185: Miłość nie jest ciągłym czekaniem

​W tym odcinku opowiadam o chronicznym poczuciu odrzucenia w relacji, takim, które nie krzyczy i nie kończy się dramatycznym rozstaniem, ale sączy się powoli przez codzienność. Mówię o relacjach, w których nie jesteśmy wprost porzucani, lecz pozostajemy w ciągłym zawieszeniu: pomiędzy byciem wybraną a byciem niewybraną.


Wyjaśniam, jak wygląda takie odrzucenie „od środka”​, dlaczego zamiast radości pojawia się ulga, gdy partner się zbliża, skąd bierze się stała gotowość, napięcie i nadzieja, że „kiedyś będzie inaczej”. Pokazuję, jak łatwo pomylić napięcie z zaangażowaniem, a deficyt z miłością, oraz dlaczego im więcej inwestujemy w taką relację, tym trudniej zobaczyć jej koszt.

Mówię o tym, co dzieje się z psychiką i ciałem osoby, która przez długi czas funkcjonuje w relacji opartej na braku: o przewlekłym stresie, zmęczeniu, samokontroli, utracie kontaktu ze swoimi potrzebami i stopniowym obniżaniu poczucia własnej wartości. Tłumaczę też, dlaczego takie relacje bywają emocjonalnie „znajome” i przez to nie uruchamiają alarmu, tylko rezonują z wcześniejszymi doświadczeniami.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Night in Venice” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

185: Miłość nie jest ciągłym czekaniem

Witam w  185. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Tym razem chciałabym porozmawiać o chronicznym poczuciu odrzucenia w relacji. Dlaczego to czasami uchodzi naszej uwadze i nie mamy świadomości konsekwencji, kosztów, jakie w takiej relacji ponosimy?

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.

Odrzucenie jak krajobraz, w którym czujemy się swojsko

Najpierw wyjaśnijmy, o co w ogóle chodzi w tym chronicznym poczuciu odrzucenia. Otóż tutaj nie chodzi o takie spektakularne: „nie chcę z Tobą być”, „żegnaj”, „wynocha z mojego życia”, „papa”, „nie jestem Ciebie wart”, „rozstańmy się” – takie wprost powiedziane „nie bądźmy razem”. Chroniczne poczucie odrzucenia to jest takie dyskretne bycie odrzuconą raczej przez to, czego on nie robi, niż przez to, co robi. „On” to oczywiście Mariusz z wcześniejszych odcinków podcastu. I chroniczne odrzucenie jest wtedy, gdy Róża – czyli też bohaterka z wcześniejszych odcinków podcastu – jest ciągle nie dość ważna, żeby Mariusz był dla niej dostępny. Róża jest pomiędzy byciem wybraną, a byciem porzuconą. I ona tak dokładnie nie wie, czy jest wybrana, czy porzucona. Chroniczne poczucie odrzucenia to relacja, w której inicjatywa, wysiłek i naprawa są po jednej stronie, czyli tutaj akurat po stronie Róży. I w dodatku jest to stan, w którym obecność Mariusza jest warunkowa. Róża po prostu musi spełnić jakieś warunki, żeby on w ogóle się pojawił. Czyli jego nie ma w jej życiu na stałe, tylko bywa, jeżeli zostaną spełnione jakieś warunki. I to nie jest jednorazowe zranienie, tylko takie środowisko emocjonalne, w którym Róża funkcjonuje tygodniami, miesiącami, latami lub po prostu permanentny stan. A przy okazji permanentny stres. I jak to się czuje od środka?

Chroniczne odrzucenie rzadko boli tak ostro i wyraziście. Ono jest takim tępym, ciągłym, sączącym się bólem. Takim dyskomfortem. Tak jak zakładamy niewygodny but – on nam nie urywa nogi, tylko ociera, uwiera, rani. Ale nie dzieje się nic spektakularnego. I Róża w takiej sytuacji sprawdza, czy ona nie jest „za bardzo”. Bo tak jej się czasami wydaje, że chce za dużo, jest zbyt zachłanna. Analizuje każde zdarzenie. Dostosowuje się, zanim zostanie o to poproszona. Próbuje przewidywać, czego on będzie chciał. Zgaduje. Czuje ulgę zamiast radości, gdy Mariusz się zbliża. To jest bardzo ważne. Ulga, a nie radość, kiedy on się zbliża. To jest czerwona flaga. Ciągle myśli, że może teraz będzie inaczej. Kiedyś będzie inaczej. Jak weźmiemy ślub, to będzie inaczej. Jak będziemy mieli dzieci, to będzie inaczej. Jak coś tam się wydarzy, to będzie inaczej. Jak spędzimy razem weekend, to będzie inaczej. I ciągle ma jakieś pomysły na to, co mogłoby sprawić, że będzie inaczej. Czyli teraz nie jest okej, ale ma wielką nadzieję, że po jakimś wydarzeniu zewnętrznym – czyli nie w umyśle Mariusza, tylko w jakichś okolicznościach zewnętrznych – Mariusz nagle przejdzie metamorfozę i będzie inaczej. W rezultacie Róża jest w stanie ciągłej gotowości, a ciągła gotowość to nie jest bliskość. Bliskość polega na spokoju. Taka zdrowa bliskość oczywiście. Bo w sumie bliskość z Mariuszem polega na ciągłej gotowości.

I dlaczego my tego nie widzimy? Dlaczego nie widzi tego Róża, będąc w środku właśnie takiego środowiska, które trzyma ją w tej gotowości? Ponieważ odrzucenie nie jest nazwane. Ono jest dyskretne. To się dzieje w białych rękawiczkach. Mariusz nie mówi: „nie wybieram Cię”. On mówi: „teraz nie mam przestrzeni”, „taki już jestem”, „przesadzasz”, „potrzebuję czasu”. I każde z tych zdań tak jakby rozmywa jego odpowiedzialność. Rozmywa też w sumie poczucie takiego odrzucenia wprost. Nie ma momentu, który można by nazwać końcem. Prawda? Ten koniec jest taki mglisty. Więc w sumie równie dobrze można czuć się wybraną, tak jak wcześniej mówiłam, i odrzuconą. Róża myli też napięcie z zaangażowaniem. Jej układ nerwowy jest pobudzony, bo ona czeka – jest w niepewności, bo ma nadzieję. Daje jej to wrażenie, że coś się dzieje. Tymczasem, tak uczciwie mówiąc, to po prostu dzieje się poczucie braku. Dzieje się poczucie odrzucenia. To jest to, co się dzieje. Dzieje się to, że coś się nie dzieje. Dzieje się deficyt.

Kolejnym ważnym aspektem jest to, że inwestycja Róży w te relacje zniekształca jej ocenę tych relacji. Bo im więcej ona włożyła wysiłku, im więcej starała się rozumieć, im więcej włożyła swojej cierpliwości w tę relację z Mariuszem, tym trudniej jest jej zobaczyć, że to nie działa i co w ogóle nie działa. Bo przecież to nie może być za darmo. Ona musi dostać zwrot kosztów. Dużo razy już mówiłam o tym, że topimy koszty. Warto jest się pilnować – jeżeli chodzi o topienie kosztów – i koncentrować na przyszłości, zamiast na tym, jakie koszty już się utopiło. No i odrzucenie oczywiście jest jej znane. Dla wielu osób jest to emocjonalnie znajomy krajobraz. Być może w dzieciństwie miłość była nieregularna, warunkowa – zależna od dostosowania się Róży do jakichś warunków. Tak jak tutaj Mariusz oczekuje spełniania przez nią jakichś warunków, żeby się pojawił. Dorosłe relacje w takim razie stają się chronicznym odrzuceniem. I to wcale nie alarmuje, tylko rezonuje. Chroniczne odrzucenie rezonuje z Różą zamiast włączyć w niej sygnał alarmowy i jakąś zdecydowaną reakcję na wyraziste czerwone flagi. Te czerwone flagi wydają jej się być rozmyte. Dlatego tak wiele osób zamiata czerwone flagi pod dywan, bo one rezonują zamiast alarmować.

Niepewność w nieskończoność

W jakim momencie zaczynamy widzieć, że coś jest nie tak? Co nam pokazuje – po czym poznajemy, że coś jest nie tak? Przełom nie polega na tym, że partner robi coś nowego czy właśnie coś spektakularnego. Przełom polega na tym, że Róża zadaje sobie inne pytanie niż dotychczas. Zadaje sobie pytanie: „jak się czuję w tej relacji przez większość czasu?”. I ona obserwuje siebie nie w momentach zbliżenia, nie gdy myśli o obietnicach lub słucha tych obietnic, tylko w codziennym tle emocjonalnym – tym, co się dzieje przez większość czasu. Jeśli odpowiedź brzmi: „jestem napięta”, „jestem niepewna”, „czuję się mniejsza”, „kurczę się”, „wciąż czekam” – to nie jest miłość z trudnościami, tylko raczej właśnie relacja oparta na braku, na deficycie, na chronicznym poczuciu odrzucenia. Raczej brak miłości niż miłość z trudnościami. Chroniczne odrzucenie jest trudne do dostrzeżenia, bo ono nie krzyczy – nie jest wyraziste. Ono jest właśnie takie sączące się. I w dodatku szepcze nam cicho do ucha, że może jutro, może za trzy tygodnie, może po tym, jak weźmiemy ślub, a może po tym, jak coś tam innego się zmieni.

I dlaczego to bywa na dłuższą metę wyczerpujące? Zastanówmy się. Otóż wyczerpujące bywa, ponieważ bardzo mocno zużywa nasze zasoby psychiczne i to w trybie ciągłym. To się dzieje stale – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nawet wtedy, gdy nic złego się nie dzieje. I to nie jest jeden kryzys, który się kończy. Tylko to jest taki permanentny stan kryzysu – długotrwałe przeciążenie systemu. I teraz, gdyby to rozłożyć na części, tak bardziej precyzyjnie, Róża ma stale aktywowany układ stresu, układ nerwowy, reakcja na stres. Dzieje się to u niej może nie na jakimś za wysokim poziomie, ale stale. I to jest najgorsze. W relacji, w której doświadczamy permanentnego poczucia odrzucenia, układ nerwowy funkcjonuje po prostu w stanie podwyższonej gotowości. Czekamy na sygnał. Skanujemy nastrój drugiej osoby. Chcemy bardzo wcześnie wyłapać momenty, gdy Mariusz – lub ten ktoś drugi – się wycofuje. Chcemy też temu zapobiegać. Chcemy mieć wpływ na to, czy się wycofuje i zapobiegać wycofaniu. I mamy też wiele takich mikroadaptacyjnych zachowań w stylu: „lepiej teraz nie, poczekam na właściwy moment” lub „powiem to może w ten sposób, bo w tamten przecież nie mogę powiedzieć, bo się wydarzy to i tamto”. To oznacza przewlekły stres niskiego natężenia, który nie daje ulgi. Nie ma momentu domknięcia. Ta sytuacja stresowa się nie kończy i w rezultacie nie pozwala na żadną regenerację. Organizm nie odpoczywa, ponieważ zagrożenie jest stałe i niezbyt jasne.

Róża w rezultacie doznaje takiego przeciążenia mentalnego, bo ona myśli za dwoje. Analizuje rozmowy. Interpretuje ciszę. Szuka sensu w sprzecznych sygnałach. Szuka w ogóle jakiejś logiki w tym wszystkim. Racjonalizuje brak i to, czego on nie zrobił. I to taka nieustanna praca interpretacyjna. Co on miał na myśli? Czy przesadziłam? Czy nie przesadziłam? Czy miałam prawo tak mówić? Czy miałam prawo tego chcieć? Może źle to ujęłam? Ten tryb oczywiście zabiera Róży energię. Obniża koncentrację na czymkolwiek innym poza relacją z Mariuszem. Odbiera chęci i motywację do czegokolwiek innego niż relacja z Mariuszem. I prowadzi do przeogromnego mentalnego, coraz większego i postępującego w czasie, zmęczenia. Zmęczenia psychicznego i zapewne także fizycznego, które jest podobne do wypalenia.

I w Róży dzieje się taki konflikt. Z jednej strony ona zdaje sobie sprawę, że coś ją boli, natomiast druga jej część mówi: „nie przesadzaj – inni mają gorzej – on się stara na swój sposób”. I to wewnętrzne rozdwojenie podważa zaufanie do własnych odczuć. Generuje takie stałe poczucie dysonansu i zdezorientowania. Wymaga też ciągłego trzymania się w ryzach, pilnowania się, żeby nie przesadzić w jakąkolwiek stronę, no i oczywiście ciągłej, przeogromnej czujności. Samokontrola jest jednym z najbardziej energochłonnych procesów psychicznych. I pamiętajmy o tym, że my wszyscy możemy samokontrolować się w limitowanym czasie, ponieważ dłużej już nie dajemy rady. Dlatego zakazy jedzenia słodyczy, kiedy bardzo chcemy słodyczy, czy inne postanowienia noworoczne na dłuższą metę nie działają. Samokontrola po prostu może się odbywać w limitowanym przedziale czasu. I to nie tędy droga, żeby się ciągle kontrolować. A już na pewno nie po to tworzymy bliskie relacje, żeby się ciągle kontrolować. Tworzymy je po to, żeby było nam tam bezpiecznie i żeby czuć spokój.

Istotny jest też brak domknięcia emocjonalnego, czyli właśnie to, co cały czas mówię, że to chroniczne odrzucenie nie daje wyraźnego końca. Tam nie widać żadnego końca. To się dzieje ciągle, nawet gdy jest dobrze. Nie daje też wyraźnego początku bliskości. Utrzymuje relację stale w zawieszeniu. Gdy jest źle i gdy jest dobrze – właściwie cały czas w tej relacji jest pełno niepewności z powodu przeróżnych sprzecznych sygnałów i różnych deficytów. Chociażby deficytów w jego odpowiedzialności za daną relację. Wtedy psychika nie może ani opłakać straty, ani cieszyć się z bliskości, ani przestawić się z bliskości na stratę – czy też w drugą stronę – i zamknąć po prostu tematu. Niepewność jest bardzo wyczerpująca. Czasami – a nawet myślę, że zazwyczaj – lepsza jest nawet najgorsza prawda od niepewności. I to taki stan permanentnego „jeszcze chwilę”, „jeszcze za chwilę”, „jeszcze tylko to”, który wyczerpuje bardziej niż właśnie jednoznaczna strata.

Objawy odrzucenia

I co w tym wszystkim dzieje się z Różą? Otóż traci ona kontakt ze swoimi potrzebami, przestaje sobie ufać, obniża też poprzeczkę, którą Mariusz musi przeskoczyć, żeby nadawał się na jej partnera. Czyli oczekuje od niego coraz mniej. On coraz mniej z tego się wywiązuje, więc ona jeszcze mniej oczekuje. Zaczyna też sama się kurczyć wraz z tymi swoimi oczekiwaniami. Funkcjonuje reaktywnie, a nie sprawczo. Czyli ona nie ma sprawczości w życiu, tylko jest skoncentrowana na tym, żeby stale reagować jak najlepiej na to, co robi Mariusz lub na to, czego Mariusz nie robi. Ona po prostu jest w trybie gotowości, żeby móc zareagować. Na niczym innym w swoim życiu raczej nie może się skupić. Poza tym jest tak zmęczona, że nawet nie dałaby rady, gdyby chciała.

I dlaczego zmęczenie często jest jedynym sygnałem, że żyjemy w takiej relacji, gdzie panuje permanentne poczucie odrzucenia? Róża nie mówi wprost – nawet sama do siebie, że czuje się odrzucana. Ona nie nazywa problemu. Ona mówi tylko, że jest zmęczona, że nie ma siły, że nic jej się nie chce. Bardzo często wie wiążąc tego w ogóle z relacją z Mariuszem. Mówi: „nie wiem, co ze mną się dzieje”. I jej się wydaje, że jest w depresji, ale takiej znikąd – jej depresja wzięła się z kosmosu. O ile w ogóle zda sobie sprawę z depresji. A tak się zachowuje organizm, który za długo był w trybie gotowości. Można powiedzieć, tak podsumowując, że chroniczne odrzucenie wyczerpuje, bo wymaga stałej mobilizacji w relacji, która nie daje oparcia.

I teraz możemy jeszcze skoncentrować się przez chwilę na tym, jakie są objawy u osób, które nie są świadome tego permanentnego poczucia odrzucenia. Co im powinno dać do myślenia? Objawy emocjonalne – od tego zacznijmy. Na przykład ktoś mówi: „nie jest mi źle w tej relacji, tylko czuję ciągły niepokój bez konkretnej przyczyny”, „czuję jakąś zazdrość”, „coś ze mną może nie tak”, „mam obniżony nastrój, który nie pasuje do sytuacji”, „chcę nie wiadomo czego”, „mam za duże oczekiwania”. Ciekawe jest to, że ci ludzie często doświadczają ulgi, a nie radości, gdy partner się zbliża. I często czują smutek po kontakcie, kiedy partner odchodzi. Oczywiście możemy pomylić ten smutek z tęsknotą. Natomiast myślę, że to jest dobry temat, żeby go sobie przemyśleć – żeby się zastanowić, z czego konkretnie ten smutek wynika. Bo może on wynika z tego, że nie mam pewności, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczymy i kiedy się zobaczymy – nie mam jakiegokolwiek wpływu na to, kiedy się zobaczymy. Te sygnały oznaczają, że miłość i bliskość nie jest bezpieczna, tylko warunkowa.

Kolejne objawy bycia w relacji z permanentnym poczuciem odrzucenia to objawy poznawcze, takie jak aktualizowane schematy, że może ja za dużo oczekuję. „On ma prawo taki być. Nie jest idealnie, ale przecież nikt nie jest idealny. Są przecież też dobre momenty”. Czyli usprawiedliwiam, argumentuję, żeby móc zamieść coś pod dywan. I to raczej nie jest realistyczne postrzeganie, tylko racjonalizacja tego chronicznego braku, chronicznego poczucia odrzucenia. Możemy też nadmiernie monitorować siebie w takiej relacji, np. ważymy każde słowo, analizujemy ton, timing wypowiedzi, emotikony w wiadomościach, regulujemy siebie. Czyli często tłumimy swoje emocje, zanim nawet pojawi się reakcja drugiej strony. Filtrujemy to, co mówimy. Tłumimy potrzeby, żeby nie popsuć czegoś. Można powiedzieć, że są to zachowania adaptacyjne w środowisku niepewności.

Jakie mogą być objawy somatyczne i fizjologiczne bycia w takiej relacji, gdzie czujemy permanentne odrzucenie? Ciało często widzi to, czego nasz umysł nie dostrzega, np. przewlekłe zmęczenie, napięcie w karku, napięcie brzucha czy bóle brzucha, w ogóle problemy z żołądkiem, układem pokarmowym, napięcie szczęki, zgrzytanie zębami, problemy ze snem, szczególnie wybudzanie, płytki sen, spadek libido albo trudność w odczuwaniu przyjemności – i to już tak szeroko patrząc przyjemności, nie tylko seksualnej – no i dolegliwości bez jasnej przyczyny medycznej, jakieś tajemnicze objawy i tajemnicze choroby. To jest po prostu efekt długotrwałej mobilizacji stresowej. Oczywiście, oprócz relacji, w której czujemy permanentne odrzucenie, te objawy mogą być generowane przez inne obszary w naszym życiu, na przykład praca. Ale to nie jest odcinek o pracy, tylko odcinek o relacjach.

Kolejnym objawem bycia w takiej relacji może być zniekształcony obraz siebie. Czyli z moim poczuciem wartości jest wszystko okej, ale po wejściu w daną relację, to poczucie wartości zaczyna spadać. I jest coraz gorsze. Zaczyna spadać tak stopniowo, nie spektakularnie – nagle krach, tylko coraz gorzej, z tygodnia na tydzień. Mogę mieć poczucie bycia „za bardzo”, czyli ja za bardzo się narzucam, za wiele chcę, albo poczucie bycia niewystarczającą, nie dość dobrą, gorszą, niezasługującą. Trudno jest wtedy odpowiedzieć sobie na pytanie: czego ja w ogóle chcę? A w dodatku mogę mieć przekonanie, że bliskość kosztuje wysiłek – że ja muszę ponieść koszty, żeby coś dostać, żeby dostać bliskość, żeby być kochaną, że muszę zasłużyć na miłość po prostu. I to nie jest wrodzona niepewność, tylko efekt środowiska relacyjnego, takich warunków w danej relacji. I poniekąd też wybierania tych warunków bardzo nieświadomie oczywiście.

Świadomość kosztów

I można by zadać sobie pytanie: czy w tej relacji ja się raczej dostosowuję, czy my się w niej spotykamy dokładnie tacy, jacy jesteśmy? „Spotykamy się”, to znaczy, że to nie obciąża i każdy przyszedł tutaj do tej drugiej osoby z własnej motywacji, na własnych nogach, nie został zwabiony podstępem czy tym, że druga osoba jakoś zasłużyła. Spotkać się, a dopasować i zasłużyć, to jest zupełnie inny mechanizm tworzenia relacji. I tak naprawdę partnerska współodpowiedzialność za daną relację właśnie polega na „spotykaniu się”.

Teraz jeszcze na koniec – co szczególnie powinno zapalić lampkę ostrzegawczą czy może być postrzegane jako czerwona flaga? Na przykład zmęczenie, które mija poza daną relacją. Może spokój, który się pojawia po wycofaniu z kontaktu. Poczucie ulgi na myśl o byciu samej, które oczywiście może być potem przykryte jakąś rozpaczą, że jestem sama. Ale jeżeli ta ulga w ogóle się pojawia, to jest na pewno temat do zagłębienia się w niego, do przemyślenia. Co jeszcze może zapalić lampkę ostrzegawczą? Otóż trudność w wyobrażeniu sobie, że on mógłby być po prostu dostępny. Nie wyobrażam sobie tego. To jest niebywałe, nieprawdopodobne, że po prostu mógłby być dla mnie dostępny. I pamiętajmy, że to nie oznacza, że relacja jest zła, tylko oznacza, że jest kosztowna. I każdy z nas sam decyduje na jakie koszty jest gotów w swoim życiu, żeby mieć bliskość.

Rozłożyliśmy tutaj stałe poczucie odrzucenia na czynniki pierwsze. Dzięki temu każdy może sobie przeanalizować, czy tak się właśnie czuje, czy czuje się w sposób zupełnie nieprzypominający stałego poczucia odrzucenia. Warto mieć świadomość, aby nie przegapiać czerwonych flag, nie zamiatać ich pod dywan samej przed sobą.

Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, poklikaj sobie linki w opisie tego odcinka podcastu albo zajrzyj na stronę pokojwglowie.pl Tam znajdują się linki do mediów społecznościowych, sklep z pamiątkami i transkrypcje wszystkich odcinków podcastu. Zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.

Koszyk