199: Nie ma znaczenia, czy on jest „fajny”

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

W tym odcinku podcastu „Pokój wgłowie” rozmawiam o czymś, co bardzo łatwo pomylić z miłością — o „fajności” drugiego człowieka. O tym, że ktoś może być przystojny, charyzmatyczny, podziwiany przez innych i robić świetne pierwsze wrażenie… a jednocześnie nie wnosić do naszego życia absolutnie nic dobrego.

Wracam do tematu Mariuszy i Albertów, ale tym razem skupiam się nie na tym, jaki ktoś jest, tylko na tym, jak wpływa na nasze życie i samopoczucie. Bo może właśnie to jest najważniejsze pytanie: czy przy tej osobie żyje Ci się lepiej niż wtedy, gdy byłaś singielką?

Opowiadam o tym:
– dlaczego tak łatwo mylimy emocjonalny rollercoaster z miłością,
– czemu koncentrujemy się na „fajności” zamiast na bezpieczeństwie emocjonalnym,
– jak odróżnić ekscytację od napięcia i niepewności,
– dlaczego miłość to bardziej działanie niż cecha charakteru,
– i jak nasze poczucie własnej wartości wpływa na wybory partnerów.

To odcinek o decentralizacji mężczyzn w swoim życiu, o słuchaniu własnego ciała i emocji oraz o tym, że dobra relacja nie ma Cię wyczerpywać, tylko wspierać i dawać przestrzeń do oddychania.

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Sidewalk Shade” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

199: Nie ma znaczenia, czy on jest „fajny”

Witam w 199. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym porozmawiać o tym, jaki wpływ mają na nas inni ludzie i o tym, że nawet jeśli ktoś jest fajny, ale nic dobrego nie wnosi w nasze życie, to nie ma to żadnego znaczenia.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką i psychoterapeutką w trakcie szkolenia z terapii poznawczo-behawioralnej i od wielu lat pracuję z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

 

Nie jaki jest, ale co wnosi

W poprzednim odcinku mówiłam o tym, że idealny Albert nie istnieje. Ale w takim razie właściwie jak rozpoznać Alberta? Bo jeśli on ma mieć coś w sobie z Mariusza, jeżeli Mariusz – Albert to jest spektrum i ten właściwy człowiek będzie się znajdował gdzieś pomiędzy, bardziej pewnie w stronę Alberta niż Mariusza, to jak go w ogóle rozpoznać? Po czym rozpoznać? Czy to jest okej, czy to nie jest okej? Ta relacja, ten człowiek. Przecież możemy spotkać „mariuszowatego” Alberta albo „albertowatego” Mariusza. I często jest niestety tak, że jak już sobie odkręcimy tę wizję wspaniałości, tę całą idealizację Mariusza, czyli tego faceta, który jest taki narcystyczny, ale właściwie to mu tak naprawdę nie zależy, który sprawia wrażenie super ciekawego, ale potem to się okazuje, że właściwie to nic nie wnosi w nasze życie, a może nawet tak naprawdę on i w swoje własne życie nic nie wnosi, tylko po prostu wspaniale zarządza wizerunkiem i to jest jego jedyny talent, i na niczym innym się nie koncentruje, a to zarządzanie wizerunkiem jest raczej słabo prorelacyjne i prozwiązkowe, bo na zarządzaniu wizerunkiem nic takiego długodystansowego nie zbudujemy, prawda? Możemy sobie zbudować relacje zawodowe, ale nie bliskie związki. No właśnie, więc kiedy już odkręcimy tę całą idealizację Mariusza i zorientujemy się, że tak naprawdę to szukamy Alberta, czyli kogoś takiego dojrzałego, otwartego na rozmowę, na rozwiązywanie problemów, mającego odwagę nazywać problemy, żeby je potem rozwiązać, szukającego przyczyn, a nie winnych, pozwalającego sobie przyznać się pewnie też do tego, że „coś schrzaniłem i może mógłbym to zmienić, spróbować, podjąć działania”, co jest wielką odwagą. I kiedy już zrozumiemy, że on nie jest nudny, że jeśli jest nienarcystyczny, to nie znaczy, że jest nudny, to może być tak, że my się zafiksujemy na tym Albercie i jego z kolei zaczniemy idealizować. Zaczniemy szukać idealnego Alberta.

Mówiłam w poprzednim odcinku, że idealny Albert nie istnieje, a dzisiaj chciałabym to jeszcze bardziej rozwinąć. Tym razem jednak chciałabym iść w tym kierunku, żeby się nie koncentrować stricte na tym, jaki on jest. Bo to nie jest ważne w sumie, jaki on jest. To nie jest ważne, jakie ma cechy. To nie jest ważne, jakich cech nie ma. Bardziej ważne jest, co robi i czego nie robi, ale tak naprawdę jest coś jeszcze ważniejszego. Jeszcze głębszy level takiego zbioru informacji, które mają dla nas znaczenie i które naprawdę świadczą dużo o danej relacji. Otóż to, czy ktoś jest fajny, czy jest niefajny, nie ma znaczenia, jeżeli ta osoba nic nie wnosi w nasze życie. Więc właściwie najważniejsze jest to, co on wnosi w nasze życie. I właśnie, jeśli wnosi coś dobrego, jeżeli jest Ci lepiej w tej relacji niż wtedy, kiedy jesteś singielką, no to pewnie jest okej. Warto dać szansę. Warto dbać o tę relację i próbować rozwiązywać problemy. Ale nie fiksujmy się też na jednym punkcie, bo wszystkie relacje ewoluują i nawet jeśli przez miesiąc Ci było w danej relacji lepiej niż wtedy, kiedy byłaś singielką, to przecież to się może skiepścić po trzech miesiącach. Więc warto mieć wgląd w siebie i też ufać temu, co czujesz. Ufać sygnałom z ciała. Ufać temu, czy jesteś napięta, czy raczej rozluźniona.

I teraz, jeśli masz do czynienia z Albertem, to będziesz w relacji czuła się dobrze – spokojna i bezpieczna. Jeżeli masz do czynienia z Mariuszem, to pewnie będziesz czuć emocjonalny rollercoaster, pewnie te motyle w brzuchu, czyli właściwie też mnóstwo niepewności pomieszanej z ekscytacją. Ale jeżeli jeszcze jest to bardziej mariuszowy Mariusz – taki skrajny – to w dodatku pewnie będziesz się czuła beznadziejnie, będziesz czuła dużo złości, nienawiści może do jakichś innych kobiet, które Ci zagrażają w tej relacji, nienawiści do samej siebie, złości na siebie, pogardy do siebie, zazdrości o niego. Taka relacja wydobywa z nas to, co najgorsze. I zauważ, że to, jak my się możemy czuć w relacji, też tak naprawdę jest spektrum. Bo my z „mariuszowym” Mariuszem będziemy się czuć beznadziejnie, tak jak przed chwilą to opisałam. Natomiast z „albertowym” Albertem będziemy się czuć idealnie, co jest niemożliwe. Do tego nie dążymy. Natomiast po prostu ze zwykłym Albertem pewnie będziemy czuć spokój. Czasami się może posprzeczamy, ale ogólnie to będziemy czuć spokój. Będzie on ponad tym. Bo sprzeczka, złość tutaj nie będzie kolidowała z miłością. Złość nie będzie zagrożeniem, że ta relacja się rozleci.

I zobacz, że Ty prawdopodobnie w tych relacjach z Mariuszami zawsze byłaś zafiksowana na tym, jaki on jest. Bo Mariusz zazwyczaj jest szarmancki, przystojny, robi dobre wrażenie na ludziach, potrafi mówić tak, że to zachwyca wiele osób albo przynajmniej ludzie uznają, że to jest fajny koleś. Ale nawet taki najbardziej idealny Mariusz – taki najbardziej, najbardziej idealny – zauważ, że totalnie nie ma znaczenia, jeżeli on nic dobrego w Twoje życie nie wnosi. No nie? To nie musi być tak, że on wnosi coś złego. Jeżeli nie wnosi czegoś dobrego w Twoje życie, to weź to pod uwagę. Bo liczy się to, co ktoś robi oraz to, czego nie robi. Więc jeżeli spotkałaś najprzystojniejszego faceta na świecie, który jest otoczony wianuszkiem kobiet i lubiany przez wszystkich, ale nic dobrego nie wnosi w Twoje życie, to naprawdę ten człowiek nie ma znaczenia. To nie ma znaczenia, że on jest przystojny i lubiany.

Chcesz kogoś fajnego, żeby urosnąć w oczach innych

My niestety mamy uwagę skierowaną nie na to, na czym warto się skoncentrować, poznając człowieka. Kierujemy uwagę na to, co nieważne, a pomijamy to, co ważne. Pamiętajmy o tym, że miłość to jest akcja – miłość to działanie, miłość to czasownik – więc jeżeli kierujemy uwagę na coś statycznego, czyli wygląd, status społeczny, ile zarabia, jak bardzo jest elokwentny w towarzystwie, zamiast na akcję, czyli czy Twoje ciało przy tej osobie jest rozluźnione, czy on działa w zgodzie z tym, co mówi, czy jest jakiś proces, czy dba o rozwój tej Waszej relacji, czy podejmuje działania, które sprzyjają rozwojowi tej relacji, czy coś planuje dla Was, co się miałoby wydarzyć, czy dotrzymuje też tych obietnic. Zamiast na realną obecność, kierujemy uwagę na deklaracje, np. na wielkie słowa, obietnice w stylu: „zmienię się”, „jesteś jedyna”. To jaki potrafi być czarujący, gdy mu zależy. Natomiast ignorujemy realną obecność lub nieobecność, czyli czy ten człowiek jest przy Tobie, gdy gasną światła, gdy masz gorszy dzień i nie masz siły być fajna. Kierujemy uwagę na fajność zamiast na bezpieczeństwo, czyli np. na to, że jest duszą towarzystwa, że ma pasje, że jest podziwiany przez innych – czyli na jego obiektywną atrakcyjność dla świata. A zaniedbujemy to, czy po spotkaniu z nim czujesz się doładowana energią, czy raczej musisz odchorować to spotkanie, tę relację, w samotności przez kolejne dwa dni. Albo może czujesz po prostu smutek, jakiś niedosyt. Liczysz, że coś w końcu się wydarzy, ale tam się nic nie dzieje, tylko tak ślizgacie się po prostu po powierzchni tego, co Ty byś naprawdę chciała uzyskać z relacji. Bo z nim się da tylko tak płytko. Możemy też kierować uwagę na jego skomplikowaną przeszłość, trudne dzieciństwo. Często też tym trudnym dzieciństwem go usprawiedliwiamy.

Możemy kierować uwagę na jego potencjał, czyli kierujemy uwagę na to, co było i na to, co mogłoby się wydarzyć, a zaniedbujemy teraźniejszość, czyli np. fakt, że mimo tego wszystkiego, całej tej przeszłości, ten człowiek nic nie zrozumiał, niczego się nie nauczył, nie ma zamiaru się nauczyć, nie ma zamiaru poodkręcać konsekwencji tej trudnej przeszłości, które ona na nim wywarła. I w rezultacie wnosi do Twojego życia jakieś bagno i wielki bajzel zamiast wsparcia i szacunku.
I wiecie co, ja sama się kiedyś też koncentrowałam nie na tym, co trzeba. O tym opowiadam w dodatkowych odcinkach podcastu „Pokój w głowie”, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy”, których możecie sobie posłuchać na platformie Herohero. Link do tych odcinków znajdziecie na początku opisu tego odcinka podcastu. Ale powiem też tutaj, to jest herohero.co/pokojwglowie.

Wracając do tematu. Często gubimy się w tym, co widać gołym okiem, czyli uroda, prestiż, wspólne pasje, fajność tego człowieka. Zapominamy natomiast o tym, co jest niemierzalne,  czego nie widać i czego tak naprawdę to nikt poza Tobą nie zobaczy -czyli o tym, na ile bezpiecznie się czujesz w relacji. O tym, czy musisz z nim się obchodzić jak z jajkiem, czy chodzić na paluszkach, czy po prostu oddychasz przy nim swobodnie. I teraz jak spotkasz takiego nieidealnego Alberta i nie wiesz, co z tym zrobić, czy on właściwie jest Albertem, czy nie jest Albertem, to pamiętaj: Mariusz – Albert to jest spektrum. I to, jak się możesz czuć przy człowieku, też jest spektrum. Natomiast przy Albercie raczej będziesz się czuć dobrze. A być może wyznacznikiem, czy jest wystarczająco dobrze, jest to, o czym wspominałam w tym odcinku – i też w wielu wcześniejszych – że po prostu ma Ci być przy nim lepiej niż wtedy, kiedy jesteś singielką.

A wiesz jaka jest przyczyna, dla której tak bardzo się koncentrujemy na tym, że on ma być taki fajny – na fajności tej drugiej osoby. Otóż boimy się tego, co inni o nas pomyślą, z powodu takiego, że wybraliśmy dokładnie tego człowieka. Jak wybierzemy sobie kogoś fajnego, to pomyślą, że jesteśmy fajni, skoro wybraliśmy kogoś tak fajnego i jeszcze on nas chciał. Natomiast jak wybierzemy sobie kogoś, kto nie robi piorunującego wrażenia, to mamy obawę, że będzie to źle o nas świadczyć. I ludzie pomyślą, że my też jesteśmy niefajni. Czyli w sumie to sednem wcale nie jest fajny Mariusz – czy tam fajny Albert – tylko to, co Ty o sobie myślisz i na ile uzależniasz swoją samoocenę od opinii innych, więc też na ile chcesz świecić odbitym światłem, na ile czujesz, że masz swój własny blask i on jest wystarczający. Czyli znowu właściwie sprowadza się to do decentralizacji mężczyzn w Twoim życiu. Jeżeli Ty jesteś w centrum, a Twój facet na Twojej orbicie, to co to za różnica, czy on jest fajny czy niefajny, bo Ty i tak jesteś w centrum, jesteś Słońcem i układasz sobie relacje z ludźmi i nie jest ważne, co oni o nim myślą. Jeżeli Ty kogoś kochasz, a ci ludzie źle o nim myślą, to pewnie do rozważenia – ale nie do rozważenia, kto jest fajny, tylko w jakiej relacji, jak się czujesz. Prawdopodobnie, jeśli Albert jest okej, to ta relacja z nim nie będzie wymagała od Ciebie zerwania kontaktów z dotychczasowymi znajomymi. No chyba, że byli jacyś naprawdę megatoksyczni, ale to już jest skrajność.

Czy czujesz się przy nim lepiej?

I zobacz, patrząc z tej perspektywy, że ważne jest to, jak się czujemy przy człowieku, a nie to, jaki on jest, to krzywy ząb Alberta albo wyświechtany t-shirt nie mają znaczenia. Nie mają znaczenia, jeżeli ta relacja daje Ci wiatr w żagle i pomaga rozwinąć skrzydła, a wsparcie, jakie tam otrzymujesz, pozwala Ci iść naprzód. Jeszcze trochę innymi słowami można by to ująć, na co zwracamy uwagę, a co ignorujemy. Na przykład kierujesz uwagę na to, że masz kogoś, na status związku w ogóle, że jesteś w związku, na wspólne zdjęcia, na to, że możesz sobie foteczki wstawić w media społecznościowe, wreszcie nie być sama na weselu, tylko mieć parę domyślnie – już po prostu z kimś tam idziesz. Jest to fajne tak naprawdę ze względu na świat zewnętrzny, ale możesz zaniedbywać jednocześnie fakt, że jako singielka spałaś lepiej, spokojniej. Teraz analizujesz natomiast każde jego słowo do trzeciej nad ranem. Zastanawiasz się, co odpisał, czy odpisał, kiedy odpisze, czy zadzwoni. Relacja ma być Twoją bezpieczną przystanią, a nie jakimś więzieniem i celą, w której Twój mózg dymi, czy takim stąpaniem po polu minowym.

Możesz kierować uwagę na ekscytację, na chemię, na to coś, co sprawia, że kolana Ci się uginają. Ale jednak zaniedbujesz proste pytanie: czy po spotkaniu mam więcej siły, czy mniej? Czy jako singielka miałam więcej siły, czy mniej? Czy jako singielka miałam więcej energii do podejmowania wyzwań, do działania, do realizowania różnych swoich celów, czy mniej? Dobra relacja powinna tę energię mnożyć albo przynajmniej potęgować, a nie drenować do tego stopnia, że nie masz siły na własne pasje. Możesz mieć skierowaną uwagę na potencjał tego partnera, np. on będzie cudowny jako mąż i ojciec dzieci, jeśli tylko zrozumie i pójdzie na terapię. Czyli jeśli przejdzie przemianę. Super, nie? Jeśli on przejdzie przemianę, czyli stanie się kimś innym, to będzie świetnym facetem. Kierujesz na to uwagę i wydaje Ci się to fajną i optymistyczną myślą. Zaniedbujesz natomiast realny koszt rezygnacji ze swojego spokoju po to, by terapeutyzować jego i uczestniczyć w jego problemach, które nie wiadomo, czy kiedykolwiek się skończą, gdzie nie masz gwarancji na progres, a właściwie to może się wydarzyć też i regres. Jeśli natomiast bycie z nim kosztuje Cię Twoją pewność siebie, to jest to cena, której nie zapłaciłabyś u żadnego sprzedawcy. Ale tego możesz nie widzieć, gdy jesteś zafiksowana na potencjale. Tak naprawdę to możesz spróbować odjąć od swego obecnego życia: stresy, niepewność i łzy, które generuje ten związek. Czy to, co zostaje – teraz zadaj sobie pytanie – jest warte więcej niż spokój, który miałaś będąc singielką? Jeśli okaże się, że bycie z nim jest trudniejsze niż radzenie sobie ze wszystkim samej, to raczej nie jest miłość tylko surwiwal. Więc stopniowo, krok po kroku, będzie to Ciebie coraz bardziej wpychać w tryb przetrwania.

Jak już wspominałam, zapraszam Was na Herohero na dodatkowe odcinki podcastu, na „Wieczorne rozmowy”, gdzie opowiem o tym, na co najpierw zwracałam uwagę, a co się rzeczywiście okazało być ważne, i jak to wyszło w czasie, w praniu, w relacji z moim mężem. Kiedyś znalazłam taki post na Instagramie, który mówił, że kiedyś spotkasz kogoś, dzięki komu zrozumiesz, dlaczego z innymi Ci nie wyszło. Tylko że w sumie, żeby mieć gotowość na tego kogoś, to my już wcześniej musimy dużo rzeczy zrozumieć, żeby w ogóle być w stanie tego człowieka przyjąć do swego życia i go docenić.

Na ten moment to wszystko, co chciałam powiedzieć w tym odcinku. Za tydzień odcinek dwusetny, gdzie będę mówiła o gamechangerach Waszym zdaniem, czyli takich kluczowych hasłach, najważniejszych dla Was w Waszych historiach, które macie zaczerpnięte z podcastu „Pokój w głowie”. Na Instagramie już zbieram te hasła od Was – co dla Was było ważne. Więc zrobię trochę taki inwentarz gamechangerów z „Pokoju w głowie”. A zatem zasubskrybuj sobie podcast „Pokój w głowie” w swojej ulubionej aplikacji podcastowej albo kanał „Pokój w głowie” na YouTube sobie zasubskrybuj, żeby nie przegapić kolejnych odcinków, chociażby tego dwusetnego z gamechangerami. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka.

Koszyk