205: O tym, jak edukacja psychologiczna pomaga sabotować bliskość
Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE
Czy można wiedzieć o psychologii naprawdę dużo, przejść terapię, nauczyć się rozpoznawać czerwone flagi… i jednocześnie nieświadomie sabotować własne szanse na bliską relację?
W tym odcinku opowiadam o pułapce, w którą wpada wiele osób po bolesnych doświadczeniach w związkach. Kiedyś ignorowaliśmy sygnały ostrzegawcze, dziś potrafimy dostrzec je wszędzie. Ale czy na pewno zawsze są czerwonymi flagami? A może czasem są jedynie przejawem zwykłej ludzkiej niedoskonałości?
Rozmawiam o tym, jak przekonanie „nie zasługuję na miłość” może przybierać bardzo różne formy – również takie, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak dojrzałość, wysoka świadomość czy troska o własne granice. Wyjaśniam, dlaczego po toksycznych relacjach tak łatwo odbić się z jednej skrajności w drugą: od idealizowania partnerów do skreślania ich przy pierwszym potknięciu.
To odcinek o złotym środku. O różnicy między stawianiem zdrowych granic a perfekcjonizmem w relacjach. O tym, dlaczego nie warto reżyserować drugiego człowieka ani oczekiwać od niego idealnego scenariusza. I o tym, że prawdziwa bliskość potrzebuje czasu, aby mogła się rozwinąć.
Jeśli masz wrażenie, że po zdobyciu psychologicznej wiedzy stało Ci się trudniej budować relacje, ten odcinek może pomóc Ci zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Apero Hour” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
205: O tym, jak edukacja psychologiczna pomaga sabotować bliskość
Witam w 205. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dzisiaj chciałabym porozmawiać o takiej sytuacji, kiedy jesteś już bardzo świadoma, wyterapeutyzowana, wyedukowana, ale nadal te relacje romantyczne Ci nie wychodzą, mimo że czujesz się osamotniona i bardzo byś chciała być w związku – jakimś fajnym, opartym na przyjaźni. Jeżeli tak jest, to dlaczego nadal możesz sabotować bliskie relacje, mimo Twojej dużej wiedzy i świadomości?
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.
Zanim przejdziemy do dzisiejszego tematu, chciałabym powiedzieć, że podcast ten powstaje dzięki wspaniałym subskrybentkom, subskrybentom też, dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można też słuchać na Spotify po zasubskrybowaniu na herohero.co/pokojwglowie.
Trzy odcienie niezasługiwania
Myślę, że większość osób, która słucha tego odcinka podcastu „Pokój w głowie”, ma w sobie już naprawdę ogromną dawkę wiedzy i samoświadomości. Pewnie przeszliście, przeszłyście już bardzo długą drogę i porozkminiałyście na lewo i prawo wszelkie opcje tematów dotyczących bliskich relacji i Waszego funkcjonowania w tych bliskich relacjach. I myślę też, że większość osób, która do tego momentu już dobrnęła i słucha tego odcinka podcastu, miała w swoim życiu historię ignorowania czerwonych flag. Prawda? Większość osób jednak jest po jakichś relacjach „mariuszowych”. Mariusz to postać tego podcastu. Jeśli chcesz się dowiedzieć, kim jest Mariusz, to możesz sobie na przykład posłuchać odcinka 37. albo zacznij podcast „Pokój w głowie” po prostu od samego początku. Właśnie, większość ma już te „mariuszowe” relacje za sobą i to mogą być związki, mogą to być nawet i małżeństwa teoretycznie takie „mariuszowe” albo mogą być takie situationshipy po prostu, że ja się angażuję w relacje, ale ten ktoś potem się okazuje, że właściwie to mnie nie chce, nie chciał, a może trochę dawał znaki, że chce i ja się w to wkręciłam. Te relacje mogą być jakby na różnym poziomie zaawansowania, ale efekt emocjonalny jest dla nas dosyć podobny, czyli po prostu jesteś Różą.
A są różne odmiany Róż – o tym też pamiętajmy. Róża też jest bohaterką tego podcastu. I już był kiedyś taki odcinek o różnych odmianach Róż, ale ja dzisiaj chciałabym te odmiany Róż podzielić trochę inaczej, jakby na bazie innych kryteriów. Bo myślę, że każda Róża ma przede wszystkim jakiś ślad, przynajmniej jakiś rys, jakąś bardzo głęboko zakopaną myśl o tym, że nie zasługuje na miłość. To wynika oczywiście z dzieciństwa – z jakichś doświadczeń z dzieciństwa, z tego, co się wydarzyło albo się nie wydarzyło. I nawet jeżeli wierzysz w siebie, uważasz się za wartościową, silną kobietę, ale relacje Ci w ogóle nie wychodzą, to pewnie gdzieś tam ten ślad niezasługiwania jest. Może to nie jest silne przekonanie, ale ono może się przewijać po prostu w Twoich myślach, w jakichś takich kryzysowych i ważnych relacyjnie sytuacjach. I jeżeli nam się pojawia takie przekonanie – przynajmniej od czasu do czasu – o niezasługiwaniu na miłość, to ono generuje różne rodzaje naszych zachowań.
I możemy iść w kierunku takim, że zakładamy, że on i tak mnie nie pokocha, więc nawet nie próbuję się angażować w relacje, nic w tym kierunku nie robię albo buduję jakieś płytkie relacje i tam nie doszukuję się jakiejś głębszej więzi. I to jest opcja pierwsza – wierzę, że on i tak mnie nie pokocha. Chociaż to już wtedy raczej nie będzie rys niezasługiwania na miłość, tylko głębokie przekonanie o niezasługiwaniu na miłość. Czyli po prostu, budując relację, próbuję jakoś obejść to, że on mnie nie pokocha. Chcę, żeby ta relacja trzymała się na bazie jakichś innych kryteriów niż jego miłość do mnie.
Opcja numer dwa, czyli generowana przez przekonanie o niezasługiwaniu, to pokocha mnie, ale tylko do momentu, aż się zorientuję, jaka naprawdę jestem beznadziejna. Czyli on, póki będziesz świetnie odgrywała rolę fantastycznej partnerki, to będzie Cię kochał. Jak się połapie, że jednak nie jesteś taka fantastyczna, to Cię natychmiast odrzuci. Więc Ty musisz po prostu się bardzo, bardzo starać, odgrywać rolę, stawać na rzęsach i scentralizować tak naprawdę tego faceta. Uczynić go bardzo ważnym, żeby nie zorientował się, jaka jesteś beznadziejna. Według Twoich głębokich przekonań, bo racjonalnie wcale tak nie musisz myśleć.
I opcja trzecia, generowana przez przekonanie o niezasługiwaniu, to jest taka, że pokocha mnie, ale tylko dlatego, że jest tak ślepy i głupi, że myli moją beznadziejność z czymś fajnym. Po prostu on mnie kocha taką, jaka jestem i to źle o nim świadczy, bo ja jestem według mnie beznadziejna i nie zasługuję. Czyli coś z nim jest „nie halo”, że pokochał taką osobę. I to oczywiście ta opcja bardzo też sprzyja deprecjonowaniu takich potencjalnie dobrych relacji, deprecjonowaniu ludzi, którym na nas zależy, odczuwaniu też tak naprawdę jakiejś złości, niepokoju, wręcz obrzydzenia wobec takiej osoby, bo skoro on mnie kocha taką beznadziejną, to jak beznadziejny musi być on, i oczywiście generuje sabotowanie relacji. Sabotowanie relacji. Na tym dzisiaj właśnie chciałabym się skoncentrować – na takim nieświadomym sabotowaniu relacji.
Obniż tę poprzeczkę, czyli skrajności na bok
I teraz jakby zestawić tę całą historię z przegapianiem czerwonych flag, ignorowaniem czerwonych flag i potem już świadomością, że nie powinnam była tego zignorować, powinnam była to uczynić ważnym, powinnam była się temu przyjrzeć, to przeanalizować, o to i tamto zapytać… Właśnie, jesteś taka już wyedukowana, że wiesz, ale jednak nadal wierzysz, że jak on Cię pokocha, to będzie to o nim beznadziejnie świadczyło, to wtedy z założenia nie możesz, po pierwsze, ani przegapić czerwonych flag, ani nie możesz dopuścić do tego, żeby ktoś Cię pokochał, bo to będzie o nim świadczyło beznadziejnie. I w rezultacie doszukujesz się tej beznadziejności w każdym człowieku, który żywi wobec Ciebie jakieś pozytywne uczucia romantyczne. Bo pewnie w przyjaciołach się nie doszukujesz, tylko kiedy zagraża to relacją romantyczną, to wtedy się doszukujesz.
I z takiego trochę może niedbałego patrzenia na kogoś i zamiatania pod dywan bardzo wielu aspektów człowieka, który robi świństwa, czyli Mariusza – tu znowu nawiązuję do tych „mariuszowych” historii – możesz przejść, odbić się z tamtej skrajności w skrajność przeciwną. Czyli najpierw masz taki powiedzmy zoom Twojego aparatu telefonu ustawiony czy mikroskopu na maksymalne oddalenie – masz normalny widok i robisz zoom, ale ten zoom robisz nadmiernie, czyli Ty przechodzisz z takiego oddalenia w nadmierne przybliżenie. A więc z niedbałego przyglądania się drugiej stronie relacji i zamiatania spraw pod dywan, przechodzisz na wyolbrzymianie jakichś szczegółów. I tutaj weźmy pod uwagę to, że jakby wziąć dowolnego człowieka i skupić się na jakiejś jego nieulubionej przez Ciebie cesze, to na pewno, na 100 proc. będziesz mogła mieć powody, żeby go zdeprecjonować i wywalić ze swego życia, jeżeli wyolbrzymisz po prostu jakiś szczegół. A nie ma człowieka, który ma same dopasowane do Ciebie cechy i zachowuje się zawsze w taki sposób, w jaki Ty byś zaprogramowała, że ma się zachować. Nie ma takiego człowieka. Więc jeżeli będziemy się doczepiać do jakichś drobiazgów, które nie są ani przemocą, ani brakiem szacunku, ani objawem jakiegoś destrukcyjnego systemu wartości, tylko np. on zrobił coś, co ja bym zrobiła inaczej albo czego ja bym w tej sytuacji nie zrobiła, a za to w innej sytuacji czegoś nie zrobił, co ja bym zrobiła – co ma się nijak do braku szacunku, przemocy i innego systemu wartości niż Twój – to można powiedzieć, że wyolbrzymiasz i nadajesz bardzo ogromną ważność temu, co tak naprawdę dla tej relacji nie jest istotne.
I mało tego, prawdopodobnie gdyby to była wyłącznie relacja przyjacielska, to byś tak nie czepiała się tego szczegółu. Ale ponieważ Ty chcesz idealnego kandydata na męża, tym bardziej że już sama jesteś taka świadoma i wyedukowana, to też oczekujesz więcej. Czyli ze zbyt nisko położonej poprzeczki, tę poprzeczkę wywalasz gdzieś w kosmos i teraz to już w sumie chyba nikt nie doskoczy, bo to ma być perfekcyjny człowiek. Ma się perfekcyjnie czuć, perfekcyjnie zachowywać, perfekcyjnie mówić, perfekcyjnie robić, perfekcyjnie nie robić i w ogóle ma być zgodny z jakimś Twoim idealnym scenariuszem, ponieważ nie chcesz już tracić czasu, bo już go upłynęło dużo. I nie chcesz nigdy więcej przegapić żadnej czerwonej flagi. A o takim hiperfokusie na niedociągnięciach drugiej osoby naprawdę dużo wiem i opowiadam Wam o tym właśnie w „Wieczornych rozmowach” na Herohero. Bo nie ma sensu, żebyście popełniały czy popełniali te same błędy, skoro ja już mogę wam dać z tego wnioski. Więc jeśli ktoś chce posłuchać mojej historii, to zapraszam na herohero.co/pokojwglowie i prawdopodobnie na początku opisu tego odcinka podcastu znajdziesz link do pierwszego darmowego miesiąca subskrypcji. Przez kilka lat nie lubiłam mego męża, więc wiecie, to jest taka historia. Zanim został moim mężem oczywiście. A potem się okazało, że się jednak nadaje chłopak.
Pamiętajmy, jak się uczymy, to jest dosyć normalne, że musimy zbadać skrajności, czyli tak jakby odbić się od bandy po lewej, odbić się od bandy po prawej, żeby umieć jechać środkiem, znaleźć złoty środek. Sprawdzamy skrajność „A” jakiejś sytuacji, jakiegoś tam obszaru życia, a potem sprawdzamy skrajność „B” jakiegoś obszaru życia. Dzięki temu – jeżeli wyciągniemy wnioski z jednej i z drugiej skrajności – będziemy wiedzieli, jak jechać środkiem, jak znaleźć złoty środek. Ale my nie możemy znaleźć złotego środka, jeżeli tylko odbiliśmy się od opcji „A” i mamy wnioski wyłącznie z opcji „A”. Jeżeli mamy wnioski tylko z opcji „A”, to zepchnie nas to na drugą stronę. Bo będziemy się starać za bardzo nie wejść znowu w obszar „A”, nie odbijać się znowu od bandy „A”.
I teraz, jeżeli rzeczywiście masz tak, że się fiksujesz, że ktoś jest fajny, ale nagle się okazuje, że w jakiejś sytuacji zachował się jednak inaczej, niż Ty się spodziewałaś – mimo że tak jak mówiłam, to nie jest ani przemoc, ani brak szacunku, ani objaw jakiegoś kolidującego z Twoim systemu wartości – to znaczy, że może po prostu pochopnie go skreśliłaś, że za bardzo się właśnie zafiksowałaś na jakiejś tam cesze czy na jakimś zachowaniu. Jeżeli Twoje emocje były pozytywne wobec tego człowieka i nagle one stały się negatywne, bo ta jedna sytuacja skasowała po prostu wszystko dobre, co było wcześniej, to właśnie może odbijasz się od bandy „B” – od tej przeciwnej bandy do ignorowania czerwonych flag. Zastanów się nad tym. I myślę, że może najprostsza opcja jest taka, żeby wyobrazić sobie, że to nie jest jakiś potencjalny kandydat na relację romantyczną, tylko może kolega, ktoś, kto może mógłby zostać Twoim przyjacielem. Trochę obniż tę poprzeczkę. Bo i tak miłość budujemy przecież na przyjaźni. Dobre związki budujemy na przyjaźni. Bez przyjaźni nie ma miłości i nie ma fajnej, bliskiej, związkowej relacji romantycznej. Więc najpierw skoncentruj się po prostu na przyjaźni. Czy to, że on czegoś nie powiedział albo powiedział coś inaczej, niż Ty byś chciała, świadczy o tym, że się nie nadaje na przyjaciela?
Poznawanie to proces bez scenariusza
I nawiązując teraz do historii Róży, Mariusza i Alberta, to myślę, że Albert – taki docelowy Albert, idealny Albert w moim wyobrażeniu, jak ja go tworzyłam – to nie jest ten z tej skrajności „B”. On nie jest bandą „B”, czyli ideałem, kimś, kto będzie do nas pasował, bo on nie ma żadnych niedociągnięć i żadnych wad. Tylko Albert jest tym, kto jest po środku. Mariusz jest skrajnością – taki Mariusz nieszanujący, oszukujący, zdradzający itd. – on jest powiedzmy bandą lewą, „A”. Mamy bandę „A” po lewej i bandę „B” po prawej. My się odbijamy od tego Mariusza do bandy „B”, ale tak naprawdę Albert to jest po środku. On nie jest skrajnością, tylko on jest już złotym środkiem. Czyli jeżeli chodzi o Alberta, to nie możesz zamiatać czerwonych flag pod dywan. Takich czerwonych flag, które dotyczą braku szacunku, przemocy, tego, że w sumie to mu na Tobie wcale nie zależy i ma system wartości – tak jak już mówiłam wiele razy w tym odcinku – kolidujący z Twoim. Ale nie możesz też oczekiwać, że on będzie perfekcyjnym człowiekiem i będzie funkcjonował tak, jak Ty sobie wyobrażasz, że on zafunkcjonuje, czyli według jakiegoś Twojego ułożonego wcześniej scenariusza. Nie możesz układać sobie scenariusza co do tego, jak on ma się zachować. Bo to jest właśnie fascynujące w relacjach z ludźmi, że my nie wiemy, co oni zrobią.
A propos skrajności, to z jednej strony właśnie jesteśmy w stanie brnąć długi czas w jakieś toksyczne wręcz relacje i potem się odbijamy od tej skrajności. Jesteśmy wyedukowane, świadome. I wtedy już jakby na drugim krańcu odbijamy się na ten przeciwny kraniec. I bardzo szybko kasujemy ludzi. Ciach, ciach. Choćby nawet jedną rzecz powiedzieli nie taką, która nam się podoba, nie taką, która by pasowała do scenariusza. Czyli jakby z przeciągania tego, co toksyczne, przechodzimy w profilaktyczne wykluczanie wszystkich, którzy według nas mają jakieś potknięcie. I tak jak mówiłam to już wielokrotnie – nawet umieściłam to w moim e-booku „BHP w relacjach”, że naprawdę trzeba dwa czy trzy miesiące na to, żeby poznać człowieka. I tak samo, nawet jeżeli on się zachowuje perfekcyjnie, to po dwóch czy trzech miesiącach prawdopodobnie zacznie się pogrążać w jakichś dziwactwach, nawet może w braku szacunku i agresji, jeżeli na początku był odegrany taki love bombing. Albo opcja numer dwa, jeżeli to był ktoś taki nie za bardzo ciekawy, to my możemy go – jeżeli oczywiście poświęcamy uwagę tej relacji – poznać po trzech miesiącach na tyle, że dopiero się okaże być atrakcyjny albo przynajmniej trochę nas zaciekawi, albo przynajmniej ta relacja da nam poczucie bezpieczeństwa i spokój. Nawet jeżeli nie będziemy sobie wyobrażać, że coś romantycznego z tego wyniknie, to może uznamy, że to fajny kolega albo fajny kumpel, albo w ogóle może nawet przyjaciel.
Czyli my tak naprawdę na samym wstępie relacji nie wiemy o człowieku ani złych, ani dobrych rzeczy, bo to wszystko wychodzi w akcji. Nie w jakichś drobnych sytuacjach i zachowaniach, nie według naszego scenariusza – czasami naprawdę bardzo rygorystycznego – tylko w sytuacjach, gdzie współdziałamy, w akcji. Jedziemy na wycieczkę, na kajaki, spotykamy się z jego znajomymi, spotykamy się z moimi znajomymi i patrzymy, co się tam wydarzy. Czasami rzeczywiście jakieś świństwa mogą się wydarzyć, dramat itd. A może być tak, że przytrafią się nam takie rzeczy, które sprawią, że będziemy myśleć o tym człowieku coraz lepiej.
Pamiętajcie, że jest taka zasada, która dotyczy nas wszystkich, że nasz mózg, my, lubimy to co znamy. I lubimy zarówno niestety destrukcyjne, znajome schematy i według tego klucza często się pakujemy w jakieś toksyczne relacje, bo znajomy schemat wynosimy z domu, czyli wolimy te znajome piekiełko niż jakieś obce niebo, jak to się mówi, ale też tak samo jest z ludźmi. Jeżeli kogoś znamy i na początku nawet nam się wydaje, że on jest taki nie bardzo, bo nie jest perfekcyjny, to jak już go poznamy, to jest szansa na to, że go polubimy bardziej.
Atrakcyjność zmienia się w czasie
Opowiem Wam na koniec o takim badaniu Morlanda i Beacha, które było przeprowadzone w 1992 roku. Wyobraźcie sobie salę uniwersytecką, aulę pełną studentów psychologii. Trwa semestr. Wykłady płyną swoim rytmem. Na sali, w różnych odstępach czasu, pojawiają się cztery nowe kobiety. Wszystkie są podobnie ubrane, wyglądają też dość podobnie do siebie i co kluczowe, nigdy nie odzywają się ani słowem. Nie witają się. Nie zadają pytań. Po prostu siadają w ławce, słuchają i wychodzą. I badacze precyzyjnie zaplanowali obecność tych kobiet na zajęciach. Kobieta „A” nie pojawiła się na wykładach ani razu – studenci zobaczyli ją dopiero na koniec semestru. Kobieta „B” przyszła pięć razy, kobieta „C” przyszła dziesięć razy, a kobieta „D” pojawiła się aż piętnaście razy. Na ostatnich zajęciach badacze pokazali studentom zdjęcia tych czterech kobiet. Poprosili o ocenę ich atrakcyjności, tego, jak bardzo wydają się sympatyczne oraz czy chcieliby się z nimi zaprzyjaźnić. Studenci byli przekonani, że oceniają zupełnie obce osoby. Wyniki okazały się fascynujące: choć nikt nigdy z tymi kobietami nie rozmawiał, atrakcyjność rosła wraz z liczbą zaliczonych wykładów. Kobieta „D”, czyli ta, która przyszła piętnaście razy, została uznana za najatrakcyjniejszą, najbardziej sympatyczną i taką, z którą studenci najchętniej spędziliby wolny czas.
I to badanie idealnie udowadnia efekt czystej ekspozycji Roberta Zajonca. Nasz mózg to ewolucyjny leniuch i asekurant. Żyje według prostej zasady: znajome oznacza bezpieczne, a bezpieczne oznacza ładne i fajne. Prawdziwa atrakcyjność nie jest więc zdjęciem zamrożonym w czasie. Ona rośnie i rozwija się z każdym wspólnym momentem, nawet w absolutnej ciszy. Atrakcyjność się rozwija. Tak jak zaufanie. Ono nie jest stałe. Czyli można powiedzieć, że właściwie to atrakcyjność rośnie wraz z zaufaniem, jeżeli nie dzieje się nic niepokojącego w relacji i pozwalamy sobie oswoić się z obiektem. Zobaczcie, jak to się ma do aplikacji randkowych. One działają zupełnie wbrew tym mechanizmom, bo tam szybko sobie przewijamy i nie mamy okazji z nikim się oswoić tak naprawdę. Zmiana tych obiektów, ekspozycji, następuje jedna za drugą itd. Więc pamiętajcie, że atrakcyjność zmienia się w czasie. Poczucie atrakcyjności drugiej osoby zmienia się w czasie. I może ja do tego tematu jeszcze wrócę, bo jest więcej badań na ten temat – fajnych, ciekawych i zaskakujących.
Natomiast wniosek na dzisiaj, to nie przesadzajmy z zoomowaniem, koncentracją na jakichś szczegółach i szczególikach. Oczywiście pamiętajmy o swoich wartościach i nie brnijmy w relacje wbrew naszym wartościom, ale też pozwólmy ludziom być niedoskonałymi. Pozwólmy ludziom – nawet jeżeli uważamy, że z nami coś jest „nie halo” i jak ktoś nas pokocha, to jest głupi – być właśnie tymi głupimi, kochać nas i mieć własną opinię na nasz temat. I pozwólmy nawet komuś uważać to, co sami uważamy w sobie za beznadziejne, to jakby pozwólmy tej drugiej osobie uznać, że to jest fajne, jeżeli ona tak chce. Albo że to nie ma znaczenia. Więc odpuśćmy. Nie musimy nikogo reżyserować. Bo to sprzyja oczywiście sabotowaniu relacji.
Dziękuję Wam za przeczytanie tego odcinka. Zapraszam Was na dodatkowe odcinki, czyli „Wieczorne rozmowy”, gdzie opowiadam różne moje historie już ze świadomością starej baby. I zasubskrybujcie sobie oczywiście też podcast „Pokój w głowie” w Waszych ulubionych aplikacjach podcastowych albo kanał „Pokój w głowie” na YouTube, żeby nie przegapić kolejnych odcinków.
