczytałaś jakieś blogi, przesłuchałaś podcasty, przeszłaś terapię, a nadal masz skłonność do tego, aby pakować się w złe dla Ciebie relacje, to prawdopodobnie za mało zaglądasz w siebie i nie wyłowiłaś przez to pewnie też jeszcze jakichś problemów do rozwiązania w Twoim życiu. W rezultacie też za mało sobie ufasz, deprecjonujesz być może swoje emocje i nadajesz ważność temu, co wcale nie jest takie ważne. Natomiast swoje odczucia i to, co się w Tobie dzieje, traktujesz, jakby było nieważne. A to wszystko jest bardzo ważne. To wszystko, co się dzieje w Tobie, prowadzi Cię do spokoju i równowagi. Jeżeli to zignorujesz, to będziesz się oddalać od spokoju i równowagi. I być może tego na początku takiej drogi jeszcze nie widać, ale jeżeli sobie zły kierunek wybierzemy – jeżeli chcę iść na północ, a idę na północny-wschód – to im dłużej będę w drodze, tym będę widziała większą rozbieżność między moim docelowym kierunkiem, takim najlepszym dla mnie kierunkiem, a tym, w jakim podążam. Także na kompas zerkamy codziennie, a nie tylko raz na kilka lat. Nie idziemy przez życie na automacie. I wgląd w siebie to jest absolutna podstawa.

Dziękuję Wam za przeczytanie tego odcinka. Zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej albo zasubskrybuj na YouTube, żeby nie przegapić kolejnych odcinków. Życzę spokoju i dziękuję wszystkim, którzy wspierają produkcję podcastu poprzez subskrypcję dodatkowych odcinków na platformie Herohero – dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy”.

Koszyk