211: O płaceniu na pierwszej randce

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

W tym odcinku rozmawiam o płaceniu na pierwszej randce. Kto powinien zapłacić? Mężczyzna? Kobieta? A może najlepiej zapłacić po połowie?

Zaczynam od tego, skąd w ogóle wzięła się zasada, że to mężczyzna powinien płacić za randkę, i pokazuję, jak łączy się ona z patriarchalnym podziałem ról, w którym mężczyzna miał zapewniać pieniądze, a kobieta miała wnosić swój wygląd, ciało i opiekę.

Ale ten odcinek nie jest tylko o patriarchacie ani o rachunku za kawę. Przyglądam się temu, co płacenie może komunikować w relacji: czy jestem gotowa/gotowy się dzielić, dawać i inwestować w drugą osobę? Czy potrafię przyjmować? Czy umiem zauważyć, czy między nami pojawia się równowaga w dawaniu i braniu?

Bo przecież pierwsza randka może być nie tylko testem tego, kto wyciągnie kartę. Może być też pierwszym małym doświadczeniem partnerstwa. Ktoś może zapłacić za kawę, ktoś może przynieść ją w kubku termicznym, ktoś może przygotować kanapki, podwieźć drugą osobę albo zaprosić ją następnym razem. Nie wszystko, co dajemy drugiej osobie, da się przeliczyć na złotówki.

Rozmawiam też o tym, dlaczego nie jestem zwolenniczką wyliczania w relacji każdej złotówki oraz dlaczego dzielenie się nie musi oznaczać identycznego podziału kosztów.

I wreszcie pytam: czy możemy jednocześnie odrzucać patriarchalne zasady i oczekiwać, że mężczyzna będzie realizował jedną z nich — czyli zawsze płacił?

Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/ 

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl

W materiale użyto fragmentów utworu „Bass Vibes” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

 

211: O płaceniu na pierwszej randce

Witam w 211. Odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym porozmawiać o płaceniu na pierwszej randce, bo jest to dosyć drażliwy temat, kontrowersyjny. Mamy tutaj mnóstwo różnych pomysłów na to, jak to rozegrać, ale jednak myślę, że dominującym pomysłem jest nadal ten pomysł patriarchalny, tradycyjny, gdzie to mężczyzna ma płacić, mimo że jednak w XXI wieku dążymy do partnerstwa i równości płci. Więc co o tym myśleć w ogóle i jak to rozegrać, żeby było okej?

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię.

Na wstępie chciałabym jeszcze przypomnieć, że podcast ten powstaje dzięki subskrybentkom i subskrybentom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify po zasubskrybowaniu na herohero.co/pokojwglowie.

Mężczyzna „subskrybował” kobietę

Zacznijmy od tego, skąd wziął się pomysł na to, że mężczyzna płaci. Otóż pewnie wszystkim wiadomo, że kobiety – jeszcze właściwie do niedawna – nie miały zbyt wielu praw i były jakby własnością mężczyzn. Najpierw były własnością swego ojca, a potem były własnością swego męża. Były tak jakby sprzedawane jednemu przez drugiego. Kobiety nie miały praw wyborczych, nie miały praw majątkowych, nie mogły pracować, nie mogły mieć kont bankowych. Więc facet był od pieniędzy. Był sztywny podział na to, kto zarabiał i dysponował pieniędzmi w domu i na to, kto ogarniał dom i całą resztę. Po prostu inaczej za bardzo się nie dało, bo tak było skonstruowane prawo. Kobieta była finansowo zależna od mężczyzny, więc tutaj wydaje się być adekwatnym, że mężczyzna płaci. Skoro to jest jego sztywno narzucona społecznie rola, to właściwie musi. Prawda? My, ludzie, przez wiele lat, my byliśmy wciśnięci sztywno w patriarchalne zasady, gdzie wszyscy coś tam musieli. Kobieta za to musiała urodzić dzieci i musiała uprawiać seks, bo miała obowiązek małżeński. Mężczyzna też. Na początku XX wieku zaczęło się randkowanie na mieście. Wcześniej raczej nie było restauracji, kin. Pojawiło się to na początku XX wieku. Najpierw te pierwsze spotkania odbywały się po prostu w domach rodzinnych. Kawaler odwiedzał pannę i tam się z nią zapoznawał, czyli właściwie to jej rodzice płacili za tą wizytkę. Natomiast potem przeniosło się to na miejskie ulice i różne inne miejscówki, gdzie oczywiście kapitalistycznie trzeba było za wszystko zapłacić, żeby z tego skorzystać. Na początku XX wieku kobiety nadal, ogólnie rzecz biorąc, zarabiały mniej niż mężczyźni, o ile w ogóle zarabiały. Nadal miały mniejsze prawa, więc tutaj nadal adekwatnym do tych czasów – w dodatku kapitalistycznych i patriarchalnych czasów – był wymóg, że to mężczyzna musi zapłacić, ponieważ typowo mężczyzna miał większe zdolności finansowe.

Co w takim razie kobieta wnosiła na tę pierwszą randkę na mieście na początku XX wieku? Otóż ona wnosiła swój wygląd, czyli tak naprawdę przynosiła tam swoje ciało. Miała wyglądać, pachnieć, zachwycać. Nadal on przynosił pieniądze, ona przynosiła swoje ciało, tak jak to było wcześniej. Tylko że wcześniej zasada raczej nie dotyczyła pierwszego spotkania, tylko całego małżeństwa. Natomiast tutaj już mamy tę zasadę wdrażaną od pierwszej randki. I ja oczywiście – pewnie już wiecie z tego podcastu – nie znoszę patriarchatu. Uważam, że on wymusza na ludziach robienie różnych rzeczy, których wcale nie chcą. Wciska sztucznie w rolę i nie pozwala być sobą. I dokładnie tak jest z tym „muszę”, że ktoś musi zapłacić, ktoś musi wyglądać. Tylko myślę, że problem jest w tym, że kobiety bardzo aktywnie uwalniają się – albo przynajmniej próbują się uwalniać – od tego obowiązku ofiarowywania komuś swego wyglądu. A już tym bardziej ofiarowywania komuś swego ciała, jednocześnie oczekując nadal od facetów, że będą płacić na randkach. Czyli my kobiety nie chcemy być wciśnięte w sztywne, patriarchalne zasady. Chcemy się uwolnić od tego, co nam patriarchat nakazuje, czyli przymusowego rodzenia dzieci, przymusowego ogarniania domu jako gospodyni, niepracowania, nieposiadania własnych pieniędzy i bycia uległą. Natomiast od mężczyzny oczekujemy, że on nadal patriarchalnie będzie wnosił pieniądze do tej relacji i pokaże to już przy pierwszym spotkaniu. Trochę niesprawiedliwe, moim zdaniem. Bo partnerstwa nie buduje się na tym, że ktoś coś musi.

Ale to nie jest ostatnie moje słowo. Ja na razie mówię o wątku patriarchalnym. To nie jest koniec tematu płacenia na pierwszej randce, bo ugryziemy to potem jeszcze od innej strony. Więc patriarchalnie raczej dążyłabym do partnerstwa. I to już od samego początku – od pierwszego spotkania. Jeżeli chcemy partnerskiego związku, to chciejmy partnerstwa również na każdym spotkaniu, które nam się przytrafia. Wiadomo, że można ratować np. finansowo drugą osobę, kiedy ona wpadnie w tarapaty. Ale tak, że jedna osoba z założenia ma wnosić finansowo więcej niż druga, bo jest płci męskiej, jest przecież podtrzymywaniem patriarchatu. Wtedy by wynikało, że kobieta musi urodzić dzieci i musi jeszcze inne rzeczy. Czyli ten tradycyjny, patriarchalny podział to by była taka subskrypcja wykupywana przez mężczyznę na ciało kobiety. Na pierwszym spotkaniu on wykupywał próbny czas – powiedzmy próbny miesiąc subskrypcji. Sprawdzał, co dostanie w zamian. I małżeństwo już było taką stałą umową subskrypcyjną, gdzie ona w dodatku ofiarowywała mu swoje ciało na wyłączność. I ta umowa była też bardzo niesprawiedliwa, bo w razie czego on dawał pieniądze, więc pieniądze są odnawialne, a ciało ma się tylko jedno. Można zostawić te pieniądze, które nawet już się dało, zwiać i sobie odtworzyć je, natomiast ciała jednak nie zostawimy, jak chcemy się ulotnić z danej relacji, bo jest ona przykładowo niebezpieczna czy zagrażająca. Musimy z ciałem uciec, co już jest trochę trudniejsze. To daje trochę mniej możliwości. Mało tego, na rynku matrymonialnym – co jest kolejną kapitalistyczną nazwą, bo myślę, że tutaj mamy bardzo dużo elementów patriarchatu zbudowanych przez kapitalizm – kobieta, która uciekła z takiej umowy subskrypcyjnej, czyli małżeńskiej, i zabrała swoje ciało, można powiedzieć (ja bym tego nie powiedziała oczywiście) jest zużyta. Tak mówią faceci, tacy skrajnie patriarchalni, że kobieta jest zużyta, jej ciało jest zużyte. Zobaczcie, jakiego my języka używamy. Takie określenia, jak: posiadł ją, wziął ją – czyli właśnie zasubskrybował. Idąc tym tropem, ja bym nie chciała być przez nikogo subskrybowana, więc myślę, że oczekiwanie jakichś przejawów chęci subskrypcji na pierwszej randce jest jednocześnie – być może gdzieś tam w tle głowy – oczekiwaniem, że zostanę zasubskrybowana.

Pierwsze spotkania są o dzieleniu się

Teraz oderwijmy się od kapitalizmu i pójdźmy w stronę relacji społecznych i po prostu dawania, dzielenia się i partnerstwa pod tym względem. Czyli na razie odsuwamy wątek pieniędzy albo spójrzmy na pieniądze przez pryzmat dzielenia się i równowagi w tym dawaniu i braniu. Pal licho z tymi subskrypcjami. Aha, właśnie! Jeżeli słuchacie i macie jeszcze niezasubskrybowany ten podcast, to sobie zasubskrybujcie na Waszej ulubionej platformie podcastowej albo zasubskrybujcie sobie kanał „Pokój w głowie” na YouTube, żeby oczywiście nie przegapić kolejnych odcinków. To teraz właśnie o dzieleniu się. Zauważmy, że pójście z kimś na kawę i ofiarowanie mu tej kawy, co nie jest jakimś tam wielkim majątkiem, jest pokazaniem, że mam do Ciebie zaufanie, chcę się z Tobą dzielić, chcę coś Ci dać. Nie mam z założenia takiego przekonania, że mnie oszukasz, wykorzystasz mnie, oskubiesz mnie z całych pieniędzy, wykiwasz i znikniesz. Jeżeli ktoś już na pierwszym spotkaniu jest podejrzliwy, wylicza co do grosza, nie chce się dzielić, nie chce nic dać, póki ta druga osoba nie wykaże, że na to zasłużyła, to raczej tutaj słabo widzę jakieś możliwości nawiązania, takiej spokojnej relacji pełnej równowagi w związku.

Związek jednak nie polega na wyliczaniu. On polega na wyczuciu tego, co jest okej, co nie jest okej, co dać, co wziąć – wyczuciu dwóch osób, które biorą w tym udział. I one muszą się jednak zgrać w tym co do takiego poczucia równowagi w dawaniu i braniu. Przecież w bliskiej relacji nie wylicza się wszystkiego. Nie robi się list, że Ty zrobiłeś dzisiaj to i tamto, zapłaciłeś 28,92 zł, a Ty zapłaciłaś 25,33 zł, więc wisisz mi te parę złotych i ileś tam groszy i wyliczamy na kalkulatorze, czekamy, chodzimy i gadamy, że musisz mi jeszcze to oddać. To przecież tak nie wygląda. Żaden normalny związek tak nie wygląda. To w ogóle zwariować można, licząc w ten sposób. Choć pewnie są takie związki, ale myślę, że ludzie w nich raczej nie czują bezpieczeństwa i spokoju. Zatem ofiarowanie komuś po prostu kawy jest pokazaniem, że chcę się dzielić. Chcę mieć taką relację, gdzie będę dawać. Jestem w stanie zainwestować i zobaczyć, czy Ty też chcesz się ze mną dzielić. I tutaj, wiadomo, ktoś pierwszy coś musi dać. Może być tak, że się spotykamy na ławce w parku i jedna osoba przynosi kawę, a druga kanapki. Może być tak, że idziemy na kawę, a potem druga osoba zaprasza na kawę przy kolejnym spotkaniu. Oczywiście tego nie zaplanujemy przy pierwszej randce. Trzeba trochę czasu, żeby sprawdzić, na ile ta równowaga ma szansę tutaj istnieć. Zatem kupienie kawy jest jednocześnie być może pierwszym krokiem do partnerstwa, mimo że będzie podtrzymaniem patriarchalnej zasady.

Tylko że tutaj myślę, że to jest niezależne od płci. Kobieta też teoretycznie tę kawę może kupić. Tylko że tu jest jeszcze jedna ważna rzecz, dlaczego jest fajnie, kiedy jednak facet pokaże, że umie się dzielić już na początku. Bo jeżeli oni mają zamiar założyć rodzinę, to niezależnie od tego, czy my się zgadzamy z patriarchatem, czy się nie zgadzamy, to jednak te dzieci musi urodzić kobieta i prawdopodobnie przez jakiś czas nie będzie mogła pracować. Pewnie coś tam z ZUS-u dostanie, natomiast raczej w tym momencie on będzie człowiekiem bardziej odpowiedzialnym za ogarnianie pieniędzy i dzielenie się tymi pieniędzmi. A nawet jeżeli dana para nie planuje dzieci, to jeżeli będą uprawiać seks, to jest możliwe, że dojdzie do ciąży i że jakieś dzieci jednak się pojawią, które oczywiście urodzi kobieta. Więc jeżeli mamy zamiar mieć aktywność seksualną w bliskiej relacji, to zawsze jest ryzyko ciąży – ciąży w brzuchu kobiety, bo nie mężczyzny. Akurat tutaj – patriarchat, czy nie patriarchat – wiadomo, że jest przypisane do płci, więc ta kobieta w ciąży będzie potrzebowała mężczyzny, który będzie w stanie różnymi rzeczami z nią się dzielić, wspierać ją i weźmie za to odpowiedzialność.

W sumie wychodzi na to, że te pierwsze spotkania są w dużej mierze właśnie o dzieleniu się. O tym, czy jesteś w stanie coś dać już na początku. Czy zakładasz, że nie wolno mi ufać, bo masz jakieś uprzedzenia co do ludzi, że Cię oszukają i okradną. Również do mnie, póki Cię nie przekonam. A właściwie to może zawsze będziesz miał założenie, że Cię okradnę i będziesz wyliczał wszystko. Są rzeczy, które są niemierzalne i nieprzeliczalne na pieniądze, I musimy oboje mieć też poczucie w związku, że są takie rzeczy – i one też są bardzo ważne – i że za pieniądze wszystkiego nie kupimy. Wracając do tego przykładu rodzenia dzieci. Ile jest warte finansowo urodzenie dzieci? Ile ten facet teoretycznie musiałby zapłacić kobiecie za to, że urodziła mu dzieci, on przekazał dalej swoje geny i będą one nadal funkcjonowały w świecie? Ile mogłoby to kosztować? Tego nikt nie wylicza i nigdy nie wyliczał. Mało tego, dzieci jeszcze zawsze miały – i mają nadal zresztą -zazwyczaj jego nazwisko. Ale tak, jakbym była facetem i nie chciałabym być wpychana w obowiązek płacenia za jakąś kawę… albo nie, inaczej. Gdybym była facetem i nie chciała być wpychana w obowiązek płacenia na pierwszej randce, to albo bym wybierała takie miejsca, gdzie rzeczywiście może i mogę zapłacić i to nie jest dla mnie problem, bo np. właśnie kawa kosztuje kilkanaście złotych, albo rozegrałabym to zupełnie inaczej, na przykład umawiała spotkania tam, gdzie się nie płaci.

Równowaga w braniu i dawaniu to dobry znak

I wracając do tego, że pierwsze spotkania są o dzieleniu się, to przecież na takie spotkanie też można przynieść coś, czym się podzielimy z drugą osobą. Można kogoś zaprosić – nie wiem, co Wy o tym pomyślicie, ale dla mnie to jest super – na kanapki gdzieś tam w parku, zrobić je i rzeczywiście się postarać. Albo dowiedzieć się jaką kawę lubi ta druga osoba i przynieść w kubkach termicznych. I to też będzie dzielenie się. I niekoniecznie w sztywną ramę jesteśmy wtedy wepchnięci, że muszę zapłacić, choć i tak muszę zapłacić. Moim zdaniem,  obiad w restauracji nie ma wcale większej wartości, niż obiad ugotowany samodzielnie. Chyba że ktoś w mikrofalówce odgrzał parówki, to wiadomo. Ale jeżeli jest to taki normalny obiad, składający się z kilku elementów w stylu mięso czy jakieś tam białko, surówka i coś tam jeszcze – ziemniaki czy to, co tam kto lubi – to wymaga to trochę wysiłku i zaplanowania. Ten wysiłek, zaplanowanie, przygotowanie tego i dostarczenie potem gdzieś, czy podanie nawet i posprzątanie, to jest kupa roboty i, moim zdaniem, to na pewno nie ma mniejszej wartości niż obiad w restauracji. A że raczej nie ma co się spotykać z obcymi ludźmi w ich domach, to przecież na ten obiad można pójść sobie gdzieś na wycieczkę, zjeść w plenerze.

Oczywiście możemy się dzielić różnymi innymi rzeczami, niekoniecznie jedzeniem. Po prostu myślę, że warto na początku pokazać: „hej, jestem w stanie się dzielić – zobaczę, co z tym zrobisz”. I to dotyczy obu stron. Jeżeli jedna strona tylko bierze, a druga tylko daje – a ta, co bierze jeszcze ma różne roszczenia, że to za mało, że to złe, że to nie tak, że za tanio – to chyba te osoby do siebie nie pasują. Ja bym bardzo doceniła kawę – moją ulubioną, nie jakąś tam byle jaką, ale taką, co lubię – przyniesioną mi w kubku termicznym na randkę w parku. Bo ile trzeba pomyśleć o tej drugiej osobie, żeby jej przynieść tę kawę. Myślę, że nawet łatwiej jest wydać pieniądze, niż przygotować kawę i przynieść. Tak samo z kanapką. Ale ja bym też na pewno nie oczekiwała i nie oczekiwałam od mego męża, że będzie za mnie płacił. Choć myślę, że po prostu często tak się zdarzało. Ale myśmy mieli taką partnerską wymianę jak kumple od samego początku. Choć myślę, że gdybym tego oczekiwała, to pewnie by nie było problemu z jego strony z płaceniem na wielu randkach. Kiedy już go w końcu zaczęłam lubić, bo wcześniej go nie lubiłam – jak już pewnie wiecie – przez wiele lat. Jeśli chcecie posłuchać naszej historii, a ostatnio nagrałam też odcinek o moim stylu nieprzywiązywania się, czyli o moim unikowym stylu przywiązania, który kiedyś miałam, to zapraszam was na Herohero na „Wieczorne rozmowy” – dodatkowe odcinki podcastu „Pokój w głowie” – herohero.co/pokojwglowie. Prawdopodobnie na początku opisu tego odcinka podcastu znajdziecie jeszcze jedno z puli zaproszeń do miesiąca darmowej subskrypcji.

I zobaczcie, już kolejny raz nam temat subskrypcji się przewija. Także nie subskrybujemy cudzych ciał. Nie dajemy się zasubskrybować. Nie rościmy sobie praw do tego, żeby ktoś koniecznie za nas płacił, ale oczekujemy od drugiej osoby, że będzie w stanie się dzielić. Ach, no właśnie… żeby znaleźć taki kompromis między dzieleniem się a płaceniem, może być tak, że płacimy na pół, a coś ofiarować drugiej osobie już na początkowych spotkaniach mogę w inny sposób, np. mogę ją podwieźć do domu  i nic nie chcieć w zamian. Mogę dać jej jakiś drobny upominek, mimo że zapłaciliśmy na pół za te swoje kawy. Różne inne rzeczy można – przecież można nieskończone ilości pomysłów. Na pewno bez dzielenia się, bez dawania i brania, bez równowagi w dawaniu i braniu, nie zbudujemy żadnej fajnej relacji.

Ja bym szła w płacenie na pół, bez wyliczenia co do grosza. Jeżeli jedna osoba proponuje, że ona zapłaci, to jest bardzo miły gest z jej strony, ale nie obowiązek. Niezależnie od tego jakiej płci jest ta osoba, która proponuje, że zapłaci. A jeżeli Wy jesteście tą osobą, za którą zapłacono, to po prostu pilnujecie, żeby była równowaga w przepływie zasobów między Wami. Miło jest, jak ktoś zaproponuje, ale nie ma takiego obowiązku, moim zdaniem. Wywalamy patriarchat, bo on jest wstrętny i wymusza na nas odgrywanie różnych parszywych ról. Bo facet patriarchalny, czyli ten, który musi płacić, to jest ten sam mężczyzna, który nie ma prawa płakać i nie ma prawa okazywać słabości. A tego nie chcemy. Dobra, dobra, już kończę. Jestem ciekawa, co Wy myślicie. Piszcie w komentarzach. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka. Zapraszam do różnych subskrypcji – gratisowych subskrypcji podcastu „Pokój w głowie”, płatnej subskrypcji na Herohero i do darmowego miesiąca próbnego. Dziękuję.

Koszyk