220: Czekanie na niego jest strefą komfortu

Wieczorne rozmowy — dodatkowe odcinki podcastu. To jest link do darmowego miesiąca subskrypcji:
https://herohero.co/pokojwglowie/invites/FRQECSTGUE

Kod zniżkowy -100 zł na pierwszą sesję: pierwszasesja100
https://pokojwglowie.pl/linki/

W tym odcinku podcastu „Pokój w głowie” przyglądam się temu, dlaczego strefa komfortu nie zawsze oznacza komfort, spokój czy brak cierpienia. Czasami to właśnie czekanie na emocjonalnie niedostępnego mężczyznę, nadzieja na lepsze jutro i próby zdobycia czyjejś uwagi stają się czymś tak znajomym, że trudno nam z tego zrezygnować. Nawet wtedy, gdy ta relacja przynosi nam więcej napięcia niż radości.

Opowiadam o Róży, która przez lata czekała na Mariusza, i o Albercie, który jest obecny, dotrzymuje słowa i nie zmusza jej do zastanawiania się, co oznacza jego milczenie. Paradoksalnie to właśnie relacja z Albertem może okazać się dla Róży trudniejsza. Bo jeśli przestanie czekać, będzie musiała zmierzyć się z czymś nieznanym: bliskością, podejmowaniem decyzji i możliwością realizowania marzeń, o których dotąd mogła tylko rozmyślać.

Przyglądam się temu, dlaczego czasami łatwiej tkwić w relacji, w której niewiele zależy od nas, niż wejść w taką, w której możemy świadomie wybierać i działać. Mówię o tym, jak czekanie może stać się częścią naszej tożsamości i dlaczego rezygnacja z dobrze znanego schematu może budzić lęk, nawet jeśli ten schemat sprawia nam cierpienie. Bo kiedy przestajemy skupiać energię na usprawiedliwianiu kogoś, podtrzymywaniu nadziei i czekaniu na zmianę, pojawia się pytanie: co zrobimy z tą energią i przestrzenią, które odzyskamy?

Wykorzystuję metaforę hali odlotów i samolotu, żeby pokazać różnicę między czekaniem na relację, która być może nigdy nie ruszy z miejsca, a podjęciem decyzji i zrobieniem kroku w nieznane. Zachęcam Cię do zastanowienia się: czy czekanie na lepsze jutro nie stało się częścią Twojej tożsamości? I co mogłoby się wydarzyć, gdybyś przestała/-ł czekać i zaczęła/-ł naprawdę żyć?

Warsztaty Turkusowa komunikacja.
Trudne rozmowy w związku i w bliskich relacjach
https://pokojwglowie.pl/trudne-rozmowy/

Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/

Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/

Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska (Polskie Radio S.A. w likwidacji)

W materiale użyto fragmentów utworu „In Your Arms” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

220: Czekanie na niego jest strefą komfortu

Witam w 220. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym, żebyśmy sobie pogadali o tym, że strefa komfortu czasami wcale nie daje nam komfortu. Albo inaczej – komfort wcale nie musi oznaczać spokoju. I co ciekawe, komfort wcale nie musi oznaczać braku cierpienia. Jak to się ma wszystko do budowania bliskich relacji i do zmiany schematów, na bazie których sobie te bliskie relacje próbujemy budować? Zapraszam do przeczytania tego odcinka.

Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc psychoterapię. Podcast ten powstaje dzięki subskrybentkom i subskrybentom dodatkowych odcinków, czyli „Pokój w głowie – Wieczorne rozmowy” na platformie Herohero. „Wieczornych rozmów” można słuchać też na Spotify po zasubskrybowaniu na herohero.co/pokojwglowie. A oprócz dodatkowych odcinków podcastu znajdziecie tam też webinary – część nagrana, część na żywo – i spotkania warsztatowe online. Od września na Herohero działamy z większym rozmachem. Zapraszam Was zatem. A co planujemy w najbliższym czasie? Tak szybko jeszcze dodam. Otóż w październiku tematem przewodnim będzie proces od poznawania siebie po budowanie bliskich relacji. W listopadzie zajmiemy się właśnie strefą komfortu, perfekcjonizmem i działaniem mimo lęku – także w bliskich relacjach, ale i w całej reszcie życia. A w grudniu wrzucimy na luz i pogadamy sobie o świątecznych filmach, „Holiday” i „To właśnie miłość”, pod kątem tego, co dobrego – i co może niedobrego – mówią nam one o budowaniu bliskości i o miłości. Taki jest plan działania na Herohero w naszej społeczności na najbliższy kwartał, czyli na Q4. A teraz przejdźmy do tematu dzisiejszego odcinka.

Strefa komfortu jest tylko poczekalnią

Dlaczego postanowiłam w ogóle porozmawiać z Wami na temat strefy komfortu w odniesieniu do budowania bliskości, do bliskich relacji? Otóż co jakiś czas dostaję od Was – od słuchaczek tego podcastu – wiadomości mniej więcej takiej treści. To nie jest żadna konkretna wiadomość, tylko taka hybryda różnych wiadomości, które dotychczas dostałam. Brzmi to właśnie mniej więcej w ten sposób:
„Cześć. Ostatnio nawiązałam relację z takim i takim facetem. Wydaje się on być całkiem miły, bezpieczny. Nie widzę tu żadnej chemii. A wręcz jestem spięta. Choć nie zachowuje się on zupełnie jak dotychczasowi „Mariusze”, czyli ci faceci niedostępni emocjonalnie, z którymi dotychczas próbowałam budować relacje, ale nic z tego nie wychodziło. Mam całą historię relacji z „Mariuszami”, a ten jest inny. Z „Mariuszami” było też łatwiej, bo tam czułam ekscytację, ciekawość, motyle w brzuchu. Tutaj tego nie czuję. Właściwie jestem spokojna, ale też obojętna w tej relacji. Wydaje się ona być bezpieczna, a mimo to w jakiś sposób jestem spięta. W każdym razie racjonalnie wszystko jest okej i wszystko przemawia na korzyść tego kolesia, natomiast ja czuję jakiś dyskomfort”.

Zobaczcie, ten dyskomfort to może być… właściwie takie dwie główne opcje przychodzą mi do głowy. Jedna jest taka, że jednak może on jest „Mariuszem” i Ty tego może jeszcze racjonalnie nie widzisz, ale czujesz. Intuicja Ci podpowiada, bo już wprowadził jakąś niepewność, niedopowiedzenia i niejasności w Waszą relację. Ale tym się dzisiaj nie zajmujemy. Zajmiemy się natomiast przypadkiem drugim, kiedy zbudowanie relacji z „nie-Mariuszem”, byłoby właśnie wyjściem ze strefy komfortu i postąpieniem w jakikolwiek sposób inaczej, niż podpowiadałby dotychczasowy schemat. Czyli nie robię takich samych rzeczy, nie zadaję tych samych pytań, nie opowiadam tego samego – jakoś tam działam inaczej. Ale też z większą uważnością pozwalam sobie na przyglądanie się tej drugiej strony i zadawanie sobie pytań, czy nadal jest okej, czy jest mi w tym dobrze. Nie, czy jestem zajarana, zakochana, czy już poczułam to coś i jaka jest moja decyzja, czy po np. dwóch tygodniach znajomości już jestem pewna, że to facet na resztę życia. Bo to jest pytanie, które nas pogrąża właśnie w relacjach „mariuszowych”, bo oni świetnie zarządzają wizerunkiem, więc tam już po dwóch tygodniach mamy podjętą decyzję o ślubie.

Natomiast w relacjach „nie-mariuszowych”, jeśli nadal nie wiem dokładnie, kim on jest, ale widzę, że to idzie naprzód – poznaję go, dowiaduję się coraz więcej – i nie odbiera mi to takiego poczucia bezpieczeństwa w tej relacji czy poczucia, że ta relacja jest bezpieczna i ten człowiek jest bezpieczny, to wtedy jest inaczej. To jest działanie według innego schematu niż dotychczas. To jest właśnie wyjście poza strefę komfortu. Działam inaczej. Zobaczcie, że strefa komfortu – i przebywanie w niej – wcale nie musi oznaczać braku cierpienia. I ona tak naprawdę wcale nie musi być do końca taka komfortowa. Strefa komfortu jest jak taka hala odlotów na lotnisku. Siedzimy tam, nie jesteśmy już w miejscu, z którego wylatujemy właściwie, bo przeszliśmy odprawę, ale też nie jesteśmy jeszcze w miejscu docelowym i nawet jeszcze żeśmy nie wsiedli do samolotu. Czyli strefa komfortu jest czekaniem, gdzie tym samolotem to właściwie jest nasza nadzieja i być może podjęte pewne działania. I docelowo ma być fajnie, ale jeszcze nie jest. I tak jest właśnie w relacjach z „Mariuszami”. Siedzimy sobie w tej strefie komfortu, docelowo ma być fajnie, ale jeszcze nie jest. I póki nie podejmę działań, to będę czekać. Natomiast relacje „nie-mariuszowe” wymagają od nas większej odpowiedzialności i większej aktywności. Bo zobaczcie, że jak czujemy motyle w brzuchu i nas niosą emocje, to my tam wyłączamy mózg – czy on sam się może wyłącza nawet – takie racjonalne myślenie zanika i ta relacja jakoś tak nas niesie. Robimy jedną głupotę za drugą, usprawiedliwiamy się, pakujemy się w nieciekawe sytuacje. I to dzieje się poniekąd dlatego, że żeśmy odpuścili kontrolę. Natomiast taka dobra i konstruktywna relacja wymaga podejmowania decyzji i podejmowania działań idących za tymi decyzjami. I to jest właśnie tak naprawdę wsiadanie do samolotu. Te decyzje i działania zaniosą nas tam, gdzie pewnie chcemy być.

Realizować marzenia, czy o nich jedynie rozmyślać?

I teraz trochę nawiążmy do historii Róży, Mariusza i Alberta. Jeśli nie znasz tej historii, to możesz sobie posłuchać na przykład odcinka 37. On powie Ci dokładnie, kim jest Mariusz i kim jest Róża. A ja trochę tutaj pociągnę to dalej na jeden ze sposobów i uwzględnimy też Alberta w tej historii. Albert też oczywiście się przewijał przez wiele wcześniejszych odcinków podcastu „Pokój w głowie”. Więc w relacji z Mariuszem było mnóstwo czekania. To czekanie – jak w hali odlotów – było właściwie częścią tożsamości Róży. Ona zawsze czekała. Jako dziecko czekała, aż ktoś się pojawi, ktoś ją uratuje z samotności, ktoś zwróci na nią uwagę, wreszcie ją docenią, powiedzą, że jest ważna, że ją kochają. I zawsze czegoś jej brakowało – takiego poczucia ważności, poczucia bycia wystarczającą. Ona całe życie właściwie czekała. I dokładnie tym była też dla niej relacja z Mariuszem – była czekaniem. Niby było komfortowo, ale było to jednak czekanie na lepsze jutro. Aż pojawił się Albert. Albert nie znikał. Jeśli mówił, że zadzwoni, to dzwonił. Jeśli chciał się spotkać, proponował konkretny dzień. Kiedy Róża mówiła mu coś ważnego, nie zmieniał tematu. Nie musiała zastanawiać się, co oznacza jego cisza. Nie musiała czekać na wiadomość, żeby poczuć ulgę, że wreszcie napisał. To było dziwne.

Któregoś wieczoru Albert przysłał Róży wiadomość: „Chciałbym Cię zobaczyć w sobotę, pasuje Ci?”. Róża przeczytała wiadomość. Potem jeszcze raz. Mogła odpisać. Mogła się z nim spotkać. Mogła sprawdzić, jak to jest być z kimś, kto jest naprawdę obecny. Ale wtedy musiałaby przestać czekać. A czekanie znała przecież bardzo dobrze. Znała jego rytm. Znała napięcie. Znała wszelkie rozczarowania z tym związane. Znała nawet ulgę, która przychodziła, kiedy Mariusz po kilku dniach w końcu pisał. Nie wiedziała natomiast, co zrobić z tym Albertem – z kimś, kto nie dawał jej powodu, żeby czekać. Tam w ogóle nie musiała czekać w tej relacji. Róża siedziała więc z telefonem w dłoni. Na ekranie wciąż było widać wiadomość od Alberta. Mariusz milczał już od jakiegoś czasu. Róża patrzyła raz na jedno imię w swoim telefonie, raz na drugie i przez chwilę niczego nie wybierała, jakby nadal siedziała w hali odlotów. Róża, która przez lata – przez całe życie właściwie – budowała swoją tożsamość wokół czekania, wokół niespełnionej nadziei, wokół zdobywania czyjejś dostępności, czyjejś uwagi. Jak przestanie czekać, to ona nie tylko straci Mariusza. Ona straci, znaną dotychczas przez całe życie, wersję siebie. Więc kim miałaby się stać?

I to być może jest najbardziej przerażające w takim pierwszym wejściu w relację z kimś dostępnym emocjonalnie. My nie wiemy, kim tam będziemy. Nie wiem, jak się zachowam, jak będę reagować, nie wiem jak się będę czuła i nie wiem, czy tak naprawdę będzie mi tam dobrze, bo może mi jest dobrze tylko w toksycznych relacjach. Myślę, że wiele z Was ma właśnie takie myśli. Kim będę bez niepokoju? Kim będę bez lęku? Kim będę, realizując moje marzenia, zamiast tylko o nich rozmyślać? Róża sobie myśli: marzę o tym, żeby stworzyć z kimś dom, żeby założyć rodzinę, żeby podróżować wspólnie. Jeśli wejdę w relację z Albertem, to prawdopodobnie w dość krótkim czasie będę musiała zacząć to wszystko robić. To też może być cholernie przerażające, że wreszcie będę mogła realizować marzenia, będę musiała nawet je realizować, skoro już nie będzie żadnych przeszkód. I wtedy nie tylko relacja z Albertem jest wyzwaniem, ale wszystko to, co ona mogłaby ze sobą przynieść – wszystko to, co ona mogłaby umożliwić, co mogłaby dać. Wszystkie plany, które można by było zacząć realizować. Wszystkie decyzje, które można by było zacząć wreszcie podejmować. I kiedy decydujesz: „spróbuję wsiąść w ten samolot, polecę tam i zobaczę, jak będzie”, w najgorszym wypadku: „po prostu kupię sobie bilet powrotny i wrócę”. Ale kiedy podejmujesz takie decyzje i bierzesz pod uwagę opcję A i opcję B – różne konsekwencje – to nie dość, że już jesteś tutaj czynną uczestniczką historii, nie niosą Cię Twoje emocje i wyłączony rozsądek, tylko Ty racjonalnie podejmujesz jakieś działania. Podejmujesz działanie, że wsiadasz w ten samolot, w którym jest też „Albert”.

Natomiast jeśli chodzi o „Mariusza”, to tutaj Ty nie wsiadasz w żaden samolot, bo właściwie nie podejmujesz decyzji, bo w relacji z „Mariuszem” nie da się podejmować decyzji. Relacja z „Mariuszem” odbiera Ci wszelką kontrolę, bo jedyne, co możesz robić, to czekać. I nawet kiedy już Ci się wydaje, że jakieś decyzje podjęłaś, to on nagle zmienia obrót rzeczy i sprawia, że Twoje podjęte decyzje zostały zupełnie unieważnione i już są nieaktualne. Więc w relacji z „Mariuszem” nie możesz wsiąść w żaden samolot. Tam po prostu siedzisz w hali odlotów. Czasem łatwiej jest siedzieć w hali odlotów, jeśli boimy się lecieć, prawda? Nawet jeśli ten lot mógłby nas zawieźć w wymarzone miejsca. I paradoksalnie, tym bardziej możemy się bać lecieć, jeżeli wiemy, że ten lot zawiezie nas w wymarzone miejsca.

Obawa przed pójściem w nowe

Wiecie, że ludzie czasami boją się przejść terapię, gdy mają na przykład zaburzenia lękowe? Nie chcą się pozbyć lęku, mimo że jest on cholernie niekomfortowy, bo boją się tego, kim mogliby się stać bez lęku. I nie wiedzą, czy sobie poradzą bez lęku. I myślę, że tak to jest też z relacją „mariuszową”. Kim będę, kiedy nie będę musiała tyle rozmyślać o toksycznej relacji, w której tkwię? Kim będę, kiedy nie będę musiała rozmyślać tyle o tym, że on mnie znowu zawiódł? Kim będę, kiedy nie będę musiała czuć wszelkich emocji z tym związanych? Kim ja będę? Po krótce i bardzo ogólnie można powiedzieć, że pewnie wtedy dopiero wreszcie będziesz mogła być sobą. A energię wkładaną w usprawiedliwianie, podtrzymywanie nadziei i w to całe czekanie przecież można wpakować w coś innego. To nie jest tak, że tę energię wyrzucisz na śmietnik. Zrób z nią coś konstruktywnego. Na przykład właśnie w te marzenia, których być może się boisz.

I zobaczcie, gdyby nadal trzymać się metafory samolotów i hali odlotów, w relacji z „Mariuszem” przychodzisz do hali odlotów i tam czekasz na samolot, który właściwie nie odlatuje nigdy. On jest opóźniony – jest cały czas przekładany na później – i Ty tam siedzisz, siedzisz i siedzisz. I zużywasz swoją energię na to, żeby jakoś funkcjonować w tej hali odlotów. Bo wiadomo, że przesiadywanie godzinami w hali odlotu jest cholernie męczące i tak naprawdę też jest stresujące. Ale przynajmniej nie podejmujemy tam decyzji. Po prostu dzieją się jakieś rzeczy poza naszą kontrolą. Szczególnie to opóźnienie samolotu jest poza naszą kontrolą, bo to nie my go opóźniamy, tylko to są jakieś decyzje z zewnątrz, na które nie mamy wpływu. Natomiast relacja z „Albertem” polega na tym, że ten samolot realnie zostaje podstawiony. Możesz w niego wsiąść. Podejmujesz decyzję, że w niego wsiadasz i lecisz. Nie zużywasz już tyle energii i czasu na czekanie w tej hali odlotów. A za to ten czas i energię możesz zrealizować, podejmując różne działania w miejscu, do którego już doleciałaś samolotem. Czyli może idziesz na jakiś trekking, może idziesz gdzieś popływać na plaży, czy wynająć auto i zwiedzić wyspę. Robisz rzeczy, o których marzyłaś, na które też trzeba przecież często bardzo dużo energii i czasu. Różnica polega na tym, że w relacji z „Albertem”, gdy sama podejmujesz decyzję świadomie – co może wydawać się trudne – ale tutaj przynajmniej robisz to, co ty chcesz. Podejmujesz decyzję, bo chcesz. Natomiast w relacji z „Mariuszem” robisz właściwie to, co powinnaś. Powinnam być wyrozumiała. Powinnam poczekać. Powinnam być miła, dobra, uczynna, dać mu szansę i jeszcze tam cholera wie, co Ty powinnaś. W każdym razie tu nie ma miejsca na Twoje chcenie. Nie chcę, ale powinnam. Nie chcę już tu siedzieć w tej hali odlotu, ale powinnam przecież poczekać na samolot. Powinnam czekać, skoro już tu przyszłam, mimo że nie jest mi komfortowo.

Przemyśl sobie, czy i Twojej tożsamości częścią nie jest właśnie czekanie na lepsze jutro, na lepszą relację, na to, aż ktoś wreszcie zrozumie i przejrzy na oczy. A co się stanie, jeśli przestaniesz czekać i podejmiesz decyzję, że wychodzisz z tej niekomfortowej strefy komfortu? Z tym Was zostawiam. Zasubskrybujcie sobie podcast „Pokój w głowie” w Waszych ulubionych aplikacjach podcastowych albo kanał „Pokój w głowie” na YouTube, żeby oczywiście nie przegapić kolejnych odcinków. Informacje o psychoterapii i sesjach terapeutycznych są do kliknięcia w opisie tego odcinka podcastu. Link do Herohero też znajduje się w opisie tego odcinka podcastu i pewnie jeszcze zaproszenie na miesiąc darmowej subskrypcji. Dziękuję za przeczytanie tego odcinka.

Koszyk