178: Konstelacje zachowań - jak widzimy ludzi w relacjach
W tym odcinku opowiadam o tym, dlaczego pojedyncze zachowania nie definiują człowieka i jak naprawdę warto patrzeć na ludzi w relacjach.
Tłumaczę, czym są konstelacje zachowań i dlaczego to właśnie cały układ codziennych reakcji, decyzji i postaw decyduje o tym, czy relacja jest bezpieczna i dobra, czy destrukcyjna.
Mówię o tym, jak idealizujemy toksycznych partnerów, skupiając się na „jasnych gwiazdach”, takich jak przeprosiny czy chwile czułości, oraz jak sabotujemy relacje z osobami, które mogłyby być dla nas dobre, widząc tylko drobne niedoskonałości. Wyjaśniam też, czym różni się zwykłe „przepraszam” od realnej zmiany i autorefleksji oraz jak uczyć się patrzeć na ludzi całościowo, zanim podejmiemy ważne decyzje w relacjach.
Zapraszam Cię do Klubu Jestem Całością
https://pokojwglowie.pl/klub-jestem-caloscia/
Mini eBook „BHP w relacjach. Jak się pochopnie nie zaangażować”
https://pokojwglowie.pl/ebook-bhp-w-relacjach/
Kurs „Emocje to kompas”.
Teraz możesz przetestować fragment kursu za darmo przez 5 dni!
https://pokojwglowie.pl/kurs-emocje-to-kompas/
Opowiada: Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska, psycholożka
Montaż: Katarzyna Pilarska, Polskie Radio S.A. (w likwidacji)
Transkrypcja: pomocdlafirmy.pl
W materiale użyto fragmentów utworu „Jazz Brunch” Kevin MacLeod (incompetech.com)
Licensed under Creative Commons: By Attribution 4.0 License
http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/
178: Konstelacje zachowań - jak widzimy ludzi w relacjach
Witam w 178. odcinku podcastu „Pokój w głowie”. Dziś chciałabym powiedzieć o tym, że zachowania każdego z nas nie są osobnymi gwiazdami, tylko tworzą konstelację. Ta konstelacja to to, jak jesteśmy postrzegani przez innych ludzi. W podcaście nie chciałabym skupiać się jedynie na Mariuszach, na tych negatywnych relacjach, tylko bardziej kłaść nacisk na to, co dobre i jak tworzyć fajną, konstruktywną relację, fajny związek. I często też – mimo że wiemy już, co jest niedobre w relacjach i czego unikać – nie wiemy, czego szukać i co jest dobre. I dlatego dzisiaj chciałabym powiedzieć o tym, co jest negatywne i wciąga nas w te destrukcyjne dla nas relacje „mariuszowe” i co sprawia jednocześnie, że sabotujemy relacje z Albertem, nad czym warto popracować, no i jak zrobić, żeby było dobrze, jeśli chodzi o wyciąganie wniosków na temat innych ludzi, bazując na ich zachowaniach.
Nazywam się Kasia Iwaszczuk-Pudzianowska i jestem psycholożką, która od wielu lat pracuje z dorosłymi, prowadząc terapię.
Zanim zacznę mówić o konstelacjach w postaci naszych zachowań i zachowań innych, to powiem Wam, że zawsze jak siadam do nagrywania odcinka, to biorę sobie głęboki oddech, mam przed sobą mikrofon i idealną herbatę. Nie wiem, czy też macie swoje idealne herbaty czy kawy. Ja takie mam. I herbata idealna musi być w idealnym kubku, z idealną ilością wody, w idealnym smaku i o idealnym zapachu. I jeszcze w idealnej temperaturze oczywiście. No i tak relaksuję się przy tej herbacie i gadam do Was.
Nie widzimy? Czy nie chcemy widzieć?
No dobra, no to co o tych konstelacjach? Otóż nie istnieje jedno zachowanie, które definiuje człowieka. Tak jak pojedyncza gwiazda nie tworzy jeszcze obrazu na niebie, tak pojedynczy gest, reakcja czy wybór nie mówi pełnej prawdy o tym, kim jesteśmy i kim jest ktoś obok nas. Dopiero układ naszych codziennych zachowań – sposób w jaki reagujemy, jak mówimy, jak traktujemy innych, jak radzimy sobie z napięciem, jak okazujemy troskę, jakich wyborów dokonujemy – tworzy konstelację, którą inni widzą i odczytują. To właśnie ta konstelacja budzi w ludziach określone skojarzenia, emocje, oczekiwania. I to ona decyduje o tym, jak jesteśmy zapamiętywani czy postrzegani jako spójni, przewidywalni, bliscy, inspirujący, czy wręcz przeciwnie – chaotyczni, nieczytelni, zdystansowani, zagrażający.
I toksyczny partner, taki jak Mariusz, też ma swoją konstelację. Tylko że problem w tym, w takim przypadku, że my widzimy w niej zaledwie kilka gwiazd. Widzimy pojedyncze gwiazdy, a nie całość. Kiedy jesteśmy uwikłane w toksyczną relację, bardzo często patrzymy na partnera, właśnie nie jak na całą konstelację jego zachowań, tylko na niektóre gwiazdy. A szczególnie na te najjaśniejsze, czyli momenty czułości, przeprosiny po wybuchach, obietnice poprawy, jakieś obietnice wspaniałej przyszłości, wspominanie wspaniałej przeszłości, rzadkie gesty troski. I te pojedyncze gwiazdy potrafią świecić naprawdę jasno. One nas wręcz rażą w oczy, zwłaszcza gdy jesteśmy spragnione miłości, bliskości, uznania, poczucia bezpieczeństwa. Jednak konstelacja tej osoby, pełny układ jej zachowań, wygląda zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. I często jest tam brak odpowiedzialności za swoje czyny i słowa, unikanie bliskości, manipulacje, znikanie, pasywna agresja, deprecjonowanie naszych uczuć. Tyle że my tego układu nie chcemy widzieć, bo wtedy musiałybyśmy przyznać, że to nie jest partner, na którym można budować życie. I jesteśmy zaślepione tymi jaśniejszymi gwiazdami wśród jego zachowań.
Zatem idealizacja to tak naprawdę wycinanie 80% konstelacji. Idealizowanie toksycznej osoby polega na tym, że wybieramy z jej nieba, z jej obrazu na niebie, który tworzy, tylko te gwiazdy, które pasują do historii o miłości. Cała reszta, czyli większość, która prawdopodobnie przeczy miłości, jest pomijana przez nas, usprawiedliwiana i racjonalizowana. Robimy to, bo desperacko chcemy, żeby ta relacja miała sens. Boimy się pustki czy samotności. Albo zostałyśmy wychowane do widzenia potencjału zamiast faktów. I jeszcze jedno – jeżeli już mamy utopione koszty w tej relacji, to też oczywiście z większym prawdopodobieństwem będziemy człowieka idealizować, bo chcemy usprawiedliwić te swoje utopione koszty i je odzyskać. I w efekcie patrzymy na tego kogoś tak, jakby był Orionem, podczas gdy jego rzeczywista konstelacja jest bliższa chaosowi rozsypanych, zupełnie niepasujących do siebie zachowań. Może „niepasujących” to nie jest całkiem dobre słowo. Po prostu nielogicznych, nieracjonalnych, nieuzasadnionych. Bo one prawdopodobnie w tej nielogiczności, nieuzasadnieniu będą do siebie nawzajem pasowały.
I teraz zastanówmy się, jaką rolę odgrywa tutaj słowo „przepraszam” po tym, jak ktoś nam zrobił świństwa. Ponieważ my wyolbrzymiamy przeprosiny, mimo że one nie pokazują, że człowiek wie, choćby za co przeprasza. Można powiedzieć, że słowo „przepraszam” w toksycznych relacjach bywa jedną z najbardziej mylących gwiazd w konstelacji. I właśnie dlatego ma tak ogromną siłę, mimo że samo w sobie nie świadczy o zmianie. „Przepraszam” może być pojedynczą jasną gwiazdą, która przesłania całą resztę nieba. W toksycznych relacjach działa jak błysk flesza w ciemnym pokoju. Na chwilę oślepia. Na chwilę rozjaśnia. Daje poczucie ulgi – „a więc jednak mnie widzi, jednak mu zależy, jednak się reflektuje”. Ale to tylko chwilowy błysk. On nie zmienia układu gwiazd, czyli rzeczywistych zachowań, które tworzą konstelację tej osoby.
„Przepraszam” – magiczne słowo, które może nic nie znaczyć
I teraz pytanie: dlaczego wyolbrzymiamy przeprosiny toksycznych ludzi? Otóż wyolbrzymiamy, bo jesteśmy głodne potwierdzenia naszej wartości. Po krzywdzie pojawia się emocjonalna luka. Emocjonalna luka, czyli taka pustka po doświadczeniu krzywdy. Bo kiedy ktoś nas rani, ignoruje nasze potrzeby, manipuluje nami, w naszym wnętrzu powstaje tak jakby puste miejsce. I to jest taka luka między tym, czego potrzebowałyśmy – między naszymi potrzebami, czyli potrzebą bezpieczeństwa, uznania, bliskości – a tym, co faktycznie otrzymałyśmy. I ta luka to jest też taki stan zwiększonej wrażliwości. Sprawia, że jesteśmy bardziej podatne na bodźce zewnętrzne, które mogą ją wypełnić. Nawet jeśli pochodzą od osoby, która nas rani. Dlatego zawsze powtarzam, że jeżeli chcesz coś odpuścić w życiu, to nie możesz zostać z pustką w zamian. I tutaj, jeżeli Ty zostaniesz z pustką, to prawdopodobnie taki Mariusz z powrotem wskoczy na swoje miejsce, mówiąc „przepraszam”.
Kolejna rzecz, z powodu której wyolbrzymiamy przeprosiny toksycznych ludzi, to jest to, że w toksycznych relacjach „przepraszam” to często jedyny moment czułości – dokładnie takiej, jakiej potrzebujemy, czyli pełnego ciepła, bez takiej drzazgi w tym tkwiącej, powodującej niepokój. Być może ten człowiek w tym momencie jest bardziej dla nas niż zwykle. I jest dokładnie taki, jakiego my chcemy. I oczywiście wydaje nam się wtedy, że tak już będzie „forever”. Te przeprosiny stają się taką nagrodą po okresie napięcia, więc mózg zaczyna je traktować jako coś wyjątkowego i cennego. A pamiętajcie, że nagrody bardzo mocno wzmacniają nasze zachowania. I to jest takie biologiczne, behawioralne, że nagroda za wysiłek powoduje, że my chętniej będziemy już ten wysiłek w przyszłości podejmować. I to taki element cyklu przemocy. Wybuch – skrucha – miód – znowu wybuch.
Kolejna ważna rzecz – mylimy słowo „przepraszam” ze skruchą. A skruchę z kolei mylimy z autorefleksją, obietnicą zmiany, czyli taką realną zapowiedzią zmiany. Tak naprawdę wiele osób przeprasza, bo chce uspokoić sytuację, chce, żebyś wreszcie przestała gadać o problemie albo żeby odzyskać kontrolę, a nie dlatego, że rozumieją, co zrobili i są gotowi cokolwiek zmienić. No i właśnie, my zakładamy, że to słowo „przepraszam” zapowiada zmianę. Ale większość osób jednak nie zmienia zachowania – szczególnie Mariusz. On nie zmienia swojego zachowania dlatego, że wypowiedział jakieś słowa. Zmiana zachodzi, gdy wykonujemy pracę i podejmujemy realne działania. Samo przeproszenie nie jest żadną pracą. To nie wymaga wysiłku, prawda? W porównaniu z dokonywaniem zmian w życiu, powiedzenie słowa „przepraszam”, choć nawet może wydawało się trudne i wymaga odwagi, to samo wypowiedzenie jednego słowa, to jest tak naprawdę minimalny wysiłek w porównaniu z dokonywaniem realnych zmian w życiu. To taki sygnał, ale nie dowód na cokolwiek. I wtedy jasna gwiazda, czyli słowo „przepraszam”, świeci tak jasno, że cała reszta układu tej osoby, w którym zupełnie nic się nie zmieniło, jest przyćmiona i schodzi na dalszy plan.
Zauważcie, że zdrowe przeprosiny mają swoją własną konstelację. Bo prawdziwe przeprosiny można poznać nie po słowie, ale po układzie zachowań po przeprosinach. Czyli w momencie przeprosin my w sumie jeszcze nie wiemy, czy cokolwiek nowego i dobrego się wydarzy, czy się nie wydarzy. Otóż żeby zaszła zmiana, to wymaga to zrozumienia, co dokładnie się zrobiło, wymaga uznania konsekwencji, wzięcia odpowiedzialności za to, co się zrobiło, zadośćuczynienia i zmiany na stałe. Zachowania w czasie. Jeśli tych elementów nie ma, „przepraszam” jest tylko dźwiękiem, błyskiem, sygnałem uspokajającym, oślepiającym, ale nie ma nic wspólnego z miłością, ani dojrzałością.
Teraz jeszcze chciałabym wrócić do tego, że mylimy słowo „przepraszam” ze skruchą i autorefleksją. Bo „przepraszam” to jest tylko słowo i, tak jak wspomniałam wcześniej, jest ono wypowiedziane u wielu osób po prostu automatycznie, żeby zakończyć konflikt, żeby Cię uciszyć, uspokoić, uniknąć konsekwencji. Zupełnie nie musi oznaczać niczego głębszego. Natomiast skrucha to jest już emocja. Jeżeli ktoś czuje skruchę, to może być ona szczera. Ale skrucha sama w sobie nie zmienia zachowania. Ktoś może być poruszony, smutny, może mieć wyrzuty sumienia – i to mogą być jego realne odczucia, ale to nadal nie jest zapowiedź, dowód na to, że zajdzie jakaś zmiana. Bo przecież jak te emocje mu opadną, tak jak opadają motyle w brzuchu, to również emocja zwana skruchą może opaść. I co? I wszystko wróci do normy. Natomiast to, co jest konieczne, żeby zaszła trwała zmiana, to autorefleksja, czyli proces myślowy i też odpowiedzialność za to, co się zrobiło. To moment, w którym ta osoba, która nas skrzywdziła, umie powiedzieć: „widzę, co zrobiłem”, „rozumiem, dlaczego to było krzywdzące”, „rozumiem też już, dlaczego to zrobiłem”, „czego nie wiedziałem, a teraz już wiem”, „i nie wiedziałem, więc to zrobiłem, a teraz wiem, więc bym nie zrobił”, „wiem, co muszę w sobie zmienić i co muszę zmienić w swoich działaniach, zachowaniach”.
Autorefleksja jest podstawą zmiany. Zmiana jest podstawą bezpieczeństwa. I oczywiście ta autorefleksja też musi pociągnąć za sobą realne działania. W relacjach, w których ktoś nas często rani, często traktujemy „przepraszam” jak skruchę, skruchę traktujemy jak dowód zmiany, ale ani jedno, ani drugie nie jest zmianą. Zmianę pokazują tylko nowe zachowania, a nie nowe słowa. Albo może i nie nowe słowa, tylko czasami w kółko powtarzane piękne słowa. Te magiczne słowa – tak jesteśmy uczeni, że to są magiczne słowa. Prawda jednak jest taka, że magiczne słowa są magiczne, gdy są kompatybilne z czyimś zachowaniem. Natomiast można je sobie w dupę wsadzić, jeżeli nie mają odzwierciedlenia w działaniu człowieka, który je wypowiada. I zauważcie, że takie „przepraszam” Mariusza może nas oślepić. Jakieś inne, podobne do „przepraszam” gesty, też mogą nas zaślepić i przesłonić całą resztę jego zachowań. My całej tej reszty zachowań też nie łączymy w całość. Nie widzimy tego Mariusza całościowo, tylko widzimy jakieś jego wyrywki – oczywiście te najlepsze.
Zanim poniesiesz koszty
I teraz, jeśli by przejść do dobrej relacji – tej z Albertem, jeżeli boimy się bliskości, to my dokładnie w ten sposób będziemy postrzegać Alberta, tylko że odwrotnie. Czyli będziemy widzieć np. jego krzywy ząb jako ten błysk flesza – coś co nam przysłania cały obraz człowieka, to kim on jest, co może zrobić w naszym życiu, czego nigdy by nie zrobił w naszym życiu, to czy możemy mu zaufać, czy możemy na nim polegać, czy możemy z nim planować przyszłość. My tego wtedy nie widzimy, bo koncentrujemy się na tym, że ma krzywy ząb albo krzywy uśmiech, albo na przykład fryzurę, która nam się nie podoba, albo styl ubierania, który nam się nie podoba. Oczywiście wszystko jest przecież do zmiany, ale wtedy o tym nie myślimy. Wydaje nam się, że to jest jakiś tragiczny, przeogromny problem, który uniemożliwi nam spokojne i szczęśliwe życie w przyszłości.
Czyli można powiedzieć, że my takiego Alberta w jakimś sensie postrzegamy wtedy jako negatyw Mariusza. Czyli u Mariusza koncentrujemy się na tych najjaśniejszych gwiazdach i one przesłaniają nam całą resztę. U Alberta natomiast koncentrujemy się na jakiejś mało istotnej gwiazdce z całej konstelacji i ona nam przesłania całą resztę, czyli przesłania nam te jasne gwiazdy. Jakaś ciemna, mało widoczna, taka delikatna gwiazda, słabo świecąca, przesłania nam wszystkie jasne gwiazdy, które w nim są. I też nie widzimy konstelacji, tylko jakieś wyrywki.
A co zrobić, żeby widzieć konstelację? Po pierwsze – autorefleksja, czyli świadomość tego, że my musimy tę konstelację widzieć, musimy poznać człowieka, zanim podejmiemy decyzję, czy w to się pakujemy na dobre, czy się nie pakujemy. Zanim zaczniemy topić koszty, warto spojrzeć jak najszerzej. Szerokie patrzenie. Myślę, że to jest istotna rzecz, żeby nie patrzeć na kogoś tak wyrywkowo albo na bazie jego pojedynczych zachowań, jakby nie tworzyły całości, tylko patrzmy na człowieka całościowo, szczególnie zanim podejmiemy decyzję o jakimś dużym topieniu kosztów w tej relacji. Dotyczy to zarówno relacji z Mariuszem, jak i relacji z Albertem. Tylko że jeżeli chodzi o relację z Albertem, to zanim go spławimy z naszego życia, też popatrzmy całościowo. Całościowo, czyli szeroko – jaką on może odegrać rolę w różnych sytuacjach w naszym życiu, a nie tylko w takiej sytuacji, kiedy siedzimy naprzeciwko przy stoliku w kawiarni i wpatrujemy się w ten krzywy ząb. Ponieważ raczej tak nikt nie będzie spędzał życia – siedząc przy stoliku w kawiarni i wpatrując się w ząb.
Wrócę do tego jeszcze w przyszłym odcinku, dlaczego tak nas ten krzywy ząb może przerażać i jaki to ma związek z naszą własną samooceną. Natomiast w tym odcinku to już wszystko, co chciałam Wam powiedzieć, popijając sobie idealną herbatę. Jeśli macie ochotę sięgnąć po więcej moich treści, to zajrzyjcie sobie do linków chociażby w opisie tego odcinka podcastu albo na stronę pokojwglowie.pl – tam są linki do mediów społecznościowych, transkrypcje wszystkich odcinków podcastu i sklep z pamiątkami. Zasubskrybujcie sobie też podcast „Pokój w głowie” w swoich ulubionych aplikacjach podcastowych, aby nie przegapić kolejnych odcinków.
