3: Być połówką, czy całością?

Witam w odcinku trzecim podcastu „Pokój w głowie”. Ten Odcinek nagrywam w Warszawie, za oknem są 24°C i świeci słońce. Jest to podcast psychoedukacyjny. 

 W tym odcinku opowiem zmyśloną historię o miłości. Ta zmyślona historia zbudowana jest na faktach z życia wielu kobiet, z którymi zdarzyło mi się pracować.

 Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię. 

 Na początku wyjaśnię, dlaczego historia, którą chciałabym Wam opowiedzieć w tym odcinku, jest zmyślona. Otóż obowiązuje mnie tajemnica zawodowa i nie mogę tutaj przytaczać prawdziwych historii. W związku z tym historię wymyśliłam, ale jednak jest ona powiązana z prawdziwymi historiami, bo niektóre historie, bardzo podobne, powtarzają się w relacjach wielu osób.

 Był słoneczny dzień i z zewnątrz dobiegały odgłosy poranka. Tramwaj za tramwajem, jedno parkujące auto za drugim, wśród tego ćwierkanie ptaków zamieszkujących okoliczne nieliczne drzewa i szum fontanny. Promienie słońca wpadały przez żaluzje tworząc na biurku Róży pasy – pas słońca i pas cienia. Dokładnie w pas cienia Róża próbowała zmieścić swój telefon, na którym była bardzo skupiona. Zamiast skoncentrować się na pracy, Róża przesuwała telefon pięć milimetrów w prawo, trzy milimetry w lewo, przy okazji wpatrując się w ekran, na którym, bardzo tego chciała, miał się pojawić sms. Pachniało kawą. Ludzie w biurze prowadzili poranne pogawędki i witali się ze sobą. Czekała na sms, który dałby z powrotem piękne barwy jej życiu i przywrócił nadzieję w to, że Róża jednak zasługuje na miłość.

 Sms i zasługiwanie na miłość. Wiecie, jak bardzo wiele łączy te dwa tematy? Sms od niego świadczy o tym, że Róża zasługuje na miłość. Brak sms świadczy o tym, że na tę miłość nie zasługuje. Prosta zależność.

 Czekając na sms, czuje się szara, słaba, beznadziejna, nie dość dobra, porzucona. Dostając sms natomiast, czuje ulgę, czuje radość, chęć życia, siłę i czuje się ważna. Nie jest nawet istotna treść tego sms-a. Ważny jest sam fakt, że sms przyszedł. Że on, ten konkretny człowiek tego sms-a wysłał. Rzucił ochłapem, przez który dał Róży piękny dzień. Nawet nie był to ochłap miłości. Ten sms to ochłap… hmm… jakiegokolwiek zainteresowania w sumie. 

 Warto by było tutaj wyjaśnić, dlaczego Róża w ogóle czekała na tego sms-a i od kogo miał być ten sms. Otóż dzień, o którym opowiadam, to jest poniedziałek. Natomiast przez cały weekend Róża widziała się ze swoim kolegą z pracy. Powiedzmy, że ten kolega to Mariusz. Róża widziała się z Mariuszem w sobotę i widziała się z Mariuszem w niedzielę. Myślała o nim, że jest fantastycznym facetem. Bardzo atrakcyjny, inteligentny, no i też wyluzowany – Mariusz wydawał się też cieszyć dużym zainteresowaniem innych koleżanek z pracy. Generalnie był całkiem popularną osobą, towarzyską. Lubił i umiał skupiać na sobie uwagę innych. Miał też zdolności przywódcze, dobrze organizował jakieś grupowe inicjatywy. Róża miała wrażenie, że to jak wygrana na loterii, że on w ogóle się nią zainteresował i że udało im się spotkać ze sobą w weekend. Jednego dnia poszli na obiad, a drugiego na spacer. A najlepsze było to, że to on zaproponował. Weekend był naprawdę super. Naprawdę super – dużo żartowali, świetnie się dogadywali, opowiadali sobie różne historie ze swego życia i bardzo wesoło spędzili ten czas. W niedzielę około 18.00 każdy poszedł do siebie i od tamtej pory do teraz, czyli do 9.00 rano w poniedziałek, nie mieli ze sobą kontaktu. Dlatego Róża bardzo czekała na to, kiedy go zobaczy w pracy, albo kiedy Mariusz sms-a jakiegoś prześle. Ale tak, jak po sobocie Mariusz pisał do niej dużo wieczorem, tak w niedzielę – cisza. 

 Oczywiście myśli Róży poszybowały w kierunku takim: co takiego mogłam powiedzieć nie tak? Czy zrobiłam coś nie w porządku? Czy może jakoś go uraziłam? Może się jakoś skompromitowałam albo ośmieszyłam? Czy zrobiłam coś odrażającego? Szukała winy w sobie. W sobotę nie szukała tej winy w sobie, bo dostała wiele wiadomości po spotkaniu, a w niedzielę nie dostała wiadomości ani jednej, więc zaczynała się czuć coraz gorzej. No bo kiedy sobie myślała, że w jakiś sposób zepsuła tę znajomość, mówiąc coś nie tak na przykład, czuła wtedy niepokój, lęk, smutek, złość na siebie i żal. Od zakończenia spotkania minęło już 15 godzin, a wiadomości ani jednej. Natomiast kłębiących się w głowie myśli – miliony. I to same negatywne myśli. 

 Tak ogólnie to Róża jest osobą raczej lubianą przez innych i odważną, ale gdzieś tam w głębi jednak nie bardzo siebie lubi. I kiedy cokolwiek idzie nie tak w jakiejś relacji z innym człowiekiem – Róża szuka przyczyny w sobie samej. Tak właśnie jest też w tym przypadku: 15 godzin braku odzewu ze strony Mariusza – Róża gdzieś tam w głębi wyjaśnia tym, że przecież ona jednak nie zasługuje na to, by ktoś ją kochał. 

 No, ale wracając do Róży wpatrującej się w telefon i siedzącej przy swoim biurku w open spasie, przy oknie. Otóż siedzi ona sobie tak i siedzi i się rozgląda i nagle widzi Mariusza rzeczywiście. Nie dostała od niego wiadomości, ale pojawił się osobiście, no bo pracują w tej samej firmie. Ale Mariusz idzie z koleżanką, wesoło sobie rozmawiają. Do uszu Róży dobiegły jakieś urywki tej rozmowy, między innymi hasło: “do zobaczenia później”. “Do zobaczenia później” było dla Róży potwierdzeniem, że rzeczywiście nie zasługuje ona na miłość, że musiała totalnie schrzanić to ich spotkanie, ale raczej schrzaniła w niedzielę niż w sobotę, bo po sobocie jeszcze był kontakt. No i na dodatek z tego „do zobaczenia później” wynika, że Mariusz ma dzisiaj już się spotkać z kimś innym, a nie z nią. 

 Ale idźmy dalej. Więc Mariusz z koleżanką powiedzieli sobie „do zobaczenia później”, po czym Mariusz, przechodząc nie za daleko od biurka Róży, machnął do niej ręką, krzyknął „hej” i poszedł dalej, zupełnie nie podchodząc, nie zagadując, nie pytając co słychać. Tak, jakby zupełnie nic ich nie łączyło, jakby nie spędzili tego weekendu razem i nie mieli żadnych wspólnych spraw. Był totalnie obojętny. Zachowywał się tak, jak się zachowywał wobec niej na samym początku znajomości. 

 I teraz pytanie: o co tu chodzi i co jest nie tak? Co nie gra?

 Kiedyś zapytałam na Instagramie (to było pytanie raczej do kobiet skierowane): czy zdarza się Wam dopowiadać sobie dalszy ciąg, taki daleko idący, wyobrażenia związanego z jakąś znajomością, po tym, jak facet był po prostu dla Ciebie miły? I wiecie, że większość kobiet odpowiedziała, że tak – że zdarza im się wyobrażać już nawet ślub. Trochę się to wiąże z takim filmem „Kobiety pragną bardziej” na podstawie którego powstała książka „Nie zależy mi na Tobie”. „Kobiety pragną bardziej” to film o tym, jak kobiety podchodzą do miłości i właśnie są tam takie fragmenty, gdzie bohaterka wyobraża sobie ślub, mimo że za dobrze nie poznała jeszcze faceta. Albo siedzą jakieś dwie Afrykanki, lepiąc garnki, czy coś takiego, i jedna do drugiej mówi: „A może zapomniał numer Twojego szałasu?” Jak mniemam, chodziło o faceta, który się po prostu nie odezwał. 

 No i tak to działa właśnie, że kobiety usprawiedliwiają różne rzeczy ze strony mężczyzn, które być może gdzieś tam one same w głębi czują, że nie są w porządku, jednocześnie szukając przyczyn niepowodzenia relacji w sobie samych. Bo to jest tak, że my dopasowujemy rzeczywistość do tego, w co w głębi już i tak wierzymy. Więc jeżeli mam takie przekonanie gdzieś tam w głębi siebie zakodowane, że nie zasługuję na miłość, że jestem beznadziejna, czy gorsza, to każde odrzucenie, czy zignorowanie mnie nawet, każdy brak zainteresowania ze strony innej osoby, będzie świadczył o tym, że właśnie nie zasługuję na tę miłość. Kiedy tak naprawdę ten brak zainteresowania w rzeczywistości może wynikać po prostu z tego, że do siebie nie pasujemy. 

I tak właśnie Róża z mojej historii zinterpretowała 15-godzinny brak odzewu Mariusza. Najlepsze jest to, że kobiety naprawdę różne świństwa potrafią pominąć w swoim wnioskowaniu na temat jakiegoś mężczyzny. Mało tego – przyczyn tych świństw z jego strony, chociażby niepunktualność, niedotrzymywania słowa, bycia totalnie niekonsekwentnym, braku związku między czynami a słowami – one tego wszystkiego przyczyn potrafią szukać w sobie samych, zamiast w tym facecie. Zamiast dostrzec, że facet jest nielojalny, one w desperacji szukają powodu tej nielojalności w sobie. Czyli schemat działa w ten sposób: co źle zrobiłam, że dałam mu podstawę do takiego braku lojalności? Ten brak lojalności z jego strony jest w porządku, ale wina jest we mnie. Bo wina jest we mnie. 

I to wszystko się sprowadza właśnie do tematu bycia całością, albo bycia połówką. Jestem całością pełnowartościową, niezależnie od tego, czy jestem w związku, czy nie jestem – to jest opcja jeden. Natomiast opcja dwa brzmi tak: jestem połówką, nie jestem wartościowa, póki nie będę w związku. I niestety tak myśli bardzo, bardzo wiele osób. Co powoduje, że osoby te zazwyczaj po pierwsze: czekają na przyszłość, zamiast żyć, póki nie są w związku. Po drugie: uwieszają się na partnerze, uzależniając swoje szczęście od tego drugiego człowieka, a tak naprawdę, to nikt nie może dać nam szczęścia, jeżeli sami go sobie nie potrafimy dać. 

 

Bycie całością powoduje też zależność emocjonalną. Może powodować również zależność finansową w związku no i właściwie też wyklucza się z takim prawdziwym partnerstwem. Partnerstwo polega na tym, tak można to sobie metaforycznie wyobrazić, że dwie osoby idą jedną drogą obok siebie i gdy jedna z nich się potyka, to druga może ją złapać, bo mocno stoi na własnych nogach. Natomiast związek oparty na zależności, czyli związek złożony z dwóch połówek, a nie z dwóch niezależnych całości, funkcjonuje w ten sposób, że idą dwie połówki jedną drogą, a ponieważ są tylko połówkami, to muszą się stale o siebie opierać i gdy jedna z osób się potknie, to pada całość – oboje padają i nie mają jak wstać. 

 Róża z mojej opowieści widzi siebie samą jako połówkę. Widzi siebie jako niepełnowartościową kobietę, kiedy nie jest w związku z kimś. To nie bycie całością dodatkowo wiąże się z tym, że nie szukamy jakiejś fantastycznej osoby i potem dopiero podejmujemy decyzję, czy warto z tym kimś stworzyć związek, tylko powoduje, że szukamy kogokolwiek do związku, bo nam nie jest potrzebna fantastyczna osoba, tylko nam jest potrzebny w ogóle związek po to, żeby się czuć wartościowym człowiekiem. Oczywiście to czucie się wartościowym jest złudne, no bo póki sobie nie przepracujemy samooceny i nie będziemy się widzieć jako odrębną całość i niezależną, to nie będziemy się czuć wartościowi również w żadnym związku. I zatem, jeśli wyczekujesz od kogoś sms-ów i czujesz się beznadziejnie z powodu, że ktoś nie napisał i uzależniasz swoje emocje i swoją samoocenę od drugiego człowieka, to prawdopodobnie znaczy, że nie widzisz siebie jako odrębnej całości i Twoja samoocena jest zależna od odrębnych ludzi. I zupełnie bez znaczenia jest również to, czy Ci ludzie są w ogóle w porządku, czy są uczciwi, czy są lojalni. Uzależniasz swoją samoocenę od ludzi jakichkolwiek, jacykolwiek by oni nie byli, jednocześnie ich idealizując, a deprecjonując siebie samą. 

 Warto zadbać o postrzeganie siebie jako odrębnej całości, bo nawet związek stworzony przez dwie całości to jest tak jakby jeden plus jeden, czyli dwa. Natomiast związek stworzony przez dwie połówki to jest ½ plus ½, czyli jeden. A wiadomo, że więcej osób, czyli dwie osoby, może zdziałać zupełnie inne rzeczy i dotrzeć zupełnie dalej, osiągnąć większe cele, niż związek ułożony z dwóch połówek, czyli jedna osoba. 

Róża z mojej historii chciała uzależnić swoje poczucie wartości od Mariusza. Gdyby Mariusz się do niej odzywał, mało tego, gdyby ją zaprosił od razu na kolejną randkę, Róża czułaby się ważna i wartościowa. Natomiast kiedy nie odzywał się przez 15 godzin, oczywiście poczuła się jak połówka. Niewartościowa, nieważna, nieistotna dla nikogo. No i ten Mariusz, jaki by on nie był, jest jej potrzebny do tego, żeby mogła czuć się dobrze. W związku z tym jest ona w stanie wybielić Mariusza i nie dostrzegać ewentualnych nie fair zagrywek z jego strony, no bo to nie jest takie ważne. Najważniejsze żeby w ogóle był. Róża jest bardzo niesprawiedliwa dla siebie samej. Traktuje lepiej innych ludzi, szczególnie mężczyzn, którzy jakkolwiek się nią zainteresowali, niż siebie samą. Właściwie to można powiedzieć, że Róża nie potrzebuje Mariusza, konkretnie tego człowieka, tylko potrzebuje relacji z człowiekiem, żeby mogła się czuć wartościowa. 

No więc w poniedziałek Mariusz się nie odezwał. We wtorek rano Róża znowu siedzi przy swoim biurku i przygląda się pasom tworzonym na tym biurku przez słońce i nadal wpatruje się w telefon. Tylko teraz w jej głowie pojawiły się trochę inne myśli. Ponieważ Mariusz się już tyle czasu nie odezwał, to wniosek Róży jest oczywisty: ona nie dość się starała, nie zasłużyła na to, żeby on się do niej odezwał. Więc co wymyśliła Róża? Róża wymyśliła, że teraz powinna ona do niego napisać i zapytać, co tam słychać i być może nawet zaproponować spotkanie. Powinna się po prostu postarać. A chęć postarania się jest dla Róży oczywistą oczywistością, no bo skoro nie odzywanie się Mariusza wynika z tego, że ona coś zawaliła, że nie dopatrzyła, że zawiodła, no to przeciez to jest do nadrobienia w takim razie. I to jest taki jakiś nawet jej obowiązek, żeby nadrobić to, co zepsuła w tej relacji. Myśląc w ten sposób Róża czuje się nieco lepiej, bo znowu ma nadzieję, że jakoś może uratować tę relację i wreszcie przestać być sama. A może nawet w końcu sobie udowodnić, że zasługuje na miłość. 

Podsumowaniem jest to, co powiedziałam wcześniej – że Róży nie jest potrzebny Mariusz, tylko jest jej potrzebna relacja z Mariuszem po to, żeby ona sama mogła czuć się dobrze ze sobą. Przynajmniej przez jakiś czas, ona do tego dąży, żeby jakaś relacja pozwoliła jej czuć się dobrze samej ze sobą. I w związku z tym, Róża tak naprawdę nie poznaje Mariusza – ona nie wie, kim on jest, ale jednak podjęła już decyzję, że jest to dla niej świetny kandydat dla partnera. 

I to by było tyle w tym odcinku. Jeśli macie ochotę jakkolwiek skomentować ten odcinek lub macie odnośnie jego treści jakies pytania, piszcie proszę na adres mailowy kontakt@pokojwglowie.pl, bez polskich znaków oczywiście Pokój w głowie. A to wszystko opowiadała dla Was Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka.

PS. W mojej wypowiedzi jest drobna pomyłka: film „Kobiety pragną bardziej” powstał na podstawie książki „Nie zależy mu na Tobie”, a nie odwrotnie.
Oryginalny tytuł filmu i książki brzmi „He’s Just Not That Into You”.ty

Shopping Cart