189: To prawdziwy spokój, czy tylko uległość?
W tym odcinku zastanawiam się nad pytaniem: czy spokój w relacji naprawdę oznacza zdrową harmonię, czy czasem jest tylko uległością jednej ze stron. Opowiadam o tym, dlaczego cisza, brak kłótni i pozorna zgoda mogą wyglądać jak spokój, choć w rzeczywistości często wynikają z tłumienia emocji, strachu przed konfliktem albo rezygnacji z własnych potrzeb.
Pokazuję, skąd bierze się to pomieszanie – od społecznych przekonań o „grzecznych” związkach, przez lęk przed odrzuceniem, aż po brak kontaktu ze swoimi emocjami i granicami. Na kilku przykładach relacji pokazuję, jak uległość może z czasem prowadzić do frustracji, poczucia nierówności i narastającego napięcia, które w końcu i tak znajduje ujście.
Wracam też do historii Alberta i Mariusza, żeby pokazać różnicę między pozornym spokojem a prawdziwym spokojem w relacji. Mówię o tym, że zdrowy spokój nie polega na unikaniu konfliktów, ale na świadomości siebie, otwartej komunikacji i wspólnym szukaniu rozwiązań.
To odcinek o tym, że prawdziwy spokój w relacji wynika z bezpieczeństwa, autentyczności i wzajemnego szacunku – a nie z milczenia, uległości czy rezygnacji z siebie.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu ” On the Cool Side” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
189: To prawdziwy spokój, czy tylko uległość?
Witam w 189. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o tym, że spokój w bliskich relacjach ma nie wynikać z uległości jednej z osób i tłumienia przez nią swoich potrzeb czy emocji. I tak naprawdę taka uległość czy tłumienie długodystansowo kolidują ze spokojem, a nie dają spokój. Czyli, wracając do historii z naszego podcastu, Albert nie jest uległym facetem i wcale taki ma nie być.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.
Spokój mylimy z uległością
Na początku można by się zastanowić, dlaczego w ogóle mylimy spokój z uległością. Dlaczego wydaje nam się, że uległość to jest droga do spokoju? Można powiedzieć, że spokój i uległość na zewnątrz wyglądają bardzo podobnie – cisza, brak konfliktów, wrażenie harmonii. Ale przyczyny tej pomyłki są głębsze i mają zarówno psychologiczne, jak i społeczne podłoże. Możemy je podzielić na kilka głównych obszarów. Pierwszy to obszar społeczno-kulturowy. Wiele osób dorastało w przekonaniu, że dobry partner to taki, który się nie kłóci, a dobry związek to taki, w którym nie ma kłótni albo że mężczyzna powinien być spokojny i opanowany. Spokój w związku jest gloryfikowany, a wyrażanie emocji – zwłaszcza złości – bywa postrzegane jako problematyczne. Dlatego w rezultacie cisza i zgoda jest przez nas łatwo interpretowana jako zdrowy spokój, choć w rzeczywistości może to być uległość.
Kolejna rzecz to strach przed konfliktem. Ludzie często tłumią emocje, żeby uniknąć kłótni, która kojarzy im się z zagrożeniem, odrzuceniem, pogorszeniem relacji czy w ogóle z zakończeniem relacji, tak naprawdę, na amen. Jeśli partner nie protestuje, nie sprzeciwia się, można mieć wrażenie, że wszystko jest w porządku. Kolejna rzecz to brak świadomości własnych potrzeb. Uległość często wynika z braku kontaktu ze sobą i swoimi emocjami. Natomiast jeśli ktoś sam nie zna swoich granic albo nie potrafi wyrazić potrzeb, cisza partnera wydaje się naturalnym spokojem. Bez wglądu w siebie nie możemy rozwijać empatii. Czyli jeżeli nie widzimy w sobie swoich emocji, swoich potrzeb, to raczej też nie będziemy dążyć do tego, by je widzieć u drugiej osoby. Czyli ten milczący partner po prostu jest okej. Wszystko jest okej. Wydaje się, że jest w porządku, jeżeli on nie mówi, tak jak i my nie mówimy.
Kolejna istotna rzecz, o której warto wspomnieć, to mechanizm maskowania emocji, czyli ukrywania za maską. Uległość często wygląda jak spokój, ponieważ partner – świadomie lub nieświadomie – maskuje frustrację, lęk, niezadowolenie czy złość. Ludzie uczą się ignorować te sygnały lub je usprawiedliwiać – czyli jest spokojny, bo nie lubi kłótni – zamiast zauważyć prawdziwe emocje. Albo może nie zauważyć emocje, tylko zastanowić się, dlaczego on się nie wkurza. Co go wkurza? Przecież nie ma człowieka, którego nic nie wkurza. Jeżeli masz do czynienia z kimś, kto twierdzi, że nic go nigdy nie wkurza, to wiedz, że jest to trochę podejrzane. No i jeszcze jeden istotny obszar, o którym warto wspomnieć, to że kiedy komuś po prostu nie zależy, też może sprawiać wrażenie spokojnego, a tak naprawdę to jest po prostu obojętny. Czyli na przykład nie zależy mu, bo i tak zrobi swoje. Nie zależy mu na tym, żeby cokolwiek z Tobą ustalić, bo działa po swojemu -nawet za Twoimi plecami. Nie zależy mu, bo może myśli o odejściu czy z jakichś tam innych przyczyn. Nie zależy mu, więc nie ma zamiaru dyskutować i okazywać swoich emocji, bo po prostu już odpuścił. Krótko mówiąc, mylimy spokój z uległością, bo cisza i zgoda wydają się naturalne. W rzeczywistości jednak one często kryją za sobą stłumione emocje, strach i brak autentycznej komunikacji.
Gdy jedna z osób „odpuszcza” drugiej
Teraz popatrzmy na kilka takich krótkich historii. Pierwszy scenariusz. Marta zawsze zgadza się na wybór restauracji przez partnera, choć woli inne miejsce. Na początku wydaje się to spokojne i wygodne. Jednak po kilku miesiącach Marta wewnątrz czuje, że jej potrzeby są ignorowane. Narasta w niej frustracja. A partner może myśleć, że jest super, bo przecież oboje mają ten sam gust. Efekt i przyczyna jednocześnie – brak komunikacji i autentyczności. Czyli brak komunikacji i autentyczności prowadzi do jeszcze większego braku komunikacji i jeszcze większego braku autentyczności.
Druga historia. Tomek zawsze zgadza się na większe, może nawet nielimitowane, wydatki na hobby partnerki. Z jego punktu widzenia to jest studnia bez dna. On wolałby oszczędzać, bo mają przed sobą chociażby zakup jakiejś nieruchomości. Brak kłótni i brak w ogóle jakiegokolwiek sprzeciwu z jego strony daje pozór harmonii. Tomek czuje się natomiast nieważny. Czuje się ignorowany. Partnerka nie uczy się kompromisu. Tomek też nie uczy się kompromisu. Z czasem może pojawić się poczucie nierówności i żal, który w końcu wybuchnie w niekontrolowany sposób.
Kolejna historia o Kasi, ale to nie ja jestem tą Kasią. Kasia bierze na siebie większość prac domowych. Ogarnia po prostu odpowiedzialność za gospodarstwo domowe, bo nie chce sprzeczać się z partnerem, który sam z siebie tej odpowiedzialności nie podejmuje. Związek wygląda spokojnie, bo nie ma kłótni o obowiązki. Kasia jest styrana czyszczeniem kibli, zmywaniem garów i targaniem zakupów. Kasia czuje się przeciążona i niedoceniona. Natomiast jej partner przyzwyczaja się do tej dynamiki i nie zauważa nierównowagi. Jest mu wygodnie i komfortowo. Spokój jest jedynie pozorny, bo Kasia czuje się jak niewolniczka i cierpi. Ale pewnie też myśli, że kobiety tak muszą i że nie powinna cierpieć, bo to źle o niej świadczy jako o kobiecie. Powinna czuć się radosna, gdy może kolejny raz – znowu jako jedyna osoba w domu -przystąpić do czyszczenia kibla albo po raz 315. w roku zorganizować obiad dla całej rodziny.
Wyrażanie emocji – kolejna historia. Michał nigdy nie mówi, że coś go boli lub denerwuje, bo chce uniknąć konfliktu. On po prostu się nie skarży i nie chce być mięczakiem, bo tylko mięczaki się skarżą, że coś ich boli. „Prawdziwy mężczyzna” zaciska zęby i ignoruje ból duszy czy ból dupy. Co się dzieje w rezultacie? Partnerka myśli: „uuu, to jest silny facet, a w ogóle to wszystko jest w porządku, bo Michał jest taki spokojny, taki stonowany, taki opanowany, chłodny, zawsze racjonalny”. Michał natomiast tłumi emocje, co prowadzi do narastającego stresu i wybuchów w najmniej oczekiwanych momentach. Michał ma też problemy żołądkowe, wynikające ze stresu – permanentnego stresu zresztą. Michał nie skarży się na ból. W rezultacie przewlekle choruje i na to też stara się nie skarżyć. Przez to jeszcze bardziej przewlekle choruje. Michał stara się być tak strasznie silny, że w rezultacie nie może uczestniczyć w różnych istotnych wydarzeniach życia rodzinnego. Tak bardzo stara się być silny, że aż staje się słaby. Nawiasem mówiąc, jest to uniwersalna zasada, która dotyczy nas wszystkich – gdy za bardzo staramy się być silni ponad nasze siły, stajemy się słabi i podcina nam to skrzydła.
Ale podsumowując te wszystkie historie, jedna z osób w każdej z par była uległa, milcząca, dbająca o spokój, ale taki spokój w cudzysłowie, bo tak naprawdę to pozorny spokój. Pozamiatane pod dywan ważne tematy, ważne sprawy i ważne emocje. Widzimy zatem, że to nie jest droga do spokoju. Milczenie i tłumienie nie jest drogą do spokoju. Co zatem jest drogą do spokoju? Można by sobie zadać takie pytanie. Co ciekawe, ja bym powiedziała, że spokój to nie brak konfliktów. Nie postawiłabym tutaj znaku równości, dlatego że przy takiej intensywnej relacji dwóch osób, gdzie te osoby bardzo często mają okazję do konfliktu potrzeb, konfliktu interesów, nie da się uniknąć sporów, czyli właśnie tych konfliktów. Tylko że my nie mamy tego zamiatać pod dywan. Nie mamy tego tłumić, tylko mamy być świadomi. To jest pierwszy „level”. Świadomi tego, co się w nas dzieje. Świadomi tego, co czujemy. Świadomi tego, czego potrzebujemy. W rezultacie też świadomi tego, czego oczekujemy od relacji i od drugiej osoby. I jak już jesteśmy tacy bardzo świadomi, to mamy też po prostu komunikować różne rzeczy i słuchać tego, co mówi druga strona. Czyli rozmawiać.
I spokój wynika z rozmów i wynalezionych rozwiązań. Czasem to wynajdywanie rozwiązań może trwać długo. Może to wiązać się z testowaniem różnych opcji. Natomiast samopoczucie, że jesteśmy w procesie, szukamy, staramy się oboje, daje dużą dawkę spokoju w konflikcie. Daje poczucie bezpieczeństwa w konflikcie. Daje poczucie, że jesteśmy w tym razem. Bo myślę, że w konfliktach najgorsze jest to, kiedy którakolwiek z osób ma poczucie, że „ogarnij sobie to sama” czy „ogarnij sobie to sam”.
– Co mnie to obchodzi? To Twoja sprawa. Masz z tym problem, to Ty to ogarnij. Na przykład przeszkadza Ci, że wszystko konsultuję z moimi kumplami, zanim pogadam z Tobą? Ogarnij swoje emocje. Jesteś zazdrosna, bo nie masz takich znajomych jak ja. Jesteś rozhisteryzowaną wariatką. Ogarnij swoją zazdrość. Co mnie to obchodzi?
I Ty wtedy, słysząc to, zaczynasz milczeć. Czy następuje spokój? Może tak Ci się wydawać, ale to co wtedy następuje, moim zdaniem, w ogóle nie przypomina spokoju.
Porównajmy spokój z uległością
Czymże jest zatem spokój w relacji? Spokój to poczucie bezpieczeństwa i zaufania. Każdy partner wie, że jego potrzeby i emocje są ważne i mogą być wyrażone bez lęku przed odrzuceniem. Brak napięcia wynikającego z ukrywania siebie, swoich odczuć, swoich ważnych spraw. Wolno być sobą nawet w trudnych sytuacjach. Z czego ten spokój wynika? Z wzajemnego zaufania. Z umiejętności komunikacji. Ze świadomości siebie i swoich granic. Z równowagi w dawaniu i braniu. I z akceptacji niedoskonałości – zarówno u siebie, jak i u partnera. Jak by to podsumować? W skrócie: spokój w relacji to bezpieczeństwo, akceptacja i autentyczność, a nie brak sprzeciwu czy rezygnacja z siebie.
I teraz takie krótkie porównanie.
– Spokój – cisza wynika z bezpieczeństwa i akceptacji.
– Przy uległości – cisza wynika ze strachu przed konfliktem lub rezygnacji z własnych potrzeb, która pewnie też wynika ze strachu przed konfliktem.
– Spokój – emocje są dostrzegane też u drugiej strony i są wyrażane obustronnie.
– Przy uległości – emocje są tłumione lub ignorowane, a potem pewnie wybuchają w niespodziewanym momencie albo obracają się przeciwko osobie, która je tłumi – chociażby w postaci dolegliwości somatycznych.
– Spokój – konflikty rozwiązywane są konstruktywnie. A partnerzy szukają rozwiązań.
– Przy uległości – unika się konfliktów lub wybuchają one w niekontrolowany sposób i są niezbyt logiczne, niezbyt klarowne.
Przy spokoju, takim zdrowym spokoju, partnerzy czują się równi i ważni. Natomiast jeśli chodzi o uległość, jeden partner dominuje, drugi ulega. I pewnie już to mówiłam, choć nie wiem – wydaje mi się, że mówiłam to wielokrotnie, ale może mówiłam sama do siebie, że uległość totalnie ma się nijak do miłości. Kiedyś zrobiłam odcinek o tym, o którą miłość warto walczyć i wynikało z niego, tak krótko podsumowując, że warto walczyć tam, gdzie mamy szacunek drugiej strony. A szacunek, to jest niewykorzystywanie dominacji nad drugą osobą. Czyli tam, gdzie pojawia się jakakolwiek dominacja, raczej nie ma co mówić o miłości. Miłość właśnie polega na tym, że nie wykorzystujemy dominacji przeciwko osobie, którą kochamy. A tak naprawdę to naszą dominację wykorzystujemy do tego, żeby tej osobie było lepiej, żeby wyrównać nasze możliwości i nasze szanse na różne rzeczy. W każdym razie, przy uległości jeden partner dominuje, a drugi ulega. I taka jest stała dynamika. Czyli dominacja jednego z partnerów jest wykorzystywana przeciwko temu słabszemu partnerowi. I przy spokoju buduje on bliskość, intymność i taką ciszę, która jest kojąca, a nie trudna. Natomiast uległość tworzy dystans, poczucie samotności i tutaj cisza może być trudna do zniesienia.
Brak problemów zamiecionych pod dywan
Teraz, zanim podsumuję, moja prośba – zasubskrybuj sobie kanał „Pokój w głowie” albo podcast „Pokój w głowie” na YouTube bądź w swojej ulubionej aplikacji podcastowej, aby nie przegapić kolejnych odcinków.
Podsumowując, jeśli Ci się wydaje, że relacja z Mariuszem będzie ciekawa, bo tutaj on jest stanowczy, zdecydowany, wyrazisty, a relacja z Albertem będzie mdła, ponieważ jest on uległy, to nie, nie, nie! – nie tak ma to wyglądać. Myślę, że relacja z Mariuszem wcale nie jest taka ciekawa, bo Mariusz jest przewidywalny. Mariusz nie mówi. On nawet nie kontaktuje się sam ze sobą, a w rezultacie boi się bliskości. Może z tego powodu jest dosyć ciekawie, bo pojawia się i znika. Ale z Mariuszem nie rozwiązuje się problemów. Nie ma tam miejsca na jakiekolwiek konstruktywne rozmowy i konstruktywne działania. Mariusz nie jest uległy, ale w życiu Mariusza nie ma miejsca na drugą osobę. On tam na razie musi być sam albo może zawsze musi być sam – przynajmniej dopóki nie znajdzie w swym życiu miejsca na bliskość i nie nauczy się budowania bliskości. Możliwe jest natomiast, że Mariusz szuka raczej uległej partnerki, czyli takiej, która niczego od niego nie będzie chciała, nie będzie drążyć problemów, nie będzie się skarżyć, gdy on nie będzie jej szanował, nie będzie zrzędzić, gadać i wypytywać. I taka osoba może pasować do Mariusza. Tylko że ona oczywiście sama raczej nie będzie czuła się szczęśliwa i ważna w takim związku.
Czy Albert jest uległy? Otóż nie, Albert nie jest uległy. Albert to jest asertywny i świadomy człowiek, który wie, czego chce, wie, czego nie chce. Może delikatnie, ale jednak powie, czego nie chce i będzie starał się szukać rozwiązań. Zarówno w przypadku Twoich, jak też i swoich problemów, ponieważ wiadomo, że we dwójkę łatwiej znajdować rozwiązania. We dwójkę łatwiej – w drużynie. Po to tworzymy różne grupy i działamy w różnych aspektach naszego życia zespołowo, żeby być skuteczniejszymi. Tak samo jest w związku. Można skutecznie rozwiązywać problemy samodzielnie. Ale z drugą osobą – też nastawioną na rozwiązywanie problemów – można je rozwiązywać jeszcze skuteczniej. Natomiast jeśli ktoś, jak Mariusz, generuje dodatkowe problemy, których nie ma i nie rozwiązuje tych, które już są, to tam nic nie rozwiążemy. Nawet jeżeli nam się wydaje, że coś żeśmy przebrnęli, to zaraz Mariusz wygeneruje dziesięć kolejnych problemów. Tak że nie mylcie spokoju z uległością. Albo nie mylcie spokoju wynikającego z pracy nad relacją i szukania rozwiązań – czyli takiego zdrowego spokoju – ze spokojem wynikającym z braku konfliktów, a tak naprawdę to zakopanej tykającej bomby w postaci tych nierozwiązanych konfliktów.
Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Jeśli masz ochotę sięgnąć po więcej moich treści, poklikaj sobie w linki w opisie tego odcinka podcastu. I zapraszam na stronę pokojwglowie.pl, gdzie znajdują się linki do mediów społecznościowych, transkrypcje wszystkich odcinków tego podcastu i sklep z artykułami dotyczącymi treści niniejszego podcastu. A o zasubskrybowaniu już wspomniałam wcześniej.
